Login lub e-mail Hasło   

Przeznaczenie

Moje krótkie opowiadanie psychologiczno - fantasy :) Pisałem je pod wpływem silnych emocji, niemalże w transie...
Wyświetlenia: 1.392 Zamieszczono 03/12/2008

          Szybkim krokiem zmierzał ku przepaści. Tyle lat , lat pełnych niepokoju, napięcia. Tyle ofiar, wojennych, dyplomatycznych. To niezwykłe, doprawdy. Tak wielu się poświęciło. Rzucali się w wir bitewny, pod ostrzał tysięcy strzał i pod złowrogie, palące trzewia i niszczące umysły czary. Wyrzekli się rodzin, wyrzekli się swych dóbr, odrzucili swe domy i swoich najbliższych, wyruszając w tą podróż. Bez wahania przyjmowali na siebie śmierć, którą powinien otrzymać on. Ich wiara była tak niezachwiana i ogromna! A teraz leżeli. Gnili. Nic nie mieli. Nic. Odrzucili wszystko co mieli. I umarli. Zginęli, a ich ciała zżerają padlinożercy. Cóż za los! Co oni otrzymali za tą wiarę, za poświęcenie? Dosłownie nic. Absolutnie nie dostali niczego.          


          Teraz on kroczy w stronę przepaści. Rzuci się. Zabiję swoje ciało i uwolni duszę. Żadna istota nie powinna tak cierpieć jak on!
          Wyruszyli w trzydziestu. Zostało ich tylko trzech. Sam zabił dwóch pozostałych przy życiu, niemal tuż u bram ich celu. Dość! To miał – miał tego dosyć.      


          Na początku był niepewny. Onieśmielony, zakłopotany. Potem ruszyli. Drogę zastępowały im wrogie wojska. Wrogie bestie. Wrodzy czarnoksiężnicy. Nawet pogoda była im wroga. Wszystko! Wszystko się przeciwstawiło właśnie im! Wyglądało to tak, jakby cały świat zebrał swe siły w jedno, jak gdyby połączył się na jeden tylko moment, po to, by niszczyć. Powstrzymać. Żywioły, toczące obecną od tysięcy wieków walkę, zaprzestały jej, połączyły swe siły, by zetrzeć z powierzchni ziemi grupkę ludzi, zmierzających ku świątyni. Towarzysze byli oddani i lojalni, a ich wiara był niezachwiana. Ginęli w okrutnych mękach, spalani, miażdżeni. Kruszeni. Ale reszta parła dalej. Oni tak się na niego patrzyli. Inaczej. Nie jak na człowieka. Tak jak na skarb, zbyt kruchy, by się do niego zbliżyć, zbyt delikatny, by zaniepokoić jego równowagę głosem. Patrzyli na niego, jak na ostateczny tryumf. Jak na gwarancję sukcesu. Jak na ich odległe zwycięstwo. Gdy górskie trolle rozdeptywały ich w błocie, gdy olbrzymy kruszyły ich kości, oni patrzyli się na niego gotowi w każdej chwili ruszyć i dać wyrwać czemuś swoje życie. Byle by tylko on przeżył, byle by tylko dotarł do celu, byle by tylko to się wreszcie stało. Nie traktowali go jak człowieka. Nie rozmawiali z nim jak z kompanem. Dla nich był istotą odległą, nie człowiekiem. Traktowali go z ogromnym szacunkiem, niczym wielkiego króla. Tyle, że nawet z królem można się zaprzyjaźnić podczas tak długiej podróży. Ale nie z nim. Jakież to były katusze! Zdał sobie z tego sprawę później, nie na początku. Czuł się samotny, cholernie samotny. Otoczony przez rozweselonych, wiecznie czujnych rycerzy, gadatliwych i towarzyskich, czuł się najsamotniejszym człowiekiem w całym znanym świecie. Ale nie mógł umrzeć, musiał wypełnić swe przeznaczenie. Nie mógł umrzeć. Tak myślał. Przynajmniej przez pewien czas.


           Później dotarli na Czarne Stepy. Dzień w dzień, noc w noc odpierali ataki wilkołaków, wielkich niedźwiedzi i jaszczurów wulkanicznych. Wtedy jego ludzie... nie, oni nie byli nigdy jego ludźmi. To on należał do nich. Dbali o niego, jak o jakąś laleczkę, prezent dla rozkapryszonego dzieciaka! Dobrze, doskonale że powymierali! Chwila... nie ! Co on mówi! Mówi czy też myśli!? To nie jest ważne, już nie. Ale oni ginęli. Ginęli w okropny sposób. Wilkołaki rozszarpywały ciała, ale nie zabijały. To oni, rycerze musieli zabijać swych towarzyszy, powoli zmieniających się w dwunożne, ohydne wilki. Jaszczury parzyły ofiarę. Nie zabijały, najpierw atakowały ogniem i kwasem, i dopiero spalone, martwe ciało pożerały. Zanim ktoś taki zginął, przeżywał okropne męki. A niedźwiedzie? Niedźwiedzie chwytały swe ofiary i nic nie robiąc sobie z ciosów od miecza zjadały je. Żywcem. Zawsze zaczynając od nóg. Dość! To przerażające. To było najgorsze. To było za wiele. Tego było za wiele! Ale czemu? Właśnie wtedy... wtedy właśnie olśniło go. Oni ginęli za niego. Ginęli, by jemu uratować życie. To on zginąłby trzydzieści razy, gdyby nie oni. Oddali swe dusze, ciało i życie, po to, by on mógł je zachować. On był sprawcą ich śmierci. To przez niego ginęli. To tak, jakby był mordercą! Takie wielkie zaufanie pokładali w nim! Jakież wielkie! A gdyby się okazało, że wyrocznia się myliła? A gdyby to nie on był “Tym” ? Co wtedy? Jakież było by ich rozczarowanie!


           On to uczynił. Zabił ich. Innego wytłumaczenia nie było. Jakiż człowiek, pytał, jaki – może wytrzymać takie coś?Jak mógłby wytrzymać tak ogromną presję! Tak wiele zależało od niego! Czemu od niego!? On miał oczyścić ziemię ze wszelkiego ścierwa, jakie po niej biega. I to ścierwo ściga go właśnie z tego powodu. Tyle gniewnych, nienawistnych spojrzeń w stronę małego, zakłopotanego człowieczka.
           Późną nocą ujrzeli to. Ujrzeli cel. Ujrzeli koniec podróży. Świątynie. To w niej dokonać miało się przeznaczenie, w niej miało się wszystko skończyć dla niego, ale rozpocząć na nowo dla świata....


           Stanął na krawędzi przepaści. W dole, kilkaset metrów niżej, błyskały złowieszczo czarne skały. Nawet one, do cholery, gardziły nim! Te bezczelne plamy światła, te błyszczenie, jest takie... kpiące. Kpiące z niego!
Agggggrhhhh !!! Głupie skały! Nie wierzycie!? Nie wierzycie, że skoczę!? Śmiejecie się ze mnie, ze mnie !? Agrhh! - wykrzyczał swe słowa, pełne gniewu i rozpaczy, posłał je głęboko i daleko, wprost ku tak nienawistnym skałom, wyśmiewających go i lekceważących jego poważne zamiary. Jak one śmią!


           Zatrzymali się jeszcze na jedną noc. Wiedzieli, że w obrębie świątyni, stojącej samotnie wśród złowrogich Czarnych Stepów, nie będzie na nich czyhało żadne niebezpieczeństwo. Jakże się mylili. Panie, chroń mnie przed przyjaciółmi, bo z wrogami sam sobie poradzę, jak to powiedział pewien mądry człowiek. Cholernie mądry. Szkoda, że ci dwaj go nie usłuchali. Słuchali tylko wyroczni. Tej wyroczni, która posłała go w tak długą i męczącą podróż. W podróż tak pełną wyrzeczeń, krwi i śmierci. W podróż przepełnioną strachem. Wyrocznia. Z gardła po raz kolejny wydobywa się ochrypły okrzyk nienawiści. Padł na kolana, zakrywając twarz dłońmi. Szlochał ostentacyjnie, wylewając łzy, których nie wylewał od dzieciństwa. Dziwne to uczucie, ale oczyszczające, jak ogień. Zabił ich we śnie. Kim się stał, że wbił sztylet w plecy śpiących towarzyszy? Towarzyszy, którzy mu wierzyli, którzy widzieli w nim tego, który oczyści świat i zmieni koleje losu! Ale mimo to, zabił ich. Zabił bez honoru, jak skradający się szmaciarz, wynajęty żebrak. Okropnym był człowiekiem. Ale co miał robić!? Co miał zrobić? Oni byli żywym pomnikiem tego, co uczynił! Oni byli ciągle powracającym sumieniem, które było świadkiem jego czynów. On zabił tych wszystkich ludzi. Nie bezpośrednio, ale to przez niego ginęli. W imię czego!? Ci dwaj, nadal żyli. Byli jak roztopione żelazo, powoli rozlewające się pod skórą. Ich obecność, irytowała go, a zarazem przerażała. Pokazywali mu, jak okropnym był człowiekiem, przypominali samą swoją obecnością, ilu ludzi posłał w bezdenną paszczę śmierci! Ale oni dalej wierzyli. Wierzyli! W niego! To była okrutna ironia, przerażająca. Może oni udawali? Kpili z niego ? Sarkazm. To właśnie to. Podstępne szczury! Nie! Czy ja już straciłem rozum? Czy ja jestem szaleńcem!? Boże, co się ze mną dzieje? Kim ja jestem!? - zadawał sobie pytania. Po chwili sam znalazł odpowiedzi.        


           Jestem wybrańcem, wybrańcem ludzkości. Nie wyroczni, lecz dusz wszystkich zmarłych ludzi, w tym mędrców. W tym swoich rodziców. W tym rycerzy, którzy zginęli prowadząc go przez wątłą, nietrwałą ścieżkę przeznaczenia. Nie, oni nie wybrali go, bo jeszcze żyli. Ale na zawsze związali swój los z jego losem. Teraz go obserwują. Patrzyli jak oszalał, obserwowali go, gdy się poddał, gdy wybrał najprostszą i najbardziej nieodpowiedzialną drogę – samobójstwo. Zbłądził. Ale moment, póki trzyma się go jeszcze nieco zdrowego rozsądku, należy wykorzystać. Wstał i szybkim truchtem odbiegł od przepaści, nie oglądając się, rozpędził się. Wręcz wpadł do świątyni. Nie mógł stracić ani chwili. Lada moment zmysły mogły go całkowicie opuścić.. Był pierwszą żywą istotą w tych murach, od kiedy tysiąclecia temu ją wybudowano. Zwolnił, i ciężko idąc, dyszał z wysiłku. Powoli położył się na ołtarzu. Wziął trzy oddechy.


          Przeznaczenie się wypełni. Wyjął zza pasa sztylet i wbił sobie między żebra. Jęknął z bólu i poczuł, że mdleje. Wyjął sztylet. Chciał wziąć oddech, ale okazało się to daremnym wysiłkiem. Przeszył sobie płuco. Uchwycił mocniej rękojeść. Ręka mu się trzęsła. Wbił sobie sztylet ponownie, prosto w brzuch. Z jego ust wydobyło się wraz z krwią stęknięcie bólu. Czuł, jak świadomość go opuszcza. Podniósł sztylet po raz ostatni, zacisnął powieki, i zdecydowanie wepchnął zimne ostrze w serce. Umarł. Ostatnim dźwiękiem, jaki usłyszał za życia, był odległy skowyt zdychających wilkołaków i ryk ginących trolli.
          Przeznaczenie się wypełniło.


 


Podobne artykuły


47
komentarze: 37 | wyświetlenia: 5912
72
komentarze: 23 | wyświetlenia: 162714
71
komentarze: 22 | wyświetlenia: 17161
55
komentarze: 15 | wyświetlenia: 39519
44
komentarze: 38 | wyświetlenia: 6070
43
komentarze: 9 | wyświetlenia: 22427
41
komentarze: 44 | wyświetlenia: 26499
35
komentarze: 17 | wyświetlenia: 19357
32
komentarze: 10 | wyświetlenia: 16464
31
komentarze: 3 | wyświetlenia: 40695
31
komentarze: 17 | wyświetlenia: 6905
31
komentarze: 9 | wyświetlenia: 27690
 
Autor
Artykuł



Bardzo ciekawe :) Łatwo i przyjemnie się czyta.
I tak dogłębnie przedstawione szaleństwo człowieka "od podszewki"
Podoba mi się i czekam na więcej!

Cholernie ciężko to czytać, żeczywiście pisane w transie musiało być, jednym them wyrecytowany bezbarwny przekaz szaleństwa przez osobę jak najbardziej normalną i nieznającą szaleństwa. Tak szaleństwo widzieć może tylko 90%ludzi na świecie, ci szaleni widzą w nim głębie i nie jadą po łebkach, ci co z szaleństwem się ztykają nadają mu barwę. swojego do niej ustosunkowania.

Jakby całość była

...  wyświetl więcej

Moja mania rozumienia nakazała mi przeczytać 2 raz to COŚ. i teraz dostrzegam jeszcze większe braki! Narrator wykazuje większe objawy obłędu niż postać przez niego opisywana
" Później dotarli na Czarne Stepy. Dzień w dzień, noc w noc odpierali ataki wilkołaków, wielkich niedźwiedzi i jaszczurów wulkanicznych. Wtedy jego ludzie... nie, oni nie byli nigdy jego ludźmi. To on należał do nich. D ...  wyświetl więcej

Panie Anarchiuszu :)

Czy naprawdę wystarczył jeden krytyczny komentarz, by zasypał mnie Pan swymi przemyśleniami? :) Aż tak bardzo chcesz się Pan zemścić? Rozumiem, takie złośliwości w podstawówce, w gimnazjum też. Ale w Pana wieku? :)

PS 1 : Czas nauczyć się ortografii - ("prubuje , żeczywiście, them). Może wydaje się to Panu poplątane ze względu na to - że nie jest Pan w stanie p

...  wyświetl więcej

Piszę 2 raz nie wiem o jaki komentarz chodzi zaraz go odnajde, nie przejmuje się krytyką jak widać pan BARDZO skoro nie potrafi odpowiedzieć na moje zażuty. Co do mojej ortografi to leży i to się nie zmieni :P Czytam fantastykę od lat podstawówki (gimnazjum za mnie nie było) i nie tylko znanych pisaży (w ilościach hurtowych) i ta ostra krytyka jest z mojej strony dla tego że sam swoje wypociny rów ...  wyświetl więcej

Czy naprawdę wystarczył jeden krytyczny komentarz, by zasypał mnie Pan swymi przemyśleniami? pominmy już ten komentarz bo naprawde nie kminie a przemyśleniami zasypania to pan nie chciał? poklasku pan chciał ? to do drukarni było z tym nie na EIOBA albo do IDOLA

W PS pana złośliwości nie widzę :D liczyłem raczej na równie przemyślaną odpowiedź

Nie napisąłem ci że to dno śmierdzi i

...  wyświetl więcej

No, teraz przynajmniej Panie Anarchiuszu wysunął Pan jakieś argumenty.
Było później to poprawiane. Narrator jest celowo "zakręcony"



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska