Login lub e-mail Hasło   

Rozwój techniki a umiejętność życia

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://15-20.proaktywnie.pl/?p=155
Czy Rozwój techniki oby napewno ci pomaga ?, zastanawiałeś/alaś się nad tym głębiej? jeśli nie to zastanów się, ale zanim to zrobisz przeczytaj ten artykuł TERAZ.
Wyświetlenia: 1.422 Zamieszczono 24/03/2010

  Rozwój techniki, coraz to nowsze wynalazki, wszystko idzie do przodu… wydawać by się mogło, że z każdym dniem przychodzi nam egzystować na tym świecie z łatwością. Jednak bardzo trafne jest w tym przypadku słowo „wydawać”. A dlaczego? Ponieważ w rzeczywistości to wszystko zamiast napędzać nas do poszerzania swoich horyzontów, rozwijania pasji i zainteresowań, po prostu nam to uniemożliwia. Dziwne? Brednie wyssane z palca? Nie sądzę.. Pomyśl, zastanawiałeś/aś się kiedyś, na jakiej zasadzie działa współczesny świat, a jak to się odbywało chociażby 30- 40 lat temu? Dzisiaj relacje międzyludzkie, poszerzanie znajomości, zeszło na drugi w plan, w porównaniu z wcześniejszym życiem. A jak na ironię, jest ono to nam dziś wszystkim jeszcze bardziej potrzebne.
 Pomyślmy nad tym, jak wygląda przeciętny dzień dzisiejszego nastolatka. O poranku, ok. 6, 7, niektórzy może jeszcze wcześniej, taki delikwent budzi się, cały zaspany, z nieciekawą perspektywą pójścia do szkoły. Zbiera się mozolnie w łóżka, kąpiel, śniadanie i za jakiś czas jest już w szkole. Po drodze spotyka kilku znajomych i jak zwykle rozmawiają o tym samym: o szkole, nauczycielach, ocenach, czasem rozmowa jest ciekawsza, tyczy się w końcu ostatniego melanżu. Tam mu dzień jakoś przeleci, to tutaj mu się uda nie iść do odpowiedzi, to coś znów odpisze na sprawdzianie, to z kolei pośmieje się chwilę ze znajomymi. Popołudniu, często już nawet wieczorem taka osoba wraca do domu, zmęczona jak cholera. A tu jeszcze przed nią prace domowe, trzeba się nauczyć na następny dzień, nie ma czasu nawet na to by z kimś dłużej pogadać, nie mówiąc już tutaj o wyjściu gdzieś na jakąś imprezę. Urozmaiceniem są smsy, pogaduszki na gadu-gadu, internetowe portale, gdzie przecież można spotkać i pogadać z tyloma znajomymi, bez wychodzenia z domu. Weekend należy do zajęć dodatkowych i przygotowywania się na następny tydzień, mozolny i nudny…. Przeczytaj do tego momentu, ten akapit jeszcze raz i zastanów się, jaka jego część ma odzwierciedlenie w twoim własnym życiu. Zanim skupimy się na wyciąganiu wniosków, przenieśmy się na chwilę do przeszłości…
  Jasiek budzi się rano, uśmiechnięty, jest godzina szósta rano. Zakłada pierwsze lepsze spodenki, zarzuca jakąś koszulkę, którą ma pod ręką i wychodzi na dwór. Odwiedza kury, krowy, karmi kota, psa, zajrzał nawet do stajni, rzucić okiem na małe źrebięta. Wraca, przemywa się niedbale, po czym zjada jajecznicę ze świeżych jajek, wypija kakao, ładuje książki do tornistra i idzie do szkoły. Po drodze spotyka paru znajomych i już wszystko zaczyna się pomyślnie układać. Jasiu dzieli się ze swoimi kolegami i koleżankami pomyślnymi wiadomościami ze świata farmera, oni także, śmieją się, wymieniają poglądy. Lekcje mijają szybko, w lepszym humorze i czas płynie lepiej. Jasio wraca do domu, mimo, że było ciężko, nie czuje się źle. Robi zadanie, niedbale, ale robi. Wszystko gotowe na następny dzień. Ale teraz Jasio nie siada przed telewizorem, nie idzie posiedzieć na żadnym z portali społecznościowych, nie bierze się za bezsensowne klikanie „esków”, bo nie ma telewizora, komputera, ani telefonu. Zamiast tego idzie do kolegi, chwilę później zbiera się większa grupa. Jedni grają w karty, drudzy skaczą w gumę, ktoś jeszcze bawi się w chowanego. W ciągu weekendu wspólne ognisko, zabawa, może nawet jakaś wycieczka w góry, albo przejażdżka na rowerze. Jasio pomaga tacie umyć samochód, ojciec pokazuje mu także kilka ważnych wskazówek dotyczących farmerstwa, o których nie piszą w książkach, a które na pewno mu się w życiu przydadzą, kiedy odziedziczy po ojcu farmę. Pomaga tez mamie zmywać naczynia, droczy się z siostrą, zostaje też trochę czasu na naukę. Jednym słowem, świat toczy się dalej…
  Ok., mamy już mniej więcej przebieg dnia dzisiejszego nastolatka, a także tego, który dziś ma ze czterdzieści, pięćdziesiąt lat. Z góry widać zauważalne różnice w obu z nich. Pytanie tylko brzmi, który styl życia jest lepszy, a przede wszystkim, z czego to się bierze, taki a nie inny stan rzeczy. Należy zauważyć, że główną przeszkodą jest tutaj właśnie rozwój techniczny i postęp świata. Ludzie mają do dyspozycji tyle wynalazków, nowinek technicznych, ulepszeń i innych dupereli, które pochłaniają ich cenny czas i marnują życie, że nie są w stanie zauważyć, jak bardzo zaniedbują się w płaszczyźnie kontaktów z rówieśnikami. Chłopak, dziewczyna, którzy żyli w tamtych czasach nie mieli takich możliwości. Chcąc więc pogadać, musieli to po prostu robić „na żywo”. Zdaje się, że wychodziło im to nawet na dobre. Rozmowy na pewno były przyjemniejsze, ciekawsze, szczersze, a przede wszystkim czuło się, że to jest rozmowa, a nie durne wystukiwanie w klawisze. Te rozmowy z kolei prowadziły do coraz to nowych pomysłów, jak owocnie i efektownie przeżyć wspólnie czas, żeby się nie nudzić. Dzisiaj kwestia ta schodzi na dalszy plan i to są porażające fakty. Interakcje ze znajomymi wypadały lepiej, ponieważ nie widać było większych podziałów wśród ludzi. Każdy zajmował się czymś podobnym, więc samo to sprawiało możliwość do znalezienia wspólnych tematów do gadania, oprócz szkoły. A dlaczego dzisiaj często się mówi właśnie o niej? Bo jest to po prostu temat wspólny wszystkim, każdy do szkoły chodził, ma z nią związane jakieś przeżycia wzruszenia, dlatego ma coś do powiedzenia. Same życie wydawało się przyjemniejsze, bo człowiek nie przykładał takiej wielkiej wagi do pracy, czy nauki. Lepiej było słuchać ojca, od którego można się było wiele nauczyć, poprzez naukę można się było co najwyżej dokształcić. Dzisiaj cele wyznacza się na ukończenie studiów, zdobycie odpowiedniego wykształcenia, pracy, itp. Nie ma często tak dobrych kontaktów w relacji rodzice- dzieci, jak miało to miejsce we wspomnianym przeze mnie czasie.
  Przypomniała mi się pewna opowieść, którą podzieliła się ze mną koleżanka. Od dzieciństwa wychowywała się w mieście, teraz ma siedemnaście lat. Dwa lata temu we wakacje pojechała na wieś, do dziadka, czego wcześniej nie robiła, bo, nie wiedzieć, czemu, nie chciała. Po trzech dniach pobytu u dziadka doszła do wniosku, że każde wcześniejsze wakacje, których u niego nie spędziła, są zmarnowane. Kiedy poprosiłem, żeby opowiedziała mi coś więcej, zaczęła dzielić się wrażeniami, jakiej dały jej opieka nad hodowlanymi zwierzętami, prace przy domu, a przede wszystkim znajomość z tamtejszymi ludźmi. Powiedziała, że byli oni zaprzeczeniem jej znajomych, których znała od piaskownicy. Tamtych, owszem bardzo lubi, ale to nie to samo. Ci „wiejscy” zauroczyli ją swoim stylem bycia, radością i wesołym nastawieniem do większości spraw, przy których inni załamali by ręce. Podobało jej się to niezmiernie, a najbardziej pamiętnym wydarzeniem było przebicie się przedniej opony od jej roweru. Podzieliła się z kłopotem  z kolegą, który postawił na nogi całą wioskę. Na drugi dzień miała do wyboru kilkanaście nowych i starych dętek, a także zdarzyła się i opona samochodowa. Niby nic dziwnego, ale pomyśl, ile osób zrobiłoby coś podobnego, gdyby, przykładowo zepsuła ci się opona. Czy i oni byli by tak pomocni?
  Co jest ważne, aby wynieść z tych dzisiejszych refleksji, to taka mocna i zatarta chęć do podjęcia próby zmiany patrzenia na świat. Może to wydawać się trudne, ale naprawdę takie nie jest. Po co tracić pół życia siedząć przed komputerem, gapić się w ekran telewizora? Czy nie ciekawiej było by zająć się czymś pożytecznym, a zarazem przyjemnym. Myślałeś/aś kiedyś w ogóle o tym, co tak naprawdę sprawia ci przyjemność? Może jest to taniec (tak jak w moim przypadku), może to hokej na lodzie, a może po prostu gotowanie. Czy nie lepiej, zamiast przeglądać nowe komentarze znajomych na naszej klasie, pójść ze znajomymi na herbatę, pograć w kręgle, bilarda, przejść się na ściane skałkową, na polanę, na spacer do parku, na przejażdżkę rowerami, autobusem, rolkami, czymkolwiek. Niech nie wystarcza ci podziwianie i zachwycanie się talentem i umiejętnościami innych, bo przecież one nie przyszły same. A skąd się wzięły? Z ciężkiej pracy, poświęcenia, może odrobiny szczęścia. Dlatego ty też, nie trać już więcej czasu na rzeczy, które to tej pory go pochłaniały, a nie wnosiły do twojego życia żadnych istotnych zmian. Naucz się zajmować tym, co sprawia radość tobie, rozwija ciebie, twój charakter, ale także zmienia cię w oczach przyjaciół, stajesz się przez to wartościowym człowiekiem. Określ swoje, cele, co chcesz w życiu osiągnąć, czego pragniesz, nie gap się bezmyślnie przed siebie, ale załóż kurtkę, zadzwoń do kumpeli i idźcie na miasto porozmawiać o tajemniczości koloru kasztanowego. Poczuj, że żyjesz, nabierz powietrza w usta, zachłyśnij się nim. Nie wegetuj dłużej, a żyj

Podobne artykuły


17
komentarze: 130 | wyświetlenia: 2544
13
komentarze: 53 | wyświetlenia: 934
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 850
11
komentarze: 70 | wyświetlenia: 834
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 742
11
komentarze: 137 | wyświetlenia: 723
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 596
11
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1644
10
komentarze: 9 | wyświetlenia: 565
10
komentarze: 57 | wyświetlenia: 868
10
komentarze: 97 | wyświetlenia: 475
 
Autor
Dodał do zasobów: Krystian Brudnicki
Artykuł



Opowieść o Jaśku to sielanka, dzisiaj mimo wszystko jest lepiej, choć trochę dziwię się jak młodzież idąc ulicą nie może oderwać wzroku od komórki zamiast spokojnie patrzeć w dal przed siebie lub na drzewa i budynki wokoło, nie wiem ilu z nich orientuje się że na nocnym niebie są gwiazdy.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska