Login lub e-mail Hasło   

Eksperyment Rosenhana - jak łatwo zostać schizofrenikiem

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://anty-psychiatria.info
"Zdrowy w chorym otoczeniu'' - tak brzmiał tytuł publikacji prof. Rosenhana, której filozof M. Foucault życzył Nagrody Nobla za humor naukowy. Praca mocno potrząsnęła psychiatrią.
Wyświetlenia: 28.331 Zamieszczono 13/08/2009

"Zdrowy w chorym otoczeniu'' - tak brzmiał tytuł pracy prof. Rosenhana, opublikowanej w magazynie naukowym "Science''*. Mowa w niej o ośmiu uczestnikach niebywałego dotąd eksperymentu, który po opublikowaniu nieźle wstrząsnął psychiatrią.

Prof. David Rosenhan był amerykańskim profesorem psychologii na Uniwersytecie Stanford i już w 1968 roku jako 40-latek zadał sobie pytanie, czy rzeczywiście istnieje różnica pomiędzy byciem ,,normalnym'' i kimś potocznie nazywanym ,,wariatem''. Aby poszukać odpowiedzi na to pytanie zorganizował on 4-letnie badania, które przeszły do historii psychologii, jako „Eksperyment Rosenhana”. W tej iście szerlokoholmskiej pracy towarzyszyło mu 7 osób (czterech mężczyzn i trzy kobiety): trzech psychologów, jeden lekarz pediatra, student psychologii, malarz i gospodyni domowa. Francuski filozof Michel Foucault po zakończeniu badań życzył Rosenhanowi ,,Nagrody Nobla za humor naukowy''...

Plan Rosenhana wydawał się w miarę prosty i miał odpowiedzieć na pytanie, jak długo psychiatria będzie potrzebowała aby orzec, że w przypadku tej ósemki ma do czynienia z ,,normalnymi'' ludźmi, którzy faktycznie nigdy wcześniej nie mieli żadnych form tzw. zaburzeń psychicznych. ,,To pytanie nie jest ani niepotrzebne, ani zwariowane'' napisze on później we wspomnianej publikacji. ,,Nawet jeżeli jesteśmy osobiście przekonani, że potrafimy rozgraniczyć, co jest normalne, a co nienormalne, to nie ma na to przekonywujących dowodów.''

Co prawda Księga Diagnostyczna (DSM) Zjednoczenia Psychiatrów Amerykańskich dzieli pacjentów na kategorie według symptomów, co ma umożliwić odróżnienie osoby zdrowej od ,,chorej psychicznie'', ale w Rosenhanie pojawiło i umocniło się zwątpienie w sens tak stawianych diagnoz. Stwierdził on, że ,,choroba psychiczna'' nie jest diagnozowana na bazie obiektywnych symptomów, a na subiektywnym postrzeganiu ,,pacjenta'' przez obserwującego lekarza. Wierzył, że do rozjaśnienia problemu przyczyni się właśnie jego eksperyment, w którym sprawdzone będzie, czy ludzie nigdy nie cierpiący na żadne ,,choroby psychiczne'' zostaną w szpitalu rozpoznane, jako zdrowe i jeśli tak, to na jakiej zasadzie to się odbędzie.

Przygotowania do eksperymentu

wyglądały zawsze tak samo: pan profesor oraz współuczestnicy projektu przez kilka dni nie myli zębów, panowie się nie golili, następnie pseudopacjenci ubierali się w nieco przybrudzone ciuchy, pod fałszywym nazwiskiem umawiali telefonicznie z wybraną kliniką psychiatryczną i krótko po tym pojawiali się tam twierdząc podczas przyjęcia, że... słyszą głosy. Było to oczywiście nieprawdą, tak jak nieprawdziwe były podane przez nich nazwiska i zawody. Mało tego, nawet opisywane przez pseudopacjentów ,,głosy'' nie miały odniesienia do znanych w psychiatrii opisów, gdyż nie ma głosów ,,pustych'', ,próżnych'' i ,,głuchych'', jak to z premedytacją przedstawili uczestnicy eksperymentu w pierwszej rozmowie z lekarzem...

Po diagnozie, która w siedmiu przypadkach brzmiała ,,schizofrenia'', a w jednym ,,zespół depresyjno-maniakalny'', nasi ,,pacjenci'' zaczynali zachowywać się już tak, jak na co dzień w normalnym życiu, o głosach więcej nie wspominali, przestrzegali regulaminu, byli kooperatywni wobec lekarzy i personelu oraz mili i rzeczowi w swoich wypowiedziach. Ich zadaniem było przecież jak najszybsze przekonanie lekarzy i personelu szpitalnego o swoim zdrowiu psychicznym i wyjście z kliniki bez pomocy z zewnątrz.

Jak się szybko okazało ich wzorowe zachowanie nie zmieniło niestety postaci rzeczy, a raz wypowiedziana diagnoza okazała się już nieodłączną i stygmatyzującą etykietą pacjenta. Naukowcy z niepokojem obserwowali nagminnie pojawiającą się psychiczną i fizyczną brutalność personelu wobec hospitalizowanych. Eksperyment okazał się więc już w początkowej fazie bardzo niebezpieczny, przez co część jego uczestników poczuła wyraźny strach ,,przed pobiciem lub gwałtem''. W efekcie tych pierwszych doświadczeń do projektu dokooptowano prawnika, z którym ustalono plan ewentualnego działania na wypadek okaleczenia lub śmierci któregoś z uczestników eksperymentu i dopiero wtedy grupa ,,ruszyła'' na kolejne kliniki. Ogólnie eksperyment przeprowadzono w 12 szpitalach, po części tych starszych, o ściśle konwencjonalnym podejściu do ,,pacjenta'', a po części w nowoczesnych, nastawionych badawczo.

Nikogo nie rozpoznano, jako zdrowego

a pobyt w szpitalach psychiatrycznych trwał średnio blisko 3 tygodnie (od 7 do 52 dni). W czasie eksperymentu pseudopacjenci otrzymali 2100 różnych leków antypsychotycznych, które po kryjomu wypluwali; były to różne preparaty na za każdym razem te same objawy. Grupie badaczy aż niewiarygodny wydawał się fakt braku zainteresowania ze strony lekarzy i personelu, którzy ,,przechodzą koło człowieka, jakby go nie było''. Okazało się, że po raz wypowiedzianej diagnozie nikt już nie traktuje pacjenta, jak człowieka, a jego zachowania, jakie by nie były, będą już zawsze odbierane, jako symptom ,,choroby psychicznej''. Notatki na przykład, które początkowo nasi pseudopacjenci robili w tajemnicy i szmuglowali poza szpital, już po krótkim czasie mogły być czynione bez kamuflażu, gdyż ani lekarze, ani obsługa szpitala się tym nie interesowali. Z raportów szpitalnych wynikało później, że ciągłe prowadzenie notatek było jednym z symptomów choroby psychicznej.

Nie wyjdziesz, aż się nie przyznasz!

Rosenhan w swoim eksperymencie podkreśla szczególny problem władzy psychiatrii nad ,,pacjentem''. Zdiagnozowanie u pseudopacjentów (w jednej rozmowie!) ,,schizofrenii'' oznaczało nieuchronne zaszufladkowanie ich, utratę podstawowych praw i od tego momentu nie tylko każde ich (bądź co bądź normalne) zachowanie było interpretowane już, jako choroba, ale do diagnozy dopasowywany był cały ich życiorys! Jeden z uczestników eksperymentu odnotował pół żartem pół serio, że w klinice miał poczucie ,,bycia niewidzialnym'', gdyż statystycznie 71 proc. psychiatrów i 88 proc. sióstr i sanitariuszy w ogóle nie reagowało na proste pytania, które zadawał im w ciągu dnia, jako ,,pacjent'', a jeśli była jakakolwiek reakcja to wyglądało to tak, jak w poniższym przykładzie:

Pacjent: Przepraszam, panie doktorze... Mógłby mi pan powiedzieć, kiedy będę mógł skorzystać z możliwości spaceru w ogrodzie?

Lekarz: Dzień dobry Dave. Jak się pan dzisiaj czuje? (Lekarz odchodzi nie czekając na odpowiedź...)

Samo wyjście ze szpitala psychiatrycznego okazało się w każdym przypadku niemożliwe bez przyznania się ,,pacjenta'' do tego, że... jest chory. Dopiero po takim określeniu się nasi pseudopacjenci opuszczali szpitale. Dodajmy tylko, iż nie, jako ,,zdrowi'', ale ze zdiagnozowaną ,,schizofrenią w remisji'' (czyli zaleczoną na pewien czas)...

Wielkie oburzenie psychiatrii konwencjonalnej

jakie wybuchło po upublicznieniu badań Rosenhana przyniosło za sobą niespodziewanie drugą fazę eksperymentu, przy czym pierwsza jego część została odrzucona przez rozzłoszczonych psychiatrów, jako ,,wybrakowana metodycznie''. Dyrekcja jednego ze szpitali psychiatrycznych stwierdziła wtedy w debacie publicznej, że ,,w naszej klinice coś takiego nie mogłoby mieć miejsca'', na co Rosenhan odpowiedział eleganckim wyzwaniem na pojedynek obiecując, że na przestrzeni następnych 3 miesięcy wyśle tam swoich pseudopacjentów.

Trzy miesiące później, kiedy doszło do weryfikacji drugiej fazy „Eksperymentu Rosenhana'' okazało się, że wyzwany na pojedynek szpital ze 193 ogólnie przyjętych w tym czasie pacjentów określił 41, jako podejrzanych o bycie pseudopacjentami Rosenhana i kolejnych 42, jako zdemaskowanych pseudopacjentów. Tylko, że druga faza projektu prof. Rosenhana polegała na tym, jak się okazało, że... nikogo tam nie wysłał...

Jako materiał uzupełniający

który bardziej ,,po polsku'' traktuje sprawę, dołączam i polecam do obejrzenia poruszającą sztukę

Teatru Telewizji pt.: ,,Kuracja'',

według książki Jacka Głębskiego (reż.: Wojtek Smarzowski, w roli głównej: Bartek Topa). Sztuka opowiada o psychiatrze naukowcu, który chcąc poznać tajniki swoich podopiecznych postanawia symulować schizofrenię, stając się ,,zwykłym pacjentem psychiatryka''. O eksperymencie mało kto wie, a sytuacja szybko wymyka się spod kontroli...

 

*Publikacja: On Being Sane in Insane Places, w: Science, 1973 r., 179, 250-8.

Podobne artykuły


14
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1191
12
komentarze: 54 | wyświetlenia: 2226
11
komentarze: 19 | wyświetlenia: 1100
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1107
11
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1450
11
komentarze: 11 | wyświetlenia: 1569
11
komentarze: 14 | wyświetlenia: 1596
10
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1195
10
komentarze: 16 | wyświetlenia: 1292
10
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1505
10
komentarze: 0 | wyświetlenia: 470
10
komentarze: 34 | wyświetlenia: 1261
8
komentarze: 9 | wyświetlenia: 451
8
komentarze: 24 | wyświetlenia: 1152
8
komentarze: 28 | wyświetlenia: 1149
 
Autor
Artykuł



  Suki,  13/08/2009

Świetny artykuł. Każdy psychiatra powinien dobrze poznać ten eksperyment i okazywać więcej pokory przed wystawieniem diagnozy w kilka minut i przepisaniem stosu tabletek. Oj smutny ten stan światowej konwencjonalnej psychiatry.

  elena  (www),  18/08/2009

Bardzo ciekawy..

Paulo Coelho był w ramach nadużyć kilkakrotnie zamykany w szpitalu psychiatrycznym, a to przez rodzinę, a to przez reżim rządzący Brazylią. Nietety psychiatria widać myli geniusz twórczy z chorobą, albo geniusz uznaje za chorobę. Tak subiektywnie. Bo jak jakiś głupek o małej inteligencji może pojmować umysł genialnego pisarza takiego jak Paulo Coelho?

Sztaudynger, znany i ceniony pisarz by

...  wyświetl więcej

  memnik  (www),  02/12/2010

Wielu artystów ląduje w psychiatrykach. Ostatnio robiono nawet badania ludzi uchodzących za osoby kreatywne i stwierdzono, że występują u nich podobne procesy biochemiczne (chodzi o gospodarkę dopaminy) jak u osób ze schizofrenią właśnie.

Świetny tekst! Przydał by się jeszcze tylko link do wyników wspomnianych badań...

Dziekuje za pozytywne opinie... Ponizej link do publikacji Rosenhana (PDF):
http://web.archive.org/web/200(...)975.pdf

I tak się dowiedzieliśmy że istnieje cienka linia między normalnością a nie normalnością. Świetnie!

  Mat87,  09/09/2009

Polecam przy okazji film K-Pax, ukazujący m.in. stosunek psychiatrów instytutu na Manchatanie względem pacjentów- ciągłe faszerowanie tabletkami, brak zrozumienia pacjentów itd.

Moją pozytywną ocenę wyrażam, dając punkty... Jesli tak rzeczy się mają, to brak słów, aby psychiatrię wiązać z nauką...

Bardzo dobry artykuł. Mózg ludzki jest dziurawy jak ser szwajcarski. Nawet lekarze, naukowcy i badacze nie ogarniają całości, idą utartymi szlakami jak owce za przewodnikiem. Ich poglądy kostnieją, a ilość habilitacji zmienia tylko to, że są przekonani o swojej nieomylności nawet wypowiadając największe bzdury. Tylko wariaci potrafią pocianąć cywilizację do przodu, bo tylko oni w pogoni za marzeniami tworzą to, co pan profesor 'zwyczajny' uważa za niemożliwe.

  ulmed,  21/01/2010

Bardzo inne podejście do tematu. Ja to cenię bardzo. @Jaszczurka! Dodam jeszcze dla ciebie ciepłe słówko.

Bardzo ciekawy artykuł. Przypomniał mi się apropo tego obejrzany niedawno film "Shutter Island ( Wyspa Tajemnic) - polecam ;-)

To co dzieje się w szpitalach jest straszne...Dlatego jak dla mnie najgorsze filmy do oglądania to właśnie typu , że zamknęli zdrowego człowieka przez pomyłkę , lub celowo w psychiatryku i potem od tego wszystkiego człowiek faktycznie zaczyna się tracić...

Swietny artykul, genialny eksperyment.

Zgadzam się z Sylwią, naprawdę genialny eksperyment, a najbardziej podobała mi się druga faza projektu ukazująca jeszcze bardziej sukces eksperymentu :)

Dla autora +, artykuł daje do myślenia , szczególnie w obliczu obecnych nadużyć psychiatrii o których słychać coraz częściej, stosowanych w stosunku do ludzi normalnych. Tu np. całą rodzinę zamyka się w zakładzie psychiatrycznym dyskusja co prawda zamknięta ale warta przemyślenia http://konserwatysta100.salon2(...)cy-skor

I tak to jest, kiedy zamyka się ludzi "chorych psychicznie", uznając ich za zagrożenie dla społeczeństwa, kiedy tak naprawdę najbardziej niebezpieczne jest ograniczone i schematyczne myślenie, które można przyrównać do skrajnej głupoty. Setki lat zdobywania wiedzy i dalej jesteśmy jaskiniowcami polującymi na siebie nawzajem. Cóż za ironia... ;)
Gratuluję artykułu :)

  Fraktal  (www),  14/12/2011

Czym jest „normalność”? Oczywiście to prawo większości. Dlaczego większość ma prawo wyznaczać „prawdę”?
Czasem zastanawiam się czy chorzy umysłowo biedacy, bredzący coś o miłości, o tym że wojny są złe a szczęścia nie kupuje się za pieniądze, nie mają racji? Może to większość biegająca w gniewie, za pieniędzmi i władzą, nigdy nie patrząca w siebie, myli się?..
Chyba mam początki schizofrenii ;)

...o to to to... ;))

  pietr12  (www),  13/01/2012

Nie słyszałem o tym nigdy wcześniej. Bardzo ciekawy eksperyment, takie odważne posunięcia są potrzebne. Myślę, że wielu ludziom otworzyły się oczy na pewne sprawy i utarte schematy w psychiatrii.

wow! takiego artykułu szykałem dziękuję!

Sednem psychiatrii i jej pochodnych, jest nienaukowość. Wystarczy prześledzić, jakie idiotyzmy się pojawiają, którym hołdują tak zwani "lekarze" i psycholodzy. Wystarczy wymienić "wychowanie bezstresowe dzieci", "czy bicie manekinów" dla rzekomego rozładowania agresji. Jakiś guru-czarnoksiężnik coś głupiego wymyśli, a inni, "specjaliści", jak barany za tym idą. Gdy ileś lat temu zaczynałem studia ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2016 grupa EIOBA. Wrocław, Polska