Login lub e-mail Hasło   

"Pamiętam cię tylko ze zdjęcia", czyli Ernesto Che Guevara

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://zielonydziennik.pl/?p=4149#more-4149
"Nie strzelajcie! Jestem Che!", powiedział gdy, nie uprzedzając swoich żołnierzy, lekko ranny uciekł spod wymiany ognia i poddał przeciwnikowi z pełnym magazynkiem.
Wyświetlenia: 6.169 Zamieszczono 18/10/2009

Ernesto Guevara to postać kontrowersyjna – jedni uważają go za ikonę rewolucji i buntu, inni stawiają w jednym rzędzie z fanatykami komunistycznymi czyniąc z niego jednego z wielu w historii zbrodniarzy. Ile prawdy zawiera każda z tych opinii to pytanie trudne, a odpowiedź nie jest oczywista.

Kariera polityczna pochodzącego z Argentyny Che rozpoczęła się w roku 1953, kiedy to podczas podróży po Ameryce Południowej dotarł najpierw do Boliwii, a później do Gwatemali. Został tam wicekrólem u boku Jacoba Arbenza, którego klasa rządząca z której się wywodził oskarżyła o popieranie klasy przeciwnej. Taka opinia pojawiła się, kiedy ten uparcie przeprowadzał kontrowersyjną reformę rolną. Guevara wspierał go w tych działaniach. Natomiast na arenie międzynarodowej władca Gwatemali zaczął być postrzegany jako niebezpieczny sojusznik komunizmu, kiedy to do wybrzeży kraju przybiły radzieckie statki z bronią przeznaczoną na handel. W tej sytuacji władze USA nie mogły pozostać obojętne i postanowiły obalić rząd w Gwatemali, a utworzyć władze zależne od siebie. Akcja CIA pod kryptonimem PBSUCCESS zakończyła się sukcesem Amerykanów. Na Ernesto Che Guevarę, który do końca stał po stronie Arbenza, wydano wyrok śmierci, a żeby uniknąć jego wykonania znalazł na dwa miesiące azyl w ambasadzie argentyńskiej.

Che od razu zwrócił na siebie uwagę, pokazał, że jest gotów bronić swojej ideologii. Chociaż nie odważył się za nią wtedy zginąć. Ale ginęli inni – wielokrotnie wzywał ludność do walki z Amerykanami. Zasmakowawszy władzy zbliżył się mentalnie do profilu przywódcy komunistycznego, poczuł, że jest w stanie wpływać na społeczeństwo. Gdyby wtedy zginął nikt zapewne by o nim już nie pamiętał, a na pewno nie na taką skalę.

Po tych wydarzeniach Guevara uciekł do Meksyku by tam zgłębiać nadal ideały komunizmu. Tam też poznał braci Castro, którzy nielegalnie przebywali na uchodźstwie. Przyłączył się do nich. Niedługo po tym został razem z nimi aresztowany. Jednak nie na długo. Dzięki interwencji ZSRR wydostał się z więzienia i przedostał na Kubę, by wraz z nowymi towarzyszami przystąpić do próby obalenia dyktatury Fulgencio Batisty. Che nie miał jeszcze wtedy pojęcia o prowadzeniu rewolucji, uczył się na własnych błędach czego owocem były jego pierwsze prace tego dotyczące, powstałe w obliczu kolejnych porażek ruchu oporu („Wojna partyzancka”, „Epizody wojny rewolucyjnej”). Dopiero zebranie nowych sił pozwoliło na osiągnięcie celu. Po raz kolejny Che dostał się na szczyty władzy – został mianowany el comandante, a także dostał we władanie drugą kolumnę Armii Partyzanckiej. Batista pokonany emigruje na Dominikanę, a na czele państwa staje Castro (1 I 1959).

Che zasmakował prawdziwej walki, sam stał się żołnierzem, chociaż w młodości został uznany przez argentyńską komisję poborową za niezdolnego do pełnienia służby. Okazał się dobrym i charyzmatycznym dowódcą. Te doświadczenia pozwoliły mu na przeprowadzenie autopsji rewolucji. Jako zagorzały komunista był lojalnym współpracownikiem, a wśród kubańczyków stał się zasłużonym bohaterem w walce z dyktaturą. Mając za towarzysza broni samego Fidela Castro mógł czuć się bezpieczny, a także doceniony – mianowano go bowiem prezesem Banku Narodowego.

Z żołnierza nagle miał stać się ekonomistą. Z funkcji politycznej przeskoczył do wojskowej, a z wojskowej do finansowej, później z kolei do dyplomatycznej (jako ambasador Fidela Castro jeździł po świecie). Bawił się nawet w przemysłowca na stanowisku ministerialnym tego resortu. Nieudolnie próbował wprowadzać reformy. Mimo szczerego, zdeklarowanego komunizmu był człowiekiem, którego celem była władza w ustroju komunistycznym, a nie sam komunizm. Ale władza bezpieczna, nie taka która w pierwszej kolejności ponosi odpowiedzialność za państwo. Natomiast rewolucja stała się dla niego doskonałym środkiem do zjednania sobie mas. Przychodziło mu to łatwo – był porywającym, charyzmatycznym mówcą, co pokazują jednoznacznie zachowane filmy archiwalne.

W roku 1965, znudzony biurokracją, a pewnie także byciem w cieniu Castro, wyjechał do Konga, by tam ponownie zająć się rewolucją, która jednak skończyła się klęską partyzantów, mimo wsparcia ZSRR w kwestii zaopatrzenia (partyzanci afrykańscy nie potrafili korzystać z zaoferowanego im potencjału technicznego, do tego wsparcie dla rządu Konga nadeszło z demokratycznych krajów Europy Zachodniej i Środkowej). Che po raz kolejny się chowa – tym razem w ambasadzie kubańskiej w Tanzanii. Znowu nie chce ponieść odpowiedzialności za klęskę, i znowu musi go ratować ZSRR wespół z Castro. Udaje mu się dostać do Boliwii (1966), gdzie z uporem maniaka przyłącza się do boliwijskiej partyzantki. Podczas walk prowadzi skrupulatnie dziennik, później opublikowany na Kubie pod tytułem „Dziennik z Boliwii”.

I te walki kończą się porażką. Aresztowany Guevara zostaje skazany na śmierć przez rozstrzelanie. Historia rewolucjonisty zatacza koło. Ale tym razem koło przestaje się kręcić – wyrok zostaje wykonany 8 X 1967 roku. Che miał w ostatnich słowach powiedzieć: „Wiem, że przychodzisz mnie zabić. Strzelaj, masz tylko zabić człowieka”. Możliwe, że te słowa świadczą o tym, że Argentyńczyk musiał do śmierci dojrzeć, albo po prostu wiedział, że po raz kolejny nie uda mi się przed nią w żaden sposób uciec.

Życie Ernesto Che Guevary zakończyło się chyba tak jakby chciał – zginął za rewolucje, którą pokochał. Ale można nazwać go dobrym i skutecznym rewolucjonistą. To co go wyróżnia to fakt, że kroczył jej śladami (dywersanci kubańscy wysłani zostali przez niego na Haiti, Dominikanę, do Boliwii, Nikaragui, Algierii, Angoli, Etiopii), pojawiał się tam gdzie ona, chciał nią żyć i napędzać wedle hasła „rewolucja jest jak rower – jeśli się nie posuwa naprzód to pada”. Ponosił porażki, odnosił sukcesy mając u boku ludzi, którym zależało na tym samym – aby rewolucja szła do przodu aż do osiągnięcia celu. Słusznie mówił o sobie „marksista”. Jednak jego sposób prowadzenia walki bardziej kojarzy się z rewolucją permanentną według Trockiego niż według Marksa. Wyraźne wyróżnienie, które widać w jego postępowaniu to fakt, że rewolucje, których był przywódcą nie pożerały własnych dzieci, a przynajmniej nie tak szybko jak europejskie, przecież również prowadzone w XXw. przez zapalonych komunistów, choć równie brutalnie pozbywały się swoich przeciwników.

Był wierny swojej ideologii, zdeterminowany, a jego determinacja zarażała ludzi. Ale nie na podstawie ideologii należy go ocenić, bardziej na podstawie czynów i osiągnięć. W sercach tych u boku których walczył na zawsze pozostanie bohaterem, w sercach współczesnych ikoną buntu, ale już nie tak bardzo komunizmu ani mordów, których dopuszczał się niemal przez całe życie. Z wykształcenia przecież lekarz, który jest w stanie zgładzić swoimi i cudzymi rękami setki ludzkich istnień. Był głównie niebezpiecznym fanatykiem z zanikającym instynktem samozachowawczym, który dla swoich przekonań był w stanie zrobić wszystko.

Czy nie warto zastanowić się dwa razy przed założeniem koszulki z wizerunkiem Ernesto Che Guevary?

Podobne artykuły


31
komentarze: 55 | wyświetlenia: 2153
24
komentarze: 21 | wyświetlenia: 3304
13
komentarze: 14 | wyświetlenia: 7629
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 1487
20
komentarze: 10 | wyświetlenia: 2984
72
komentarze: 26 | wyświetlenia: 107458
21
komentarze: 14 | wyświetlenia: 66068
18
komentarze: 8 | wyświetlenia: 11369
19
komentarze: 2 | wyświetlenia: 2531
41
komentarze: 28 | wyświetlenia: 8545
13
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1549
38
komentarze: 33 | wyświetlenia: 38266
28
komentarze: 59 | wyświetlenia: 17178
25
komentarze: 3 | wyświetlenia: 4637
 
Autor
Artykuł



Z pewnym wahaniem, tyczącym strony rzeczowej, akceptuję ten artykuł. Powinien jednak spełnić swoją rolę.

Podobne słowa można powiedzieć o każdym żołnierzu czy partyzancie. Skąd więc całe "halo" wokół tego jednego człowieka? Ani nie zasłynął liczbą swoich ofiar, ani szczególnie trwałymi rezultatami swoich działań, w sumie niczym się nie wyróżniał na tle sobie współczesnych. Dziecko swoich czasów i realiów w jakich przyszło mu żyć.

  Olga Sykała  (www),  18/10/2009

Właśnie to chciałam uzmysłowić części czytelników tym tekstem. Taki właśnie obraz wyłania się z życiorysu Che: w sumie niczym się nie wyróżniał na tle sobie współczesnych. Mimo to stał się swego rodzaju ikoną. Uważam, że bezpodstawnie.

Wielkie "halo": koszulki, kubki, naszywki, emblematy na wszystkim do czego tylko da się je przymocować... Nie wsławił się niczym co dałoby podstawy do takie

...  wyświetl więcej

Mechanizmu który powoduje iż ktoś zostaje "ikoną" jak dotychczas nikt nie wytłumaczył, choć trochę prób było. A sam Che był podobno bardzo charyzmatycznym człowiekiem, czytałem (nie pamiętam źródła) iż był popularniejszy od Fidela Castro. W związku z tym istnieją teorie iż FC nieco "pomógł" wpadce Che w Boliwii.
W sumie nie ma się co podniecać, za sto lat mało kto będzie o nim pamiętał, pop ...  wyświetl więcej

Widziałam kilka filmików na YouTube pokazujących Che w trakcie przemawiania. I faktycznie, muszę przyznać, że facet potrafił porywać tłumy. Sprawiał wrażenie błyskotliwego i zdecydowanego - to miało prawo się podobać. Poza tym obiecywał wolność, wyzwolenie: istny raj dla każdego, uciśnionego jarzmem obcego panowania, narodu.

W kubańskich realiach, po epoce "dobrobytu" w wykonaniu Batisty i mafii usmańskiej, ludzie poparliby samego diabła, byle obiecał spokój i pełen garnek dla każdego.

Właściwie wszystkie rewolucje napędzane były wedle takiego schematu. Bieda i niepewne jutro sprzyjają nastrojom nacjonalistycznym i populistycznym.

Tak było w trakcie słynnej rewolucji mieszczańskiej we Francji (trzy lata ją poprzedzające obfitowały wyłącznie w katastrofy), tak było przed I i II wojną światową (jeśli nie bezpośrednio, to pośrednio), permanentna rewolucja komunistyczna, i o

...  wyświetl więcej

Cóż, jak dla mnie Che jest komunistą, mordercą i tchórzem. Twój artykuł niemal gloryfikuje jego śmierć, a z tego co ja słyszałem, Che, z płaczem błagał o życie. Nie wiem jak było, jednak gdy widzę kogoś z mordą tego komucha na koszulce to... cóż, najchętniej bym na tą koszulkę splunął, ale jedyne co mogę to rzucić spojrzenie w stylu "wyrwę ci jelita i cię nimi uduszę".

Tzn. byłeś w boliwijskich górach i słyszałeś na własne uszy? Czy też może powtarzasz plotki, z namaszczeniem, jakbyś głosił prawdę ostateczną? Co do reszty, patrz komentarze wyżej. I nie zapominaj że "ikona" niekoniecznie musi posiadać te same cechy co "pierwowzór". Pomyśl o tych tysiącach wyprawionych na tamten świat dzięki staraniom Matki Teresy czy JP2. Tym niemniej trudno sobie wyobrazić którą ...  wyświetl więcej

*zginął za rewolucje, którą pokochał. Ale można nazwać go dobrym i skutecznym rewolucjonistą.*
*W sercach tych u boku których walczył na zawsze pozostanie bohaterem, w sercach współczesnych ikoną buntu, ale już nie tak bardzo komunizmu ani mordów, których dopuszczał się niemal przez całe życie.*

Jak pogodzić - dobry rewolucjonista z mordami przez niemal całe życie?
Czy Adolf był również dobrym wojskowym z ideałami?

Rewolucja jest wprowadzana nagle i siłą. Stąd opozycja do pojęcia ewolucji, która przebiega w sposób powolny i naturalny. Ukazuję Che w kontekście czasów w których żył. Jako rewolucjonista zabijał, bo taka jest rewolucja - krwawa.

Adolf Hitler był nie tyle wojskowym co politykiem, mimo wszystko Che, przynajmniej ja, widzę odwrotnie. Adolf Hitler choć walczył w armii austriackiej na froncie

...  wyświetl więcej

Ciekaw kontrowersyjny temat. Postać będąca dla jednych wzorem dla innych postacią krytyczną. Artykuł może sie podobać przedstawia nam obraz ukształtowany przez autora. Konkluzja jak najbardziej trafna.

  yamanaki  (www),  27/06/2012

Nie bez powodu jego postać była tak rozsławiana przez ZSSR i zakazana teraz w Polsce. Dla mnie to zwykły bandyta, informacje o tym, że po prostu kochał rewolucję to pozostałość bo radzieckich bajkach. Był mordercą, okrutnym i bezwzględnym. Liczba jego ofiar wcale nie jest mała. Uważam, że powinno się w końcu zwrócić na to uwagę.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska