Login lub e-mail Hasło   

Potęga teraźniejszości - Eckart Tolle

Jesteś tu, aby mógł się ziścić boski plan wszechświata. Jesteś aż tak ważny!
Wyświetlenia: 11.288 Zamieszczono 11/10/2010

POTĘGA TERAŹNIEJSZOŚCI

 

Eckhart Tolle

 

Jesteś tu, aby mógł się ziścić boski plan wszechświata.

Jesteś aż tak ważny!

 

 

Prawda, która jest w tobie

W książce tej zawarta jest sama istota działalności -o tyle, o ile daje się ją przekazać w słowach

którą od dziesięciu lat prowadzę w Europie i w Ameryce Północnej, pracując już to z pojedynczymi

osobami, już to z niewielkimi grupkami poszukiwaczy, penetrujących sferę ducha. Chciałbym z

głębokim uczuciem i uznaniem podziękować tym wyjątkowym ludziom za ich odwagę, za gotowość

sprostania przemianie wewnętrznej, za trudne pytania, jakie mi zadają, i za chęć słuchania. Bez nich

książka ta nigdy by nie powstała. Należą do nielicznej jak dotąd, lecz na szczęście rosnącej

mniejszości duchowych pionierów: osiągnąwszy pewien etap rozwoju, potrafią zerwać

odziedziczone więzy kolektywnych schematów umysłowych, które od całych eonów trzymają

ludzkość we władzy cierpienia. Wierzę, że książka ta trafi w ręce ludzi, którzy dojrzeli już do

radykalnej przemiany wewnętrznej, a tym samym przemianę tę przyspieszy. Mam też nadzieję, Że

dotrze do wielu innych osób, którym jej treść wyda się godna zastanowienia, choć może nie będą

jeszcze gotowe Żyć w pełnej zgodzie z zawartym tu przesłaniem, stosując je w praktyce. Być może

kiedyś, później, w nich także ziarno zasiane podczas lektury połączy się z ziarnem oświecenia, które

każdy nosi w sobie, i nagle zakiełkuje, ożyje.

Książka ta w swojej obecnej postaci wyłoniła się -w znacznej mierze spontanicznie -jako

odpowiedź na pytania, które zadawali uczestnicy rozmaitych seminariów, kursów medytacji i

prywatnych sesji terapeutycznych, toteż w ostatecznej redakcji zachowałem formę pytań i

odpowiedzi. Wspomniane kursy i sesje nauczyły mnie i dały mi wcale nie mniej niż pytającym.

Niektóre pytania zapisałem prawie słowo w słowo. Inne są syntetyczne: każde powstało z połączenia

kilku często zadawanych pytań pewnego typu, natomiast odpowiedź na nie utworzyłem,

wydobywając samo sedno z paru rozmaitych odpowiedzi. Niekiedy w trakcie pisania nasuwała mi

się zupełnie nowa odpowiedź, głębsza i wnikliwsza niż wszystko, co wcześniej zdołałem

sformułować. Pewne dodatkowe pytania zadał mi wydawca, pragnąc dokładniej wyjaśnić niektóre

kwestie.

Sam zauważysz, że od pierwszej do ostatniej strony dialogi te toczą się na przemian na dwóch

różnych poziomach.

Na jednym poziomie zwracam ci uwagę na to, co jest w tobie fałszem. Mówię o naturze ludzkiej

nieświadomości i zaburzeń funkcjonowania, a także o tym, jak zjawiska te zazwyczaj się przejawiają

w zachowaniu, począwszy od konfliktów w relacjach międzyludzkich, a skończywszy na wojnach

między plemionami czy państwami. Znajomość tych zagadnień jest nieodzowna, dopóki bowiem nie

nauczysz się dostrzegać fałszu w tym, co fałszywe -innymi słowy: widzieć, co nie jest naprawdę

tobą -nie dokona się trwała przemiana i zawsze prędzej czy później dasz się wciągnąć z powrotem w

sferę iluzji i takiego czy innego rodzaju bólu. Na tym poziomie pokazuję ci też, jak należy

postępować, żeby z tego, co w tobie fałszywe, nie budować sobie rzekomego ,ja" ani nie stwarzać

osobistych problemów, gdyż tym właśnie sposobem fałsz w nieskończoność się powiela.

Na drugim poziomie dyskursu mówię o głębokiej przemianie ludzkiej świadomości, przedstawiając

tę przemianę niejako odległą i niepewną perspektywę, lecz jako coś, co juS teraz znajduje się w

twoim zasięgu, niezależnie od tego, kim i gdzie jesteś. Pokazuję ci, jak możesz się wyrwać ze

zniewolenia, w którym trzyma cię umysł, jak przejść na poziom świadomości oświeconej i zachować

ją w życiu codziennym.

W partiach książki poświęconych temu drugiemu poziomowi nie zawsze dobieram słowa z myślą o

przekazaniu konkretnych informacji; niekiedy chodzi mi głównie o to, żeby wciągnąć cię w ten

nowy stan świadomości. Raz po raz próbuję zabrać cię ze sobą w tę nie poddaną czasowi sferę

intensywnej, świadomej obecności w Teraźniejszej Chwili, żeby dać ci przedsmak oświecenia.

Dopóki sam go nie zaznasz, fragmenty te mogą ci się wydawać nieco monotonne. Lecz gdy tylko

poznasz z własnego doświadczenia to, o czym mówię, na pewno zrozumiesz, że w passusach tych

 

zawarty jest ogrom mocy duchowej, a wtedy uznasz je może za najwartościowsze z całej ksiżki.

Jeszcze jedno: ponieważ każdy człowiek nosi w sobie ziarno oświecenia, często zwracam się wprost

do tego kogoś, kto wie, o co mi idzie -do tego kogoś, kto mieszka w tobie, chociaż przesłania go

myśliciel; zwracam się do tej głębszej jaźni, która natychmiast rozpoznaje prawdę duchową, wpada z

nią w rezonans i czerpie z niej siłę.

Pojawiający się tu i ówdzie znak . wskazuje, że warto może przerwać lekturę, trochę pomilczeć,

naprawdę poczuć i przeżyć prawdziwość tego, co przed chwilą zostało powiedziane. Przy innych

fragmentach pomysł ten może ci się nasunąć naturalnie i spontanicznie.

Kiedy zaczniesz czytać tę książkę, znaczenie takich słów, jak „Istnienie" czy „obecność",

niekoniecznie będzie dla ciebie od razu całkiem jasne. Jeśli tak się zdarzy, po prostu czytaj dalej. W

trakcie lektury mogą ci się nasuwać pytania lub wątpliwości. Odpowiedź na niektóre z nich

znajdziesz zapewne w dalszych rozdziałach, inne zaś okażą się nieistotne, gdy głębiej wnikniesz w tę

naukę - i w siebie.

Nie czytaj samym umysłem. ZAUWAŻ, czy w odpowiedzi na to, co czytasz, nie pojawia się w tobie

odczucie, wrażenie,źe to spotykasz się z czymś, co w głębi duszy już wiesz. Nie mogę ci oznajmić

żadnej prawdy duchowej, której gdzieś głęboko w sobie wcześniej byś nie znał. Mogę ci jedynie

przypomnieć coś, o czym zapomniałeś. A wtedy odzywa się i swobodnie wyłania z wnętrza każdej

komórki twojego ciała żywa wiedza - pradawna, a zarazem wiecznie nowa.

Umysł wciąż chce wszystko szufladkować i porównywać, ale z tej akurat książki więcej skorzystasz,

jeśli użytej tutaj terminologii nie będziesz porównywał z terminologią innych nauczycieli; jeśli nie

powstrzymasz się od tych porównań, zapewne namącisz sobie w głowie. Takich określeń, jak

„umysł", „szczęście" i „świadomość" używam niekoniecznie w tym samym sensie, co inni

nauczyciele. Nie przywiązuj się do żadnych słów. To tylko szczeble, które należy jak najszybciej

zostawić za sobą.

Jeśli czasem cytuję słowa Jezusa czy Buddy, fragmenty Lekcji cudo w lub innych nauk, robię to nie

dla porównania, lecz aby zwrócić ci uwagę na fakt, że w gruncie rzeczy istnieje i zawsze istniała

tylko jedna nauka duchowa, chociaż przekazywano ją w wielu różnych formach. Niektóre z nich -na

przykład formy przekazu, stosowane w religiach o długiej tradycji — tak już obrosły zewnętrznością,

że ich duchowa esencja prawie zupełnie się zatraca, toteż głębszy sens tych religii w znacznej mierze

przestał być dostrzegany, a ich przeobrażająca moc zanikła. Ilekroć więc czerpię cytaty z tych

pradawnych religii lub z innych nauk, staram się odsłonić ich głębsze znaczenie, aby wskrzesić w ten

sposób ich przeobrażającą moc -zwłaszcza na użytek czytelników, którzy są owych religii czy też

nauk wyznawcami. Mówię im: nie musicie szukać prawdy nigdzie indziej. Pozwólcie, że pokażę

Wam, jak możecie głębiej wniknąć w to, co już macie.

Zazwyczaj staram się jednak zużywać terminologii możliwie najbardziej neutralnej, żeby dotrzeć do

jak najszerszego kręgu czytelników. Książkę tę można traktować jako nowy wykład ponadczasowej

nauki duchowej, esencji wszystkich religii, sformułowanej tutaj zgodnie z potrzebami naszych

czasów. Treść wykładu nie została zaczerpnięta ze źródeł zewnętrznych, lecz z jedynego

prawdziwego Źródła, które mieści się w ludzkim wnętrzu, nie ma w niej więc żadnych teorii ani

spekulacji. Mówię na podstawie wewnętrznego doświadczenia, a jeśli chwilami przemawiam z

naciskiem, to tylko po to, żeby przebić się przez grube warstwy oporu, jaki stawia umysł, i dotrzeć

do tego miejsca w tobie, w którym już dawno wiesz to wszystko równie dobrze jak ja - do miejsca, w

którym słysząc prawdę, natychmiast ją się rozpoznaje. Człowiek wpada wtedy w uniesienie i nagle

żyje mocniej niż przedtem, jak gdyby coś w nim mówiło: „Tak. Wiem, że to prawda".

 

 

 

Eckhart Tolle -Potęga teraźniejszości

 

Rozdział pierwszy

 

NIE JESTEŚ SWOIM UMYSŁEM

 

Największa przeszkoda na drodze do oświecenia

 

Oświecenie - co to takiego?

 

Pewien Sebrak od ponad trzydziestu lat siedział przy drodze. AS tu któregoś dnia nadszedł jakiś

nieznajomy. „Ma pan trochę drobnych?" -wymamrotał Sebrak, machinalnie wyciągając rękę, w

której trzymał starą czapkę do baseballu. „Nie mam niczego, co mógłbym ci dać" -odparł

przechodzień, a po chwili spytał: „Ale na czym ty właściwie siedzisz?". „Och, to tylko stara

skrzynka" -odpowiedział Sebrak. „Siedzę na niej, odkąd pamiętam". „A zajrzałeś kiedyś do środka?"

-zapytał nieznajomy. „Nie" -odrzekł Sebrak. „Po co miałbym zaglądać? Tam nic nie ma". „MoSe

jednak zajrzyj" -powiedział przechodzień. śebrak zdołał podwaSyć wieko. Ze zdumieniem,

niedowierzaniem i uniesieniem stwierdził, Se skrzynka jest pełna złota.

Jestem właśnie tym nieznajomym, który nie ma ci nic do ofiarowania i radzi sprawdzić, co jest w

środku. Nie w Sadnej skrzynce, tak jak w przypowieści, lecz jeszcze bliSej: w tobie samym.

„Ale przecieS ja nie jestem Sebrakiem" - odpowiesz.

Ci, którzy nie odnaleźli swojego prawdziwego bogactwa, czyli promiennej radości Istnienia wraz 2

towarzyszącym jej głębokim, niewzruszonym spokojem, są Sebrakami, nawet jeśli opływają -we

wszelkie materialne dostatki. W świecie zewnętrznym rozglądają się za ochłapami przyjemności,

spełnienia, potwierdzenia swoich racji, szukają bezpieczeństwa lub miłości, a tymczasem we

własnym wnętrzu noszą skarb, który nie tylko zawiera w sobie komplet wymienionych dóbr, lecz

jest nieskończenie cenniejszy niS wszystko, co świat ma do zaofiarowania.

Słowo „oświecenie" przywodzi na myśl jakieś nadludzkie osiągnięcie, a ego owszem, chętnie

podtrzymuje to przekonanie, lecz tak naprawdę wyraz ten oznacza twój naturalny stan autentycznie

odczuwanej jedności z Istnieniem. Pozostając w tym stanie, jesteś połączony z czymś niezmierzonym i niezniszczalnym, z czymś, co -choć zakrawa to na paradoks -w istocie jest tobą, a zarazem

jest od ciebie znacznie większe. Oświecenie to inaczej odnalezienie własnej natury, która wymyka

się wszelkim nazwom i formom. Jeśli nie czujesz tej więzi, masz złudne wraSenie osobności

oddzielenia od samego siebie i od otaczającego cię świata. Widzisz wtedy siebie -świadomie czy

nieświadomie -jako osobny fragment. Budzi się lęk, a konflikty wewnętrzne i zewnętrzne stają się

normą.

Uwielbiam tę prostą definicję, w której Budda stwierdza, Se oświecenie to „koniec cierpienia". Nic w

tym nadludzkiego, prawda? Oczywiście jest to definicja niepełna. Określa ona jedynie, czym

oświecenie nie jest: otóS nie ma w nim miejsca na cierpienie. Ale cóS pozostaje, kiedy juS nie ma

cierpienia? W tej kwestii Budda się nie wypowiada, a jego milczenie znaczy, Se musisz rozstrzygnąć

ją sam. Budda podaje definicję negatywną, Seby umysł nie mógł stworzyć z niej przedmiotu wiary

ani nadludzkiego osiągnięcia -czyli celu, którego osiągnąć nie zdołasz. Lecz mimo tego środka

ostroSności większość buddystów do dziś wierzy, Se oświecenie to coś w sam raz odpowiedniego dla

Buddy, a nie dla nich, przynajmniej nie w obecnym wcieleniu.

 

USyłeś słowa „Istnienie". Czy moSesz wyjaśnić, co ono dla ciebie znaczy?

 

Istnieniem jest wieczne, stale obecne Jedno śycie, ukryte w niezliczonych formach, które podlegają

narodzinom i umieraniu. Nie tylko jednak ma ono swoją siedzibę gdzieś dalej, niS sięgają wszelkie

formy, lecz zarazem trwa, utajone głęboko w kaSdej z tych form, będąc jej najbardziej wewnętrzną,

niewidzialną i niezniszczalną esencją. Znaczy to, Se jest ci dostępne w tej oto chwili jako twoja

własna najgłębsza jaźń, prawdziwa natura. Ale nie próbuj ogarnąć Istnienia umysłem. Nie próbuj go

zrozumieć. MoSesz je poznać jedynie wtedy, gdy umysł znieruchomieje. Kiedy jesteś przytomny,

kiedy twoja uwaga bez reszty i z całą mocą skupiona jest na obecnej chwili, Istnienie daje się

odczuć, lecz nie sposób pojąć je rozumowo. Kto na powrót uświadomi sobie Istnienie i stale

przebywa w owym stanie „czującego uświadomienia", ten jest oświecony.

 

 

 

Eckhart Tolle -Potęga teraźniejszości

.

 

Kiedy mówisz Istnienie, czy masz na myśli Boga? A jeśli tak, czemu nie powiesz po prostu „Bóg"?

 

Słowa tego przez całe tysiąclecia naduSywano, jest więc dziś wyprane z wszelkiego znaczenia.

Owszem, czasem i ja go uSywam, ale oszczędnie. Przez naduSywanie rozumiem fakt, Se ludzie,

którym sfera świętości -cały przeogromny bezmiar, ukryty za tym słowem -nigdy choćby przelotnie

nie zaświtała, z wielką pewnością siebie szermują słowem Bóg, jak gdyby wiedzieli, o czym mówią.

Lub teS wytaczają argumenty przeciwko temu słowu -tak jakby wiedzieli, czym jest to, co tym

sposobem negują. Z takich właśnie naduSyć biorą się rozmaite absurdalne wierzenia, twierdzenia i

egocentryczne urojenia, jak chociaSby przeświadczenie, Se „mój czy teS nasz Bóg jest jedynym

prawdziwym Bogiem, a twój (w a s z) -to zaledwie fałszywy boSek", albo słynne oświadczenie

Nietzschego: „Bóg umarł".

Słowo „Bóg" stało się pojęciem zamkniętym. Sam jego dźwięk natychmiast tworzy w umyśle

pewien obraz; dziś moSe niekoniecznie będzie to wizja siwobrodego starca, powstaje jednak

myślowe wyobraSenie kogoś lub czegoś zewnętrznego wobec ciebie; w dodatku ten ktoś (lub coś)

prawie zawsze jest - a jakSe - rodzaju męskiego.

„Bóg", „Istnienie" ani Saden inny rzeczownik nie pozwala zdefiniować ani objaśnić ukrytej za nim

niewysłowionej rzeczywistości, jedyną istotną kwestią jest więc to, czy dane słowo ułatwia ci, czy

teS raczej utrudnia bezpośrednie odczuwanie Tego, ku czemu kieruje twoją uwagę. Czy słuSy jako

strzałka, celująca gdzieś poza zasięg samego słowa, w stronę owej transcendentalnej rzeczywistości?

A moSe aS nazbyt łatwo poddaje się obróbce, w wyniku której zostaje z niego tylko tkwiąca w

głowie idea, przedmiot wiary, mentalny boSek?

Słowo „Istnienie" niczego nie wyjaśnia -podobnie jak słowo „Bóg". Ma jednak tę wySszość, Se jest

pojęciem otwartym. Nie wtłacza niewidzialnej nieskończoności w kształt bytu skończonego. Nie

sposób wytworzyć sobie jakiegokolwiek umysłowego wyobraSenia o Istnieniu. Nikt nie moSe

twierdzić, Se ma do Istnienia wyłączne prawo własności. Istnienie stanowi samą esencję ciebie i jest

ci bezpośrednio dostępne jako odczuwanie twojej własnej obecności, świadomość ja jestem, bardziej

pierwotna od świadomości, Se ja jestem tym czy owym. Zaledwie mały kroczek dzieli więc słowo

„Istnienie" od bezpośredniego odczucia Istnienia.

 

.

 

Co głównie przeszkadza nam w bezpośrednim odczuwaniu tej rzeczywistości?

 

UtoSsamienie z własnym umysłem, które sprawia, Se myślenie staje się rodzajem przymusu. Nie

móc przestać myśleć to straszliwa przypadłość, nie zdajemy sobie jednak z niej sprawy, bo prawie

wszyscy na nią cierpią, więc uchodzi ona za stan normalny. Ten nieustanny zgiełk umysłu

uniemoSliwia nam dotarcie do sfery wewnętrznego bezruchu i ciszy, nieodłącznie związanej z

Istnieniem. Stwarza teS fałszywe, z umysłu zrodzone ,Ja", rzucające cień lęku i cierpienia. W

dalszych partiach ksiąSki dokładniej przyjrzymy się tej kwestii.

Kartezjusz był przekonany, Se odkrył najbardziej podstawową prawdę, gdy wygłosił swoje słynne

twierdzenie: „Myślę, więc jestem". W rzeczywistości dał jedynie wyraz najbardziej podstawowemu

spośród błędnych przekonań: poglądowi, zrównującemu myślenie z Istnieniem, a toSsamość -z myśleniem. Ktoś, kto ulega przymusowi myślenia -czyli prawie kaSdy -Syje w stanie pozornej

odrębności, w obłędnie zawiłym świecie ciągłych problemów i konfliktów. Świat ten jest

zwierciadłem umysłu, rozpadającego się na coraz drobniejsze cząstki. Natomiast Oświecenie to stan,

w którym jest się całością, osiąga się „jednię", a więc i spokój: jednię z Syciem w jego jawnej

postaci, którą jest świat; a takSe jednię z własną najgłębszą jaźnią i z Syciem nieprzejawionym:

jednię z Istnieniem. Oświecenie to nie tylko kres cierpienia oraz ciągłych konfliktów wewnętrznych i

zewnętrznych, lecz zarazem wyrwanie się z kołowrotu nieustannego myślenia. CóS za niesłychane

 

wyzwolenie!

 

Gdy człowiek utoSsamia się z własnym umysłem, powstaje nieprzejrzysty ekran, utkany z pojęć,

 

 

 

Eckhart Tolle -Potęga teraźniejszości

 

etykietek, wyobraSeń, słów, osądów i definicji, który przeszkadza tworzeniu jakichkolwiek

autentycznych więzi. Odgradza cię od ciebie samego, wcina się między ciebie a twoich bliźnich,

między ciebie a przyrodę, między ciebie a Boga. Właśnie ten myślowy ekran stwarza złudzenie

odrębności, zgodnie z którym istniejesz z jednej strony ty sam, z drugiej zaś -całkowicie od ciebie

odrębna „inność". Zapominasz wtedy o tym zasadniczym fakcie, Se na poziomie głębszym niS

wszelka fizyczna powierzchowność, niS wszelka odrębność form, stanowisz jedność ze wszystkim,

co jest. Zapominasz, czyli przestajesz odczuwać tę jednię jako oczywisty fakt. MoSesz w nią,

owszem, wierzyć, ale juS nie wiesz, Se jest to prawda. Wiara dodaje czasem otuchy, lecz wyzwolić

cię moSe jedynie wtedy, gdy potwierdzi ją twoje własne doświadczenie. Myślenie stało się chorobą.

Choroba to coś, co pojawia się, ilekroć następuje zachwianie równowagi. Weźmy choćby taki

przykład: nic w tym złego, Se komórki w Sywym ciele dzielą się i mnoSą, lecz gdy proces ten trwa

bez względu na to, co się dzieje z całym organizmem, następuje nadmierny rozrost komórek i

dochodzi do patologii.

 

ZauwaS: umysł jest wspaniałym narzędziem, jeśli ktoś odpowiednio nim się posługuje. Gdy jednak

zastosowania są niewłaściwe, narzędzie zaczyna działać straszliwie niszczycielsko. Mówiąc ściślej,

nie chodzi o to, Se robisz z umysłu niewłaściwy uSytek: zazwyczaj w ogóle go nie uSywasz. To on

uSywa ciebie. I na tym właśnie polega choroba. Wierzysz, Se j e s t e ś swoim umysłem. A to juS

jest urojenie. Znaczy ono, Se narzędzie przejęło nad tobą władzę.

 

Niezupełnie się z tym zgadzam. Owszem, przez znaczną cześć czasu snują mi się po głowie bezcelowe

myśli. Jestem pod tym względem podobny do większości ludzi. Zawsze jednak mogę postanowić, Se

uSyje swojego umysłu do jakichś konkretnych zadań. Raz po raz tak robię.

 

To, Se umiesz rozwiązać krzySówkę albo zbudować bombę atomową, wcale jeszcze nie znaczy, Se

uSywasz swojego umysłu. Psy lubią ogryzać kości, a umysł lubi wgryzać się w problemy. Właśnie

dlatego rozwiązuje krzySówki i buduje bomby atomowe. Ciebie ani trochę one nie obchodzą. Zadam

ci jedno pytanie: czy potrafisz w kaSdej chwili uwolnić się od swojego umysłu? Czy juS wiesz, gdzie

masz wyłącznik?

 

Mówisz o tym, Seby całkiem przestać myśleć? Nie, udaje mi się osiągnąć ten stan najwySej na parę

 

chwil.

 

Czyli umysł cię uSywa. Bezwiednie utoSsamiasz się z nim, więc nawet nie zdajesz sobie sprawy, Se

tkwisz w jego niewoli. To prawie tak, jakbyś był opętany, nic o tym nie wiedząc, i uwaSał, Se dybuk,

który cię opętał, jest właśnie tobą. Wolność zaczyna się od uświadomienia sobie, Se nie jesteś

dybukiem -czyli myślicielem. Świadomość ta pozwala ci obserwować dybuka. Gdy zaczynasz

obserwować myśliciela, uruchamia się wySszy poziom świadomości. Odtąd stopniowo dociera do

ciebie to, Se gdzieś poza zasięgiem myśli otwierają się niezmierzone rejony inteligencji, a myśl jest

tylko jej znikomym aspektem. Uświadamiasz teS sobie, Se wszystko, co naprawdę waSne -piękno,

miłość, twórczość, radość, spokój wewnętrzny -ma źródło w czymś głębszym niS umysł. Zaczynasz

się budzić.

 

.

 

Uwalnianie się od swojego umysłu

 

Co właściwie rozumiesz przez „obserwowanie myśliciela"?

 

Jeśli ktoś pójdzie do lekarza i powie, Se słyszy w głowie jakiś głos, lekarz najprawdopodobniej

odeśle go do psychiatry. Sęk w tym, Se prawie ze wszystkimi ludźmi dzieje się coś bardzo

podobnego: przez cały czas słyszą w głowie jakiś głos albo kilka głosów. Są to przejawy

mimowolnych procesów myślowych, które moSemy w kaSdej chwili zatrzymać, ale nie zdajemy

sobie z tego sprawy. Nieustanne monologi lub dialogi.

 

Zdarzało ci się pewnie spotykać na ulicy ludzi, którzy ciągle do siebie gadają czy mamroczą. Nie tak

znów bardzo róSni się to od tego, co robisz ty sam i wszyscy inni „normalni" osobnicy, tyle Se wy

nie przemawiacie do siebie na głos. Wewnętrzny mówca komentuje, snuje domysły, osądza, porównuje, narzeka, lubi, nie lubi i tak dalej. To, co mówi, niekoniecznie ma jakikolwiek związek z

 

 

 

Eckhart Tolle -Potęga teraźniejszości

 

sytuacją, w której właśnie się znajdujesz; moSe to być wspomnienie bliskiej lub dalekiej przeszłości,

przymiarka do hipotetycznych przyszłych sytuacji bądź fantazje na ich temat. Gdy w grę wchodzą

przyszłe zdarzenia, wewnętrzny mówca często wyobraSa sobie, Se coś idzie nie po jego myśli,

powodując fatalne skutki; popada wtedy w tak zwane zatroskanie. Czasem tej ścieSce dźwiękowej

towarzyszą wizje lub „filmy mentalne". Nawet jeśli głos wewnętrzny mówi coś, co wyraźnie się

wiąSe z bieSącą sytuacją, interpretuje ją w kategoriach przeszłości. Dzieje się tak dlatego, Se głosem

tym przemawia ten aspekt twojego umysłu, który jest owocem gruntownej tresury, ukształtowany

przez całą twoją przeszłość i przez zbiorową, odziedziczoną po przodkach umysłowość kulturową.

Widzisz zatem i osądzasz teraźniejszość przez pryzmat czegoś, co juS przeminęło, uzyskujesz więc

całkowicie wypaczony obraz. Nierzadko się zdarza, Se głos wewnętrzny jest najgorszym wrogiem

tego, w kim się gnieździ. Wiele osób Syje, nosząc we własnej głowie dręczyciela, który nieustannie

je atakuje, poddaje rozmaitym karom i wysysa energię Syciową. Bywa to źródłem nieopisanych

cierpień i nieszczęść, a takSe chorób.

Mam jednak dobrą wiadomość: moSesz się uwolnić od swojego umysłu. Jest to jedyna szansa

prawdziwego wyzwolenia. Pierwszy krok moSesz zrobić choćby teraz. Postaraj się jak najczęściej

wsłuchiwać w głos, przemawiający z wnętrza głowy. Zwracaj szczególną uwagę na wszelkie

powtarzające się schematy, myślowe refreny -stare płyty gramofonowe, które grają ci w głowie być

moSe od wielu lat. To właśnie nazywam „obserwowaniem myśliciela". Innymi słowy -słuchaj głosu,

rozbrzmiewającego w twojej głowie, bądź w niej jako przytomny świadek.

Kiedy słuchasz tego głosu, zachowaj bezstronność. Nie osądzaj ani nie potępiaj niczego, co słyszysz,

jeśli bowiem postanowisz zostać sędzią, będzie to dowód, Se ten sam głos zakradł się z powrotem

kuchennymi drzwiami. Wkrótce zobaczysz, jak się sprawy mają: tam jest głos, a tu jestem jasłucham go i obserwuję. Ta świadomość własnego jestestwa, poczucie własnej obecności, nie jest

myślą, lecz wyłania się spoza granic umysłu.

Gdy więc wsłuchujesz się w myśl, nie tylko jej jesteś świadom, ale i samego siebie jako świadka tej

myśli. Pojawia się zatem nowy wymiar świadomości. Wsłuchując się w myśl, wyczuwasz świadomą

obecność, swoje głębsze ,Ja", gdzieś — rzec by moSna -w tle czy teS pod tą myślą. Traci ona wtedy

władzę nad tobą i szybko ustępuje, poniewaS nie zasilasz juS umysłu poprzez utoSsamianie się z nim.

Jest to początek końca mimowolnego, natrętnego myślenia.

Kiedy myśl ustępuje, czujesz, Se mentalny nurt na chwilę traci ciągłość -pojawia się luka, w której

umysłu po prostu nie ma. Chwile te będą zrazu krótkie, najwySej kilkusekundowe, stopniowo jednak

zaczną się wydłuSać. W takich chwilach czujesz w sobie pewien szczególny rodzaj nieruchomej

ciszy i spokoju. Tak właśnie wkraczasz w swój naturalny stan bezpośrednio odczuwalnej jedni z

Istnieniem, którą zwykle przesłania umysł. Gdy nabierzesz wprawy, wraSenie cichego bezruchu i

spokoju jeszcze się pogłębi. Tak naprawdę jest ono bezdenne. Poczujesz teS subtelną emanację

radości, wyłaniającą się z głębokich warstw twojego wnętrza: będzie to radość Istnienia.

Stan ten nie ma nic wspólnego z transem. Świadomość nie ponosi wtedy najmniejszego uszczerbku.

Wręcz przeciwnie. Gdyby spokój trzeba było przypłacić obniSeniem poziomu świadomości, a cichy

bezruch -osłabioną witalnością i czujnością, gra nie byłaby warta świeczki. W tym stanie

uaktywnienia wewnętrznych łączy jesteś duSo czujniejszy, duSo bardziej przebudzony, niS gdy

utoSsamiasz się z umysłem. Jesteś w pełni obecny. Wzrasta teS wówczas częstotliwość wibracji pola

energetycznego, któremu ciało fizyczne zawdzięcza Sycie.

Wnikając coraz głębiej w tę sferę „bezumysłu", jak ją czasem nazywają ludzie Wschodu, osiągasz

stan czystej świadomości. Własną obecność odczuwasz wtedy z taką siłą i radością, Se w

porównaniu z nią stosunkowo mało waSne staje się wszelkie myślenie, emocje, twój organizm i cały

świat zewnętrzny. Nie jest to jednak egoizm, lecz brak ego. Stan ten pozwala ci przekroczyć granice

tego, co dotychczas uwaSałeś za „swoje ja". To, czego obecność wyczuwasz, jest w zasadzie tobą

samym, a jednocześnie czymś nieopisanie od ciebie ogromniejszym. WraSenia, które próbuję tu

przekazać, wydają się moSe paradoksalne lub nawet wewnętrznie sprzeczne, ale nie znajduję na nie

innych słów.

 

.

 

 

 

Eckhart Tolle -Potęga teraźniejszości

 

Zamiast „obserwować myśliciela", moSesz teS stworzyć lukę w mentalnym nurcie, jeśli po prostu

skupisz się na teraźniejszości. Wystarczy, Se z całą mocą uświadomisz sobie obecną chwilę. Da ci to

głębokie zadowolenie. W ten sposób odwodzisz świadomość od zajmowania się działalnością

umysłową i tworzysz lukę, w której umysł znika, ty zaś jesteś bardzo czujny i świadomy, ale nie

myślisz. Jest to sedno medytacji.

Jeśli chcesz ćwiczyć tę umiejętność w Syciu codziennym, to wykonując jakąkolwiek trywialną

czynność, która zazwyczaj jest wyłącznie środkiem wiodącym do celu, poświęć jej całą uwagę, tak

aby sama w sobie stała się celem. Na przykład gdy idziesz po schodach, zwaSaj na kaSdy krok,

kaSdy ruch, nawet na to, jak oddychasz. Bądź w pełni obecny. Kiedy myjesz ręce, zwracaj uwagę na

wszystkie doznania zmysłowe: plusk wody i jej dotyk na skórze, ruch dłoni, zapach mydła itd. Kiedy

wsiadasz do auta, po zamknięciu drzwiczek posiedź chwilę bez ruchu, obserwując, jak płynie twój

oddech. Uświadom sobie poczucie bezdźwięcznej, lecz wyraźnej obecności. Istnieje niezawodne

kryterium, za pomocą którego moSesz zmierzyć poczynione postępy: jest nim głębia twojego

spokoju wewnętrznego.

 

.

 

NajwaSniejszy krok ku oświeceniu polega więc na tym, Seby wyzbyć się poczucia toSsamości z

własnym umysłem. Ilekroć udaje ci się stworzyć lukę w mentalnym nurcie, świadomość pała

 

silniejszym blaskiem.

 

Pewnego dnia moSesz złapać się na tym, Se głosu, który odzywa się w twojej głowie, słuchasz z

uśmiechem -tak jakbyś uśmiechał się na widok dziecinnych figli. Będzie to dowód, Se przestałeś

traktować zawartość swojego umysłu całkiem serio, bo twoje poczucie ,ja" juS od niej nie zaleSy.

 

Oświecenie: wznieść się ponad myśl

 

Czy myślenie nie jest niezbędnym warunkiem przetrwania w tym świecie?

 

Twój umysł to instrument, narzędzie. Istnieje po to, Sebyś go uSywał do konkretnych zadań, a kiedy

zadanie wykonasz, pora narzędzie odłoSyć. Zaryzykowałbym twierdzenie, Se u większości ludzi

osiemdziesiąt do dziewięćdziesięciu procent myślenia polega na bezuSytecznym międleniu w kółko

tego samego; co więcej, poniewaS myślenie to ma charakter zaburzony, a często teS negatywny, jest

w znacznej mierze szkodliwe. Stąd duSy ubytek energii Syciowej. Obserwuj swój umysł, a

przekonasz się, Se tak właśnie sprawy się mają.

Takie natrętne myślenie jest w istocie nałogiem. A na czym polega nałóg? To proste: nałogowiec nie

czuje juS, Se w kaSdej chwili moSe przestać. Wydaje mu się, Se przyzwyczajenie jest od niego

silniejsze. Czerpie teS z nałogu pozorną przyjemność, z której nieuchronnie rodzi się ból.

 

Dlaczego ulegam nałogowi myślenia?

 

Ulegasz mu, poniewaS utoSsamiasz się z myśleniem, toteS podstawą twojego poczucia własnego Ja"

staje się zawartość i działanie twojego umysłu. Ulegasz temu nałogowi, poniewaS wierzysz, Se

gdybyś przestał myśleć, unicestwiłoby cię to. W miarę, jak dorastasz, wyrabiasz sobie pewien

myślowy obraz tego, kim jesteś. Powstaje on w wyniku tresury, jakiej poddaje cię twój krąg

prywatny i kulturowy. Temu widmowemu ,ja" moSemy nadać miano „ego". Jego tworzywem jest

działalność umysłu i tylko nieustanne myślenie trzyma je przy Syciu. Słowo „ego" uSywane bywa w

rozmaitych znaczeniach, ja jednak określam nim fałszywe Ja", powstałe wskutek nieświadomego

utoSsamiania się z umysłem.

Z punktu widzenia ego obecna chwila prawie nie istnieje. Tylko przeszłość i przyszłość są dla niego

waSne. Następuje przez to całkowite odwrócenie rzeczywistego obrazu sytuacji i właśnie z tej

przyczyny umysł nastrojony na tryb egotyczny działa w sposób tak zaburzony. Nieustannie zaprząta

go wskrzeszanie przeszłości, kim bowiem jesteś bez niej? Umysł egotyczny stale wybiega w

przyszłość, Seby zapewnić sobie dalsze trwanie, i szuka w niej ulgi lub spełnienia. „Pewnego dnia,

kiedy zdarzy się to, tamto czy owo -mówi -będzie mi wreszcie dobrze. Znajdę szczęście i spokój".

Nawet wtedy, gdy ego pozornie zajmuje się teraźniejszością, tak naprawdę wcale jej nie dostrzega.

 

 

 

Eckhart Tolle -Potęga teraźniejszości

 

Widzi całkowicie fałszywy jej obraz, bo patrzy na nią oczami przeszłości. Lub teS wyznacza

teraźniejszości rolę narzędzia, słuSącego jedynie do osiągnięcia celu, ten zaś nieodmiennie leSy

gdzieś w przyszłości, którą umysł wyświetla sobie jak przeźrocza. Przyjrzyj się swojemu umysłowi,

 

a zobaczysz, Se tak on właśnie pracuje.

Klucz do wyzwolenia tkwi w bieSącej chwili. Nie moSesz jej jednak znaleźć, dopóki jesteś swoim

umysłem.

 

 

Nie chcę utracić zdolności analizowania i rozróSniania. Chętnie nauczyłbym się myśleć klarowniej, z

większą koncentracją, ale nie chcę zrezygnować z umysłu. Dar myślenia to najcenniejsze, co mamy.

Bez niego bylibyśmy tylko jednym z wielu gatunków zwierząt.

 

Dominacja umysłu jest zaledwie kolejnym etapem rozwoju świadomości. My zaś musimy teraz

przejść do następnego etapu, i to szybko; w przeciwnym razie zniszczy nas umysł, ten przerośnięty

potwór. Omówię jeszcze potem tę kwestię bardziej szczegółowo. Myślenie i świadomość to

bynajmniej nie synonimy. Myślenie stanowi zaledwie znikomy aspekt świadomości. Myśl bez

świadomości istnieć nie moSe, natomiast świadomość znakomicie potrafi obejść się bez myśli.

Oświecenie polega na tym, Seby wznieść się ponad myśl, a nie cofnąć do poziomu niSszego niS

myślenie -zwierzęcego lub roślinnego. Człowiek oświecony nadal umie się posługiwać swoim

umysłem, i to ze znacznie większą koncentracją i skutecznością niS przedtem. USywa go głównie do

celów praktycznych, ale nie jest juS uwikłany w mimowolny dialog wewnętrzny i ma w sobie

nieruchomą ciszę. Ilekroć zaś korzysta z usług umysłu -zwłaszcza w sytuacjach, gdy potrzebne jest

twórcze rozwiązanie -oscyluje między myśleniem a cichym bezruchem, między umysłem a

bezumysłem, na przemian spędzając kilka minut to w jednym, to w drugim z tych stanów. Bezumysł to świadomość bez myśli. Jedynie w tym stanie moSna myśleć twórczo, bo tylko wtedy

myślenie ma jakąkolwiek prawdziwą moc. Natomiast sama myśl, oderwana od wielekroć

rozleglejszej sfery świadomości, szybko jałowieje, popada w obłęd i nabiera cech niszczycielskich.

Umysł jest w gruncie rzeczy narzędziem przetrwania. Atakowanie innych umysłów i obrona przed

nimi, zbieranie, gromadzenie i analizowanie danych -do tego akurat się nadaje. Ale twórczy nie jest

ani trochę. Twórczość wszystkich prawdziwych artystów -niezaleSnie od tego, czy oni sami o tym

wiedzą -powstaje ze stanu, w którym umysł znika, z wewnętrznej nieruchomej ciszy. Dopiero potem

umysł nadaje kształt twórczemu impulsowi lub przebłyskowi natchnienia. Nawet wielcy uczeni

często twierdzą, Se najbardziej przełomowe pomysły nawiedzały ich w chwilach umysłowego

wyciszenia. Ankieta, którą objęto najwybitniejszych matematyków amerykańskich (a wśród nich

Einsteina), aby zbadać ich metody pracy, dała zaskakujący wynik: okazało się mianowicie, Se

myślenie „odgrywa jedynie podrzędną rolę w krótkiej, rozstrzygającej fazie samego aktu twórczego".

MoSe zatem to, Se większość naukowców niczego nie tworzy, ma całkiem prostą przyczynę: nie są

oni twórczy wcale nie dlatego, Se nie umieją myśleć, tylko dlatego, Se nie potrafią zaniechać

myślenia!

To nie umysł, nie myśl stworzyła ten cud, jakim jest Sycie na Ziemi i twoje ciało. W powstaniu i

trwaniu tego cudu wyraźnie widać udział inteligencji, bez porównania przewySszającej inteligencję

umysłu. Jak bowiem wyjaśnić to, Se pojedyncza komórka ludzka o średnicy jednej pięćsetnej

centymetra zawiera w swoim DNA wskazówki, którymi moSna by wypełnić tysiąc tomów, kaSdy

grubości sześciuset stron? Im więcej dowiadujemy się o funkcjonowaniu ciała, tym jaśniej zdajemy

sobie sprawę z ogromu inteligencji, która działa w ciele, a zarazem z naszej niewiedzy. Kiedy umysł

na powrót łączy się z tą wielką inteligencją, staje się przecudownym narzędziem. SłuSy wtedy

czemuś większemu od siebie.

 

Emocja: reakcja ciała na poczynania umysłu

 

A emocje? Omotują mnie częściej niS myśli.

 

Umysł w znaczeniu, jakie nadaję temu słowu, to nie tylko myśl. W jego obręb wchodzą równieS

emocje, a takSe wszystkie nieświadome myślowo-emocjonalne schematy reakcji. Emocja powstaje w

punkcie styczności umysłu z ciałem. Jest reakcją ciała na to, co robi umysł; moSna ją teS nazwać

odzwierciedleniem umysłu w ciele. Na przykład myśl napastliwa lub wroga wytworzy w organizmie

 

 

 

Eckhart Tolle -Potęga teraźniejszości

 

spiętrzenie energii, które określamy mianem gniewu. Ciało szykuje się do walki. Pod wpływem

myśli o fizycznym lub psychicznym zagroSeniu całe się spręSa: jest to fizyczny aspekt tego, co

nazywamy strachem. Z badań naukowych wynika, Se silne emocje zmieniają nawet biochemię ciała.

Te zmiany biochemiczne stanowią fizyczny czy teS materialny aspekt emocji. Na ogół oczywiście

nie uświadamiasz sobie wszystkich schematów własnego myślenia i często dopiero dzięki

obserwowaniu emocji moSesz te klisze ogarnąć świadomością.

Im bardziej utoSsamiasz się ze swoim myśleniem, z sympatiami i antypatiami, osądami

interpretacjami (inaczej mówiąc: im mniej jesteś obecny jako świadomość obserwująca), tym

silniejszy powstaje ładunek emocjonalny -czy o tym wiesz, czy nie. Jeśli nie czujesz własnych

emocji, jeśli jesteś od nich odcięty, prędzej czy później dadzą one o sobie znać na poziomie czysto

cielesnym w formie fizycznych dolegliwości bądź objawów. W ciągu ostatnich lat wiele o tym

pisano, nie musimy więc zapuszczać się tutaj w to zagadnienie. Silny, a zarazem nieuświadomiony

schemat emocjonalny moSe nawet przejawić się w postaci zewnętrznego zdarzenia, które na pozór

przytrafia ci się czystym przypadkiem. ZauwaSyłem na przykład, Se ludzie noszący w sobie wiele

nieuświadomionego i nie-wyraSonego gniewu są bardziej naraSeni na słowną albo nawet fizyczną

napaść ze strony innych gniewnych ludzi i często bywają atakowani bez widocznego powodu. Pałają

tak silnym gniewem, Se pewne osoby podświadomie odbierają tę emanację, ona zaś katalizuje z kolei

ich własny ukryty gniew.

Jeśli trudno ci jest poczuć własne emocje, skup najpierw uwagę na wewnętrznym polu

energetycznym swojego ciała. Poczuj ciało od wewnątrz. Pozwoli ci to nawiązać kontakt z emocjami. W dalszych partiach ksiąSki zajmiemy się tą kwestią bardziej szczegółowo.

 

.

 

Zdefiniowałeś emocję jako odzwierciedlenie umysłu w ciele. Czasem jednak wybucha między nimi

konflikt: umysł mówi „tak", a emocja „nie" lub na odwrót.

 

Jeśli naprawdę chcesz poznać swój umysł, ciało zawsze ukaSe ci jego wierne lustrzane odbicie,

przyjrzyj się więc emocji, a raczej poczuj jaw ciele. Gdy wyda ci się, Se dostrzegasz konflikt między

myślą a emocją, myśl będzie kłamać, a emocja powie prawdę. Nie prawdę ostateczną o tym, kim jesteś, ale względną prawdę o twoim aktualnym stanie ducha.

Konflikt między powierzchownymi myślami a nieświadomymi procesami umysłowymi jest

oczywiście zjawiskiem codziennym. Na razie moSe jeszcze nie umiesz wprowadzić swojej

nieświadomej działalności umysłowej w obszar świadomy, nadając jej postać myśli, owa działalność

umysłowa zawsze jednak odzwierciedli się w ciele, przybierając formę e m o c j i, -a juS emocje z

pewnością potrafisz sobie uświadomić. Obserwowanie ich polega w gruncie rzeczy na tym samym,

co omówione juS wcześniej słuchanie lub obserwacja myśli -z tą tylko róSnicą, Se myśl krąSy ci w

głowie, podczas gdy emocja ma wyraźną składową fizyczną, odczuwa się ją zatem głównie w ciele.

Kiedy ją obserwujesz, moSesz pozwolić, Seby sobie po prostu była, ale nie poddawać się jej władzy.

Nie jesteś juS wtedy emocją, lecz obserwatorem, uwaSnym świadkiem. Jeśli będziesz się w tym

ćwiczyć, wszystko, co w tobie nieświadome, wejdzie w krąg światła świadomości.

 

Czyli obserwowanie własnych emocji jest równie waSne jak obserwacja myśli?

 

Tak. Naucz się pytać: „Co w tej akurat chwili dzieje się we mnie?". Pytanie to popchnie cię we

właściwym kierunku. Ale niczego nie analizuj, tylko obserwuj. Skup całą uwagę we własnym

wnętrzu. Poczuj energię emocji. Jeśli Sadna emocja się nie pojawia, jeszcze bardziej skieruj uwagę w

głąb wewnętrznego pola energetycznego swojego ciała. Tam właśnie jest brama Istnienia.

 

.

 

W postaci emocji zazwyczaj przejawia się uwydatniony i wzmocniony schemat myślowy, poniewaS

zaś często niesie ona z sobą potęSny ładunek energii, z początku niełatwo jest zachować

wystarczającą przytomność, Seby emocję tę obserwować. Chce ona tobą zawładnąć i zwykle jej się

to udaje -chyba Se jesteś dostatecznie przytomny, obecny tu i teraz. Jeśli jednak z powodu

 

 

 

Eckhart Tolle -Potęga teraźniejszości

 

niedostatku przytomności dajesz się wciągnąć w nieświadome utoSsamienie z emocją -co jest

zresztą zjawiskiem zupełnie normalnym -emocja chwilowo staje się „tobą". Nierzadko powstaje

błędne koło, sprzęSenie zwrotne między myśleniem a emocją. Schemat myślowy stwarza swoje

wzmocnione echo w formie emocji, a jej wibracja dostarcza energię schematowi myślowemu, który

całemu temu procesowi dał początek. Myśl zaprzątnięta sytuacją, zdarzeniem lub osobą, w których

upatruje źródła emocji, zasila tę emocję, ta zaś napędza schemat myślowy i w ten sposób koło się

zamyka.

 

Wszystkie emocje są w gruncie rzeczy wariantami jednej pierwotnej, niezróSnicowanej emocji,

której źródłem jest utrata świadomości tego, kim jesteś poza konkretnym imieniem i formą.

PoniewaS ta pierwotna emocja ma charakter niezróSnicowany, trudno ją zdefiniować. Słowo „lęk"

byłoby dość trafne, gdyby nie to, Se prócz nieustannego poczucia zagroSenia zawiera się w niej

głębokie poczucie opuszczenia i braku pełni. Najlepiej moSe będzie posłuSyć się terminem równie

pojemnym jak owa pierwotna emocja i nazwać ją po prostu bólem. Jednym z głównych zadań

umysłu jest zwalczanie czy teS wypieranie tego emocjonalnego bólu i między innymi dlatego umysł

stale się krząta, udaje mu się jednak najwySej chwilowo zakamuflować ból. Wręcz moSna

powiedzieć, Se im bardziej umysł stara się pozbyć bólu, tym bardziej boli. Umysł nigdy nie znajdzie

rozwiązania, ale nie moSe teS sobie pozwolić na to, Sebyś go wyręczył, poniewaS sam jest

nieodłączną częścią „problemu". To tak, jakby podpalacza szukał komendant policji, który sam jest

podpalaczem. Nie uwolnisz się od bólu, dopóki nie przestaniesz czerpać poczucia własnego ,ja" z

utoSsamienia z umysłem -czyli z ego. Dopiero wtedy umysł runie z tronu, a Istnienie objawi się jako

twoja prawdziwa natura.

Owszem, wiem, o co teraz spytasz.

 

Miałem zamiar spytać o emocje pozytywne, takie jak miłość czy radość.

 

Są one nierozerwalnie związane z twoim naturalnym stanem wewnętrznej jedni z Istnieniem.

Przebłyski miłości czy radości lub krótkie chwile głębokiego spokoju mogą się zdarzać, ilekroć w

strumieniu myśli następuje pauza. Większości ludzi pauzy takie przytrafiają się rzadko i tylko

przypadkiem, kiedy umysłowi „odbiera mowę" -juS to w obliczu wyjątkowego piękna, juS to pod

wpływem wysiłku fizycznego albo oko w oko z wielkim niebezpieczeństwem. W ludzkim wnętrzu

zapada nagle nieruchoma cisza, w niej zaś pojawia się subtelna, lecz potęSna radość, miłość, spokój.

Chwile takie zazwyczaj krótko trwają, poniewaS umysł wznawia hałaśliwą działalność, zwaną

myśleniem. Miłość, radość i spokój nie rozkwitną, dopóki nie wyzwolisz się spod władzy umysłu.

Nie zaliczyłbym ich jednak do kategorii emocji. Pochodzą z rejonów emocjom niedostępnych, z

duSo głębszego poziomu. Musisz więc w pełni uświadomić sobie własne emocje i nauczyć sieje

czuć, zanim poczujesz to, co mieści się w dalszych rejonach. „Emocja" dosłownie znaczy

„zakłócenie". Wyraz ten pochodzi od łacińskiego emovere — „zakłócać".

Miłość, radość i spokój to głębokie stany Istnienia, a raczej trzy aspekty wewnętrznej jedni z

Istnieniem. Nie mają więc negatywnych odpowiedników, poniewaS wyłaniają się z rejonów

niedostępnych umysłowi. Natomiast emocje naleSą do sfery umysłu, który jest z natury dwoisty, i

jako takie podlegają prawu przeciwieństw. Znaczy to po prostu, Se kaSdemu dobru odpowiada jakieś

zło. Dopóki więc człowiek trwa w nieoświeconym stanie -czyli utoSsamia się z umysłem -tak

zwana radość bywa zazwyczaj krótkim, przyjemnym odcinkiem cyklu, nieustannie wahającego się

między bólem a przyjemnością. Przyjemność zawsze czerpiesz z zewnątrz, podczas gdy radość

wyłania się z twojego wnętrza. Dzisiejsze źródło przyjemności jutro sprawi ci ból albo cię porzuci,

będziesz zatem cierpiał z powodu jego braku. Uczucie często nazywane miłością potrafi być przez

pewien czas, owszem, przyjemne i ekscytujące, lecz tak naprawdę jest nałogowym lgnięciem, silnym

łaknieniem, które w mgnieniu oka moSe ustąpić miejsca swojemu przeciwieństwu. Gdy mija

początkowa euforia, wiele związków „miłosnych" zaczyna oscylować między „miłością" a

nienawiścią, przyciąganiem i agresją.

Prawdziwa miłość nie zadaje cierpień. Bo i jak miałaby je zadawać? Nie zmienia się raptownie w

nienawiść, podobnie jak prawdziwa radość nie przeistacza się w ból. Jak juS powiedziałem, nawet

zanim jeszcze osiągniesz oświecenie (innymi słowy, zanim wyzwolisz się spod władzy umysłu),

mogą ci się zdarzać przebłyski prawdziwej radości, prawdziwej miłości lub głębokiego spokoju

 

 

 

Eckhart Tolle -Potęga teraźniejszości

 

nieruchomego, lecz wibrującego Syciem. Wszystko to są aspekty twojej prawdziwej natury, którą

umysł zazwyczaj przesłania. Nawet w niejednym związku „normalnym", czyli mającym charakter

nałogowego uzaleSnienia, daje się niekiedy odczuć obecność czegoś prawdziwszego, czegoś, co nie

ulega zepsuciu. Będą to jednak w najlepszym razie przebłyski, które szybko znikną pod warstwą

pozorów, gdy tylko w sprawę wmiesza się umysł. MoSe ci się wtedy wydawać, Se miałeś przez

chwilę coś bardzo cennego i zaraz to utraciłeś, lub teS twój umysł przekona cię, Se od początku było

to jedynie złudzenie. Prawda jest taka, Se ani nie było to złudzenie, ani nie moSesz tego skarbu

stracić. Jest on bowiem elementem twojego naturalnego stanu; umysł moSe go przesłonić, ale

zniszczyć nie zdoła. Nawet na zachmurzonym niebie świeci słońce. WciąS jest obecne, tyle Se ukryte

za warstwą chmur.

 

Budda powiada, Se przyczyną bólu czy teS cierpienia jest pragnienie, łaknienie, a jeśli chcemy od

bólu się uwolnić, musimy przeciąć więzy pragnień.

 

Przyczyną wszystkich pragnień jest to, Se umysł szuka zbawienia bądź spełnienia w sprawach

zewnętrznych i w przyszłości, próbując zapewnić sobie w ten sposób namiastkę radości Istnienia.

Dopóki jestem swoim umysłem, dopóty jestem teS pragnieniami, potrzebami, zachciankami,

przywiązaniami, wstrętami, i nie ma prócz nich Sadnego „mnie": jest jedynie pewna nieziszczona

moSliwość, niespełniona szansa, niewzeszłe ziarno. W stanie tym nawet moja tęsknota za wolnością

czy oświeceniem to tylko jedno z wielu pragnień przyszłego spełnienia czy teS zaspokojenia. Nie

staraj się więc uwolnić od pragnień, nie próbuj „osiągnąć" oświecenia. Bądź obecny tu i teraz. Bądź

obserwatorem umysłu. Zamiast cytować Buddę, bądź buddą, bądź „przebudzonym", bo słowo

buddha znaczy właśnie „przebudzony".

Ludzie tkwią w szponach bólu od całych eonów -odkąd ze stanu łaski upadli w sferę czasu i umysłu,

tracąc świadomość Istnienia. Właśnie wtedy zaczęli postrzegać samych siebie jako nic nieznaczące

drobiny w obcym wszechświecie, pozbawione związku ze Źródłem i z sobą nawzajem.

Ból jest nieunikniony, dopóki utoSsamiasz się z umysłem; innymi słowy -dopóki trwasz w

nieświadomości ducha. Mówię tu głównie o bólu emocjonalnym, który jest zarazem główną

przyczyną bólu fizycznego i schorzeń cielesnych. Uraza, nienawiść, litowanie się nad sobą, poczucie

winy, gniew, depresja, zazdrość i tym podobne, ba! choćby najlSejsza irytacja -wszystko to jest

bólem w rozmaitych postaciach. Wszelka przyjemność czy wzlot emocjonalny takSe zawiera ziarno

bólu: swoje nieodłączne przeciwieństwo, które z czasem się ujawni.

KaSdy, kto próbował narkotyków, bo chciał „odlecieć", wie, Se zawsze potem następuje zjazd,

zejście, a przyjemność przeistacza się w taki czy inny ból. Wiele osób wie teS z własnego

doświadczenia, jak łatwo i szybko związek intymny moSe ze źródła przyjemności zmienić się w

źródło bólu. Gdy patrzy się na to z wysoka, widać, Se oba bieguny -negatywny i pozytywny -to

tylko dwie strony tego samego medalu, składowe fundamentalnego bólu, nieodłącznie

towarzyszącego egotycznemu stanowi świadomości, w którym utoSsamiasz się z umysłem.

Są dwa rodzaje bólu: jeden stwarzasz w tej oto chwili, drugim zaś jest ból niegdyś powstały, wciąS

Sywy w twoim umyśle i ciele. W następnym rozdziale chcę mówić o tym, jak moSna zaniechać

stwarzania bólu teraźniejszego i rozpuścić ból wyniesiony z przeszłości.

 

 

 

Eckhart Tolle -Potęga teraźniejszości

 

Rozdział drugi

 

ŚWIADOMOŚĆ WYJŚCIE Z BÓLU

 

Nie przysparzaj bólu

 

Nikomu nie udaje się całkiem uniknąć bólu i smutku. Czy nie chodzi raczej o to, Seby nauczyć się z

nimi Syć niS ich unikać?

 

Ludzie na ogół cierpią niepotrzebnie. Sami stwarzają swój ból, dopóki umysł nie poddany obserwacji

kieruje ich Syciem.

Ból stwarzany tu i teraz bierze się zawsze z pewnego rodzaju niezgody, z bezwiednego oporu wobec

tego, co jest. Na poziomie myślowym opór ten przybiera postać osądu. Na poziomie emocjonalnym

będzie to taka czy inna postawa negatywna. Nasilenie bólu zaleSy od natęSenia oporu stawianego

teraźniejszości, ono zaś z kolei zaleSy od tego, jak bardzo utoSsamiasz się z własnym umysłem.

Umysł zawsze stara się negować teraźniejszość i przed nią uciekać. Innymi słowy, im mocniej

utoSsamiasz się z umysłem, tym więcej cierpisz. MoSna teS powiedzieć, Se im bardziej szanujesz i

uznajesz teraźniejszość, tym skuteczniej wyzwalasz się spod władzy bólu i cierpienia -a takSe

egotycznego umysłu.

Dlaczego umysł ma zwyczaj zaprzeczać teraźniejszości ; i wzbraniać się przed nią? OtóS dlatego, Se

nie moSe funkcjonować po swojemu ani sprawować władzy, gdy nie istnieje czas -czyli przeszłość i

przyszłość; niepoddane czasowi Teraz wydaje mu się więc groźne. Czas i umysł stanowią w gruncie

rzeczy niepodzielną całość.

Wyobraź sobie ziemię bez ludzi, zamieszkaną wyłącznie przez rośliny i zwierzęta. Czy na takiej

planecie nadal istniałaby przeszłość i przyszłość? Czy moSna by na niej w jakikolwiek sensowny

sposób mówić o czasie? Pytania w rodzaju „Która godzina?" lub „Który dzisiaj?"-gdyby w ogóle

ktoś jeszcze mógł je zadać -nic by nie znaczyły. Taki na przykład dąb czy orzeł przyjąłby je bez

odrobiny zrozumienia. „Jaka znowu godzina?" -zdziwiłby się. „PrzecieS to jasne, Se teraz jest teraz.

CóS poza tym istnieje?"

Umysł i czas są nam