Login lub e-mail Hasło   

Abizjana wygryzła

Niektórzy twierdzą, że istniała już wcześniej i służyła słodkiemu terroryzowaniu wszystkich dzieci, które spędzały wakacje w przestronnym mieszkaniu nad zakładem fotograficznym
Wyświetlenia: 1.373 Zamieszczono 24/02/2011

Słomianą matę na ścianie w kuchni cioci Anastazji wygryzła Abizjana. Działo się to w ponurej kamienicy, o przeraźliwie trzeszczących schodach i chłodnej sieni. W jednym z małych miast gdzie piętrzące się na wzgórzu ziemne tarasy świadczyły o chwalebnej winiarskiej tradycji. Na samym szczycie stało kasyno, które już nie było kasynem. Na dole płynęła wielka rzeka, a po niej sunęły ostatnie barki, jeszcze niżej w czystej wodzie małego kanału połyskiwały małe rybki i raki. Na brzegu groźnie zęby szczerzył wodny bożek uzbrojony w trójząb. Poniżej malownicza sterta butelek była namacalnym dowodem, że jak mówiła ciocia, pożera on pijaków.

 

Geneza samej Abizjany tyczy się zamierzchłych czasów, przez co mam na myśli lata mniej więcej 70-te XX wieku. Wtedy to, jednego upalnego lata, z nieużywanego strychu zaczęły dochodzić niepokojące dźwięki- szelest, skrzypienie, tupanie. I tak narodziła się Abizjana, chociaż niektórzy twierdzą, że istniała już wcześniej i służyła słodkiemu terroryzowaniu wszystkich dzieci, które spędzały wakacje w tym przestronnym mieszkaniu nad zakładem fotograficznym. Ja byłam ostatnim dzieckiem, któremu było dane zaznać tej mrocznej atmosfery, zasypiać, ze świadomością, że gdzieś nad moją głową żyje czarownica o imieniu Abizjana, która niegdyś wtargnęła do kuchni i krzywymi zębami obgryzła słomianą matę na północnej ścianie.

 

Kilkaset kilometrów dalej żyła Moja Sarenka, której codziennie zostawiałam sianko pod tują rosnącą w ogrodzie. Wprawdzie dziś nie wiem skąd brałam to siano, ale niewątpliwie codziennie zostawiałam jej świeże. Moja siostra nie miała własnej sarenki, ale za to widziała Hałabałę. Z krasnalami zresztą rzecz miała się tak, że na wiosnę wynosiły mech do przewietrzenia. Więc w lesie trzeba było uważać, żeby nie nadepnąć komuś na kołdrę przypadkiem. Bo krasnale zostawiały nam cukierki pod spalonym przez piorun drzewem, przy lasku, w którym pochowany był mój pierwszy pies. W lodowych zamkach na przemarzniętej trawie, u schyłku zimy kuliły się kryształowe elfy kurczowo trzymając się życia. A ja lizałam olbrzymie sople. Najbardziej przereklamowaną zabawą były lalki. Szybko zrozumiałam, że o wiele fajniej jest szyć im ubrania niż je w nie ubierać.

 

Nienawidzę słuchać o tym, że moich znajomych nie stać na dzieci. Bo przecież dziecku trzeba zapewnić jedzenie, duży pokój, dwie tony zabawek, niewygodne markowe ciuchy - o ironio - szyte w Chinach, wakacje w Hiszpanii od najmłodszych lat, wanienkę z wmontowanym termometrem, łóżeczko w odpowiednim kolorze, a potem jeszcze nowy telefon co chwilę, komputer, ipoda i całą resztę badziewia, o którym już zapomnieliśmy do czego miało pierwotnie służyć. Dziecku trzeba przede wszystkim zapewnić miłość i możliwość rozwoju. Rozwoju zdolności, a nie chęci posiadania.

 

A tu krótki film, który przypominał mi jak pięknie kiedyś było wierzyć w to co ukryte przed oczami ludzi.

Podobne artykuły


25
komentarze: 55 | wyświetlenia: 7627
33
komentarze: 13 | wyświetlenia: 11249
50
komentarze: 17 | wyświetlenia: 55489
37
komentarze: 36 | wyświetlenia: 3934
37
komentarze: 60 | wyświetlenia: 13089
34
komentarze: 20 | wyświetlenia: 3289
32
komentarze: 38 | wyświetlenia: 48147
31
komentarze: 30 | wyświetlenia: 5901
31
komentarze: 14 | wyświetlenia: 2569
29
komentarze: 20 | wyświetlenia: 4558
31
komentarze: 31 | wyświetlenia: 5380
29
komentarze: 8 | wyświetlenia: 2491
28
komentarze: 12 | wyświetlenia: 2631
27
komentarze: 31 | wyświetlenia: 2842
 
Autor
Artykuł



Cudne! Zastanawiałam się nad Abizjaną... chyba każdy z nas jakowąś miał w dzieciństwie. I smutne jest to, że niektórzy myślą, że dzieci oczekują tych wszystkich gadżetów... czas spędzony z dzieckiem na zabawie, rozmowach, wycieczkach i rozwijaniu wyobraźni podsycającej bogactwo wewnętrznego świata jest najważniejszy...

  Korozja,  28/02/2011

Najbardziej mnie boli, że teoretycznie każdy wie, że lepiej być niż mieć, ale kupuje dzieciakom niezliczoną ilość śmieci zastępujących wychowanie byleby nie odstawały od reszty :/ Kolejne osoby robią tak samo i na własne życzenie fundują małe, szkolne piekiełko.

Po prostu im się nie chce poświęcić czasu... nie wiedzą co tracą... ja jestem w fazie rozpoczęcia projektu budowy "podwórka dla kota" pomysłu mojej latorośli 7 letniej. Syn przyszedł do mnie z tym pomysłem, a ja się do tego zapaliłam, widząc lekcję wychowawczą i potencjał twórczo-rozwojowy. Materiał budulcowy (drewno, kątowniki, itp.) z Castoramy, wybierany wspólnie na stworzenie kociego wyszaleje ...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  08/03/2011

Moniko, ale masz piękny, urzekający awatar... kocham Stare Czasy!



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska