Login lub e-mail Hasło   

Pociąg - wspomnienie nostalgiczne...

Jakże dawno to było. Kiedyś. A ciągle to czuję. Nie zawsze, oczywiście. Ale czasem wystarczy byle co. Zapach jajek gotowanych na twardo. Albo rytmiczny stukot. Jak kół pociągu...
Wyświetlenia: 2.492 Zamieszczono 05/08/2010

Jechałem chyba do Szklarskiej. Albo do Wisły. Już nie pamiętam. Ale na pewno w góry. Przedział dalekobieżnego był prawie pusty. Tylko cztery osoby. Jak na tamte czasy, pełny komfort. Może dlatego, na każdej pośredniej stacji, pasażerowie tak nieżyczliwie spoglądali na ewentualnych współ. Prawie, że warczeli wzrokiem. I atmosfera w przedziale była właśnie taka. Odpychająca. Wredna. Nawet to, że naprzeciwko mnie siedział zażywny ksiądz, osoba bądź, co bądź z założenia życzliwa ludziom, nic nie łagodziło. Zresztą księżulo wcale na takiego życzliwego nie wyglądał. Sapał, pocił się obficie i co chwilę ocierał wielką, kraciastą chustką wilgotne czoło. Disgusting.

 Obok, przy oknie, starsza kobieta robiła na drutach jakiś sweterek. Pochylała nad robótką swoje okrągłe, staroświeckie okulary, zsunięte na sam koniuszek nosa. Wręcz zmuszało to do dociekania, kiedy jej w końcu spadną. Ale zawsze w ostatniej chwili szybkim, nerwowym ruchem podsuwała je o dwa centymetry w górę, skąd znowu zaczynały zjeżdżać.

Też pod oknem, oddzielony ode mnie całą długością ławki siedział facet w średnim wieku. Komiwojażer albo księgowy. Tak go oceniłem. Nieciekawy typ. To on w pewnej chwili wyciągnął z grubo wypchanej teczki dwie bułki i kilka jajek na twardo. Kiedy jadł, okruchy sypały mu się na marynarkę, a stamtąd lądowały na ławce i podłodze. Mdły zapach jajek wypełnił cały przedział.

Właśnie ruszyliśmy z jakiejś stacji, ujrzałem przez okno w przelocie kawałek napisu "...uszki". No tak, pomyślałem. Koluszki. Przypomniałem sobie dowcip, że kiedy już kosmonauci będą lecieli na Marsa, nie wiadomo czy wystartują z Canaveral czy z Bajkonuru, ale przesiadkę będą mieli z całą pewnością w Koluszkach.

I wtedy usłyszałem tuż obok szmer otwieranych drzwi. Podniosłem oczy. I zamarłem. Czas stanął w miejscu. Wszystko ucichło. Były tylko te oczy i ja. W ułamkach sekund, rozciągniętych na eony lat widziałem całe galaktyki i gwiezdne formacje powstające i starte na proch, świetliste, gorące i... Nie, nie ma słów, żeby to opisać...

Wstałem, oszołomiony i dopiero po chwili, a może po latach, zamarkowałem, że po to, by przepuścić ją do środka. Chyba instynktownie. Bo na pewno nie myślałem wówczas.

Przepłynął przeze mnie jej zapach. Aż serce zacisnęło się w bolesny węzeł. Rozdygotany opadłem na ławkę, zaciskając wargi, żeby nie krzyczeć.

Usiadła obok mnie. OBOK MNIE!!! Coś mówiła. Uśmiechała się. Pomagała facetowi spod okna wcisnąć teczkę na półkę. Kiedy wstała, zobaczyłem jej nogi. Długie, opalone, ledwo przykryte spódniczką mini. I to mnie załatwiło do końca. Zwykle wygadany, śmiały i wesoły nagle stwierdziłem, że mam w głowie pustkę. Nie jestem w stanie sklecić nawet pół sensownego zdania. Mogłem tylko gapić się na nią. I robiłem to.

Teraz, po latach wiem, że od pierwszej chwili musiała to dostrzegać. Musiała być do tego przyzwyczajona. Jak większość pięknych dziewczyn. Ale chyba każda w sumie to lubi. Czuje się dopieszczona tym widokiem zbaraniałego faceta. I - świadomie, czy nie - kokietuje biedaka. Najczęściej pozornie go ignorując. Taka już natura cór Ewy.

A ona była nieodrodną córą naszej pramatki. To pewne! Uśmiechała się do księdza proponując, aby wygodniej ułożył nogi, z zainteresowaniem słuchała objaśnień na temat ściegu w swetrze, którymi obficie raczyła ją staruszka, żartowała z księgowym spod okna. Tylko na mnie ani spojrzała...

Pociąg kołysał się rytmicznie na zwrotnicach i co kilka chwil jej biodro dotykało mojego uda. Była to najsłodsza i najokrutniejsza tortura jakiej doznałem w życiu. Tym gorsza, że dziewczyna zdawała się w ogóle tego nie zauważać. Bałem się choćby drgnąć, żeby te przypadkowe dotknięcia trwały, trwały jak najdłużej. Żeby się nie odsunęła. Lecz nic nie trwa wiecznie...

Wyszła do toalety. Nabrałem powietrza do płuc i stwierdziłem, że znów mogę oddychać. Nawet nieźle mi szło. Po kilku chwilach również i mózg zaczął funkcjonować. Pewnie dlatego, że wraz z oddychaniem został zasilony tlenem. Pomyślałem, że muszę, koniecznie muszę dowiedzieć sie o niej wszystkiego. A przede wszystkim dokąd jedzie! Przecież ja też mogę tam pojechać, na pewno znajdę jakiś pokój i...

Wyszedłem na korytarz zapalić papierosa. A tak naprawdę, to by ją zobaczyć. Idącą. Płynącą. Piękną i kuszącą. Może zatrzyma się przy mnie? Powie coś? Stworzy się ta urokliwa intymność pośród setek obojętnych ludzi?

 

Wreszcie ją zobaczyłem. Mam do dziś ten obraz pod powiekami. Idzie do mnie - wysoka, szczupła, w minispódniczce w bordową kratę i białym golfie. Długie, kasztanowe włosy powiewają w podmuchach wiatru z uchylonych okien. I znów te najpiękniejsze na świecie oczy. Tym razem zwrócone na mnie. I powoli rozkwitający na wargach uśmiech.

Jakby było to najnaturalniejsze w świecie podeszła i zacisnęła palce na mojej dłoni. Pomyślałem, że właśnie umieram, a księża opowiadający o raju mają sto procent racji.

Dopiero po chwili dotarł do mnie jej głos.

- ...masz na imię?

- Dalbert - odpowiedziałem odruchowo, bo do myślenia jeszcze nie byłem zdolny.

- A dokąd jedziesz?

- Tam gdzie ty! - musiało być w tym szczerym stwierdzeniu dużo emocji, bo zaczęła się śmiać.

I pojechaliśmy dalej.

Razem.

Połączył nas ten pociąg.

I pociąg.

dalbert

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1326
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1057
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 985
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 749
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 777
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 431
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 571
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1029
12
komentarze: 23 | wyświetlenia: 974
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 624
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1384
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 861
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 482
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 410
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 551
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  swistak  (www),  05/08/2010

Wszelka krytyka PKP to krytykanctwo !

Się rozmarzyłem... A, czy aby, zapytam nieśmiało, nadal jedziecie razem?

  dalbert,  05/08/2010

Grzegorzu, Grzegorzu... A gdzieś Ty widział, żeby wiecznie istniała taka "szczęśliwa" miłość? Zawsze ta najpiękniejsza to taka, która minęła...
Oczywiście - żartuję :) Tak naprawdę to od 32 lat jestem szczęśliwie i stale żonaty, a wspomnienie dotyczy pięknej dziewczyny, którą poznałem sporo przed ślubem. I - gdyby moja małżonka tu zajrzała - z którą się rozstałem też ZANIM ją poznałem <lol>

Życie, psia kostka, życie...
Twój artykuł sprawił, że cofnąłem się w czasie. Miałem wówczas 23 lata... Chyba o tym napiszę. I jest to Wyłącznie Twoja wina...
Pozdrawiam serdecznie:-)

  dalbert,  05/08/2010

Koniecznie napisz!
Też bardzo serdecznie pozdrawiam :)

  Ivi,  05/08/2010

Za czasów mojej młodości( tj kiedy miałam naście lat) lubiłam podróżować pociągami. Z uwagi na moje niewykryte jeszcze i niezdiagnozowane ADHD często jeździłam tu tu to tam. W pociągu poznawało się nowych ludzi, rozmawiało się i zawsze ten czas jakoś szybciej leciał. Szkoda że teraz w pociągach nie ma takiego zjawiska, no chyba że ja trafiam na samych mruków:)

  Ivi,  05/08/2010

ależ romantycznie:D
Ślicznie:)

  swistak  (www),  05/08/2010

Czyli zamienił stryjek laskę na kijek.

  dalbert,  05/08/2010

Laskę na laskę :)

Pięknie - cudownie pierwotnie, czysta chemia, szalejące feromony. Mam za sobą podobne doświadczenie. Równie intensywne, co krótkie. Na samo wspomnienie gęsia skórka atakuje mnie od pięt po czubek głowy... Ech, rozmarzyłam się ;)

...ja też:-)

Nie trzeba Swiątkiem się tak zagłębiać na serio.Jest porostu takiej konstrukcji i postrzega świat zmysłami takimi jakie je mu przekazano z wielkiej,malej,lub przypadkowej milosci.Ale on,a ni ja i wy tez nie prosiliśmy się na świat On ma swój punkt widzenia,jak każdy z nas.Podpisuję się bez zastrzeżeń pod pozostałymi komentarzami.Podobnie jak autorka tez piszę w eiobie o młodości.Gratuluję jej i czekam na podobne/.Potrafi być sobą dla siebie i dla tego jest ciekawa.

  ,  05/08/2010

"Normalnie" jak w "dniu świra", gdy główny bohater filmu oddaje się wspomnieniom i marzeniom o pięknej miłości pisząc przy tym wiersze.

  2o5ia,  06/08/2010

To prawda jest tak jak Pan pisze czasem wystarczy byle co, by wspomnienia wróciły i powaliły nas na podłogę...ślicznie napisane...łapie za serducha...i biedny ten, który tego nie przeżył:)

  dalbert,  06/08/2010

Dziękuję :)

  Mirka_ B,  06/08/2010

To jest jak cudowny scenariusz na najlepszy film romantyczny ...ach te wspomnienia :)))))... >Istota wspomnień polega na tym, że nic nie przemija...."cytat.

Masz racje 2o5ia .... biedny jest ten kto tego nie przeżył sam...:))

Jak czytam wasze komentarze, to odczuwam lekki powiew erotyzmu:-)
A to wszystko przez dalberta...

  yoshimo,  06/08/2010

I to jest kolejny dowód na to że wszystko dzieje się przypadkowo - w życiu nie ma scenariusza i nic nie dzieje się z odgórnie narzuconego powodu ;]

Opowiadanie wprowadza w ciekawy nastrój:)

Podobało mi się!

Dawne to czasy,że tęskniłem za kimś lub za czymś.I nagle mi przeszło.Pamiętam tą chwilę do dzisiaj.Jest to komfortowe.Nie ma bólu mentalnego.Ale TO trzeba sobie wypracować.U mnie to była dłuuuuuuuuuuuuga DROGA.

serdecznie pozdrawiam-zbig

  Gamka  (www),  08/08/2010

Piękna historia i pięknie opisane wspomnienie...och Panie dalbert,...Romantyk z Pana:)
Czy ta kobieta na zdjęciu jest tą z opisu ?
Rozmarzyć się można po przeczytaniu tak cudownego opowiadania ....
Pozdrawiam ciepło i szczęścia życzę Gamka

Dziękuję :) Obraz bohaterki opowiadania mam wyryty głęboko w sercu, natomiast Pani na zdjęciu, to znajoma fotomodelka, którą kiedyś miałem przyjemność fotografować.

  vismaior,  08/08/2010

Świetna romantyczna opowieść, przyznam, że chciałbym żeby "zwaliło mnie z nóg" w podobnej sytuacji ;) niestety póki co nigdy się nie zakochałem, były raczej zauroczenia i szybkie przygody, może kiedyś pojawi się ta jedyna, dla pierwszej lepszej nie ma co tracić głowy ;) musi być szok i to coś... o czym Pan wspominał.
Pozdrawiam

Nie wiem, co jest w tych starych klekoczących wagonach, ale ja po prostu uwielbiam pociągi. Szkoda, że moja miłość jest nieodwzajemniona- ale znoszę cierpliwie wszelkie niedogodności i wady PKP.
Co do artykułu- byłam, i czytałam wczoraj. Dziś postanowiłam skomentować i przeczytać jeszcze raz :) Fajny klimat, aż mam ochotę wsiąść do pociągu byle jakiego...

Świetna opowieść , miło i przyjemnie się czyta

  barbarag,  03/06/2011

W czasach, o których traktuje felieton Dalberta, jechałam pociągiem na trasie Szczecin-Białystok w towarzystwie rodziny z podbiałostockiej wsi, wracającej z przysięgi jednego z licznych synów („Przyjedź mamo na przysięgę”). Ojciec rodu podrzemywał przy oknie, ale budził się z zaskakującą regularnością w celu wygłoszenia kwestii: „Dobrze jedzie! Matka, daj mnie kanapkę”. Przy okazji i mnie proponow ...  wyświetl więcej

Dzięki Dalbercie. Pięknie napisane :)

  Bar_ka  (www),  14/05/2012

Coś podobnego zdarzyło mi się w tramwaju. Trwało niestety znacznie krócej :)

  hussair  (www),  20/06/2013

Wszyscy marzymy o spiorunowaniu. Ot, co. Oddałeś to wybornie, mistrzowsko, aż mnie własne takowe doznania przeszły dynamicznym nawrotem z pamięci.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska