Login lub e-mail Hasło   

Marcin Herman, Rosja chyli się ku upadkowi

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://fakt-opinie.salon24.pl/104957,suw(...)padkowi
Z Wiktorem Suworowem rozmawia Marcin Herman
Wyświetlenia: 1.966 Zamieszczono 13/05/2009

Dlaczego przyniósł pan na spotkanie śrubokręt i taśmę mierniczą?
- Na tym śrubokręcie jest napisane: chrom i wanad. Bez tych dwóch metali nie jesteśmy w stanie zrobić byle śrubokręta, nie mówiąc o czołgach czy okrętach. Przed atakiem na Związek Sowiecki Stalin dostarczał Hitlerowi tych surowców w ogromnych ilościach. Bez ZSRR, Niemcy nie mogłyby niczego wyprodukować i rozpocząć wojny. A dlaczego miarka? Polacy znają słynną mapę, na której wytyczono podział Polski w wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow. Na niej widnieje podpis Stalina, który ma 58 centymetrów. Przyniosłem miarkę żeby to zobrazować.

Stalin musiał być chyba niezwykle zadowolony ze swojego osiągnięcia.
- Nie jestem psychologiem, ale prostym byłym sowieckim szpiegiem. Wiem jednak, że bardzo się cieszył. Bo oszukał Hitlera, którego chciał wykorzystać jako narzędzie w swojej ekspansji. Na godle ZSRR widnieje kula ziemska, na której jest sierp i młot. Gdzie są zaznaczone granice Związku Sowieckiego?

Nie ma ich.
- Właśnie, bo ZSRR miał objąć cały świat. Gdyby Hitler narysował podobne godło z ziemią i swastyką, wszyscy by krzyczeli: ty gadzie! A nad godłem sowieckim wszyscy przeszli do porządku dziennego. Ostatnio byłem w Waszyngtonie. Proszę sobie wyobrazić, że na froncie ambasady rosyjskiej do dzisiaj wisi taki herb i nikt nie protestuje.

Kto pana zdaniem wygrał wojnę?
- Komunizm zwyciężył w II wojnie światowej. Dla samego Stalina wynik wojny nie był jednak sukcesem. Chciał zająć całą Europę, a udało mu się tylko część. Jednak to Niemcy przez to, że przegrali, w rezultacie odnieśli zwycięstwo. Oczyścili się z nazizmu, krytycznie ocenili swoją historię.

Skąd aż do dziś bardziej pobłażliwy stosunek wobec komunizmu niż nazizmu w świecie zachodnim? Przecież coraz więcej wiadomo o prawdziwej naturze komunizmu.
- Sowiecka propaganda nie była głupia i prymitywna. Stalin był bardziej chytry niż Hitler. Ten w „Mein Kampf” napisał po prostu, że chce ziem w Europie Wschodniej. Najechał na Polskę, nie ukrywając, że potrzebny był mu był Gdańsk i wasze ziemie. A Stalin „wyzwolił zachodnią Ukrainę i Białoruś”. Esesman nosił na czapce czaszkę i piszczele. U NKWDzisty na mundurze złociły się kłosy zboża. Goebbels był w III Rzeszy ministrem propagandy, a u nas tow. Szczerbakow stał na czele Biura Informacji. Komuniści więc tylko „informowali”, żadnej propagandy. Nawet główne gazety nazywały się „Prawda” i „Izwiestia” czyli „Nowości”.

No tak, a w Niemczech był np. „Sturmer” czyli szturmowiec, co brzmiało groźnie
- Właśnie. A my dawaliśmy ludziom samą prawdę i informację.

I dlatego właśnie obrał pan sobie za misję walkę z mitami sowieckiej historii?
- Niektórzy nazywają to zdradą. Niedawno były szef KGB Czebrikow znowu nazywał mnie zdrajcą. A ja odpowiadam: tak, owszem zdradziłem władzę sowiecka, a wy co? Byliście jej wierni? To dlaczego nikt z was nie bronił jej w 1991 r.? Ty stałeś na czele KGB i przysięgałeś, że do ostatniego naboju będziesz bronił ZSRR. I go nie obroniłeś. I dobrze, bo było to reżim przestępczy. Dobrzy komuniści zdarzali się tylko wśród teoretyków. Praktycy pozostali zaś w pamięci jako wcielenie zła. Oni wszyscy to przestępcy albo durnie, albo coś pomiędzy – przestępczy durnie w stylu Chruszczowa.

Odmawia pan komunistom jakichkolwiek zasług. Większość Rosjan chyba widzi to inaczej?

- Niestety, w Rosji nie wszyscy jeszcze zdali sobie sprawę, że komunizm był przestępstwem. Mówią jedynie o paru błędach. Dopóki do ludzi nie dotrze, że komunizm to jeden wielki błąd i jedno wielkie przestępstwo, Rosja będzie spadać na dno. Co roku 9 maja w Moskwie odbywa się parada zwycięstwa. Maszerują żołnierze trzymający w rękach czerwone sztandary z Leninem. A na trybunie obok Putina i Miedwiediewa stoją głównie miliarderzy. Patrzą na Lenina i płaczą wzruszeni dniem zwycięstwa. Bo dopiero im udało się zrealizować komunistyczne idee, które głosiły, że należy się według potrzeb. I oni dostali wszystko według potrzeb. Pałace, jachty, prywatne samoloty. Jeden miał nawet potrzebę posiadania wielkie klubu piłkarskiego w Anglii – i tę potrzebę zaspokoił. Co za fałsz!

Pan się śmieje i oburza, ale dla większości Rosjan II wojna światowa jest świętością. Putin mówi, co jeżeli to zwycięstwo nie będzie święte i wzniosłe, co Rosji zostanie z historii XX w.?

- Nic świętego w historii ZSRR nie było, a już szczególnie nie ta wojna. Bo to my do niej doprowadziliśmy. Nie była to żadna wielka wojna ojczyźniana, lecz II wojna światowa do której ZSRR przystąpił nie 22 czerwca 1941 roku. I nawet nie 1 września 1939 roku, a 19 sierpnia 1939, gdy Stalin zaprosił Ribbentropa do Moskwy, by ten podpisał z nami tajny układ. To w Moskwie zadecydowano o podzieleniu Polski, to wtedy Stalin machnął ten półmetrowy podpis. Ale sprawę pokazuje się zupełnie inaczej. Nawet w dzisiejszych podręcznikach rosyjskich na mapie obrazującej wojnę w Polsce po „stronie niemieckiej” widać ruchy wojsk, a po „stronie radzieckiej” nic. Jakby żadnego 17 września nigdy nie było. Po prostu nagle granica ZSRR przesunęła się na zachód. Napaść na Finlandię zimą 1939 roku nazywana nadal jest sowiecko-finlandzkim konfliktem, napaść na Polskę - wyzwoleńczym pochodem Armii Czerwonej. Litwa, Łotwa, Estonia dobrowolnie weszły w skład ZSRR. Czym to się różni od tego, co robił Hitler? Niczym, ale nadal w Rosji twierdzi się, że wojna zaczęła się dopiero w 1941 roku.

A Rosja została podstępnie napadnięta.

- Rosyjscy politycy i historycy nadal fałszywie utrzymują, że Stalin nigdy na Niemcy nie chciał napaść. Bo niby ZSRR miał słabe czołgi i samoloty, Stalin był naiwnym durniem, a armia była słaba, bo w wyniku czystek straciła kierownictwo z marszałkiem Tuchaczewskim na czele. Ciągle ten Tuchaczewski. Przedstawiany jako geniusz. W rzeczywistości tylko raz w karierze miał okazję wojować z porządną armią. Z polskim wojskiem w 192O roku. Uciekł przed waszymi żołnierzami w popłochu. Z nim, czy bez niego armia sowiecka poradziłaby sobie tak samo.

Dlaczego według Pana ZSRR chciał pierwszy napaść na III Rzeszę?
- Proszę sobie wyobrazić, że jest 1970 rok, nie ma broni atomowej i nikt nie może zatrzymać ZSRR, który dysponuje ogromną armią. Nie ma NATO, a Zachód jest podzielony. Proszę sobie wyobrazić, że USA są wielkim przyjacielem Związku Sowieckiego. A do tego kraje europejskie ze sobą wojują. Co by wtedy zrobił miłujący pokój tow. Breżniew? Zacierałby ręce mówiąc: macie tu wanad, molibden, chrom i surowce – wojujcie i wykrwawcie się, a potem my przyjdziemy na gotowe. Właśnie taka sytauacja miała miejsce w 1939-41 roku. Tow. Stalin tylko mógł zacierać ręce i mówić „dawaj, dawaj rebjata”. Hitler zrobił to, co było wygodne dla Stalina. Zliwidował granice, zniszczył wszystkie partie polityczne, powsadzał miliony ludzi do obozów. Stalin chciał to wykorzystać – najpierw zaatakować Niemcy, a potem zająć całą Europę. Niemcy jednak okazali się szybsi i zaatakowali pierwsi. Gdy o tym opowiadam, rosyjscy historycy mówią mi, że falsyfikuje historię. A ja odpowiadam, że prawdziwej rzetelnej historii jeszcze nie napisano i nie ma nawet co falsyfikować. 

Jak wygląda swoboda badań historycznych w Rosji?
- Rosyjscy historycy zawsze podkreślają, że przed paktem Ribbentrop-Mołotow był „zdradziecki” układ monachijski, gdy państwa zachodnie oddały Hitlerowi Czechosłowację. I niby dlatego przez to ZSRR był zmuszony podpisać z Niemcami pakt. Rosyjscy historycy twierdzą, że jedynie Sowieci deklarowali pomoc militarną Czechosłowacji. Mój przyjaciel, historyk, zwrócił się z prośbą do naszego MSZ by pokazać mu odpowiednie dokumenty, które miałyby o tym świadczyć. Dostał odpowiedź, że wszelkie informacje znajdują się w książce „ZSRR w walce o pokój w przededniu II wojny światowej” napisanej w czasach Chruszczowa. Do dokumentów dostępu nie ma, choć działo się to ponad 70 lat temu. Czechosłowacja ani ZSRR nie istnieją, a dokumenty dotyczące stosunków dwóch nieistniejących państw są nadal tajne, chociaż już po 30 latach powinny być udostępnione. Taką właśnie mamy wolność badań historycznych.

Jednak te same mity o II wojnie światowej są żywe na zachodzie nawet wśród ludzi, którzy są krytyczni wobec komunizmu.

- Zachodowi trudno przyznać, że gdy w Europie stało na przeciw siebie dwóch przestępców, Zachód pomagał jednemu z nich. A czym się oni różnili? U Hitlera były obozy koncentracyjne, u Stalina też. U jednego jedna partia, u drugiego również. U jednego NKWD, u drugiego Gestapo. Pierwszy miał Hitlerjugend, a drugi Komsomoł. U jednego plan pięcioletni, u drugiego czteroletni. Obaj mieli wąsy. Choć tu jednak największa różnica! Stalin miał duże podkręcone, a Hitler mały wąsik.

Nie dziwi więc chyba Pana, że ostatnio w rosyjskich podręcznikach pojawił się zwrot, że Stalin to „efektywny menedżer”?

- Cóż, wszyscy nasi ludzie przy władzy są umoczeni w poprzednim systemie. W wyborach 1996 roku mieliśmy dawnego członka politbiura Jelcyna i szefa kompartii Ziuganowa. I wybieraj teraz. Potem już nawet wyborów nie było, bo dostaliśmy podpułkownika KGB. Tacy ludzie nigdy nie powiedzą, że brali udział w przestępczym systemie. Muszą usprawiedliwiać swoją przeszłość. Z ich punktu widzenia Stalin nie był więc jedynym efektywnym menadżerem – teraz w Moskwie mamy mnóstwo nowych „efektywnych managerów”, którzy rozgrabli Rosję.

Efektywym menadżerem łatwo być, gdy ropa kosztuje 147 dol. za baryłkę. A na ile efektywni są teraz, gdy cena spada do 30-40 dolarów za baryłkę?

- Gopodarka rosyjska jest gospodarką pasożytniczą, która wysysa surowce naturalne. Gdy ropa kosztowała 10 dol. za baryłkę było całkiem nieźle, gdy piętnaście jeszcze lepiej. Ale do poziomu dziesięciu dolarów, nie można już było wrócić. To tak jak z kokainistą, który potrzebuje więcej i więcej, i nigdy nie może zmniejszyć dawki. I tak gopospodarka rosyjska i władze na Kremlu wpadały w coraz większy optymizm uzależniony, napędzany ceną ropy. Aż wreszcie, wraz z nadejściem światowego kryzysu, wszystko się zawaliło. Okazuje się, że cała ich agresywna polityka wobec Gruzji, Ukrainy, Polski opiera się na iluzji silnej Rosji, która wzięła się z szybujących cen ropy.

Czy oznacza, że władza w Rosji się zawali?

- Oczywiście, Rosja niczego nie produkuje. Oprócz broni, która zresztą przyczynia się do destabilizacji świata. Kiedyś pieniądze z surowców wracały do kraju, coś za nie budowano, a teraz nie. Czeka nas zatem seria bardzo groźnych katastrof technicznych. Przez ostatnie 20 lat nikt nie inwestował w infrastrukturę. Zaczną się więc walić mosty, elektrownie atomowe będą się psuć. Nawet gazociągi i ropociągi, którymi eksportuje się surowce nie były naprawiane od lat 60., kiedy powstały. A jak pojawiają się jakieś pieniądze, to od razu wysyłane są na konta w Szwajcarii albo oligarchowie kupują sobie kluby piłkarskie, jachty, samoloty, rezydencje. Z Rosji cały czas uciekają specjaliści – w USA pracuje już 120 tys. rosyjskich naukowców. Zostają tylko pijacy i niemoty.

No i oczywiście funkcjonariusze służb. Czy to nie wystarczy by utrzymać porządek?

- Oni umieją sprawnie zabić, ale Rosji nie nakarmią. Mimo że teraz baryłka kosztuje 40 dol., to gdyby te pieniądze zostały w Rosji, to można przy dobrej polityce za nie żyć. Jednak cały czas dochody wywozi się za granicę.

Ale Rosja nadal dysponuje dużym funduszem stabilizacyjnym, który zgromadziła podczas konunktury.

- Ten fundusz rozpływa się w mgnieniu oka, ratując głównie prokremlowskich oligarchów takich jak Dierepaska czy Abramowicz. To dla nich ta stabilizacja. Dierepaska większość pieniędzy stracił na kryzysie, ale państwo pokryło mu straty. Taki biedny z niego człowiek.

Władza zawali sięm i co dalej?
- Anarchia. Albo Rosja podzieli się na oddzielne państwa, albo na oddzielne bandy, które będą ze sobą wojować. Jeśli w jakichś regionach znajdą się silni ludzie, to mogą przejąć władzę.

Brzmi to jednak jak political fiction.
- Teraz brzmi to niewiarygodnie, ale w upadek ZSRR też nikt nie wierzył. Robiono zresztą wtedy sondaż, z którego wynikało, że 95 proc. mieszkańców ZSRR nie dopuszczało myśli, że imperium się rozpadnie. A rozpadło się. Teraz choćby sama dramatyczna sytuacja demograficzna sprawia, że nie wystarczy ludzi by utrzymać kraj. 

Rosyjski politechnolog Gleb Pawłowski twierdzi, że w łonie władzy istnieje grupa grająca na kryzys, która chce usunąć Putina. To możliwe?

- Gdy pojawiają się takie informacje z takiego źródła, to znaczy, że dokładnie tak jest. W 1990 roku szef dyplomacji ZSRR Eduard Szewardnadze ostrzegał: jest grupa, która gra przeciw kierownictwu partii. Teraz to samo. Gdy Titanic tonie, a szalup dla wszystkich nie wystarczy, najważniejsi ludzi na pokładzie zdają sobie sprawę, że jakoś trzeba się zacząć ratować.

 

Wiktor Suworow (właśc. Władimir Bogdanowicz Rezun), były agent GRU (sowieckiej służby wywiadu wojskowego), który w 1978 r. zbiegł do Wielkiej Brytanii i został skazany zaocznie na karę śmierci, nie uchylono jej po upadku ZSRR. Pisarz i historyk, autor książek „Akwarium”, „Lodołamacz”. Ostatnio wydał „Ostatnią Defiladę”, kolejną część cyklu przedstawiającą hipotezę o sowieckich zamiarach ataku na III Rzeszę. Książką ukazała się nakładem wydawnictwa Rebis

Zobacz też

Podobne artykuły


23
komentarze: 42 | wyświetlenia: 3424
8
komentarze: 13 | wyświetlenia: 1208
28
komentarze: 12 | wyświetlenia: 3619
23
komentarze: 10 | wyświetlenia: 3943
11
komentarze: 5 | wyświetlenia: 8822
10
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1246
9
komentarze: 0 | wyświetlenia: 3012
8
komentarze: 0 | wyświetlenia: 853
30
komentarze: 7 | wyświetlenia: 83452
27
komentarze: 17 | wyświetlenia: 21608
26
komentarze: 11 | wyświetlenia: 19721
25
komentarze: 30 | wyświetlenia: 4738
23
komentarze: 17 | wyświetlenia: 3334
 
Autor
Dodał do zasobów: Grzegorz Rossa.
Artykuł




Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska