Login lub e-mail Hasło   

Wyjść na Dudka.

"Wyjść na dudka", czy może "na Dudka"?
Wyświetlenia: 2.002 Zamieszczono 11/12/2009

Zawsze się zastanawiałem, co to znaczy „wyjść na dudka”, czy może „na Dudka”. Dość mizerna ptaszyna dudek, na którego człek miał niby to wychodzić, nie wydawał mi się na tyle wiarygodnym, zresztą cóż on mógł nam zawinić. Ale facet Dudek to zupełnie inna historia, facet Dudek to może być jakiś zapomniany historyczny przykład na przykład.

No i masz: trafiłem! Dokładnie w Dudka.

Powiadają, że historia lubi się powtarzać. Racja! W dodatku historia, co naturalne, uwielbia historyków, to właśnie ich ustami daje nam chętnie poznać, kiedy ma rację i kiedy się powtarza. Jeśli zaś historyk to Dudek i na Dudka wychodzi – wszystko zgadza się wprost idealnie.

Gdybym to ja nazywał się Dudek, zgodziłbym się, rzecz jasna, zostać szefem IPN-u, ale za żadne skarby nie zostałbym historykiem. Żeby wilka nie wywoływać z lasu. Poza tym, na wszelki wypadek.

Historyk Dudek tak bardzo zakochał się w swojej idei zbrodniczych Rusków, którzy nic, tylko myślą o tym, jakby tu pognębić Polaków, że całkiem oślepł w tym zakochaniu. Co zresztą zakochanym często się przydarza.

Zakochanym głuptasom, plotącym od rzeczy, wiele się wybacza. Nieomal wszystko. Zrozumiałe: obiektem normalnego zakochania bywają świetne dziewczyny, którym nie sposób się oprzeć. Świetną dziewczynę każdy by chciał mieć.

Ale zakochani w idei mają znacznie gorzej. Idee nie bywają tak świetne. Prawdę mówiąc, ideom właściwie brak wszelkiego uroku. Zakochanie w idei nikomu na dobre nie wyszło, co najlepiej powinien wiedzieć historyk. Zakochanym w idei żadnych głupstw się nie wybacza. Nawet, specjalnie tych głupstw szuka się u nich, żeby je piętnować. To taki sport fajnisty.

Historyk Dudek zakochał się w idei, że Ruskie to są okropne łobuzy, jeden w drugiego komunista. Że tylko boska interwencja, najpewniej samej Świętej Panienki, chroniła nas w historii przed tymi łobuzami. I nie widzi oślepły historyk Dudek, że coś w jego idei nie gra. Zakochani tak już mają.

No bo jeżeli Ruskie są takie łobuzy, to jak oni mogli nie chcieć swojej interwencji w Polsce, zamiast stanu wojennego? Niby, do Budapesztu wleźli, do Pragi tak samo, a do Warszawy nie mieli ochoty? Żadnej? Cholera, nawet specjalnie proszeni o to?

Może te Ruskie nie są wcale aż takie łobuzy? Albo ten, jak mu tam, Anoszkin ich nawrócił…

Historyk Dudek bardzo namieszał mi w łepetynie. Nie wiem już teraz, komu w ogóle wierzyć. W co wierzyć, też pojęcia nie mam. Bo jeśli miałbym wierzyć w Breżniewa i jego doktrynę, musiałbym opłacić składkę na pomnik Jaruzelskiego. Jeśli zaś wierzyć podrzędnemu oficerkowi nazwiskiem Anoszkin (szczęście, że nie Dudiek), to ani Budapesztu, ani Pragi, gdzie Ruskie wleźli całkiem bez zaproszenia, za skarby nie umiałbym nikomu wyjaśnić. Musiałbym o to zapytać historyka Dudka. Wiadomo, że zakochany potrafi wyjaśnić wszystkie wady swojego obiektu.

W ogóle, to niech nas Święta Panienka chroni przed zakochanymi historykami.

Podobne artykuły


12
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1641
27
komentarze: 45 | wyświetlenia: 4715
21
komentarze: 14 | wyświetlenia: 66036
19
komentarze: 25 | wyświetlenia: 2962
6
komentarze: 4 | wyświetlenia: 13811
2
komentarze: 0 | wyświetlenia: 1835
97
komentarze: 29 | wyświetlenia: 24864
28
komentarze: 59 | wyświetlenia: 17167
18
komentarze: 23 | wyświetlenia: 2077
33
komentarze: 26 | wyświetlenia: 2923
72
komentarze: 26 | wyświetlenia: 107229
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  ,  11/12/2009

Żałuję, że nie mam za wiele czasu, bo chętnie przeanalizował bym sytuację polityczno-gospodarczą tamtego okresu zarówno w Rosji jak i w Polsce (częściowo również na świecie) i związane z tym nastroje społeczne jakie wówczas panowały, opinie i poglądy ówczesnych historyków, politologów z różnych krajów oraz zwykłych ludzi. Ponadto warto byłoby przyjrzeć się procedurze (lub zwyczajom) związanej ze s ...  wyświetl więcej

Jak zwykle podziwiam Pana dowcip:-). Widać, że piórko ostrzone. Oj, ostrzone. Historyk Dudek poszedł... no właśnie: po linii najmniejszego oporu, czy po najmniejszej linii oporu?
Pozdrawiam

"...po linii najmniejszego oporu, czy po najmniejszej linii oporu?

Myślę, że to wszystko jedno, choć niektórzy zajadle się kłócą. Weźmy na chłopski rozum: najmniejszy opór liniowy - to punkt, najmniejsza linia, wsio rawno czego - też punkt. Czym się różni punkt od punktu?

W geometrii kształcony jestem słabo.

Brawo za dowcip i plus. Linia (choćby najmniejsza) to mi się kojarzy z linią, zatem ze zbiorem punktów.
Myślałem, że będzie o bramkarzu Dudku, co to podczas pamiętnego meczu wystrychnął paru strzelców na dudka (swoją oryginalną obroną).

A niektórzy to piszą dudki, albo "dudy smalone". Pozdrawiam :-)

Tak gwoli ścisłości, nie dudy, a duby smalone:-)

  andrzejs,  14/12/2009

> Zakochanie w idei nikomu na dobre nie wyszło, co najlepiej powinien wiedzieć historyk.

To prawda. Ale u nas jakoś, co historyk, to... zakochany... w jakiejś idei:)))

Ach...Gdyby wszyscy "prawicowcy" z "lewicowcami" potrafili w takim stylu polemizować i mimo wszystko zachować szacunek do siebie nawzajem, jak to pan Andrzej z panem Zbysławem czynią, gdzie nawet drobne złośliwości przypadkowego czytelniaka uszu (a raczej oczu) nie ranią, to świat byłby o wiele kulturalniejszy. PS. ci prawicowcy i lewicowcy to uogólnienie, w razie gdyby takie określenie któregoś z panów obrazić mogło.

Pewien Kazimierz, który w odróżnieniu od Kazimierza Przerwy Tetmajera zwykł podkreślać, że on Kazimierz bez najmniejszej przerwy Dudek jadąc na wesele ciężarnej córki zastanawiał się, czy ona wystrychnęła go na dudka , czy też on wydudkał ją na strychu. I to byłoby na tyle.

Cóż Zbyszku, pozwolisz,że tak będę się do Ciebie zwracał. Dlaczego? Bo jakoś Zbysław do mnie przemawia tak samo jak do Bogdana przemawia jakiś Bohdan albo wręcz Bogusław/ oczywiście bez obrazy/
Wracając więc do tematu: rozumiem, ze zapraszając mnie to lektury tego artykułu chciałeś mi powiedzieć że jestem " dudek" zakochany w swojej wersji stanu wojennego, Jaruzelskiego, WRON i Breżniewa. ...  wyświetl więcej

Odpowiem w innej kwestii.
"Zbyszek" pochodzi od Zbysława właśnie, Zbigniew zaś to zdrobnienie po prostu zawłaszczył. Od Zbigniewa ongiś wywodzono inne: Gniewko, Zbijsiek. Dziś "Zbyszek" służy raczej obu imionom równolegle.

Co do meritum, wolę nie odpowiadać. Nie podejmuję się zadań, które nie rokują powodzenia. Jak widzę bowiem, nie używasz argumentów, raczej dajesz wyraz przekonaniom.
Pozdrawiam.

Wiesz, Zbysławie... parę, może pięć, a może osiem lat wstecz byłem w Lądku w sanatorium. Tam w jednym pokoju zakwaterowano mnie z pewnym krakowskim profesorem zdaje się Uniwersytetu. Nie pamiętam czego i gdzie uczył bo jakoś mnie to nie interesowało. Chciałem tylko powiedzieć, że był to jeden z niewielu profesorów jakich dane mi było w życiu spotkać. Dlaczego o nim wspominam? Bo bardzo mi go przyp ...  wyświetl więcej

Opowiastkę z Lądka Zdroju chyba daruję i tobie, i sobie.

Natomiast owa "nie wyssana z palca" opowieść o prośbie pod adresem Sowietów, by interweniowali - może być nawet niezłym przykładem na braki w twojej wiedzy i wybiórczym traktowaniu informacji.

Być może wiesz o tym, że Dudek et consortes IPN wywiedli swoje racje dość obszernie - i bardzo słabo, moim zdaniem, lecz o to już mnie

...  wyświetl więcej

"KGB w lekkim negliżu" Oto książka na której między innymi opieram swoje poglądy a oto wiedza bo widzę, że zaczynasz przeginać traktując mnie jak nieuka czy kogoś kto nie ma pojęcia o czym pisze. Tymi słowami : cytuję ..."Natomiast owa "nie wyssana z palca" opowieść o prośbie pod adresem Sowietów, by interweniowali - może być nawet niezłym przykładem na braki w twojej wiedzy i wybiórczym

...  wyświetl więcej

  swistak  (www),  27/04/2010

Weszli czy nie weszli ? Ważne, że wyszli ! Przestali okradać naszą gospodarkę i niszczyć jak w systemie niewolniczym nasz naród .

  pirx,  11/05/2010

"No bo jeżeli Ruskie są takie łobuzy, to jak oni mogli nie chcieć swojej interwencji w Polsce, zamiast stanu wojennego? Niby, do Budapesztu wleźli, do Pragi tak samo, a do Warszawy nie mieli ochoty? Żadnej? Cholera, nawet specjalnie proszeni o to?"- Może nie musieli? Może wystarczyło nastraszyć generała, że wejdą?

Pirx.
Jak można było nastraszyć generała czymś, czego sobie życzył?

  pirx,  11/05/2010

Racja! Zrujnował mi Pan taką piękną wizję.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska