Login lub e-mail Hasło   

Ale to już było

Z przymrożeniem oka wspominam upiory z przeszlosci i nie żałuję zdeptanych róż , kiedy lasy spłonęły, a cieszę się nadzieją na lepsze jutro
Wyświetlenia: 1.524 Zamieszczono 13/08/2010

Palić i pić nauczyłem się od dorosłych. Papierosy rzuciłem , a picie skracało życie jeszcze przez wiele lat. Zaniedbywałem firmę, sprzedawałem za bezcen dolary, aby tylko się napić.

Rzekomo mocna głowa przedłużała schodzenie na dno. Jestem zdrowy i do pracy gotowy!.Kłamałem , jak każdy rasowy alkoholik, a kac dopominał się o kolejną półlitrówkę. Aby żyć, musiałem pić!

Zasypiałem z butelką na ławce pod drzewkiem, a przytomniałem pod zimnym prysznicem w izbie wytrzeźwień! Terapia  uświadomiła mi, ze z alkoholizmu można wyrwać się w każdym momencie. Ta prawda dotarła do mnie zbyt późno, ale  przekonała, ze  to choroba nieuleczalna, prowadząca do śmierci.. Z pokorą i skruchą "przepraszam" tych, których raniłem,poniżałem,oszukiwałem ,odtrącałem  miłość i przyjaźń. A oni chcieli mi pomóc. Dzisiaj całuję ich dłonie i łzy.

W życiu są rachunki krzywd, których i Bóg nie wyrówna, wtedy słowo "przepraszam" to za mało. I dlatego, żeby nie dręczyły, zmieniam o nich wspomnienia. Autoterapia i nieliczni przyjaciele w tym pomagają,a  wśród nich Ania,  wyrugowała pijaczki z mego życia ,nawet te, których nie znała .Dziękuję jej za udział w mityngach ,w ktorych  żona nie chciała być  ,a radziła  stryczkiem zejśc z tego  świata .Kto pil, będzie pil ,kto palił,będzie palił,głosiła wszem i wobec.To prawda bez wódki , jak ryba bez wody, zdychałem! Była  pokarmem dla duszy i ciała. . Drżącą ręką zbawienną flaszkę wsadzałem w usta, a alkohol rozlewał się po brodzie. Była niby deską ratunku dla tonącego rozbitka. Krztusząc się, na mus wlewałem zbawczy płyn. Nie chciałem pić,a musiałem. Te męki ,udręki zrozumie tylko były alkoholik. A "mocne głowy"   rzekną "wódka dla ludzi,  pić z umiarem ,jeśli wódka szkodzi w pracy,to rzuć pracę''Znają mnóstwo rad na kaca,towarzyskie picie . Podobnie myślałem przed nałogiem i odwoziłem  uzależnionych  na  leczenie.

Alkohol rozluźnia hamulce moralne, rozwiązuje język,dodaje odwagi i wigoru. Kobietom zabiera wstyd,sprawia,ze rozum wędruję między nogi.

. Chrystus wodę zamienił na wino,by ludziom ulżyc,ale gwoździami do krzyża za to przybili go zawistni i zli. Swiat smutny i zły,a szczęście  krótkotrwałe tylko  wódka daje , śpiewamy" za sto lat nie będzie nas. Chrzciny,zaręczyny,weseliska i spotkania towarzyskie,stypy,klęski i zwycięstwa bez niej  nie istniejąjąRozluznia  hamulce moralne ,rozwiązuje  języki, usuwa   skrupuły, a wyzwala emocje i daje nadzieje na spełnienie oczekiwań. I tak za tymi nadziejami szedłem na dno butelki, a ludzie omijali mnie.

Tylko   pies przy bramie  skomlał i brzózka płakała, gdy złodzieje zabierali portfel, a ja zapadałem w śpiączkę,a potem znów wbijałem gwoździe do własnej trumny.Az pewnego razu słowa ojca zabrzmialyw rzezwiejacej głowie"jesli  chcesz być szczęsliwy cale życie to załoz ogrod, pomoze marzenia realizowac ,rozmawiac z kwiatami bez słow..."



Ogród terapeutą i medytacją  teraz  jest. W klubach na parkiecie bryluję i wódką nie częstuję. Za oknem  wieczór pachnie wiosną, a ja popijam soczek z Anią.

Faceci topią się w wódce, ale   nie dam jej ciebie -mówi . W Tobie nadzieja,przytilam ją, tańcząc ,a czasy ,jak niszczyłem siebie , dręczyłem najbliższych,odtrącałem przyjaciół.wspominam  jak   zły sen .

Zwichrowane życie nad przepaścią,zdeptane uczucia i kula  w ramieniu i krata więzienna  nie usprawiedliwiają  alkoholowych burd.ale ciągle i bić się w piersi za to też  nie ma sensu. Naprzód trzeba iść z żywymi,po nowe życie sięgać i nie pękać na widok butelki!

Z garstką przyjaciół ,a wśród nich Ania, idę po nowe. Zona, z niewątpliwymi zasługami, woli modlitwę  i pokutę za grzechy.  Nachodzą mnie myśli " zamień się w sokola" i leć do zielonych łąk, nad rzekę dzieciństwa.

Kto pił,a przestał, wie, jak ciężko wyzwolić się z negatywnych i zmiennych emocji. Niby chorągiewki na dachu ,destabilizują każdą próbę trzreżwosci, prowokują do picia. Tylko świadomość,ze kieliszek zniweczy terapię, że jest to ostatni gwoźdz do trumny powstrzymują mnie od picia .

Alkoholizm zasiał we mnie pesymistyczne wizje przyszłości,rezygnację z życia,depresję i lęki niewiadomego pochodzenia. Rekultywować psychikę to orka mozolna, tylko autosugestia i medytacja  dają szansę na lepsze życie.

Wyzdrowieć,pojechać nad Bajkał,do miejsc zesłania braci ojca mego. Pokłonić się Syberii w geście przebaczenia. Ale najpierw rozwalić Gułag alkoholowy, w którym siedzę od lat! . Dziennie tysiące ludzi topi się w kieliszku i ginie więcej niż ginęło w stalinowskich gułagach, faszystowskich krematoriach. Rozwalę ten gułag, bo sam go zbudowałem dla siebie I tylko wtedy zobaczę Bajkał!

Odwiedzę miejsca, gdzie pisałem pożegnalne listy do mojej matki, a gołąb po drugiej stronie kraty, na skrzydełkach pokazywał wolność.

Kiedy tak medytuję , zostawiam pośpiech i zgiełk wielkiego miasta. Siadam w ogrodzie obok oczka wodnego między morelą i wiśnią. Wchodzę w ciszę leśnych polan,w szum morskich fal. Zanurzam się w swoje marzenia, dopóki słońce nie schowa się za horyzontem, a spokój ducha nie przeniknie, nie ogarnie mnie.Odpoczynek z brzmieniem natury, jej muzyką relaksuje , odpędza upiory z przeszłości.

W hamaku afirmuję zachód słońca,śpiew ptaków,rozmowę gwiazd z księżycem. Te chwile chciałbym zatrzymać, ponieważ nie przychodzą one na zawołanie jak kelner z półlitrówką. Przylatują  na skrzydłach wiatru i siadają na gałązkach brzózki.Serce zaczyna bić radością , pragnie się być trzeźwym na zawsze, do końca swych dni. Słucham z zamkniętymi oczami tej muzyki,wizualizuję dźwięki i słowa. Tworzą one jakby transcendentalną jedność:nieba,wiatru i szeptu brzózki. I wydaje mi się, ze łączą mnie z Potęgą Wszechświata.

Muzykoterapia to  też droga do „nirwany.". Jak łezka niemowlaka , płynie z serca i poszukuje  prawdy bez  namiestnikow boskich. Zbawienie za pieniądze  naiwnym daje  kościół.  Mnie nie zbawił od alkoholu i dlatego nie mieszam Boga z kościołem , jak wina z gównem. Bóg patrzył   i słyszał ,jak wołałem o pomoc!  I dupa blada!   Te słowa przerażają żonę aż  do bólu i łez!

W   ogrodzie medytuję  tak z niebem. Abraham,Mojżesz, Sara, alkoholik Noe,cnotliwa Madonna,w odleglejszych czasach Budda,Konfucjusz i wielu innych, podobnie czynili Te wzorce dla katolików są obce, niezrozumiałe, konsumują gotową papkę rodem z Watykanu.

Ziemscy ambasadorowie Boga rozczarowali hipokryzją i chlaniem wina przy ołtarzu. Cudotwórczy ogród  swoj wolę! Daje to ,czego żaden kościół nie potrafi dać! Wszechmoc w samotności, spokój duszy wśród drzew. Przyroda wskazuje, jak żyć tu i teraz  i nie bac sie pzremijania...

W plenerze spowiadam się,a rozgrzeszenie dają mi: las, ptaki i błękitne niebo i odzyskuję tam wiarę w siebie! Pedałuję na rowerze do domu z plecakami optymizmu. Nie martwię się o duszę, nieśmiertelna ,szlak jej nie trafi. A póki co, niech błąka się ze mną po padole zła i okrucieństwa. Niech odczuwa samotność wśród ludzi, bolesny dramat istnienia . Las i jedno niebo nad nami przekonują ,że jeśli sam siebie nie wskrzeszę ,to Bóg kościelny palcem nie kiwnie.!

Kiedyś klękałem przed nim w świątyniach , pogłębiałem wiarę w knajpach. Jednak sprzeczności między amboną i faktycznymi zachowania kapłanów sprawiły, że wyszedłem -tak jak Chrystus- z tych przybytków obłudy i chciwości. Ich hipokryzja większa od kłamstwa  i obiecanek alkoholika.

Bijąc się w piersi, ze łzami w oczach kłamałem ,a wierzyli i przebaczali, a byłem  draniem,skurwysynem i alkoholowym  oszustwem. Znak pokoju czynię tylko ze sobą,brzózką i nad grobem rodziców .I mówię: marnotrawny syn,pijaczyna,łajdak i rozpustnik zrozumiał swój błąd ,kiedy zaczął żyć normalnie!.W 2002 roku  trzeźwo zapalałem znicze, a serce me ze wzruszenia drżało!

Zaduma nad grobem była afirmacją, życie umyka jak liście z drzew. W ich jesiennych barwach odczytywałem smutek , zwichrowałem młodość,zniszczyłem dojrzale lata !,Jak przeżyć godnie te, które jeszcze mam przed sobą?

Jak dziecko za mydlanymi bańkami, tak ja goniłem za złudzeniami, budowałem domki z kart, budziłem się z ręka w nocniku, z podwójnym kacem- gigantem! Nie potrafiłem korzystać z dobrodziejstw swojego losu, zaprzepaszczałem szanse na godne życie! I  szukałem człowieka do podroży  po złote runo z kieliszkiem  wódki w dloni, a  wartości budowałem nie na prawdzie lecz  na emocjach i wychodziłem na tym jak przysłowiowy Zabłocki na mydle. Szukałem zbawienia na zewnątrz, a nie w sobie.

Radość życia to pewność siebie, przekonanie, ze dla zewnętrznych pokus nie zdepczę swojej godności.

Wódka, kobiety, stanowisko u boku papieża ,funta kłaków niewarte w porównaniu z trzeźwą radością bycia sam na sam ze sobą! Spokój ducha,to jak biały żagiel pływający na lazurowych wodach.

Te przekonania z doświadczeń są moją prawdą. Bóg ponoć pomaga tylko tym, co sobie sami pomagają, pozostałym każe bić się w piersi,modlić się i zdychać w rynsztoku!

Strat wszystkich nie naprawię . Nie zmienię ludzi ani świata. Zmieniając jednak sposób bycia ocalę i przedłużę życie! Precz z polityką i filantropią , potrzebuję siły w dążeniu do tego celu. Łatwiej nawodnić pustynię niż zmienić świadomość alkoholika. Nałóg zniewala wolę życia i kontrolę nad nim. Prowadzi od knajpy do izby wytrzeźwień. Obietnice" nigdy więcej",kiedy w żyłach krew  z alkoholem, to dupa blada! I chociaż życie ucieka jak piasek z dziurawego garnka od butelki nie można się oderwać .I tak  było, jak zły sen to opisalem.

Podobne artykuły


17
komentarze: 130 | wyświetlenia: 2596
13
komentarze: 53 | wyświetlenia: 957
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 868
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 754
11
komentarze: 137 | wyświetlenia: 744
11
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1679
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 613
11
komentarze: 70 | wyświetlenia: 857
10
komentarze: 9 | wyświetlenia: 577
10
komentarze: 57 | wyświetlenia: 891
10
komentarze: 97 | wyświetlenia: 485
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





"Szukałem zbawienia na zewnątrz,a nie w sobie. "
Panie Szymonie, większość ludzi tak "żyje" a właściwie łudzi się, że to jest życie. Jestem dla Pana dumna za ten artykuł, tak bardzo osobisty i jednocześnie tak prawdziwy dla wielu. Jest Pan Wielkim człowiekiem i dokonał Pan czegoś heroicznego - co dzień zwycięża swoją ciemną stronę. Jestem pełna podziwu i przesyłam wyrazy niekłamanego szacunku i miłości.
Pozdrawiam

Tak,masz całkowita racje,ze nieustannie należy walczyć ze swoim mrokiem,ciemna strona,która zasłania nam szczęście,jakie by ono nie było.Nie pozwala iść do światła ta czarna smuga.Dziękuję

  Elba,  14/08/2010

Panie Szymonie!
Ku refleksji dorzucam tu trochę mądrości ze STROF WIARY W UMYSŁ - HSIN HSIN MING:

[...oba dążenia - na zewnątrz do świata, jak i dążenie ku wewnętrznej pustce
na pomieszane skazują nas życie.
W spokoju ujrzyj, że wszystko jest Jednym,
a błędne myśli znikną same z siebie...

…gdy umysł w pełni jednoczy się z Drogą,
egocentryczne dąże

...  wyświetl więcej

Wspaniałe strofy.Włożyłem je na górną polkę szarych komórek.Dziękuję i pozdrawiam

  adam4,  14/08/2010


"Nie martwię się o duszę, nieśmiertelna ,szlak jej nie trafi, A puki co niech błąka się ze mną po padole zła i okrucieństwa"

Ty jesteś duszą niesmiertelną,uwięzioną w tym ciele fizycznym, tylko nie uświadamiasz tego sobie.

„Wieczny jesteś i twoja jest wieczność, przybrania pozostaw w spokoju, ciało twoje jest przybraniem twoim, wiele razy dawane ci było i odbierane”.

Twój komentarz mnie zmusza do zadumy.Tak rozumiana niesmiertelnośc jest milsza od rej kościelnej ,piekielnej,z czyscem po drodze.Pozdrawiam

"(...)Jesteś częścią wszechświata, podobnie jak drzewa drzewa i gwiazdy.(...) Masz prawo być tutaj!(...)"
Pozdrawiam:-)

Ok,bądźmy razem i na tych szpaltach.Dziękuje

Bardzo osobisty artykuł. Urzekło mnie to, że tak naprawdę wygrał Pan z nałogiem dzięki pragnieniu wolności. I dzięki temu, że w przemyślał Pan sprawę. Może faktycznie - nie każdy błąd da się od razu odkupić. Ale czy tylko dlatego trzeba przestać to robić? Cieszę się, że Pan powiedział "nie".
Pozdrawiam.

Panie Pawle dziękuję za takie słowa.cieszę się,ze znów jestem w śród trzeźwych,ni e ten sam ,inny.,lecz bez butelki.Pozdrawiam

  Kitek,  18/08/2010

"Kto pil, będzie pil ,kto palił,będzie palił...". Nie koniecznie tak jest. Ja paliłem 27 lat czasami po czterdzieści papierosów dziennie. Już po pierwszych latach palenia zacząłem walczyć z tym nałogiem. Udawało mi się nie palić po trzy dni. potem nadrabiałem to w dwójnasób. Nie zasypiałem gdy obok na szafce nie leżały papierosy. Wtedy wstawałem i szedłem je kupić i już byłem spokojny. Aż pewnego ...  wyświetl więcej

Powiedziałeś czysta prawdę,która niestety nie dociera do mózgownicy nałogowca.Pozdrawiam



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska