Login lub e-mail Hasło   

Kto jest ch...? Sobiesiak: Nie pamiętam

Artykuł pod tym tytułem zamieszcza TVN24.pl (15:34, 11.02.2010).
Wyświetlenia: 861 Zamieszczono 11/02/2010


     Jednak po odświeżeniu (16:16, 11.02.2010) nieco artykuł został zmodyfikowany, no i tytuł został całkiem zmieniony na "Sobiesiak wygrał z komisją, kamery wyproszono" (zapewne uznano, że jest zbyt śmiały - poprzedni tytuł po zmianie został tylko podtytułem).

     Pierwsze półtorej godziny należało do piłkarza i biznesmena Ryszarda Sobiesiaka. Tuż przed przesłuchaniem przed obliczem słynnej komisji o roboczej nazwie "Hazardowa", znany dziennikarz powiedział, że nie zna p. Sobiesiaka i zastanawia się - jak on wygląda. Parę milionów Polaków czekało wraz z nim. Po dwóch godzinach, piłkarz Sobiesiak był najsłynniejszym polskim piłkarzem, przyćmiewając sławę Lubańskiego, Dejny i Bońka, którzy latami ciężko pracowali na swoją pozycję. Był reprezentantem nie tyle naszej piłki nożnej, ale wszystkich biznesmenów pokrzywdzonych przez "głupawych urzędasów" (jak się wyraził). Setki tysięcy obywateli ma podobną opinię o urzędnikach, ale zwykle swymi przekonaniami dzielili się podczas prywatnych spotkań towarzyskich. Na tak wielką skalę, p. Sobiesiak chyba jest pierwszym Polakiem, który totalnie obraził urzędników i zapewne w wielu akapitach swej wypowiedzi miał rację, zatem został w pewnym sensie bohaterem sponiewieranych biznesmenów.

     Ponadto - jak też sam zauważył - z mało znanych budowli wzniesionych w celach komercyjnych, parę milionów rodaków już wie, w których kurortach wypoczywać, wszak za darmo media zrobiły jego rodzinnej firmie wielką reklamę wartą zapewne setki tysięcy złotych...

     Niestety, po wygłoszeniu swej przemowy, którą porwał za sobą wielu telewidzów i słuchaczy, jednak patetyczna wena i chęć do szczerych wypowiedzi wyraźnie go opuściły - "proszę o uchylenie pytania" i "odmawiam odpowiedzi", a potem - "nie wiem", "nie pamiętam", "już wcześniej powiedziałem".

     Podczas wyjaśnień specjalistów, dowiedzieliśmy się, że za uporczywe uchylanie się od odpowiedzi, przesłuchiwanemu grozi maksymalna grzywna 10 tys. zł oraz miesiąc odsiadki. Zakładając, że drugie rozwiązanie jest tylko straszakiem (wszak mamy demokratyczną Polskę), aż dziwne, że p. Sobiesiak nie położył tej kwoty na stole i nie wyszedł ze swoim pełnomocnikiem "na miasto".

     W końcu poseł Arłukowicz zadał pytanie z kropkami - "Stwierdza pan, że ten ch... nie chce dobrze dla państwa. Kto jest ch...?". I tutaj mamy ciekawą językowo-psychologiczną zagadkę. Skoro poseł wymawiał (dziennikarze nie mieli podglądu) "ch" (albo "h"), które przecież w naszym języku brzmi dokładnie jak "h" (albo "ch") i tylko niewielu z nas potrafi wymawiać na dwa sposoby, to skąd wiadomo, w jaki sposób zasłyszane "ch/h" zapisać? Dziennikarze zapisali  jako "ch", bowiem widzieli, że wahania "ch/h" są dawno rozstrzygnięte i przecież doskonale wiedzą, co posiadają (i w jaki sposób onego się opisuje), zaś dziennikarki mamy równie nowoczesne, wyzwolone i językowo obyte (sic!), zatem obie płcie doskonale wiedzą o co chodzi i jak się to pisze (albo po prostu przedstawicielki i przedstawiciele mediów świetnie znali zapisy z podsłuchów i taka będzie oficjalna wersja).

    Jeśli można było mieć wątpliwości co do znaczenia (czy jednak nie "h", bo może jednak: harpagoni, hieny, hipokryci, homosie, hucuły, hulajdusze, hultaje, hycle), to już w następnym zdaniu nie było już żadnych wątpliwości  - "Albo oni ze mną w ch... grają, albo się z mną umówili", bowiem to powiedzenie jest tak ogólnie znane, że nawet pacholę wie, o co chodzi, zaś ludzie po studiach muszą wiedzieć - jak to się pisze... Ponieważ komisja badała sprawę gier hazardowych, to nawet zdanie to mogłoby być dowodem na to, że zainteresowane firmy mają zamiar nie tylko grać z zastosowaniem jednorękich bandytów, ale także grać w ch., czyli może w tzw. dwuręki kieszonkowy bilard. I tej linii oraz gry powinien się trzymać oburącz piłkarz o nazwisku nawiązującym do naszego zwycięskiego króla spod Wiednia, pod którym to miastem obaj odnosili swe życiowe sukcesy w odstępie równych czterystu lat.

     Internetowy słownik www.sjp.pl nie tylko akceptuje obie formy ("ch" i "h"), co wzbudza tam żywą dyskusję zwolenników obu opcji, ale także (ponieważ jest przeznaczony do użytku językowych graczy - skrabliści, literacy* i krzyżówkowicze) ma adnotację "dopuszczalne w grach", co powinno zaciekawić... komisję sejmową, bo to może być świeży i nieodkryty trop?

     Dyskusje na forum owego słownika były na tyle żywe i obfite, że w obu wariantach je zablokowano uczciwie uprzedzając ewentualnych nowych a energicznych dyskutantów - "Dopisywanie komentarzy dla tego słowa zostało zablokowane". W końcu wolność słowa to piękna sprawa, ale czcza gadanina musiała tak się skończyć (pewnie jakiś nowy - tym razem językowy - Piłsudski tamże się objawił).

     Inny słownik - www.so.pwn.pl ma jedynie dłuższą postać (sic!) i nie ma żadnych możliwości dyskutowania... Tamże http://poradnia.pwn.pl/lista.php?kat=16&szukaj=etymologii jest zamieszczona opinia - "Etymologicznie uzasadniona jest pisownia przez ch, ale ponieważ od osób używających tego słowa w piśmie trudno oczekiwać znajomości etymologii, słowniki (te, które w ogóle to słowo odnotowały) aprobują także pisownię przez h".

     Niestety, zdanie to dowodzi, że poloniści dali d. (a przecież ciągle nie dają jej w przypadku dopuszczenia "szłem"). Oczywiście, ludzie z nizin (nie chodzi o ukształtowanie terenu) zwykle nie wiedzą, w jaki sposób pisać, to wina raczej nauczycieli, bowiem nie przypominam sobie, aby nam wyjaśniali ten problem w szkołach. Zresztą, wcale nie trzeba wiedzieć, co oznacza termin "etymologia"; wystarczy znać pisownię (wielu z nas przecież mówi prozą, jednak nie wiedząc o tym). Po sprawdzeniu autorstwa - opinię wydał mężczyzna, jak mniemam całkiem normalny (zatem zarzut dawstwa tu raczej odpada), który w komentarzu żartobliwie przyznaje się do winy...

     Słynne ongiś koszulki z czteroliterowym napisem "H.W.D.P." mają ów błąd ortograficzny i czy w związku z ustawą o języku polskim nie powinniśmy spodziewać się w końcu poważniejszych mandatów?

     Jest bardzo prawdopodobne, że jedyną sprawą, która zostanie zapamiętana z tej afery, to prawidłowa pisownia męskiego atrybutu i choć za to komisji cześć i ch/wała!

     * - gracze w literaki

Podobne artykuły


13
komentarze: 53 | wyświetlenia: 1206
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1017
12
komentarze: 70 | wyświetlenia: 1087
12
komentarze: 280 | wyświetlenia: 762
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 741
11
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1892
10
komentarze: 97 | wyświetlenia: 582
10
komentarze: 57 | wyświetlenia: 1038
9
komentarze: 0 | wyświetlenia: 546
9
komentarze: 74 | wyświetlenia: 552
9
komentarze: 5 | wyświetlenia: 896
9
komentarze: 33 | wyświetlenia: 676
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska