Login lub e-mail Hasło   

AIDS - mój jedyny przyjaciel

To opowiadanie powstało po moim spotkaniu z pewną osobą chorującą na AIDS. Objawy choroby napisane w opowiadaniu są prawdziwe. Całe opowiedanie to moja wyobaźnia..
Wyświetlenia: 4.233 Zamieszczono 11/10/2009

Dzisiaj również otworzyłam oczy, ale sama nie wiem czy było warto. Powieki uniosły się ku górze i ujrzałam światło codziennego wschodu słońca. Piękny widok. Dla mnie na pewno piękny. Jak co ranek zastanawiam się czy warto się znów budzić? Czy warto oglądać wschód słońca, a potem przez cały dzień obserwować to światło, które daje mam ciepło i razi w oczy. Wszyscy mówią, że to depresja, że to tylko moje ponure spostrzeżenia na świat. Ale czy tak naprawdę ktokolwiek mnie rozumie? Pewnie myślą sobie, że każdy dzień to dla mnie skarb, że co wieczór modle się, aby znów o poranku otworzyć oczy. Wszyscy się mylą. Nie chcę się już budzić! Nie chce codziennie oglądać wschodu słońca. Nie chcę żyć! Zapytacie dlaczego? Może dlatego, że dziewczyna, która jest śmiertelnie chora nie wie ile jeszcze czasu jej zostało? Ile dni, miesięcy, a może godzin? Przecież to banał. Rozpuszczona dziewczyna opisuje swoją chorobę. Czy ktokolwiek zechce to czytać? Wiem, że mam swoje humory i kaprysy, ale mam do tego prawo! Mija dzień za dniem, a ja już nie mam sił. Lekarze mówią, że choroba ustępuje, ale do cholery jak śmiertelna choroba może ustępować? Ci lekarze są do niczego. Miałam już tyle zabiegów, że moje serce dłużej nie wytrzyma tych narkoz. Rodzice mówią, że musze to przetrwać, ale jak? Wiem, że oni sami sobie z tym nie radzą, ale w sumie to moi jedyni przyjaciele. Inni ludzie, gdy dowiedzieli się, że mam AIDS odwrócili się ode mnie. Nawet moi znajomi, przyjaciele, którym zawsze ufałam. Tak. Już teraz wiecie na co choruję. Nie zdziwiłabym się gdyby teraz połowa czytelników wyłączyła to opowiadanie, bo tyle się mówi o AIDS i to zaczyna być nudne, ale jeśli ktoś chce dowiedzieć się jak naprawdę jest to czytajcie dalej moje losy. Losy chorej dziewczyny, która była głupia, a teraz umiera powolną śmiercią. Więc może od początku odpowiem wam moją historię. Miałam wtedy 15 lat. Mało, co? Teraz wiem, że w tym wieku robi się wiele głupstw. No ale wróćmy do tematu. Kiedyś z przyjaciółką zostałam zaproszona na imprezę do znajomej. Zapowiadało się fajnie. Pewnie teraz chcecie wyprzedzić tekst i sądzicie, że na tej imprezie przespałam się z kimś i w ten sposób się zaraziłam? Otóż nie. Fakt, faktem był alkohol i świetna zabawa. No i był on. Przystojny, miły brunet o czarnych oczach. Marek. Od początku imprezy spodobał mi się a z resztą nie tylko mi. Gosia tez się w nim zauroczyła. Starałyśmy się go jakoś poderwać, ale co chwilkę kręciły się obok niego jakieś inne laski. Bawiłam się doskonale. Piłam drinka za drinkiem. Sama nie wiem jak to się stało, że nagle miałam już dosyć picia alkoholu. Musiałam usiąść, bo nie miałam siły stać na własnych nogach. Jak to się mówi wśród młodzieży, że urwał mi się film. Nie pamiętam nic. Kiedy rano się obudziłam nie wiedziałam, co się dzieje i gdzie jestem?! Nagle spostrzegłam, że jestem w jakimś pokoju pół naga, a obok mnie leży Marek! Wyskoczyłam z łóżka, ale tak bardzo bolała mnie głowa, że prawie zemdlałam. Marek obudził się i szybko wstał. Uśmiechnął się do mnie i podszedł z polopiryną. Miałam na sobie tylko stanik i majtki. Czułam się dziwnie, ale jakoś tak przyjemnie. W końcu obudziłam się z największym przystojniakiem z osiedla. Raptem pomyślałam, że jestem jakąś idiotką! Przecież ja to chyba zrobiłam! Nie dość, że nic nie pamiętam to jeszcze mogą z tego wyniknąć poważne konsekwencje! Zażyłam tabletkę i spojrzałam na Marka. On uśmiechną się szeroko. Bałam się, ale musiałam zapytać, co między nami zaszło? Marek stanowczo odpowiedział, że nic! Zdziwiłam się, ale poprosiłam o szczegóły. Wytłumaczył mi wszystko. Okazało się, że byłam tak pijana, że nie wiedziałam, co się dzieje. Jacyś chłopcy się do mnie przystawiali, a ja leżałam prawie bez ruchu na jakimś łóżku. Marek nie mógł na to patrzeć, wziął mnie na ręce i zaniósł na górę do pokoju. Tylko to jedno pomieszczenie było wolne, więc musiał położyć się ze mną w jednym łóżku. Bardzo mu za to podziękowałam, ubrałam się i dopiero po chwili zorientowałam się, że w domu miałam być po 22! A była 11.00! Wiedziałam, że będę miała przewalone u rodziców. Wychodząc z pokoju Marek dał mi buziaka w policzek. To miło z jego strony, ale ja nie miałam czasu zachwycać się tym, bo biegłam, co sił w nogach do domu. Dotarłam. Matka stała już przed oknem. Bałam się bardzo. Wiedziałam do czego ojciec jest zdolny. Ku mojemu zdziwieniu ojciec nawet się do mnie nie odezwał, ale za to matka darła się za dwoje. Usłyszałam wiele słów i tych przykrych i tych mniej, ale i tak rozryczałam się jak małolata. Ojciec siedział na fotelu i oglądał jakiś program w telewizji, ale widziałam po jego wyrazie twarzy, że ma ochotę mi mocno przyłożyć. Po jakimś czasie i matka się uspokoiła, a potem podała chusteczkę, żebym otarła łzy. No, ale ja wiedziałam, ze to jeszcze nie koniec. Mama poszła do pokoju razem z tatą. Nie wiedziałam, co mnie czeka w każdym bądź razie byłam nieco przestraszona. Włączyłam komputer i czekałam. Nagle spostrzegłam, że na gadu-gadu pojawił się Marek! Raptem nogi miałam jak z waty, a serce stanęło mi chyba na parę minut! Po chwili oderwałam wzrok z monitora, bo zadzwonił telefon. Gośka. Zapytała, co u mnie i jak się czuje. Żałosne. Wczoraj zostawiła mnie na pastwę jakiś chłopaków, a teraz śmie dzwonić i pytać, co u mnie. No, ale ja jako dobra koleżanka opowiedziałam jej, co się przydarzyło. Gośka nie mogła w to uwierzyć! Dopiero po chwili przeprosiła, że zostawiła mnie na imprezie, ale jak się okazało porwał ją jakiś przystojniak. Nie wiadomo, co oni tam robili, ale to już nie moja sprawa. Nagle zobaczyłam, że ktoś przesyła mi wiadomość na gadu-gadu. Natychmiast musiałam przerwać pogaduszki z Gośką, bo spostrzegłam, że to Marek! Podbiegłam szybko do komputera i otworzyłam okienko rozmowy z nim. Napisał mi, że mnie przeprasza, ale naprawę chciał dobrze. Odpisałam mu, że bardzo mu dziękuje i to ja przepraszam. Gadaliśmy jeszcze przez chwilkę. Nagle napisał mi, że bardzo ładnie pachnę! Wtedy mnie już całkowicie zamurowało. Podziękowałam mu po raz kolejny. No i się skończyło. Rodzice weszli do pokoju i natychmiast kazali wyłączyć kompa. Zrobiłam, co kazali, bo wiedziałam, ze i tak mam przewalone. Ojciec usiadł na łóżku, a matka nadal stała. Zaczęło się kazanie. Łzy jakoś tak dalej zaczęły spływać po mnie jak po fontannie, ale nie dałam rady tego powstrzymać. Tato mówił, że się o mnie martwili, ze nawet nie zadzwoniłam, że ma ochotę mnie zbić, ale wie, że to i tak nie pomoże. Nie wiem czy miał racje, ale w każdym bądź razie się trochę uspokoiłam. Potem mama zaczęła mówić, że nawet nie wiem, co ona przeżywała, gdy mnie nie było. I w kółko to samo. No, ale już po chwili finał. Szlaban. Starzy powiedzieli, że do końca roku szkolnego mogę się pożegnać z imprezami. Na komputerze mogłam siedzieć tylko wtedy, gdy potrzebowałam czegoś do szkoły. Mogłam wychodzić tylko trzy razy w tygodniu. Masakra! Lato, a ja ciągle w domu. Rodzice przesadzili. Wtedy tak myślałam, ale dzisiaj dziękuje im za to. Tak więc czekałam do tego cholernego poniedziałku kiedy nareszcie wejdę do szkoły i pogadam z kimś normalnym. Zabrali mi nawet telefon. Byłam totalnie uziemiona. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Nic nie chciałam jeść miałam nadzieje, że starzy się na to nabiorą, ale nie. No i nareszcie nadszedł wymarzony poniedziałek! Nigdy nie czułam się tak dobrze wchodząc do szkoły. Opowiedziałam wszystko Gosi. Na długiej przerwie siedziałam zdołowana na korytarzu i słucham muzyki na mp3, której cudem rodzice mi nie zabrali. Zamknęłam na chwilkę oczy i nagle poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Otworzyłam oczy i ujrzałam Marka! Pewnie zrobiłam głupią minę, ale prawdę mówiąc zdziwiłam się i to bardzo. Marek uśmiechną się jeszcze ładniej niż wtedy, gdy podawał mi polopirynę i szklankę wody. Zaczęła się rozmowa. Wszystkie laski ze szkoły mi zazdrościły i tylko obmawiały mnie za plecami. Marek był uprzejmy i ciągle się do mnie uśmiechał. Opowiedziałam mu o mojej sytuacji w domu, a on mnie pocieszał. Nie mogłam w to uwierzyć. Chłopak, który wcześniej zupełnie nie zwracał na mnie uwagi teraz gada ze mną przez całą długa przerwę. Cieszyłam się jak głupia, a moje oczy chyba błyszczały jak perły. Przynajmniej Marek tak powiedział. Niestety przerwa się skończyła, ale Marek zaoferował się, że odprowadzi mnie do domu. Z niecierpliwością czekałam, aż skończą się lekcje, a czas tak bardzo mi się dłużył. Nareszcie. Koniec lekcji. Ubrałam bluzę i powoli szłam w stronę wyjścia. Nigdzie nie widziałam Marka i chyba zaczynałam się wahać, że jeszcze go dzisiaj zobaczę. Ku mojemu zdziwieniu Marek czekał przed szkołą. Odprowadził mnie pod sam dom. Świetnie mi się z nim rozmawiało, ale co dobre szybko się kończy. Dotarliśmy już pod mój dom. Powiedziałam Markowi “pa” i ruszyłam w stronę bramki. Nagle Marek pociągnął mnie za rękaw i przyciągnął do siebie. Nawet nie wiem kiedy, ale dostałam namiętnego buziaka. Marek całuje cudownie, teraz to wiem! Nie chce mi się opisywać dalszych losów moich i Marka, bo jak się pewnie domyślacie zaczęłam z nim chodzić. Było nam razem fajnie do póki nie poznałam Kamila. Kamil to jakiś kuzyn Marka, ale nie był z naszego miasta. Przyjechał tylko na wakacje. Mimo tego, że to tylko dwa miesiące, ale to właśnie te wakacje były jednocześnie najfajniejszymi i najgorszymi wakacjami w moim życiu. Kiedy przyjechał Kamil między mną na Markiem układało się jeszcze lepiej. Niestety tylko początkowo. Kiedyś na wakacjach nie pamiętam dokładnie w każdym bądź razie gdzieś na początku wolnego postanowiliśmy w czwórkę spać w namiocie. Mam na myśli Gosie, Kamila mnie i Marka. Tak właśnie zrobiliśmy. Obudziłam się w nocy i obok siebie zobaczyłam Marka. W sumie to nic dziwnego, bo gdy zasypiałam on tez był obok mnie, ale po mojej lewej stronie nie było nikogo, a wcześniej leżała tam Gośka. Hm zapytałam Marka, co się dzieje. O dziwo on też już nie spał. Powiedział mi, że Kamil porwał Gosie na jakąś nocną imprezę. Spoko – pomyślałam. Przynajmniej teraz spędzę chwilkę z misiem moim. Ta chwilka zostanie w mojej pamięci bardzo długo. Po 2 miechach chodzenia z Markiem postanowiliśmy zacząć współżyć. Było cudownie. Marek wiedział, że to mój pierwszy raz więc był bardzo delikatny i spokojny. Wtedy jeszcze bardziej go pokochałam. Pewnie myślicie, że tak się zaraziłam? Że to będzie kolejna historyjka o dziewczynie, która bez zabezpieczenia kochała się z chłopakiem i właśnie w ten sposób się zaraziła. No cóż. Wiem mój błąd, że nie użyliśmy środków antykoncepcyjnych, ale w sumie, gdy kochaliśmy się kolejne razy byliśmy już ostrożni. Jeśli jesteście ciekawi czy to właśnie przez to się zaraziłam to czytajcie dalej. Może jeszcze czymś was zaskoczę. Więc jak już mówiłam z Markiem układało się coraz lepiej. Po paru tygodniach okazało się, że Kamil to narkoman. W małym stopniu, bo praktycznie nie był jeszcze uzależniony, ale od czasu do czasu lubił mieć fajną fazę. Marek ostrzegał mnie przed nim już na samym początku. Gosia chyba się w nim zakochała, ale i tak nie chciała się do tego przyznać zwłaszcza po tym jak dowiedziała się jaki Kamil naprawdę jest. Szczerze to ja go bardzo polubiłam i nic do niego nie mam, ale to że brał jednak mnie od niego odpychało. Przez Kamila zaczęłam kłócić się z Markiem. Podobno bardzo mu się spodobałam i chciał ze mną być dlatego wymyślał bzdurne historie, aby Marek ze mną zerwał. Zupełnie nie wiem dlaczego, ale ta męskość Kamila zaczęła mi imponować, byłam w nim chyba zauroczona, ale oczywiście zachowałam to tylko dla siebie. Coraz więcej czasu spędzałam z Kamilem. Nawet namawiał mnie, abym wzięła. Jak myślicie zrobiłam to? W sumie miałam powody, bo przecież z rodzicami źle mi się układało, ciągle kłóciłam się z Markiem. Po prostu wszystko się pieprzyło. Możecie również myśleć, że właśnie zaraziłam się przez igłę. W sumie to było by dobre wytłumaczenie, bo kto wie od kiedy Kamil tak naprawdę zaczął brać i z kim to robił. Czytajcie dalej, a dowiecie się, co tak naprawdę się stało. Po czasie zrozumiałam, że Kamil to chłopak nie dla mnie mimo tego, że fajnie spędziłam z nim czas. Przeprosiłam Marka, bo wiedziałam, ze tylko jego tak naprawdę kocham. Zbliżał się koniec wakacji. Kamil za tydzień miał wyjechać. Gośka była zrozpaczona ja w sumie trochę też. Ostatnia noc pod namiotami. Wspominam ją super, ale niestety rozcięłam sobie nogę i to bardzo. Wieczorem przy ognisku potknęłam się i upadłam na kawałki drzewa, które było bardzo ostre i wbiło mi się do nogi. Trochę bolało, ale Kamil opatrzył ranę i powiedział, że wszystko będzie dobrze. No, ale nie przejmowałam się nogą, bo chciałam ten wieczór dobrze zapamiętać. Po dwóch dniach Kamil wyjechał. Polała mi się łezka, ale chyba tylko dlatego, że on zawsze poprawiał nam wszystkim humory. W tym samym dniu Gosia wyciągnęła mnie do ciotki gdzieś za miastem. Chciała żebyśmy pojechały na rowerach. Pomyślałyśmy, że taka przejażdżka dobrze nam zrobi. Załadowałyśmy plecaki kanapkami i wodą i ruszyłyśmy w trasę. Przy okazji wzięłam chyba z 3 paczki chusteczek higienicznych, bo akurat wtedy miałam katar. To dziwne w środku lata być przeziębionym, ale to chyba tylko dlatego, że jadłam za dużo lodów i w tym namiocie wcale nie było tak ciepło. Kiedy jechałyśmy jakąś polna drogą ujrzałyśmy jakąś dziewczynę, która chyba nie czuła się za dobrze. Postanowiłyśmy się zatrzymać. Jak zobaczyłyśmy ją z przodu okazało się, że jest cała z krwi i wygląda jak pijana, ale alkoholu nie wyczułyśmy, a może narkotyki? Kto wie. Dziewczyna była chyba trochę od nas starsza. Miała na sobie jakieś brudne spodenki i krótką koszulkę. Była cała poobijana. Krew lała się chyba z całego ciała. Dziewczyna była cała zadrapana i miała sińce. Dałyśmy jej wody, ale ona nie była w stanie się nawet napić. Nagle zemdlała. Byłyśmy bardzo spanikowane, serce mówiło, aby uciekać, ale rozsądek kazał zostać! Dziewczyna nadal krwawiła i to bardzo. Wyciągnęłam telefon komórkowy i kazałam Gośce wykręcić numer na pogotowie. Kiedy już to zrobiła nareszcie ktoś odebrał, ale wtedy stała się rzecz straszna. Padła m bateria. To było wręcz niemożliwe! Telefon jest po to, żeby zadzwonić, a tu bu bateria padła. Wtedy dopiero zaczęłyśmy panikować. Po chwili kazałam Gosi wsiadać na rower i pedałować, co sił w nogach po pomoc. Tak tez zrobiła. Ja w tym czasie starałam się ocucić dziewczynę. Udało się. Otworzyła oczy, ale nie wiedziała, co się z nią dzieje. Kazałam napić się jej wody i przeniosłam ją do cienia. Nadal bardzo krwawiła. Wtedy przypomniałam sobie, że mam trochę chusteczek, ale jak się po chwili okazało dużo nie pomogły. Krew nadal tryskała na wszystkie strony. Postanowiłam poświęcić swoje nowe rybaczki. Podarłam je i przyłożyłam do niektórych ran. Nareszcie przyjechała Gośka, a zaraz za nią karetka pogotowia. Zabrali dziewczynę, a my pojechałyśmy z powrotem do domu. Oczywiście zapytałyśmy się lekarzy gdzie ją biorą. Jak wróciłam do domu szybko się umyłam, bo byłam cała z krwi. Na następny dzień razem z Gośką poszłyśmy do tego szpitala, aby dowiedzieć się o stan zdrowia dziewczyny. Okazało się, że ma na imię Oliwia. Niestety lekarze nie zezwolili na odwiedziny, ale najważniejsze, że wszystko było już dobrze. Mijał dzień za dniem. A między mną a Markiem było naprawdę doskonale. Coraz częściej zostawaliśmy razem na noc. Było nam razem naprawdę dobrze. Zaczął się rok szkolny. Wszystko układało się po mojej myśli. Nawet z rodzicami było już dobrze. No, ale nadeszła zima. Nienawidzę zimy. Wtedy zaczęło się moje chorowanie. Lekarze i te inne sprawy. Kiedyś nawet zemdlałam w szkole. Zawsze w zimie mam takie problemy. Pielęgniarka szkolna kazała pobrać krew. No, więc musiałam to zrobić. Poszłam z Markiem i czekałam na swoją kolejkę. No nareszcie było już po wszystkim. Szczerze to nie lubię takich spraw. Blee ja w ogóle nie lubię lekarzy. Miał miesiąc za miesiącem, dzień za dniem. Aż nareszcie wiosna i lato! Niestety ten czas był najgorszym czasem w moim życiu. Chociaż nie. Najgorsze dni mojego życia nastaną wtedy, gdy zacznie się moja powolna śmierć. Będę wtedy zdychała jak pies, będę płakała z bólu i wołała o pomoc, moi rodzice tego nie będą mogli znieść, będę zła i przygnębiona, będę błagała ludzi o to, aby już teraz mnie zabili, żebym nie musiała się męczyć. Na razie nie chcę o tym myśleć, ale wiem, że ten czas może nastać w każdej chwili. Wróćmy jednak do mojej historii. Pogadałam wam już tyle przykładów na to jak mogłam się zarazić, ale czy któryś z nich jest dobry? Czy w takie o to właśnie sposoby się zaraziłam? Więc kiedy nastało lato początkowo było super. Różne dyskoteki i spacery nocą z moim kochaniem. Środkiem lata zaczęło dziać się ze mną coś dziwnego. Nagle dostawałam straszliwych buli głowy i całego ciała. Nie wiedziałam wtedy, że to pierwsze objawy AIDS. Po paru tygodniach mięśnie zaczęły mi już zanikać. Rodzice nie wiedzieli, co się dzieje. Bałam się, ale sądziłam, że to może jakiś wirus. Po paru miesiącach nie mogłam już nawet za bardzo chodzić. Zostałam zwolniona ze szkoły i długo leżałam w różnych szpitalach. Powiększyły mi się węzły chłonne w okolicach szyi, pod pachami i w pachwinach, czułam się słaba, straciłam apetyt i bardzo schudłam, nieustannie miałam podwyższoną temperaturę i suchy kaszel, po pewnym czasie na moim ciele pojawiła się dziwna wysypka, ale wiedziałam, że przeszłam już praktycznie wszystkie choroby zakaźne. Bałam się. Marek nie odpuszczał mnie w trudnych chwilach. Niemal całymi dniami przesiadywał ze mną w szpitalu i starał się mi pomagać jak tylko mógł. Kolejne tygodnie, które ciągnęły mi się niesamowicie. Miałam już 16 lat. Dopiero 16. Tak . Przyznaje, zażywałam narkotyki razem z Kamilem z tej samej igły. I dlatego teraz tego żałuje. Na początku opowiadania napisałam, że czasy kiedy byłam piętnastolatką to czasy kiedy zachowywałam się jak niedojrzała gówniara, która myślała, że jest już dorosła i może wiele rzeczy. Otóż nie. Teraz żałuję. Nie zaraził mnie również Marek, którego teraz mogę tylko wspominać, bo niestety nasza miłość dobiegła końca. Marek, gdy dowiedział się, że mam AIDS rzucił mnie i wyjechał za granice razem z matką. Gośka? A Gośka teraz pewnie używa życia. Nie mam z nią kontaktu. Moim jedynym przyjacielem jest moja choroba. AIDS. To najgorsza część mojej historii, bo już kończy się mój czas. Chciałam to wszystko opisać. Teraz mam 20 lat i wiem, że kolejnych 20 już nie przeżyję. Trudno. Tak widocznie musiało być. Nie chcę już żyć, jak mówiłam wcześniej nie chce już o poranku spoglądać na wschód słońca. Nie mam po co. Czy wy gdybyście wiedzieli, że chorujecie na śmiertelną chorobę na która nie ma i pewnie nie będzie lekarstwa to chcielibyście żyć? Proszę przerwijcie na chwilę czytanie i dowiedzcie sobie na to pytanie. Pewnie myślicie sobie, że dam rade, że powinnam się cieszyć tym, co mam, ale wy nie jesteście w mojej sytuacji, nie wiecie co czuje! Mam nadzieję, że się nie dowiecie. AIDS to najgorsza rzecz jaka może się wam przytrafić. Mój dom to szpital. Ciągle inny, co prawda lekarze są bezradni, ale i tak jestem wdzięczna im za to, że chociaż próbowali. Ale, co tu próbować? Nikt, kto nie jest na to chory nigdy nie zrozumie znaczenia liter AIDS! AIDS to śmierć! Zaraziłam się na pobieraniu krwi. Nieprawdopodobne, co? W szpitalu, gdzie wszystko powinno być higieniczne i wysterylizowane. Taka jest prawda. Cóż, szczerze mówiąc to chciałam was do końca utrzymać w niepewności, być może jakaś grupka z was domyśliła się, że to właśnie się zaraziłam? Nie wiem. To chyba już koniec mojej historii. Nie chcę prawić wam kazań na temat tego, żebyście uważali. Mam nadzieję, że to, co napisałam o swoim życiu wam wystarczy? Teraz, gdy wiem, że to napisałam czuje się spokojniejsza. Lżej mi na sercu. Wiem, że przekazałam ludziom parę wskazówek na temat tej choroby. Mam nadzieję, że nie uznaliście tego opowiadanie jako kolejnego nudnego wykładu na temat HIV i AIDS? Cieszę się tylko, że gdy współżyliśmy z Markiem po raz kolejny to zabezpieczyliśmy się, bo nie wybaczyłabym sobie gdybym go zaraziła. Cieszę się również dlatego, że gdy kułam się z Kamilem jedną igłą to nie byłam wtedy jeszcze chora, bo pewnie on teraz cierpiał by tak samo jak ja. Proszę was tylko o to, abyście nie odwracali się od osób chorych na AIDS lub HIV, te osoby tez chcą mieć przyjaciół. Tyle chciałam wam przekazać. Teraz mogę już spokojnie zasnąć ze łzami w oczach i się nie obudzić. Tego bym chciała....

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1329
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1060
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 989
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 751
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 784
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 433
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 573
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1033
12
komentarze: 23 | wyświetlenia: 975
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 625
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1391
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 863
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 486
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 411
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 557
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





zapraszam do komentowania ;)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska