Login lub e-mail Hasło   

Mierz wysoko

Gdy byłem o połowę młodszy, myślałem, że jeśli kiedyś zacznę używać zwrotu: a w mojej młodości było lepiej, to będzie to niechybnym znakiem starzenia się. No i chyba się starzeję...
Wyświetlenia: 5.237 Zamieszczono 05/07/2009

Z przykrością, ale muszę to powiedzieć: w moim dzieciństwie faktycznie było lepiej — przynajmniej „na odcinku” telewizyjnych bajek.

Po pierwsze, był jeden program telewizyjny. Tak, tak, jeden! Choć dziś może się to wydawać niewyobrażalne. Komputerów też nie było. — No to co w tym było dobrego? — zapyta ktoś młody. — Co można było robić bez telewizji i komputera? Nuda.

Otóż, niekoniecznie. W tamtych czasach należałem z ojcem do dwóch bibliotek osiedlowych i na wyścigi czytaliśmy książki. On kończył, a ja zaczynałem lub odwrotnie. Szczególnie lubiliśmy książki historyczno-przygodowe. Doszło do tego, że zanim ukończyłem szkołę podstawową, znałem już doskonale historię Słowian i Piastów. Przed liceum było jak znalazł. Do tego jeszcze uprawiałem sport. Nie nudziłem się.

Ale wróćmy do bajek. Królował Bolek i Lolek, dobry był też Reksio, znakomity Zaczarowany ołówek, Koziołek Matołek i Miś Uszatek. Z zagranicznych najbardziej lubiłem węgierskiego Krecika, radzieckiego Wilka i zająca, czeskiego Rumcajsa. Bardzo miłe były Bajki z mchu i paproci, ze Żwirkiem i Muchomorkiem. Były to programy bardzo ciepłe, przyjazne, pouczające, z minimalną (może z wyjątkiem Wilka i zająca) liczbą scen jakiejkolwiek przemocy.

Zmiany przyszły wraz z zachodnimi filmami Disneya. Wszyscy się w nich ganiali, bili, podstawiali sobie nogi, zrzucali na siebie z wysoka ciężkie przedmioty, podkładali nawzajem laski dynamitu, rozjeżdżali rozpędzonymi pojazdami, oszukiwali. W każdym filmie wygrywał bardziej cwany osobnik, a swoistym królem cwaniaków był królik Buggs.

Z czasem w bajkach do cwaniactwa i przemocy doszła jeszcze magia i elementy okultystyczne. Dzisiejsze programy dla dzieci są nieporównywalne w dawnymi. I wcale nie mam tu na myśli tylko strony technicznej.

Japońskie kreskówki Pokemon uczą dzieci zabijania przeciwnika przez atak rogiem, rzut kamieniem, ukąszenie, rozprucie brzucha, napad furii, podwójne kopnięcie, wyssanie krwi itp. W Transformerach teksty typu „teraz zmiażdżę twój ryj” wcale nie są wyjątkowe. Roboty z możliwością transformacji cały czas strzelają do siebie z broni maszynowej, wygrażają i prowokują wzajemnie do dalszej walki. W amerykańskim Power Rangers walka na kopniaki i pięści toczy się nieustannie. O co? Oczywiście o pokój na świecie. A to tylko animowane bajki dla dzieci. Do tego dochodzą filmy i gry komputerowe o podobnych treściach. Niech nikt się nie łudzi, że to nie zostawia w umysłach dzieci trwałych śladów, rzutujących na ich zachowania i postawy.

Dorośli też nie są bezpieczni. Mają swoje programy i filmy z nie mniejszą liczbą  negatywnych wzorców, które przenoszą do życia prywatnego. Następstwa tego przeniesienia często bywają tragiczne dla ich najbliższych. A przecież można inaczej. Telewizja nie musi nam i naszym dzieciom dyktować, co myśleć i jak żyć.

Niedawno przeczytałem niesamowitą historię życia amerykańskiego lekarza, Bena Carsona. To obecnie jeden z najlepszych neurochirurgów dziecięcych na świecie. Już jako trzydziestolatek rozdzielił bliźnięta syjamskie zrośnięte mózgami. Najdziwniejsze jest to, że doszedł do tego, mimo że pochodził z rozbitej rodziny, a w szkole podstawowej aż do piątej klasy uchodził za chłopca mało bystrego (żeby nie powiedzieć — matoła) i agresywnego.

Wszystko się zmieniło dzięki matce, która by pomóc synom (a miała ich dwóch), ustanowiła w domu bardzo proste reguły i konsekwentnie je od nich egzekwowała. Po pierwsze, postanowiła ograniczyć im czas oglądania telewizji jedynie do trzech programów na tydzień. Po drugie, aby zagospodarować synom wolny czas, zaleciła im wypożyczanie dwóch książek tygodniowo, które po przeczytaniu mieli jej opowiedzieć. Po paru latach chłopcy przeczytali już większość książek w okolicznych bibliotekach. Ich wyniki w nauce poprawiały się wprost proporcjonalnie do liczby przeczytanych książek, a Ben kończył kolejne szkoły jako najlepszy uczeń.

Doktor Carson opisał swoje doświadczenia w książce Cudowne ręce. Dzieli się w niej osobistą receptą na osiągnięcie sukcesu. Nadał jej kryptonim „THINK BIG” (mierz wysoko). T oznacza talent i czas (ang. time). Każdy ma jakiś talent, który trzeba znaleźć i wykorzystywać, oraz czas, którego nie wolno nam marnować. H to nadzieja (ang. hope), dzięki której zawsze możemy oczekiwać rzeczy dobrych, i uczciwość (ang. honesty) . I to poznawanie (ang. insight), zachęta do stałego uczenia się. to wezwanie do bycia uprzejmym (ang. nice — miły). K to wiedza (ang. knowledge) dzięki wybitnej w wiedzy w określonej dziedzinie stajemy się bezcenni dla otoczenia. B oznacza książki (ang. books), narzędzia aktywnego uczenia się, lepszego niż bierne słuchanie czy oglądnie. Czytanie to najbardziej rozwijający intelektualnie nawyk. I (ang. in-depth learning) to głębokie studiowanie — rzetelne, a nie tylko powierzchowne zdobywanie wiedzy. Wiedzy tak zdobytej się nie zapomina; zostaje ona w nas. W końcu G (ang. God) to Bóg, o którym nigdy nie powinniśmy zapominać; zależymy od Niego i zawsze będziemy Go potrzebowali. Mierzmy zatem wysoko.

Andrzej Siciński

Podobne artykuły


17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1598
17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1282
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1026
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 856
14
komentarze: 32 | wyświetlenia: 965
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 892
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 941
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 902
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 559
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 775
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 775
 
Autor
Artykuł
Dodatkowe informacje



Nie do końca się zgodzę z autorem. Tekst po części zarzuca, że obecne dzieci i młodzież się nudzą i nie mają zajęć, że kiedyś to było lepiej. Nieprawda! Teraz również dzieci czytają mnóstwo książek i uprawiają sporty. Ponadto obecnie rozwinięta technologia pozwala im na szerszy dostęp do nauki, oświaty, ale także i zabawy. Co wcale nie powoduje, że się uwsteczniają, bądź prymitywnieją. To że obecn ...  wyświetl więcej

Ja nie rozpaczam, tylko konstatuję, że chyba się starzeję:-))). A na serio, wiem, że dziś też są młodzi, którzy czytają, ale jest ich coraz mniej. Statystyki są nieubłagane. A co do postępu technologicznego, za którym ma Pani na myśli zapewne korzystanie z Internetu, to wiedza z niego czerpana jest raczej powierzchowna i już przez kogoś przetworzona. To jak czytanie bryku, a nie właściwej lektury. Nic nie zastąpi dobrej książki.

Ale wiedza czerpana z Internetu wcale nie musi być powierzchowna ;D Jeżeli dla danego dziecka pokaże się odpowiednie portale edukacyjne (chociażby jakąś wikipedię), wtedy taki młody człowiek będzie mógł pogłębiać swoją wiedzę nie tylko w książkach. Ponadto poprzez komputer dziecko może uczyć się np. języków obcych. Trochę moja wypowiedź wygląda jakbym tylko zachwalała komputeryzację, ale ma Pan rację- nic nie zastąpi prawdziwych książek.

Troszkę nie na temat odpowiem... "Krecik" to kreskówka czeska (najpierw czechosłowacka) a nie węgierska. U Disneya nie było królika Bugsa, bo on był z Warner Brothers... Więcej jest kwiatków w tym artykule. A dzieci czytają i teraz. Te inteligentne. Teraz wydaje się, że mniej dzieci czyta, ale statystycznie jest tyle samo. Dzieci po prostu jest mniej.

Dziękuję za Pani uwagi. Co do filmów Disneya to w dzieciństwie każdy zachodni film animowany uważaliśmy za film disnejowski. Ale i tak nieścisłości poprawię:-)

Cytat: "Nie można powiedzieć, żeby kobiety czegoś nie rozumiały - one po prostu wszystko rozumieją po kobiecemu".

Dziękuję za punkty Panie Zbysławie,to bardzo miłe z Pana strony.

  pirx,  06/07/2009

A nie wydaje się państwu , że czytanie jest ciut przeceniane? Przecież zależy , co się czyta , no i co z tego zrozumie . Książka to tylko narzędzie .

Po części racja, ale dla konesera książek sama możliwość obcowania z szeleszczącymi kartkami jest bezcenna ;D

  AlChemik,  09/07/2009

Chyba się nie zgodzę z autorem ;) Wychowałem się na Reksiu, Muminkach, bajkach Disneya , Power Rangers, pokemonach , dragon ballu, ogólnie cały cartoon network,... etc etc... miałem okazje "zasmakować" wszystkich tych bajek... i co ? :) Nie jestem żadnym psycho zabójcą, nie mam też ADHD, nie mam skłonności do agresji... :)
Osobiście uważam, że agresja w tv ma tylko niewielki procent udziału ...  wyświetl więcej

A ja sie wychowalam na Muminkach i Smerfach... innych nie lubiłam ;)
Ale co racja to racja... nie raz i nie dwa słyszę przez okno dzieciaki w wieku 5-10 lat, naśladujące dzwięki wydawane przez karabiny, ramaty czy coś takiego, oczywiście żeby bylo zabawniej, wszytsko okraszone jakże blyskotliwymi i przyjaznymi tekstami w stylu "skopie Ci dupe", "wybieraj: śmierć czy śpiączka"
ehhh kiedyś (jakies 12 lat temu) bylo inaczej...

Nie lubię takich porównań typu "dawniej było lepiej". Teraz jest inaczej i nic tego nie zmieni.
A mi się bajka "Bolek i Lolek" nie podobała, i co? Wyrosnę na zabójcę albo polityka?



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska