Login lub e-mail Hasło   

Przyjaciele z młodości

Najpierw nieokrzesany Australijczyk zamieszkał ze mną w jednym pokoju w akademiku, a potem nauczycielka angielskiego z Kalifornii została moją dziewczyną.
Wyświetlenia: 2.596 Zamieszczono 05/04/2010

Rok 1989. Polska w kolorach szaro-burych. We wrześniu bilet PKP Słupsk-Warszawa kosztował 700 zł, a w maju następnego roku 15 000 zł. Kiedy w sklepach nie było chusteczek higienicznych, ani papieru toaletowego, a wszystkie kraje świata oczekiwały od Polaków wiz, młodość skutecznie rekompensowała wszelkie braki.

Mateusz

Był zwariowanym Australijczykiem, który w swoim życiu poszukiwał jednak czegoś więcej niż tylko zabawy. Pewnego dnia spacerując ulicami Sydney, na jednej z wystaw znalazł ogłoszenie reklamujące kursy języka polskiego w Krakowie. Sprzedał swój duży motocykl, opłacił kurs i przyleciał do Polski. Po wakacjach zamieszkałem z nim w jednym pokoju. Swoim zachowaniem różnił się od spotkanych przeze mnie dotąd ludzi. Nazywając sprawy po imieniu - był dziki. Wychowany w pobliżu rzeki z krokodylami, cechował się bardzo swoistym stylem bycia, np. często zaskakiwał ludzi odgłosami pochodzącymi z obydwóch końców przewodu pokarmowego. Swoją radość wyrażał wkładając serwetki we wszystkie otwory w głowie i chodząc na rękach. W dzieciństwie w drodze powrotnej ze szkoły wyskakiwał z pociągu, gdyż wtedy miał bliżej do domu. Z kolegami skakał do wody z wysokich skał. Kąpał się w miejskich fontannach. Ciało miał pokryte bliznami pochodzącymi z wypadków motocyklowych. Pewnego dnia dostał list od mamy, do którego dołączyła zdjęcia zrujnowanego domu. „Mam nadzieję, że to nie mój dom.” powiedział z obawą. „Niestety to on. Znowu była powódź.” dodał po wczytaniu się w list.

Po wakacjach dzielił się swoimi wrażeniami: „W Jugosławii w nocy skakałem do rzeki z piętnastometrowego mostu. Wszyscy turyści robili mi zdjęcia. Odwiedziłem także Niemcy, Belgię, Holandię, Francję, Hiszpanię, Grecję, Włochy, Bułgarię, Jugosławię, Rumunię, a na koniec Rosję i Turcję. Nie mam jednak żadnych zdjęć, bo we Włoszech okradli mi samochód.”

Niedługo po tych wojażach pewnej niedzieli wcześnie rano wbiegł do naszego pokoju jeden z kolegów krzycząc: „Włączcie szybko Radio Luxemburg!” Na falach krótkich odnaleźliśmy słynną muzyczną stację. Puszczali jakąś sympatyczną piosenkę. Po jej zakończeniu prowadzący program poinformował, że piosenka była od Nataszy z Bułgarii dla Mateusza z Australii, który studiuje teologię w Polsce. Parę tygodni później na okładce jakiegoś niemieckiego czasopisma zobaczyliśmy zdjęcie burzonego muru berlińskiego. Na murze siedział Mateusz.

Mateusz dużo mówił, dużo się śmiał. Ludzie początkowo uważali go za dziwaka. Potem jednak zaczęli mu zazdrościć. Czego? Może wolności, może nie przejmowania się opiniami innych ludzi, może po prostu normalności. Dzięki mojemu koledze kolejne lata mojego życia były mocno urozmaicone.

Laurie

Pewnej niedzieli w Warszawie odbywał się koncert chrześcijańskiego chóru rockowego TGD. Postanowiłem wybrać się tam i wówczas pomyślałem też o Laurie, Amerykance, która uczyła angielskiego w mojej szkole. Z dala od domu, przyjaciół, dobrze znanych sobie osób i miejsc musiała czuć się samotna. Umiałem się wczuć w jej położenie. Chciałem sprawić jej jakąś przyjemność i odwdzięczyć się za jej poświęcenie. Zaproponowałem jej wyjazd na koncert. Bardzo się ucieszyła i przyjęła zaproszenie.

Nie znaliśmy się w ogóle. Wsiedliśmy do pociągu i zaczęliśmy rozmawiać. Mówiła powoli i wyraźnie, tak abym mógł zrozumieć. Pomimo tego i tak połowy nie rozumiałem. Było jednak nadzwyczaj sympatycznie. Koncert był bardzo udany. Po tym wydarzeniu zaprosiła mnie do siebie. Długo rozmawialiśmy. Te chwile sprawiły mi wielką przyjemność i widziałem, że ona czuje się podobnie. Po kilku dniach umówiliśmy się na spacer po Warszawie. Był marzec, ale było ciepło. Wyraźnie nadchodziła wiosna. Od tego dnia spotykaliśmy się coraz częściej i rozmawialiśmy ze sobą coraz więcej. Przyglądając się jej widziałem w niej dojrzałą kobietę. Ja byłem chłopcem. Wyglądałem jak chłopiec, myślałem jak chłopiec, zachowywałem się jak chłopiec. Miałem dwadzieścia lat i nic nie wiedziałem o życiu. Nie miałem nawet ukończonej szkoły średniej. Ona miała dwadzieścia pięć lat. Była kobietą z klasą, zawsze elegancko ubraną. Ukończyła studia w Anglii. Zwiedziła niemalże cały świat. Umiała malować i znakomicie śpiewała. Nagrała kilka teledysków dla telewizji. Podziwiali i byli nią oczarowani mężczyźni, którym nie dorastałem do pięt. Rozmawiali sobie z nią swobodnie podczas, gdy ja nic nie rozumiałem. Żartowali. Laurie śmiała się. Ja robiłem dobrą minę, a wewnątrz wyłem z bólu. Pojawiły się pierwsze kłótnie. Niestety, nie rozumiałem co do mnie mówiła, a w zasadzie wykrzykiwała. Zapamiętywałem jednak te wszystkie zdania, a następnie sprawdzałem je w słowniku. W taki właśnie sposób, w straszliwych bólach, ale w ciągu krótkiego czasu, nauczyłem się języka angielskiego.

Laurie była moją nauczycielką. Siedziałem w ostatniej ławce. Gdy wszyscy byli zajęci pracą na lekcji, puszczałem do niej oczka. Ona była poważna, ale umiałem odczytać odpowiedź na jej twarzy. Nikt nie wiedział o nici, która nas łączyła. W weekendy wyjeżdżaliśmy, aby zwiedzać Polskę. Cieszyliśmy się i wygłupialiśmy. Nasza więź była coraz głębsza, a przy tym czysta i romantyczna.

Koniec sielanki

Wszystko szło gładko aż do kwietnia 1991, gdy Mateusz pojechał na wycieczkę w góry i zostawił mi pod opiekę swój samochód, którym w pamiętne wakacje przejechał całą Europę. Zachęcony ładną pogodą wziąłem go i pojechałem na wycieczkę. Na wysokości dworca PKP Warszawa Zachodnia uderzyłem w autobus, a dzień wcześniej skończyło się ubezpieczenie na srebrne BMW 520. Moje życie nagle przestało być błogie. Samochód był doszczętnie zniszczony i musiałem oddać za niego pieniądze.

Feralny wypadek samochodowy pchnął mnie ku wysiłkom i doświadczeniom, na które nigdy bym się nie odważył ani nie zdecydował, a które ostatecznie stały się dla mnie największą szkołą i przygodą życia. Na półtora roku poleciałem do USA. Miałem wówczas 23 lata. c.d.n.

Maciej Strzyżewski

 

Mateusz przyjechał do Polski w 1989. Tutaj się ożenił i tu mieszka. Wciąż jest tak samo szalony.

 

Zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć:  

 

  
 
 
 

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1678
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 967
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1242
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 898
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 824
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 494
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 624
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1093
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 788
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1032
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 915
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1158
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 534
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 753
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  ,  05/04/2010

Reklama z podaną ceną książki?

Działanie skonsultowane z administracją, zgodne z regulaminem. Pozdrawiam.

Warto tutaj przytoczyć odpowiedź, jaką uzyskał od nas Pan Maciej:

Zabronione jest publikowanie
recenzji które mają formę reklamy.

Co do publikowania fragmentów książki:
Może opublikować Pan wybrane fragmenty książki, łącznie ze stopką
posiadającą łącze do zakupu jej, ale pod warunkiem że:
1) fragment będzie stanowił integralną całość (tzn. sam w sobie

...  wyświetl więcej

  ,  07/04/2010

Nie udało mi się dostać na podaną stronę klikając w link, ale wydaje mi się, że chyba chodzi o Aleksandra S. http://eiba.pl/1qnb
W tekście artykułu jest podany link "co jest uważane za spam przez serwis eioba", bo w samym regulaminie nie udało mi się nic na ten temat odnaleźć.

Książkę czytałem, a po tym prologu chyba przeczytam raz jeszcze, i to z wielka przyjemnością:-))).

Miło otrzymywać głosy od życzliwych czytelników. Pozdrawiam.

  ,  05/04/2010

To dobrze, bo już miałem odrzucić:) . A tak w przyszłości to jeśli posiada się zgodę ze strony administracji serwisu na zamieszczanie w art. treści reklamowych to wskazane byłoby podać to na dole art. w formie krótkiej notki typu: treści reklamowe zamieszczone za zgodą serwisu. Wówczas autor nie narazi się na możliwość odrzucenia art. z powodu reklamy.

Myślę, że nie trzeba się o to martwić, bo administracja sama odrzuca treści reklamowe. Info o książce nie jest traktowane jako reklama.

  Mirka_ B,  05/04/2010

Moje gratulacje.... artykuł rewelacyjny i zachęcający do przeczytania książki .
:) z miła chęcią ja przeczytam. Gratuluję wspaniałych zdjęć na stronce i talentu pisarskiego:-)
Pozdrawiam

Takie słowa dodają skrzydeł. Bardzo dziękuję.

O do diabła! Czyżbym przegapił możliwość i szansę?

  serpente,  05/04/2010

Oddaję głos, ponieważ bardzo lubię "lekkie pióro". Pozdrawiam!

  dzepson,  07/04/2010

podpinam się pod ogólna falę entuzjazmu

  Gamka  (www),  13/04/2010

Witaj Macieju :)))
Miło znowuż pojawić się na portalu i zobaczyć, że Twoja książka ujrzała światło eioby :))
Teraz tylko napisz jak ją można nabyć aby ją przeczytać :) gratuluję ! masz talent pisarski .
Zdjęcia jak zwykle fantastyczne ..... ogląda się je z szeroko otwartymi oczkami :)))
Pozdrawiam serdecznie Gamka

Po książkę można pisać na artface@wp.pl. Miałem już pisać, aby dowiedzieć się gdzie jesteś. Byłaś może w Egipcie? Pozdrawiam.

  Gamka  (www),  14/04/2010

Napisałam :) Pozdrawiam

Wróciłam do Pańskiego poprzedniego tekstu ("Kobieta na całe życie") - z czystej chęci przeczytania go po raz kolejny i tam napotkałam odpowiedź na mój komentarz. Zagłębiając się w "Szaleństwa młodości" byłam pewna, że o Mateuszu chcę czytać więcej i więcej. Teraz, kiedy skończyłam dochodzę do wniosku, że nie tyle chcę czytać o Nim, co chcę czytać historie pisane w ten, pański sposób. Pozdrawiam.

Muszę rzec, że miło mi po Pani komentarzu i polecam inne artykuły w podobnym klimacie:
http://eiba.pl/2
http://eiba.pl/6q
http://eiba.pl/2
http://eiba.pl/79
oraz oczywiście moją książkę pt.: "Amerykańskie Zmagania"



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska