Login lub e-mail Hasło   

O tym, jak uprawiałem "chrześcijański zen"

Tytuł jest oczywiście prowokacją. Nie istnieje „chrześcijański zen”. Jest albo zen, albo chrześcijaństwo.
Wyświetlenia: 1.661 Zamieszczono 17/11/2009

Skojarzenia dotyczące istnienia „chrześcijańskiego zen” nasuwają się, kiedy słyszymy o międzyreligijnym dialogu, jaki prowadzi zakon benedyktynów z buddyzmem i hinduizmem oraz o „medytacji chrześcijańskiej”, którą ojcowie benedyktyni uprawiają, wykorzystując doświadczenia mnichów buddyjskich.

Klasztor w Lubiniu

Ojcowie Benedyktyni chętnie przyjmują gości, toteż i ja udałem się do Lubinia, aby pomedytować kilka dni pod okiem ojca Jana Berezy. Jan Bereza, którego poznałem już wcześniej, jest z wykształcenia metafizykiem. Utrzymuje kontakty z kontemplatykami różnych wyznań, w tym z buddystami. Jest najbardziej chyba w Polsce znanym propagatorem medytacji chrześcijańskiej.

Klasztor żyje w rytmie modlitwy: 6.00 – jutrznia, 7.15 – msza, 12.00 – modlitwa południowa, 12.30 – obiad, 17.00 – nieszpory, 20.00 – kompleta. O tych porach zakonnicy i goście gromadzą się razem w dni powszednie. Czas upływa poważnie, w ciszy. Sprawy nieważne, hałaśliwe nie zaprzątają uwagi. Przywiozłem do Warszawy trochę ciszy z Lubinia. W sobie.

O technice medytacji

Trzeba usiąść tak, żeby mieć środek ciężkości nisko i trzy punkty podparcia. Kręgosłup wyprostowany, oczy otwarte, nie skoncentrowane na niczym.

Co jest przedmiotem medytacji? Nasza obecność. Ojciec Bereza mówi, że najlepiej koncentrować się na „trwaniu w miłości przed Bogiem”. Czyli po prostu być. Człowiekowi trudno jest jednak zadowolić się samym istnieniem. Myśli błądzą, uciekają do codzienności. Żeby je utrzymać w garści można powtarzać jakieś słowo albo zdanie. Bóg jest obecny w swoim Imieniu, dlatego najlepiej tym Imieniem zwracać się do Boga, na przykład słowami ślepego Bartymeusza: „Panie Jezu, Synu Dawida, zmiłuj się nade mną”.

I nie zapominać o oddechu. Bóg tchnął w nozdrza człowieka dech życia. W oddechu jest nasza więź z Bogiem.

Do czego się dąży w medytacji?

Do niczego. Jezus zrobił już wszystko, co było potrzebne do naszego zbawienia. Zostaliśmy stworzeni, odkupieni, Bóg nas kocha.

Ja istnieję. Moje istnienie ma swoje źródło w Bogu. Nie muszę za niczym gonić, w żaden sposób „uprawomocniać się”. Niczego mi nie brakuje. Jestem.

Nie staram się o nic. Inicjatywa jest całkowicie po stronie Boga. Powierzam mu się tak, jakbym unosił się na wodzie. Jeśli cokolwiek było do osiągnięcia, to już zostało osiągnięte.

Refleksje „pomedytacyjne”

Te dni poświęcone na medytację wywołały we mnie dwie refleksje.

Refleksja pierwsza. Kto odrzuca świat, ten, paradoksalnie, otrzymuje cały świat do dyspozycji. Cóż jest bowiem powodem naszych udręk? Pragnienia i związane z nimi troski. Pragniemy czegoś od świata i troszczymy się o to. Troski sprawiają nam udrękę. Kiedy wyrzekniemy się świata i tylko będziemy trwać przed Bogiem – troski znikną. A wraz z troskami znikną udręki. Ale nie zniknie świat wokół nas. Wciąż go mamy i możemy się nim cieszyć, teraz już wolni.

Refleksja druga. Transcendencja nie jest „całkiem transcendentna”. Jeśli wyobrażamy sobie Boga jako „Boga filozofów” – nie dający się poznać i opisać Absolut, to jakie mamy oparcie w takim Bogu? Bóg, który wykracza poza nasze poznanie, nie może być poznany. Można Go opisywać tak jak Nicość – poprzez same przeczenia. Ale przecież Bóg nie tylko „wykracza poza”. Można Go też dotknąć własnym istnieniem. Bóg objawia nam się. Jest i „poza” i „tu”. Jest.

Wrócę do Lubinia

Bóg nie wycofał się z naszego życia. To tylko my, w zgiełku, jaki sami sobie fundujemy, przestaliśmy Go dostrzegać. Wydaje nam się, że Bóg był tylko pewną ideą, którą zdołaliśmy zabić.

Utraconego poczucia obecności Boga nie odzyskamy poprzez teorie naukowe. Bóg jest obecny, tylko my nie jesteśmy obecni. Zgubiliśmy własną podmiotowość. Jesteśmy nie-obecni. Osobowość możemy odzyskać w odrzuceniu wszystkiego, co nie jest Bogiem. Po prostu będąc przed nim. W modlitwie.

W medytację chrześcijańską wkraczamy, odrzucając cały świat, a więc na powrót stajemy się ludźmi, osobami ludzkimi. I otrzymujemy cały świat z powrotem, ale już jako wolni ludzie, a nie niewolnicy.

Wrócę za jakiś czas do Lubinia szukać dalej. Medytacja chrześcijańska jest modlitwą.

Marek Błaszkowski

 

[Autor jest adwokatem i doktorantem Chrześcijanskiej Akademii Teologicznej w Warszawie].

Podobne artykuły


386
komentarze: 337 | wyświetlenia: 417756
29
komentarze: 11 | wyświetlenia: 2374
29
komentarze: 51 | wyświetlenia: 2253
27
komentarze: 37 | wyświetlenia: 2364
27
komentarze: 19 | wyświetlenia: 2619
26
komentarze: 77 | wyświetlenia: 3871
26
komentarze: 9 | wyświetlenia: 2175
21
komentarze: 34 | wyświetlenia: 75055
25
komentarze: 28 | wyświetlenia: 5729
20
komentarze: 35 | wyświetlenia: 6839
23
komentarze: 10 | wyświetlenia: 3481
21
komentarze: 13 | wyświetlenia: 1968
15
komentarze: 2 | wyświetlenia: 3590
14
komentarze: 11 | wyświetlenia: 3889
 
Autor
Artykuł



Zgadzam się, że obecność i przytomność są istotą prawdziwego człowieczeństwa, a jest to osiągalne tylko doświadczeniem. Jestem pełna uznania dla ojców benedyktynów za to jak pokazują ludziom czym jest prawdziwe człowieczeństwo.
Autorowi za artykuł pełen szacunek..
Pozdrawiam
Hania

Chrześcijański ZEN -- Praktyczne Wprowadzenie :
http://eiba.pl/2grh

O tym, jak ksiądz jezuita pogodził chrześcijaństwo i buddyzm :
http://eiba.pl/2gft

Chrześcijański ZEN -- Mistyka i

...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska