Login lub e-mail Hasło   

„Irak przetrzymałem...”

Tadeusza Solarczyka poznałem w 1983 roku, kiedy już bardzo chorował. W kilka miesięcy później zmarł.
Wyświetlenia: 1.176 Zamieszczono 31/01/2011

 

 

 

Mieszkał w Schodni Starej w pobliżu Ozimka, w domu, który wyburzono. Pozostała tylko olbrzymia hałda - pozostałość po bankrutującej Hucie Małapanew.

- Niech pan nie męczy męża w czasie rozmowy – poprosiła mnie wówczas  żona pana Tadusza Julia. - Trzęsie go  malaria – wyjaśniła usprawiedliwiając swoją prośbę.

W fotelu otulony pledem siedział siedemdziesięciokilkuletni mężczyzna. Na mój widok uśmiechnął się. Podał mi bladą i drżącą rękę.

- Nie wierzę, żeby w tej Polsce opublikowano  moje zeszyty. Za dużo tam krytyki Sowietów – dodał z odrobiną rezygnacji.

Trafiłem na niezwykły dokument sprzed 60 lat, zawierający 8 zeszytów. Na reporterską relację podporucznika Polskiej Armii na Wschodzie, z którą przemierzył  cały szlak bojowy.

 

XXX

Persja,sierpień

Od dwu dni jestem w Persji. Wreszcie zdołaliśmy się wyrwać z Rosji bolszewickiej, w której tyle doznaliśmy złego. W Krasnowodzku musieliśmy  przesiedzieć prawie dwa dni na piasku, w morderczym skwarze, głodni bez dostatecznej ilości wody. Dwudziestego po południu przeszliśmy jeszcze sześć kilometrów  brzegiem morza do właściwego portu. Tu wsiedliśmy na statek towarowy o wyporności około 8 tys. ton. Statek tak zapełniono, że trudno było przejść z dziobu na rufę. Około drugiej w nocy 21 sierpnia odbiliśmy od brzegu. Morze Kaspijskie przez cały czas naszej podróży było spokojne. Wczoraj tj. w sobotę przed czwartą dopłynęliśmy do portu Pahlewi. Statek zacumował na kotwicy, jednak daleko od brzegu. Nastąpiło przeładowanie na mniejszy statek, który dowoził do mola.

Port Pahlawi ma mało  urządzeń technicznych, robi wrażenie pięknej miejscowości kąpieliskowej z ładnymi plażami. To już inny świat z bogatymi willami, alejami, świat tonący w kwiatach. Od razu rzuca się w oczy zasada prywatnej własności, wolnego handlu, wolności osobistej obywateli. Olbrzymie wrażenie zrobił na nas widok sklepów i straganów pełnych chleba, wędlin, owoców, czekolady itd., niegdyś zwyczajny w Polsce, widok od którego tak odwykliśmy w Rosji. Ludzie po prostu nie wierzyli własnym oczom. Bali się, że czar pryśnie jak mydlana bańka, zaś owe bogactwa znikną zanim sięgną po otrzymane pieniądze. Kupowaliśmy, żeby nie tylko zaspokoić głód żołądków, ale i oczu.

Polska baza operacyjna napawa mnie dumą: olbrzymie tereny nad brzegiem morza zajmują obozy dla wojska i ludności cywilnej ewakuowanej z Rosji. Tak żołnierze, jak i cywile, przechodzą kwarantannę.

Już ponad tydzień jesteśmy na perskiej ziemi. Dziś, to jest 30 sierpnia, dotarł ostatni transport naszej dywizji. Odpoczywamy. Do zdrowia i sił dochodzimy po chorobach i wycieńczeniu w Rosji. Mieszkamy nad brzegiem morza, kąpiemy się do woli. Racje żywnościowe są naprawdę duże. Życie jak w raju.

Jesteśmy już w nowym miejscu. Przebyliśmy czterodniową, wcale nie lekką podróż samochodami. Dnia 3 września o szóstej rano wyjechaliśmy z Pahlawi samochodami przedsiębiorstwa transportowego, którego właścicielem jest Polak, jak nam powiedzieli cywilni szoferzy Persowi. Jechaliśmy zwykłymi ciężarowymi samochodami od 22 do 30 ludzi na wozie. Była to moja pierwsza tak długa podróż samochodem (...) Jakieś 50 km przed granicą Iraku wjeżdżamy znów w potężne pasmo górskie. Droga wznosi się lub opada serpentynami. Po obu stronach bardzo strome skały, głębokie wąwozy. Te góry to najdziksze z dotychczas widzianych. Mieszkają w nich Kurdowie. Krajobraz się zmienia. Przechodzi w pagórkowatą wyżynę. Po raz pierwszy w swoim życiu widzę gaje palmowe. Punkt graniczny. Strażnica perska okazała, iracka – gliniany domek. Persję mamy za sobą. Nasz obóz leży jakieś trzy kilometry od miasta, nieznanej mi jeszcze nazwy. Dopiero się rozpakowujemy i urządzamy. Jest mi bardzo gorąco i nie mogę ugasić pragnienia! Nasze miejsce postoju to Khanagin. Jest to mała mieścina odległa od naszego obozu z trzy kilometry. Domy prawie wszystkie gliniane. W pobliżu miasta są ogrody i sady palmowe, a także pomarańczowe. Mieszkamy w namiotach. Są lepsze od rosyjskich, gdyż mają podwójne dachy i dlatego lepiej izolują wnętrze od żaru słonecznego. Nie wiem

jak na wiosnę, ale obecnie we wrześniu na polach nic nie widać. Dookoła rozciąga się pustynia. Nad rzeką i w dolinkach są nędzne arabskie wioski na ogół o bardzo mizernym zadrzewieniu. Upały są olbrzymie. W związku z nimi obowiązuje tu tak zwana przerwa tropikalna – od godziny 10 do 16. W tym czasie nie odbywają się żadne zajęciu w terenie, chyba że należy wykonać jakąś nieodzowną  pracę. Całe szczęście, że półtora kilometra od naszego obozu płynie rzeka Sirwan, w której dwa razy dziennie kąpiemy się. Wyżywienie jest dobre, a za żołd możemy dokupić jeszcze inne produkty. Tu muszę zaznaczyć, że szczególnie żołnierze kupują zegarki. Codziennie, gdy otrzymuję przydział żywności przychodzą mi na myśli moje dzieci. Co dałbym za to, by one mogły otrzymać tę moją puszkę mleka lub kiść winogrona.

Znów przeszło kilka dni i duże uroczystości mamy poza sobą. Pierwsze z nich było święto dywizyjne. Dywizja nasza powstała we wrześniu 1941 roku w Tockoje, toteż na dzień  święta dywizyjnego wybrano 29 września. Jest to nie tylko rocznica ukończenia organizacji dywizji, lecz także święto patrona Małopolski Wschodniej Lwowa – św. Michała. Nasza dywizja przybrała nazwę „Dywizja Lwów”.  Dzień ten jest również dniem imienin naszego dowódcy dywizji – generała Michała Koraszewicza – Tokarzewskiego. Na program obchodów święta złożyła się msza święta, defilada i wieczorem ognisko. Na uroczystości był generał Zając.

Dziś (tj.1 października 1942 r.) był znów przegląd dywizji przez dowódcę Armii Polskiej na Wschodzie – generała Władysława Andersa, który złożył nam życzenia z okazji święta dywizji, jak również wyraził zadowolenie, iż znaleźliśmy się w tym miejscu po to, żeby przygotować się do walki z wrogiem.

Żołnierze wiwatowali na widok dowódcy. Ostatnio przybywają tu polskie oddziały, które walczyły w Libii, a więc Brygada Karpacka i resztki oddziałów z Rosji. Między oddziałami wywiązała się rywalizacji i licytacja zasług. Nasza dywizja, która była w najcięższych warunkach, chce wykazać co najmniej swoją równorzędność. Musze się pochwalić, że już dziś zarysowuje się nasze przodownictwo w dyscyplinie i wychowaniu żołnierzy. Oby tę rywalizację żołnierzy wykorzystano we właściwy sposób, dla dobra kraju.

5 października

Dziewięć  lat temu  w Kościele św. Elżbiety we Lwowie wziąłem ślub z Juluśką. Dziś niestety dzielą nas tysiące kilometrów i tylko myślami mogę być przy niej.

Do Iraku, a właściwie w okolice Khanagin i Qiril Ribalu, przybyły już prawie wszystkie oddziały ze  Związku Sowieckiego , Palestyny, Syrii i Egiptu. Z tych wszystkich oddziałów powstanie jedna wielka Armia Polska na Wschodzie; nowe dywizje, złożone nie z pułków, lecz z brygad piechoty wzmocnione większą siła artylerii. Powstaną również brygady pancerne i inne oddziały  specjalne. Stąd też odbędzie się pewna reelekcja tak szeregowych jak oficerów. Jednakowoż my oficerowie jesteśmy w trudnym położeniu, gdyż znalazło się tutaj o wiele więcej niż jest etatów w formowanej armii. Być może wielu oficerów przeniosą do formacji zaplecza, albo nawet w stan spoczynku. Mnie to chyba nie grozi ze względu na wiek i dobrą opinię.  Chcę być w wojsku w jego formacjach liniowych. Krążą pogłoski, że weryfikacja oficerów to nic innego jak próba oczyszczenia przez Władysława Sikorskiego przyszłej armii z byłych oficerów legionowych i zwolenników pomajowego reżimu.

Niedługo więc pozostajemy jeszcze w organizacji pułku – przyjdą zmiany i może inni koledzy, dlatego dotychczasowym chciałby poświęcić nieco miejsca.

Przez prawie cały czas  mojego pobytu  w wojsku byłem w

2 kompanii ckm. Jej dowódcą był Eugeniusz Pałka, nauczyciel z Bielska. Ode mnie starszy, kawaler. Ma za sobą kampanię 1919 i 1920 roku oraz niewolę bolszewicka w 1920 r. Jako dowódca frontowy byłby może ode mnie lepszy, jeżeli chodzi o wyszkolenie kompanii, ale dzięki większej ilości ćwiczeń mam sporo więcej wiadomości. Żyliśmy ze sobą w wielkiej zgodzie, a nawet wyczuwałem często, że podporucznika Pałka chce mnie oszczędzić i w niektórych pracach, bez żadnych starań z mej strony, kazał mnie zastępować innymi kolegami. Także   w Rosji czułem jego przychylność i opiekę. Inni koledzy w kompani, dowódcy plutonów, zmieniali się. Najbardziej zżyłem się z podporucznikiem Aleksandrem Obuchochowiczem, nauczycielem z Wileńszczyzny. Niestety obecnie jest on w innej kompanii.

Dowódca batalionu kapitan Józef Pittner, jedyny oficer zawodowy, był ogólnie lubianym. Wesoły, stary legun, potrafił nas wszystkich przepić – cieszył się u nas dużym mirem i robiliśmy wszystko, by nie zasłużyć u niego na jakąkolwiek przyganę.

23 października

Rok służby w wojsku polskim mam poza sobą. Obecnie jestem oficerem inspekcyjnym pułku. Obecnie siedzę w namiocie kancelaryjnym. Przed chwilą przebrzmiały piękne dźwięki   naszego capsztyku.

29 października

Zmieniliśmy miejsce postoju, a mianowicie przenieśliśmy się o 30 km na południowy zachód w okolice miejscowości   Qiril Ribał. Jest to mała mieścina arabska. Niedaleko tej miejscowości stoi dowództwo Armii Polskiej na Wschodzie, a dalej rozciągają się obozy naszej dywizji i innych armijnych oddziałów. Obóz nasz znajduje się obecnie na równej nizinie. Podobnie jak w Khonaginie dookoła pustynia. Niestety do rzeki jest dalej, a sam dostęp niewygodny. Z naszego pułku powstał 18 Baon Strzelców, wchodzący w skład 6 Brygady. Z dawnych żołnierzy pułku w batalionie pozostała niespełna połowa. Podobnie jak i oficerów. Z naszej dawnej kompanii ckm do nowego baonu przeszli tylko Obuchowicz, Żochowski i ja, zaś podporucznik Pałka poszedł na dwuletni urlop do Palestyny. Otrzymałem przydział do 3 kompanii strzeleckiej. Jestem dowódcą 1 plutonu. Jak na razie nie ma jeszcze dowódcy kompanii. Zastępcą jest podporucznik Bychowiec,  zaś dowódcami innych plutonów: podporucznik Szostak i Waligórski. Zobaczymy jak mi się będzie z nimi współpracowało?

12 listopada  1942 r.

Wczoraj obchodziliśmy święto niepodległości w nowo organizowanej 6-stej  Samodzielnej Brygadzie Strzelców.

  9 maja 1943 r. Kirkuk

Trzy dni temu zakończył się nasz kurs sanitarny dowódców kompanii i plutonów. Ukończyłem go z wyróżnieniem z czego jestem bardzo dumny. Na koniec kursu zamiast przyjęcia zebraliśmy 150 dinarów na jeńców wojennych w Niemczech i 23 dinary na Polaków w Rosji. Wyjechaliśmy  7 maja rankiem z Khanaginu i popołudniem dotarliśmy do Kirkuku. Jazda samochodem była dość monotonna, po równinie. Teraz jest ona jeszcze porosła trawą, a nawet gdzieniegdzie widziałem zboże: jęczmień i owies, ale wnioskuję, że za jakiś miesiąc będzie tu szczera pustynia. Przejeżdżaliśmy obok grzbietu górskiego, natrafiliśmy także na rzekę, bodajże Dialę. Kąpiel w niej orzeźwiła nas na chwilę. W Kirkuku jeszcze się nie rozpatrzyłem, ale na pierwszy rzut oka widać, że znajdują się tu duże pokłady ropy naftowej. Charakterystyczne, że nie ma tu europejskich wież wiertniczych. Rafinerie i zbiorniki mamy dookoła.

W kompanii jeszcze nie pracowałem, gdyż przechodzę znów malarię. Prawie wszyscy oficerowie mieszkają w pojedynczych namiotach, więc ja także mam swoje gniazdko, do którego zdaję się będę bardzo przywiązany, a  to z tego powodu, że daje mi ono schronienie przed ostrymi promieniami słońca.

22 maja 1943 r. Bagdad

Jestem dość niespodziewanie w mieście Kalifów. Otrzymałem siedmiodniowy urlop wypoczynkowy, więc postanowiłem zwiedzić miasto i poznać jego osobliwości. Przy tym musieliśmy z kolegą Zajączkowskim użyć nawet pewnego podstępu. Do Bagdadu w sprawach prywatnych dostać się prawie nie  można – poprosiliśmy więc o urlop w Mosulu, a że  do tego miasta jedzie się przez Bagdad, więc trafiliśmy tam, gdzie chcieliśmy. A więc trochę o Bagdadzie. Jestem właściwie nim rozczarowany. Naprawdę wygląd europejski ma tylko Aleja Rashida i aleja za mostem króla Fejsala, ale i te główne ulice nie przewyższają wyglądem, ani bogactwem wystaw ulicy Mickiewicza, czy 3 Maja w Tarnopolu, a ze Lwowem, czy z innymi większymi  polskimi miastami to nie ma porównania. Mieszkam niby w najokazalszym hotelu „Tygrys”, ale i w nim trafia się sporo niedociągnięć, chociaż jest silenie się na komfort. W ogóle widzę dookoła wielkie zaniedbania i kto wie, czy dadzą się już one odrobić. Miasto jest wspaniale położone nad rzeką Tygrys i to położenie moim zdaniem jest niewykorzystane. A powinna tu być przystań kajakowa, pływalnia oraz plaża. To teraz ma Bagdad jedyną okazję, żeby się zareklamować i wzbogacić. Teraz kiedy na skutek wojny znalazło się w mieście dużo wojska angielskiego, polskiego, a nawet amerykańskiego. Jest również dużo osób cywilnych, zwłaszcza z Polski i Anglii. Trudno uwierzyć, lecz w tym mieście brakuje parku. Wiem, że temu wszystkiemu winno zacofanie spowodowane religią mahometańską oraz położeniem geograficznym. Nie krytykuję  tego, po prostu opisuję. Dominuje tandeta w  ubiorach, w wyrobach jubilerskich. Razi również niesolidność, a w szczególności wszędobylski brud. Jutro zobaczę muzeum i katedrę, to być może zmienię  trochę swoją opinię. Jeszcze muszę wspomnieć o kobietach Bagdadu. Żołnierze żyjąc w znanych warunkach obozowych, jadąc do Bagdadu liczą, że za zobaczą, zapoznają lub nawet nawiążą kontakty, nie wyłączając intymnych, z tutejszymi niewiastami. Tymczasem w okresie dwóch dni nie dostrzegłem żadnej ładnej kobiety. Wprawdzie dużo ich chodzi z zakrytymi twarzami, ale nawet niezłośliwi twierdzą, że są to te najbrzydsze. Naprawdę  jest tu odmienna rasa ludzi, no i mnie żadna na razie mi nie zaimponowała. Zresztą gdybym zobaczył jakieś „cudo Wschodu” to zachowałbym się wobec niej chyba nie inaczej, jak wobec artystki na ekranie. Ale nie żałuję, iż tu przyjechałem, gdyż w obozie bym się nudził.

6 czerwca 1943 r. Kirkuk.

Cztery dni temu generał Władysław Sikorski drogą przez Kair przybył do Kirkuku. Odbyło się uroczyste nabożeństwo, w którym uczestniczyły wszystkie oddziały naszej V Kresowej Dywizji. Naczelny wódz w samochodzie dokonał przeglądu wszystkich oddziałów dywizji. Mszę świętą odprawił ksiądz biskup polowy Gawlina, który wygłosił niezwykle patriotyczne kazanie. Przemawiał również generał Władysław Sikorski. Zapewnił nas, że zaprowadzi nas do Polski większej i silniejszej jaką była dotychczasowa.

10 czerwca

Wczoraj armijny teatr wystawił dla  naszej brygady spektakl pod tytułem „Tu jest Polska”. Chociaż gra aktorów nie była nadzwyczajna, to treść sztuki dotyczyła warunków życia i walki Polaków pod okupacją.

11 czerwca.„Rozdzwońcie się nade mną wszystkie szczęścia dzwony!” Tak mogę krzyczeć słowami wiersza naszego domorosłego poety kolegi Radzisza. Dziś jestem tak szczęśliwym, jak czułem się wówczas, gdym wracał do armii z życia w niewoli. Oto wczoraj otrzymałem list  od mojej Juluśki  za pośrednictwem Czerwonego Krzyża. Żona pisze: „Jestem z dziećmi u sióstr. Powodzi się nam dobrze. Ja pracuję, cała rodzina żyje. Marysia chodzi do szkoły. Miecio bardzo duży. Całujemy – Julia i Dzieci”. Co to za szczęście, że żyje cała moja rodzina. Czytam ten list po raz setny i roztrząsam te kilka zdań.

24 czerwca

Jednostajnie, powoli i trochę nawet ciężko płynie nasze życie na irackiej pustyni. Powoli jest to pojęcie względne, lecz dla mnie wszystko jest wolne, monotonne. Chociażby to, iż za długo trwa gorący dzień, za  długo trwa bezsenna noc, a najgorsze jest to, że tak długo trwa nasza tułaczka po obcych krajach. Życie jest tu ciężkie. Bynajmniej nie z braku jedzenia, ubrania czy pieniędzy. Te czasy minęły. Dziś nikt nie jest głodny, powiem więcej: że mamy tu nawet wygody. Doskwiera nam klimat: upał jest niewyobrażalny. Upały dochodzą do plus 70 stopni. Dziesiątkuje nas porażenie słoneczne i wszystkie dolegliwości związane z przegrzaniem organizmu. Najgorsza jest jednak tęsknota za najbliższymi, za Polską.

Ostatnio dużo piszę. Chcę swój pamiętnik wysłać na konkurs „Orła Białego”. Przepisuję więc go od początku, a przy tym pomijam pewne rzeczy osobiste, gdyż nie będą one miały znaczenia w konkursie.

5 lipca

Dziś dotarła do nas Hiobowa wieść. Wczoraj wieczorem w Gibraltarze zginął w katastrofie lotniczej generał Władysław Sikorski. Zginął Człowiek, który w imieniu Polski, miał coś światu do powiedzenia. Zostaliśmy  pozbawieni autorytetu, jest to największa klęska po 1939 roku. Nie wiem czy płakać, czy zgrzytać zębami, gdyż dochodzą wieści, że był to prawdopodobnie zamach. Z czyjej strony? Niemieckiej? Rosyjskiej? Czy też innej?

8 sierpnia 1943 r.

Dobiegają ostatnie dni naszego pobytu w Kirkuku i w ogóle w Iraku. Cała Armia Polska na Wschodzie przenosi się do Palestyny. Obecnie przenoszą się dywizje: nasza i Karpacka. Nasz baon jako trzeci rzut brygady wyjeżdża w najbliższy wtorek o godzinie 5 rano. Jedziemy do południowej Palestyny w okolice Gazy. Cieszymy się zmianą. Pustynia iracka, jej monotonia, upały trudne do wytrzymania, bardzo nam dokuczyły. Mówią, że w pobliżu Gazy są piaski, ale wszyscy liczą na Morze Śródziemne, które łagodzi upały.

Można powiedzieć, że Irak przetrzymałem.

 

Epilog (zeszyt 8)

23 maja 1947 r. Tairford.

Dziś ukończyłem 38 lat. Osiem lat życia tułacza - z miejsca na miejsce. Zdawałoby się, że to niedawno było, gdy jako 30 letni mężczyzna  miałem wielki plany, tymczasem wojna zniweczyła prawie wszystko. W tej wielkiej wędrówce jedno było bezcenne: nauczyłem się cenić szlachetnych ludzi, spokój życia domowego i miłość jedynej kobiety- mojej żony Julii.

20 lipca 1947 roku. Londyn. Prawdopodobnie jestem przedostatni raz w Londynie. Piszę po raz ostatni, bo mam zamiar wyjechać do Polski. Dziś staję wobec przyszłości ciężkiej i zagadkowej. Wracam do kraju, gdyż życie bez rodziny zaczyna mnie naprawdę męczyć do granic wytrzymałości psychicznej. Może czeka mnie Sybir, albo inne szykany? A może uniknę tarapatów i spokojnie będę żył i pracował?

29 lutego 2010 r. Ozimek.

Mieczysław Solarczyk, syn Tadeusza:- Ojciec wrócił do Polski na Mikołaja 1947 roku. Przed wojną mieszkaliśmy w Zborowie w dawnym województwie tarnopolskim, gdzie ojciec był kierownikiem szkoły powszechnej. Po wojnie powierzono mu kierownictwo Szkoły Podstawowej w Schodni Starej w pobliżu Ozimka. Był znakomitym nauczycielem geografii
i historii. Kiedy napisał podręcznik metodyczny do nauki geografii, awansowano go na inspektora oświaty. W latach sześćdziesiątych, aż do emerytury, pracował jako starszy wizytator w opolskim kuratorium.

Zmarł w dniu swoich imienin - 28 października 1983 roku.

Leży pochowany na cmentarzu w Ozimku. Obok niego -  żona Julia.

Chciałbym jeszcze powiedzieć coś co zapamiętałem z opowiadań ojca. Stosunki polskich żołnierzy z miejscową ludnością w Iraku były przyjazne, a wynikało to z tego, że Polacy doskonale rozumieli biedę, gdyż sami jej doświadczyli. Taki drobiazg: Polak częstował Irakijczyka papierosem z paczki lub mu go podawał, Anglik lub Amerykanin natomiast – rzucał papierosa na ziemię.

Przygotował: Jerzy Przyłucki

12

Podobne artykuły


11
komentarze: 40 | wyświetlenia: 467
11
komentarze: 32 | wyświetlenia: 474
11
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1721
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 514
10
komentarze: 8 | wyświetlenia: 735
10
komentarze: 5 | wyświetlenia: 961
9
komentarze: 5 | wyświetlenia: 625
9
komentarze: 12 | wyświetlenia: 486
9
komentarze: 4 | wyświetlenia: 577
9
komentarze: 2 | wyświetlenia: 314
9
komentarze: 20 | wyświetlenia: 451
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 587
9
komentarze: 0 | wyświetlenia: 315
9
komentarze: 124 | wyświetlenia: 376
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 619
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Dziękuje za zamieszczenie tej bardzo interesującej relacji.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska