Login lub e-mail Hasło   

Co to takiego jest, teologia?

Nie ma na świecie rzeczy aż tak głupiej, żeby nie było w niej odrobiny mądrości.
Wyświetlenia: 3.034 Zamieszczono 29/11/2009


Właściwie, chyba tylko diabli to wiedzą. Założenie, że Bóg też wie, nie może być słuszne, chociaż Bóg jest wszechmocny. Wiedzieć, co to jest teologia, Bogu po prostu nie wypada, jako że służy ona do jego ubóstwienia. Niezręcznie byłoby.

Wynika z tego, że Bóg nie wspiera teologów. Nie twierdzę, że to właśnie z tego powodu teologom raczej marnie idzie. Powalających osiągnięć nie osiągają i nie powalają nimi. Zaś religijna praktyka, dla której teologia stanowi teoretyczną „podkładkę”, jeszcze marniej wspierana jest przez Boga. Relikwia w postaci szczebla od drabiny, która przyśniła się Jakubowi, nie tylko przestała być cudem, ale nawet przestała być możliwością.

Niektórzy powiadają, że teologia to nauka, choć nawet Wikipedia formułuje to bardzo ostrożnie. Definicję zaczyna od „dyscypliny”, ale nie pisze jasno, jakiej mianowicie. Czterech rzemieni z węzłami, mocowanych do giętkiej rękojęści, pewnie domyślać się nie należy. Chociaż – mam tu określone skojarzenia, nieomal asocjacje. Zaraz wyjaśnię.

Ta stara dyscyplina służyła do trzymania w ryzach rozwydrzonych bachorów, żeby nie rozwydrzyły się bardziej. „Z tym i tym to jest tak i tak. Rozumiesz, bachorze?!” Bachor, jeśli nie był kompletnym debilem, co czasem się jednak zdarzało, to nawet jeśli nie rozumiał tego i tego, rozumiał coś innego. Rozumiał, że jeśli nie będzie rozumiał, jego tyłek albo plecki zawrą ścisłą znajomość z rzemykami. No to jak on mógł nie rozumieć? On rozumiał to nawet, co w ogóle nie było możliwe do rozumienia. Dlatego dawniej bachory były zdyscyplinowane. Od małego to miały. Nie to, co teraz.

Teraz, po rezygnacji z dyscypliny, nie tylko u bachorów rozumienie jakoś znacznie się obniżyło. Ta dyscyplina miała jednak wybitne talenta edukacyjne.

W naszych czasach o dyscyplinie często już i kustosz muzeum pojęcia nie ma. Dorosłe zaś i niedorosłe bachory są rozwydrzone z samej humanitarnie kształtowanej natury, o czym by długo można opowiadać. Tak więc definicja Wikipedii, że teologia to dyscyplina, całkiem nic nie znaczy. Raczej, tak samo diabli wiedzą, co znaczy. Ale od tego właśnie zacząłem.

Co do nauki, to dla wielu ona tylko tyle znaczy, że można w tej nauce zdobywać różne tytuły, przede wszystkim profesorów. Patrząc w ten sposób, teologia to wielka nauka, bo profesorów  takie w niej mnóstwo, że starczyłoby na kilka innych nauk. Co prawda, Nobla jeszcze za teologię nie dają, ale Templetona owszem. To jednak może się zmienić za sprawą tych rozwydrzonych dorosłych bachorów, wdzięcznych za rezygnację z dyscypliny.

Tak w ogóle, to tego Templetona dali za próbę pogodzenia teologii z nauką. Znaczy, na razie one się kłócą. A jeśli się kłócą, znaczy, że teologia nie jest nauką, sama z sobą by się nie kłóciła. Próba ich pogodzenia też nie bardzo teologom wyszła. Gdyby ta próba powiodła się lepiej, chyba i Nobel byłby do osiągnięcia. Nawet bez tych rozwydrzonych dorosłych bachorów.

Na razie to tak jest, że nauka używa swoich możliwości do badania rozmaitych spraw i rzeczy, pod różnymi kątami i nawet kontami – potem z tych badań wyciąga wnioski. Wnioski, czyli rezultaty badań nauka ogłasza jako teorie albo odkrycia. Co z tymi wnioskami dzieje się dalej, to już mniej ważne. Dalej, to niekoniecznie od naukowców zależy. W nauce wnioski nie są uświęcone. Częściej zaskakujące dla samych naukowców.

Teologia zaś odwrotnie, od rezultatów zaczyna. Rezultaty spisano przed dwoma tysiącami lat. Kto spisał – to trzecia diabla tajemnica. Zajęcie, czyli robota teologii, też polega na wyciąganiu wniosków. Tyle, że osiąganych metodą drapania się po głowie. Te wnioski muszą zgadzać się z wiadomymi rezultatami, inaczej są wnioskami fałszywymi, które często okazują się diabelską złośliwością. Sporo zajęć dla teologów polega na odróżnianiu tych wniosków, czy one przypadkiem nie prowadzą do innych rezultatów. Bywa, że teologowie zajmują się wnioskami, które sformułowała nauka. Bywa zaś często, że te naukowe wnioski nie zgadzają się z ich spisanymi 2.000 lat wcześniej gotowymi rezultatami.

Z wnioskami, uznanymi teologicznie za fałszywe, to sprawa bardzo trudna. Zdarzało się, że bardzo krwawa. Do tej krwi teologia w ogóle przyznać się nie chce, a jeżeli już musi, robi to w sposób cichy i nieśmiały. Ale zawsze wart dużej pompy, choć pamięci – krótkiej.

Sprawa naukowości teologii to zaledwie podzwonne cichutkie echo dawnych czasów, kiedy wszelakich możliwych do przyswojenia sobie nauk udzielali wyłącznie teologowie, co najmniej zaś sukienkowi. Nawet prosta znajomość alfabetu i podstawowych rachunków jako wstęp miała invocatio Dei. Żaki zaś od razu miały przerąbane, ponieważ wisiała nad nimi ta dyscyplina.

 Do tych czasów niejeden dziś jeszcze wzdycha, nawet przyznaje się do tego. A wiecie, dlaczego wzdycha? Ze strachu. Ze strachu przed pieronem. No, może przed Pieronkiem. I choć ten strach jest kubek w kubek tak irracjonalny, jak strach przed piorunem, tkwi w nim odrobina prawdy.

Szczęściem, jedynie odrobina. Bo nie ma na świecie rzeczy aż tak głupiej, żeby nie było w niej odrobiny mądrości.

Podobne artykuły


132
komentarze: 65 | wyświetlenia: 44351
103
komentarze: 89 | wyświetlenia: 16250
39
komentarze: 19 | wyświetlenia: 6994
34
komentarze: 113 | wyświetlenia: 7160
30
komentarze: 54 | wyświetlenia: 5662
26
komentarze: 39 | wyświetlenia: 10763
20
komentarze: 45 | wyświetlenia: 3142
19
komentarze: 19 | wyświetlenia: 3826
20
komentarze: 25 | wyświetlenia: 3291
17
komentarze: 60 | wyświetlenia: 3943
14
komentarze: 12 | wyświetlenia: 5998
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 4023
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1468
113
komentarze: 102 | wyświetlenia: 21445
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Layo  (www),  29/11/2009

Bardzo dobry artykuł, ciekawe spojrzenie.

Dla mnie jest bardzo złożony, w swoich jednak spekulacjach trafnie poddaje krytyce nietykalna księgę boga.amen Punkty by następny był bardziej czytelny

  Elba,  03/12/2009

Zabrzmi to dziwnie, ale chcę dodać do artykułu jeszcze taką myśl, że teologia cały czas pretenduje do miana ostatecznej instancji prawdy, do której dąży nie przebierając w środkach i nie koniecznie dzięki poprawnej interpretacji prawdy, a raczej poprzez prześladowanie wszystkich myślących inaczej. Najbardziej zdumiewające jest to, że toczą się boje o zdobycie jak największej liczby zwolenników, którym obiecuje się życie wieczne, a tak naprawdę są to obiecanki bez żadnej gwarancji.

  oculus,  04/12/2009

Bardzo dobry komentarz do dobrego artykułu.

  feniks57,  03/12/2009

Dobry artykuł poruszający , może w sposób cokolwiek skomplikowany , stosunek religia - nauka. Zgadzam się w pełni z Autorem , iż próby podejmowane przez teologów dają nikłe jeśli nie śmieszne rezultaty. Samo podejmowanie prób przez teologów pogodzenia tychże , wynika chyba z coraz bardziej traconego szacunku i posłuchu wśród wiernych. Metodami już nie tak krwawymi jak dawniej. Myślę , że będą to p ...  wyświetl więcej

  jbon4,  04/12/2009

przepraszam ale pod wpływem nieznaczej ilości alkoholu muszę zachować się niegrzecznie. od dłuższego czasu wykazuję się tolerancją dla działaczy kalotilckich, których coraz więcej można spotkać na eiobie. nie ważnie czego dokładnie dotyczny ten tekst.

kk == sekta sekta sekta

czy to do was ludzie dociera ?

Autorze, nie masz pojęcia o teologii, to po co o niej piszesz?

12.40.A co jeśli ON rzeczywiście jako ten :Piorun!Do nogi...wybij wszystkich ssynów?
Gdyż jak błyskawica...



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska