Login lub e-mail Hasło   

Taka... no... chińszczyzna

Słów kilka o komunikacji międzykulturowej, potrzebie cierpliwości i otwartości umysłu
Wyświetlenia: 755 Zamieszczono 02/12/2009


Będąc w Polsce od jakiegoś czasu i pisząc ten artykuł w swoim mieszkaniu trudno mi sobie wyobrazić, że jeszcze dwa miesiące temu wspinałam się na Wielki Mur Chiński. Trochę o tym zapomniałam, a własciwie wydaje się to teraz tak nierealne, że właściwie jawi się to bardziej jako sen lub marzenie.


Jakkolwiek bym na to patrzyła, faktem jest, że dwa miesiące spędziłam w Chinach na stażu edukacyjnym zorganizowanym przez organizację studencką AIESEC. Będąc nauczycielką języka angielskiego, w czasie wolnym zwiedzałam Chińską Republikę Ludową, poznawałam jej kulturę i mieszkańców oraz uczyłam się podstaw mandaryńskiego.


Trudno skondensować moje nigdy-niekończące-się-historie do jednego artykułu, dlatego też skupię się na jednym aspekcie - komunikacji międzykulturowej. Jako oświecona oraz świadoma miedzykulturowych różnic absolwentka socjologii pojechałam na swoją wyprawę z zamiarem zapoznania chińczyków – ich kultury, sposobu myślenia, podejścia do życia, zainteresowań etc. Wiedziałam, że cierpliwość oraz uśmiech to podstawowe cechy dobrego podróżnika. Oczywiście potrzebna jest także wiedza o kulturze oraz zachowaniach w kraju, do którego kieruje się swoje kroki. Wszystkie powyższe podpunkty odznaczyłam jako zrobione jeszcze długo przed swoją wyprawą.

 

Jednak na miejscu okazało się, że świadomość istnienia różnic nie wystarcza, a ponadto potrzebna jest nieskończenie wielka doza cierpliwości. Po zapoznaniu wielu przedstawicieli dosyć ograniczonej grupy, na którą składali się studenci, posługujący się językiem angielskim – uciekałam do członków świata zachodniego. Dlaczego? Skoro pojechałam do Chin i chciałam poznać tamtejszą kulturę oraz ludzi, to dlaczego przysłowiowo nie trzymałam sztamy z chińczykami? Otóż dlatego, ponieważ najnormalniej w świecie nie chciało mi się dłużej męczyć i gimnastykować nad wspólną komunikacją i zrozumieniem przedstawicieli odmiennej kultury. Zdecydowanie łatwiejszym wyjściem było spędzanie czasu z ludźmi z mojego kręgu kulturowego. Krąg ten zataczał dosyć spore koło, ponieważ włączał w swoje granice amerykanów. Ale kto by się dziwił, w końcu z powodu wszechogarniacjącej globalizacji świata zachodniego, polak i amerykanin są już dwoma bratankami.

 

Wiele elementów chińskiej mentalności było trudne do zaakceptowania. Dla mnie największą zbrodnią było wypracie indywidualizmu ze społeczeństwa – większość młodych ludzi zachowuje się tak samo, słucha podobniej, nieokreślonej muzyki (zawsze zostaje przywołane Spice Girls, Backstreet Boys oraz Michael Jackson), lubi grać w pin-pong oraz koszykówkę, a w wolnym czasie gra w różnorodne gry komputerowe. Po pewnym czasie zadawanie podstawowych pytań zdawało się zbędne, ponieważ z góry możnabyło przewidzieć odpowiedzi. Oczywiście tutaj tkwi pułapka generalizacji – większość studentów, z którymi miałam przyjemność zachowywała się według poniższego schematu... całe szczęście nie wszyscy!

Drugą trudną do zaakceptowania cechą, uwarunkowaną kulturowo jest niemożność przyznania się do błędu, bądź niezrozumienia. Chińczyk straciłby twarz w towarzystwie, czasami nawet autorytet gdyby przyznałby się do swojego błędu, lub oświadczyłby otwarcie, że nie rozumie co ktoś powiedział w uwielbianym języku angielskim.  Jest to nie tylko uciążliwe w rozmowach nieformalnych, kiedy po prostu zależy nam na dobrej komunikacji i poznaniu drugiej osoby, ale przede wszystkim w kontaktach formalnych w miejscu pracy. Wielokrotnie rozmawiając o warunkach pracy, obowiązujących regułach czy też zarobkach niezrozumienie, a co najważniejsze nie przyznanie się do niezrozumienia pociągało za sobą poważne konsekwencje. Moją przełożoną była nadwyraz miła oraz sympatyczna Sky, nauczycielka języka angielskiego w klasach początkowych, której wielokrotnie zdarzało się odpowiadać „tak!” na pytanie otwarte... przez co początki pracy w szkole były strasznie skomplikowane.

 

Tak jak wspomniałam generalizacja, czy też szufladkowanie całego narodu chińskiego, liczącego obecnie około 1 328 020 000 osób, oraz zamykanie się na kulturę i społeczeństwo byłoby zbrodnią wymierzoną wprost w ideę podróżowania. Nie chcąc jej popełnić nieprzerwanie poszukiwałam i poznawałam kolejne osoby. W taki oto sposób zapoznałam studenta angliski, który nie bał się porozmawiać z obcokrajowcami o polityce (jest to zabroniony oraz omijany temat w rozmowach) oraz o zbrodni na placu Tianamen (większość młodych ludzi o niej nie wie), zwartą grupę muzyków grających w punkowym podziemiu czy też dziewczynę nawróconą przez amerykańskich protestantów na chrześcijaństwo.

Podobne artykuły


17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 2068
17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1770
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1180
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1088
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1032
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 1007
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 384
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 938
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 753
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 1081
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 609
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  pirx,  03/12/2009

"Dla mnie największą zbrodnią było wypracie indywidualizmu ze społeczeństwa – większość młodych ludzi zachowuje się tak samo, słucha podobniej, nieokreślonej muzyk" U nas niby jest inaczej ? Jakieś strasznie naiwne ma pani spojrzenie ;) No . ale pewnie amerykańscy koledzy przystojniejsi byli ;)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska