Login lub e-mail Hasło   

Partnerzy czy podejrzani

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.redakcjawojskowa.pl/gazeta/in(...)emid=46
Wojskowe Służby Informacyjne w NATO
Wyświetlenia: 1.989 Zamieszczono 14/12/2008

Służby wywiadowcze każdej armii stanowią forpocztę w relacjach wojskowych z sojusznikami. Zwykle zanim dochodzi do zawiązania paktu militarnego, zaczynają ze sobą Współpracować służby wywiadowcze. To właśnie one rozpoznają sytuację międzynarodową i przygotowują grunt pod nowy sojusz

Ich strategiczna rola wzrasta, gdy w grę wchodzi przystąpienie do międzynarodowego paktu militarnego. Wówczas stają się odpowiedzialne za tajemnice wojskowe układu, do którego przystępuje państwo. Od profesjonalizmu tych służb zależy także to, jak ich armie będą postrzegane przez nowych sojuszników militarnych.

Polska droga do NATO

Gdy w 1991 r. w Budapeszcie nastąpiło formalne rozwiązanie Układu Warszawskiego, trwająca blisko pół wieku zimna wojna definitywnie się skończyła. W tej zupełnie nowej sytuacji politycznej w Europie NATO musiało siłą rzeczy wziąć na siebie rolę głównego gwaranta bezpieczeństwa europejskiego. Polskie aspiracje do NATO coraz częściej były artykułowane przez kolejnych premierów i prezydenta Lecha Wałęsę. Z upływem czasu wszystkie siły polityczne w Polsce, nawet postkomunistyczne SLD, ponawiały na arenie międzynarodowej postulat akcesji Polski do NATO i UE. Ten konsekwentny kierunek naszej polityki zagranicznej zaczął przynosić wyniki. W 1994 r. Polska podjęła militarną współpracę z krajami zachodnimi w ramach programu "Partnerstwo dla pokoju", a pięć lat później formalnie została członkiem NATO.
W Brukseli nie czekano na nas z otwartymi rękami. Wiedziano, że polscy wojskowi przez lata ściśle wykonywali sowieckie dyrektywy. Obawy te dotyczyły zwłaszcza polskiego wywiadu wojskowego, który przed 1989 r. był jedynie instrumentem w rękach sowieckiego GRU i aktywnie uczestniczył w szpiegowaniu NATO. Szefowie zachodnich służb nadal traktowali polskich kolegów bardziej jak wrogów niż sojuszników. W ich ocenie sowieckie GRU ściśle podporządkowało sobie wywiady wojskowe krajów satelickich, mając nawet dostęp do ich aktywów operacyjnych. I mieli rację. GRU już w październiku 1975 r. podczas spotkania przedstawicieli wywiadów państw - członków Układu Warszawskiego zobligowało wszystkich uczestników do dostarczania informacji operacyjnych nt. osób podejrzanych "o przynależność do organów wywiadowczych przeciwnika". Zarząd II Sztabu Generalnego należał w tej dziedzinie do wiodących. W latach 1988-1989 informacje polskiego wywiadu wojskowego stanowiły aż 55 proc. wszystkich informacji przekazanych przez wywiady państw Układu Warszawskiego do centrali GRU.
Wątpliwości NATO budziła także kadra Wojskowych Służb Informacyjnych. Wiedziano, że większość pozostających w służbie oficerów w przeszłości przechodziła szkolenie w ZSRR. Zdawano sobie sprawę, że w tej grupie są ukryci sowieccy agenci. Najbardziej niepokojące dla NATO było to, że polskie służby wojskowe nawet po 1989 r. blisko współpracowały z Rosjanami. Dowodem była m.in. sytuacja, do jakiej doszło 3 marca 1992 r. w Paryżu, kiedy zastępca dyrektora francuskiego wywiadu wojskowego DST interweniował u przedstawiciela WSI płk. Zdzisława Żyłowskiego w sprawie udostępniania Rosjanom przez stronę polską swoich agentów. W trakcie tego spotkania Francuzi przekazali na ręce wspomnianego oficera WSI listę 20 polskich agentów, którzy dalej pracowali na rzecz GRU i to "pod polską flagą". Podobnych interwencji szefów zachodnich wywiadów u przedstawicieli WSI było w latach 90. co najmniej kilka. Dlatego szefowie zachodnich wywiadów obawiali się, że wraz z rozwojem procesu integracji Polski z NATO pojawi się realne zagrożenie paktu sowiecką infiltracją.


WSI w drodze do Brukseli

Dlatego gdy w 1994 r. Polska przystąpiła do natowskiego programu "Partnerstwo dla Pokoju", zachodnie wywiady wielokrotnie zgłaszały obiekcje do przybywających na Zachód konkretnych oficerów WSI.
Przykładem może być sprzeciw strony niemieckiej wobec propozycji objęcia stanowiska polskiego attache wojskowego w Kolonii przez płk. Cezarego Iiperta - w przeszłości szkolonego przez GRU. Podobna sytuacja miała miejsce, gdy attache wojskowym w Kanadzie miał zostać płk Dobrosław Mąka - dwukrotny uczestnik kursów GRU. Znany jest również przypadek wyjazdu do ataszatu w jednym z krajów NATO oficera Zarządu II WSI, który w końcu lat 80. "wystawił" GRU amerykańskiego agenta realizującego misję wywiadowczą w Moskwie. Brytyjski wywiad MI-6 zgłaszał w latach 90. wsztabie NATO "swoje obiekcje" wobec kilkudziesięciu innych oficerów WSI przybywających na Zachód. Dotyczyło to min. trzech szefów WSI: gen. Bolesława Izydorczyka, gen. Konstantego Malejczyka i gen. Marka Dukaczewskiego, o których wiedzę Brytyjczycy zdobyli, min. analizując akta byłego enerdowskiego wywiadu.
Przedstawiciele NATO w oficjalnych kontaktach z Polską wielokrotnie postulowali przyspieszenie zmian w polskiej armii, mając w szczególności na uwadze zmiany w jej służbach wywiadowczych. Dlatego gdy w 1997 r. AWS wygrała wybory, proces integracji Polski z NATO wymagał podjęcia działań. Nowym szefem WSI został wówczas płk Tadeusz Rusak, rekomendowany na to stanowisko przez NSZZ "Solidarność" i popierany przez wpływowe w - polskich służbach lobby krakowskie. Gdy polecono mu zbadać "problem sowiecki" w WSI, zatwierdził szersze działania w tym kierunku w ramach SOR (Sprawy Operacyjnego Rozpracowania) "Gwiazda". Zidentyfikowano wówczas w WSI aż 158 wysokich oficerów, w przeszłości szkolonych w ZSRR, którzy, o dziwo, mieli największe szansę wyjazdu na placówki w krajach członkowskich NATO. Dalszym następstwem "Gwiazdy" było odejście ze służby w WSI 50 absolwentów sowieckich uczelni wojskowych. Pozostali w WSI oficerowie z sowiecką przeszłością w obawie przed możliwością dalszego prześwietlenia ich przeszłości i "wywiadowczych związków" ograniczyli do minimum kontakty z rosyjskimi kolegami. Jednak gdy w 2001 r. szefem WSI został również szkolony w ZSRR gen. Dukaczewski, zaniechano prowadzenia "Gwiazdy" oraz pozbyto się z WSI kilku oficerów, którzy ją prowadzili.
Po 1999 r. pomimo uzyskania przez Polskę członkostwa w NATO dowództwo paktu nadal z rezerwą podchodziło do współpracy z wieloma oficerami WSI. Nie bez powodu jeden z najwybitniejszych analityków wywiadu i wiceprezes wpływowej w gremiach natowskich American Foreign Policy Council - Michael Waller - stwierdził, że nawet po przyjęciu do NATO "zachodnie wywiady nieraz unikały współpracy z niektórymi polskimi oficerami, a Polska pomijana była w wielu strategicznych kwestiach dotyczących bezpieczeństwa paktu".
Uzasadnione obawy wojskowych z Brukseli musiały zetrzeć się faktami dokonanymi. Do Mons, Brukseli i innych centrów dowodzenia NATO systematycznie przybywali oficerowie WSI. Usprawniano systemy przepływu informacji między Brukselą a Warszawą. Komórki bezpieczeństwa NATO z ostrożnością przyznawały polskim kolegom certyfikaty bezpieczeństwa, które dawały prawo dostępu do tajemnic paktu. O ile bardziej otwarcie traktowano coraz lepiej władających angielskim młodych oficerów z Polski, o tyle z rezerwą odnoszono się do tych z długim stażem w służbie. Tak było w przypadku gen. Izydorczyka, o którym wiedziano, że w latach 80. realizował zadania szpiegowskie w USA na rzecz Układu Warszawskiego. Poważne zastrzeżenia do jego przeszłości miało również Biuro Bezpieczeństwa Wewnętrznego (BBW) WSI. Sprawa wydania mu poświadczenia bezpieczeństwa przeciągała się, a gen. Izydorczyk oczekiwał na wyjazd do Brukseli, aby objąć pełnioną kadencyjnie funkcję dyrektora Partnership Coordination Celi (PCC). Ostatecznie otrzymał je dzięki wsparciu prezydenta Kwaśniewskiego.

Teraźniejszość i przyszłość

Gdy w lutym 2007 r. minister Antoni Macierewicz oficjalnie wręczył w Brukseli szefom służb wywiadowczych NATO przetłumaczony na język angielski Raport z weryfikacji WSI, jego rozmówcy z zainteresowaniem przystąpili do lektury dokumentu. Wielu z nich po przekartkowaniu raportu z wykazem przeszkolonych w b. ZSRR polskich oficerów uznało, że dzięki temu polskie służby pozbywają się definitywnie wpływów sowieckich  których przez wiele lat poważnie się obawiali. Wyeliminowanie z polskich służb wojskowych oficerów kształconych w przeszłości pod okiem Rosjan było na pewno ogromnym krokiem w kierunku lepszej współpracy z zachodnimi wywiadami. Na tę decyzję dowództwo NATO długo czekało. Na pewno buduje ona znacznie lepszy wizerunek polskich służb w Brukseli i wzmacnia zaufanie do nich zachodnich kolegów. W perspektywie restauracji sowieckiego imperializmu i wzrostu agresywności rosyjskich służb wywiadowczych pozbycie się "sowieckiego problemu" w służbach specjalnych naszej armii wydaje się być niezwykle ważne. I nie będą musieli borykać się tym kolejni szefowie tych służb w przyszłości. Nie będzie też obaw w Brukseli przed przyjazdem oficerów SWW i SKW.
W Brukseli nie czekano na nas z otwartymi rękami. Wiedziano, że polscy wojskowi przez lata ściśle wykonywali sowieckie dyrektywy. Obawy te dotyczyły zwłaszcza polskiego wywiadu wojskowego, który przed 1989 r. był jedynie instrumentem w rękach sowieckiego GRU i aktywnie uczestniczył w szpiegowaniu NATO.

Zobacz też

Podobne artykuły


25
komentarze: 21 | wyświetlenia: 6650
19
komentarze: 18 | wyświetlenia: 3909
17
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1174
23
komentarze: 4 | wyświetlenia: 5698
21
komentarze: 40 | wyświetlenia: 2030
13
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1573
21
komentarze: 14 | wyświetlenia: 66177
23
komentarze: 5 | wyświetlenia: 2023
36
komentarze: 94 | wyświetlenia: 3162
28
komentarze: 17 | wyświetlenia: 2743
23
komentarze: 64 | wyświetlenia: 3347
21
komentarze: 31 | wyświetlenia: 3314
19
komentarze: 7 | wyświetlenia: 3415
17
komentarze: 16 | wyświetlenia: 1197
 
Autor
Dodał do zasobów: Grzegorz Rossa.
Artykuł




Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska