Login lub e-mail Hasło   

Adam Pilch „Byłem przechodniem” – opis spotkania w Klubie Księgarza

Życie jest drogą, a my jesteśmy na niej przechodniami. Jak przejdziemy tę drogę? Czy jesteśmy też uczestnikami i twórcami, a jeżeli tak to, co po nas zostanie?
Wyświetlenia: 1.549 Zamieszczono 13/04/2011

     Czwartego kwietnia w Klubie Księgarza na rynku staromiejskim w Warszawie odbyła się promocja książki „Byłem przechodniem”. To zbiór około dziewięćdziesięciu wybranych kazań księdza kościoła ewangelicko-augsburskiego Adama Pilcha. Tego wieczoru miałem okazję przejść tamtędy i zostałem na tym spotkaniu.

     Adam Pilch nie jest już zdecydowanie przechodniem, doszedł tam, dokąd zmierzał świadomie, choć z pewnością nie spodziewał się jak szybko i tragicznie to nastąpi. Zginął w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem rok temu. Czy był wyjątkowy spośród tych dziewięćdziesięciu osób, które zginęły? A jeżeli był wyjątkowy, to w jaki sposób i dla kogo? I czy także dla nas?

     Autor kazań był „przechodniem”, tak siebie określał. My wciąż jeszcze jesteśmy ludźmi idącymi przez życie, nawet jeśli nie wierzymy w istnienie lepszego świata i nazywamy to, co czeka wszystkich na końcu tej drogi, banalnie zejściem i nie chcemy o tym myśleć. Na pewno pragniemy nazywać siebie inaczej, uczestnikami tego, co dzieje się wokół nas. I faktycznie jesteśmy tu także uczestnikami, ale bardziej i częściej w zwykłym tego słowa rozumieniu przechodniami.

     Pozostaje nasza banalna codzienność. Co może nas spotkać w czasie tej wędrówki od dzieciństwa do starości i jak to, co przyjdzie przyjmiemy? Wreszcie, jak patrzymy na rzeczywistość i otaczający nas świat. Czy staramy się coś zauważyć? Czy tylko drepczemy przez życie, chcąc jedynie by nie było nam źle? Czy w naszym życiu kazania Adama Pilcha mogą być nam potrzebne?

     Żona Adama Pilcha, Kornelia rozpoczynając spotkanie, powiedziała, że ta książka powstała z potrzeby tkwiącej w ludziach żyjących, w ich rodzinie i to było siłą napędową do powstania tej publikacji. To z jej inicjatywy powstała ta książka. Jest ona także ważna dla wiernych parafii ewangelicko-augsburskiej Wniebowstąpienia Pańskiego w Warszawie, w której autor kazań był proboszczem, a kazania były podziwiane. Ta książka może być także dla nas wszystkich. Jeśli wyda się nam na jakiś sposób potrzebna i wartościowa.

     Wstępem opatrzył książkę Jerzy Pilch i na tym spotkaniu powiedział kilka słów o nieobecnym autorze. W dowcipnym tonie wyraził się o tej znajomości, mówił dużo, że nie mieli naprawdę okazji się dobrze poznać, połączyć się głębszymi emocjami, pokłócić się do krwi. Prawie byli sobie obcy jako rodzina, ba nawet nią nie byli... Pilch jak typowy gawędziarz wyciągał szczegóły z genealogii, zabawiając publiczność. Zdawało się, że wszyscy jesteśmy taką rodziną, bo możemy znaleźć jakiegoś wspólnego, choć odległego przodka z każdym, czy chociaż coś, co nas łączy i powoduje bliskość do tego kogoś. Na koniec powiedział, ale już z powagą, że niezależnie, co piszemy i mówimy o śmierci, i z jaką nonszalancją to robimy, to naprawdę chcemy jednak żyć jak najdłużej. I coś w tym jest, w tym ostatnim zdaniu i pewnie chcielibyśmy coś po sobie zostawić i coś pięknego odczuć, i chcielibyśmy by życie nas na koniec nie złamało i nie zniszczyło.

     Mówiono o Adamie Pilchu, że w swoich kazaniach nie wskazywał często gotowych rad, zostawiając to słuchaczom i że mówił od siebie. I mogliśmy posłuchać takiego kazania. Nie były to fragmenty, jak można się było spodziewać, ale całe kazanie, nie wykorzystane, ostatnie. Napisane z myślą o powrocie ze Smoleńska i spotkaniu z wiernymi, i zostało. Było, więc tak, jakby autor przybył na to spotkanie osobiście i specjalnie przyniósł coś dla wszystkich obecnych nowego. Tekst ten przeczytał swoim miękkim, ale wyjątkowo poważnym głosem Wojciech Malajkat.

     Kazanie było o nadziei w życiu człowieka. O tym, że zmagamy się z codziennością, mamy nadzieję coś osiągnąć, czasem się nam udaje, czasem nie. Jak nie udaje się, czujemy się załamani. To oczywiste, te prawdy, ale rzeczy oczywiste poruszają czasem, jak się je sobie uświadomi. Mówił o życiu, dawał słuchaczom wiarę, że tworzymy wspólnotę, ale taką wielką, wspólnotę ludzi, mających własne zmagania w tym świecie; takim zwykłym, jakim ono jest.

     Jako osoba wychowana w katolicyzmie znam inne tłumaczenie „świata”. Puenta była prosta, choć każdą opinię można uzasadnić. „Bóg nas kocha”, jak często to słyszymy w najbliższym kościele i czy przekonują nas argumenty, szczególnie gdy zmagamy się z czymś strasznym, co przekracza nasze siły? Tu puenta była taka, że wypalamy się w ogniu jak stal. W tym życiu zmagamy się z życiem, idziemy przez nie i dobrze wiedzieć dokąd. To było potem czuć, że Adam Pilch wiedział dokąd zmierza, nie tylko w tej drodze, która kończy się z naszym życiem, ostatecznej.

     W przerywnikach chór parafii ewangelicko-augsburskiej zaśpiewał „O Panie, tyś moim Pasterzem”, znam to z naszego kościoła i brzmiało tak samo.

     W czasie tego spotkania, było czuć posmak religii, ale było też coś innego. Młodziutka, bo nastoletnia córka autora kazań, Emma Pilch, zamiast opowiadać i mówić, zagrała.

     Nostalgia i burzliwość życia była w tej grze, coś efektownego, potem jakby nuda życia, a raczej monotonia i w tym dźwięki, które długo się niosły nim wybrzmiały. Chopin był taki jak życie. W większości banalne, ale z chwilami uniesienia, i kawałkami, które są krótkie wprawdzie, ale brzmią w nas długo i je słyszymy. Granie mechaniczne, spotykane u młodych pianistów, uderzanie z równym naciskiem w klawisze, wydaje się martwe, albo co najmniej nie prawdziwe, choć może być efektowne. Tu słychać było talent, długie godziny ćwiczeń, ale też wyczuć można było pokierowanie przez kogoś w jakimś kierunku, wskazanie może jakichś wartości i szukanie swoich rozwiązań, i swojego miejsca. Ta muzyka nie była tylko dla nas, aby nas zabawić, a raczej była hołdem dla nieobecnego tam ciałem jej ojca. Ja to tak odebrałem i być może, z tego powodu muzyka ta robiła na mnie wrażenie, a może był to też efekt ciszy, w której brzmiały te dźwięki?

     Po tym spotkaniu nachodziły myśli, że to normalne, że wszyscy mamy nadzieję na coś i to, że możemy ponieść klęskę, to oczywiste i normalne, ale też możemy zmagać się i odnieść swój sukces. A w słowach można znaleźć czasem siłę do życia, by wypalić się w ogniu jak stal i stwardnieć, i błyszczeć. Tak stal potem rdzewieje i się rozpada, to też kojarzy się z życiem, ale po nas coś może zostać, coś możemy przeżyć, z czegoś być może nawet możemy być dumni. Tak z siebie, że mamy mądre dzieci, czy udane wakacje...

     Temat wydaje się poważny, ale spotkanie było dziwnie optymistyczne, tak też można mówić o poważnych sprawach. A nawet jest to przyjemniejsze i głębsze, bo pozwala szukać w sobie własnych rozwiązań. Chociaż w tle czuć było nostalgię i jakieś zastanowienie nad życiem, własnym życiem. W stosach książek o niczym, także tych pięknie napisanych i wciągających fabułą, ta jest inna.

     My też jesteśmy przechodniami i warto byśmy to sobie uświadomili. Co dziwne, nie jest nawet ważne, czy wierzymy w to wielkie jednorazowe przejście do „lepszego świata”, czy nie. Zawsze skądś idziemy, czasem z bagażem wyniesionym z domu, czy tym zgromadzonym po drodze. I wszyscy zdecydowanie dokądś wciąż zmierzamy. Mamy plany na dzisiejszy dzień i odleglejsze plany, choć często niekonkretne. Jesteśmy przechodniami będącymi w drodze, którą jest nasze życie. Dla jednych liczy się sama satysfakcja uzyskana na trasie, czy po osiągnięciu jakiegoś swojego celu. Dla wierzących droga nie jest wcale mniej ważna, ale gotowi są, być może do tego, by dać sobie większe ograniczenia, ufając, że jest coś ponadto teraz i jutro.

     Kazania ks. A. Pilcha mówią o wartościach, o ludziach, czyli naprawdę o nas i o naszym życiu. Mówią one prosto o sprawach, o których zapominamy w chaosie codzienności.

     Czy warto, kupić tę książkę? Po zakończonym spotkaniu miałem chęć przeczytać fragmenty kazań i nawet wstępnie gotowy byłem nabyć tę publikację, ale książki już nie było w sprzedaży, rozeszła się ilość, którą przeznaczono na to spotkanie.

     Od kilku dni książka jest dostępna w księgarniach.    

     Protestanckie spojrzenie na świat i boga jest takie proste i logiczne. Tak się wydaje czytając te kazania. Praca i bogacenie się jest normalne, wydaje się to dobre i godne pochwały, szczególnie jesli robiąc to dajemy coś wartościowego innym. Nie mamy powodu wstydzić się, że nie spełniły się nasze marzenia. Wyjątkowi ludzie, w niezwykły sposób się wypowiadają. Gdy uznamy to za mądre, czy nam służące, to dobrze. Warto jednak zawsze zostawić sobie indywidualne prawo do wątpliwości co do wartości tego, co czytamy, słyszymy, co ktoś nam mówi jako pewnik. Wtedy głębiej to odbierzemy i to, co odczujemy bardziej będzie nasze własne.

 

Podobne artykuły


17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1514
16
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1011
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 950
14
komentarze: 32 | wyświetlenia: 890
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 794
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 836
13
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1019
13
komentarze: 75 | wyświetlenia: 1222
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 881
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 674
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 830
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 731
 
Autor
Artykuł




Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska