Login lub e-mail Hasło   

Ranny w wypadku kościelnym 1

Jeżeli w konflikcie z systemem fakty działają na twoją korzyść to tym gorzej dla faktów. Historia oparta na autentycznym zdarzeniu.
Wyświetlenia: 6.929 Zamieszczono 26/11/2010
W słoneczny dzień Duchowny przyjeżdżał swoim samochodem przez małe miasteczko na północy Polski. Był tak zajęty rozmyślaniem o swoich diecezjalnych sukcesach, że na przejściu potrącił Pieszego, który niósł obiad dla niepełnosprawnego mężczyzny. Nieszczęśnik leżał na asfalcie w skręconej pozie i kałuży krwi. Najbardziej zdumiewające jest to co wydarzyło się później.
 
Duchowny wysiadł z samochodu, aby ocenić sytuację. Był zrozpaczony tym co zobaczył. Po przyjeździe policji Duchowny złożył zeznania. Osoby, które jechały razem z nim wystąpiły w roli świadków. Wszyscy jednomyślnie stwierdzili to samo: „To Pieszy spowodował wgniecenia w masce samochodu”.  Duchowny nie odzywał się. Jedynie z zatroskaną miną kiwał głową na potwierdzenie.
 
Na chodniku stał liczny tłum gapiów. Policjant  pozwolił kierowcy odjechać po czym podszedł do wciąż leżącego na jezdni człowieka. Kucnął przy nim i z powagą funkcjonariusza przemówił: „Obywatelu! Nie da się ukryć, że to właśnie pan spowodował  uszkodzenie samochodu. Muszę pana ukarać mandatem. Czy pan mnie słyszy? Czy pan jest przytomny?” Ktoś z tłumu uniósł się w oburzeniu: ”Ta sytuacja to jeden wielki nonsens. Ten człowiek został potrącony przez samochód, a teraz jest ciężko ranny i potrzebuje natychmiastowej pomocy, a nie pouczeń.” Policjant zdenerwował się i ostrzegł, że kwestionowanie czynności urzędnika państwowego jest występowaniem przeciwko autorytetowi władzy i może zostać surowo ukarane. Pomimo niezadowolenia po tych słowach tłum zamilkł.
 
Gdy policjant odjechał kilka osób rzuciło się, aby pomóc Pieszemu. Podnieśli go i zawieźli do lekarza, który pozszywał rany i opatrzył. Potem odwieźli go do domu i zapewnili opiekę. Ranny przez długo pozostawał w bardzo złym stanie fizycznym i psychicznym. Gdy trochę się pozbierał postanowił szukać sprawiedliwości. Odwołał się do sądu. Po długich miesiącach otrzymał w końcu odpowiedź i wezwanie na rozprawę.
 
Pieszy poszedł do sądu z nadzieją że sprawiedliwość zwycięży. Przedstawiciele prawa wyglądali poważnie i dostojnie. Rozpoczęła się rozprawa. Na pierwszego świadka powołano Duchownego, ale ten nie chciał wspominać tamtych chwil, gdyż były dla niego zbyt raniące. Sąd uszanował jego wrażliwość. Przemówiła natomiast liczna grupa świadków, których przyprowadził Duchowny. Pomimo, że wielu z nich w ogólne nie było przy wypadku byli bardzo zaangażowani w obronę duchownego. Wszyscy jednomyślnie potwierdzili: „To Pieszy uszkodził samochód Duchownego!”
 
Sąd uznał, że przy ogromie materiału dowodowego nie ma potrzeby przesłuchiwania Pieszego, gdyż i tak rozprawa trwa już zbyt długo, a fakty są jednoznaczne. Na koniec zostało wydany wyrok. Pieszy otrzymał: DOŻYWOTNI ZAKAZ POJAWIANIA SIĘ NA ULICACH MIAST, ABY ZAPOBIEC PODOBNYM INCYDENTOM W PRZYSZŁOŚCI. Poszkodowany nie wierzył własnym uszom. Nie przesłyszał się jednak. Tak właśnie postanowiono w jego sprawie.
 
Pieszy zniknął z ulic polskich miast. Prawie nikomu już nie pomaga, bo nie może wychodzić z domu. Większość ludzi nawet nie zauważyła jego zniknięcia, a ci co zauważyli wkrótce o nim zapomnieli. Natomiast Duchowny, który spowodował wypadek po raz kolejny otrzymał awans, bo mówił najpiękniejsze kazania o miłości jakie kiedykolwiek słyszano, a wierni jeszcze bardziej zabiegają o jego względy. Duchowny nigdy nie odwiedził Pieszego, ani innych których potrącił wcześniej, bo nie lubi rozdrapywać ran.
 
Pomimo, że zapisana w formie przypowieści, powyższa historia miała miejsce naprawdę. Doświadczyłem tego zdarzenia na własnej skórze. Poznałem mechanizmy manipulacji i przewrotną siłę systemu religijnego. Była to bolesna, wieloletnia lekcja życia. Cieszę się, że mam ją już za sobą. Na szczęście pozbierałem się i doszedłem do siebie. Dzięki temu doświadczeniu łatwiej jest mi wczuć się w położenie ludzi, którym dzieje się krzywda.
 
Maciej Strzyżewski

 

Ranny w wypadku kościelnym 2 jest już dostępny:

http://www.eioba.pl/a/43ve/ranny-w-wypadku-koscielnym-2

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1700
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 988
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1259
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 842
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 504
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1111
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 636
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 935
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 943
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1045
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 764
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 539
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1166
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  kev  (www),  26/11/2010

Macieju byłem przez chwilę pewien że to sam Mrożek do mnie pisze. Brak mi słów, powiem tylko jedno nie trać czasu na rodzinę, dziewczynę/żonę wyprowadzanie psa poprostu pisz ...

Dzięki za zachętę do pisania. Będę. Rodzina ma jednak na mnie znakomity wpływ. Mam żonę anioła, chociaż brunetka, oraz dwie córeczki, które stanowią moją bazę emocjonalną dzięki której mogę być tym kim jestem i osiągać to co mam.

  memnik  (www),  02/12/2010

Ciągle jest Pan, Wójt i Pleban. I tylko Pleban jest całkowicie niezależny od zmian systemu. Parafrazując "Psy" - czasy się zmieniają ale Wielebny zawsze jest w komisjach ;)

Wszak każda władza, a w tym, sądownicza, dana jest od Boga. Nie pytaj więc Macieju: "Dlaczego'?
Lecz; Po co (...)?

  Hamilton,  27/11/2010

To tylko wgniecenie i obyło się bez mandatu. Pieszy miał wiele szczęścia, bo na pasach. Gdyby został rozjechany na szosie przez wielebnego, wpadł przez przednią szybę i został wyrzucony tylną mógłby zostać skazany na wieloletnie więzienie za włamanie i ucieczkę. " Procesy " Franza Kafki zdarzają się częściej niż się nam wydaje.

Komentarz stulecia! O mało nie umarłem ze smiechu. Wciąż mam łzy w oczach. Dzięki.

Zapomnieć raczyłeś o ewentualnej nienaruszalności cielesnej.Aż strach się bać co by się działo ,gdyby w razie przelotu zerwał dyndający się krzyżyk...W ""straszburgu" i bez tego mają z nami nadto kłopotów.

Mój kolega był notorycznie katowany przez swoich kolegów (?) z klasy. Kiedyś zmasakrowali go tak, że aż zauważyła to nauczycielka. W rezultacie wpisała mu do dzienniczka uwagę, że pobrudził ją krwią.
Kolega nie próbował dochodzić sprawiedliwości. Zamiast tego zaczął trenować sztuki walki. A później wyłapał swoich prześladowców - jednego po drugim...

Przypowieść jak najbardziej odzwierciedlająca absurd polskiego systemu sądownictwa... i jeszcze bardziej swoiście pojmowanego przez niektórych przykazania miłości bliźniego... i świetnie napisana!

Racja ! Pieszy miał wiele szczęścia , że trafił na tak miłosiernego kapłana . Za atak na duchownego [tj. przecież na "głosiciela Chrystusa" , tak więc jest to atak na samego Chrystusa , czyli na Boga , tak więc owy pieszy może być postawiony na równi z diabłami ] to sam ksiądz powinien mu później wytoczyć proces za taki bluźnierczy akt...
No i pieszy dostałby wezwanie ale , że nie może wyjś ...  wyświetl więcej

Nie ma letko ten duchowny. Blacharka co rusz do remontu. Nie chciał bym
kupić samochodu od niego. Pewno często musi zmieniać auta. Nie mają
wstydu
ci piesi na przejściach. (albo po przejściach)
Art w pożo.
Krzysiek.

Polecam stronę SJP.PL, można tam znaleźć ciekawe rzeczy, między innymi poprawną pisownie takich słów jak leTko i wpoŻo:)

jeżeli ktoś jest bez skazy niech się wypowie

Ten tekst jest tak niewiarygodny, że aż trudno w niego uwierzyć. Jak dla mnie cała ta historyjka jest wyssana z palca.

Jakze na czasie!
Jestes wizjonerem niebezpiecznym dla wszystkich duchownych prowadzacych samochody.

"Zakaz pojawiania sie na ulicy" - "genialny" wyrok. Cos podobnego moglby sie zrodzic wylacznie w umysle Mrozka, Haska, Ionesco albo Orwell'a...
Gratulacje i dzieki za inspiracje...

P.S.
Na milosc blizniego jak moglem przegapic ten tekst.... ?



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska