Login lub e-mail Hasło   

Emiliar. Złota Rączka

;-)
Wyświetlenia: 2.484 Zamieszczono 30/06/2011

- Mam dziś wolne, więc postanowiłem, że naprawię kran! - wykrzyczał radośnie. – Mężczyźni powinni sami naprawiać usterki we własnych domach.
- Aha... rozumiem. Jesteś pewien?
- Oczywiście. Przecież to tylko kran. Nic skomplikowanego. Naprawię kran. Pół godziny roboty. Wystarczy wymienić tę... no... jak to tam się nazywa?
- Uszczelkę – powiedziała Andżelika.
Pokiwała głową z aprobatą ale chyba nie wierzyła w moje siły. Postaram się podwójnie i wreszcie udowodnię jej, że to ja w tym domu noszę spodnie.
Wygnałem ją na zakupy. Jak wisi mi nad głową, z tą swoją wszechwiedzącą miną, zamieniam się w jakąś ofermę, której leci wszystko z rąk- pomyślał.
Mam klucz francuski i nową uszczelkę, więc zabieram się do roboty.
- Kurde no...! - krzyczał próbując, rozpakować klucz francuski ze szczelnie przylegającego do niego plastikowego opakowania. - Nożem, otworzę go nożem, Andżelika nie widzi, więc użyję tych jej ostrych, a ty mnie nie sprzedaj – powiedział do siedzącego na krawędzi stołu kota.
Nawet i kot patrzył jakoś sceptycznie.
Po piętnastu minutach rozbrajania klucza za pomocą noża, następnie noża z ząbkami, noża do ryb, nożyczek, zębów, sekatora do róż i otwieracza do konserw, opakowanie się poddało. A ręka Emiliara krwawiła w trzech miejscach
- Wiktoria! - wykrzyczał. – Mam klucz! Teraz rozkręcamy.
Po kolejnych piętnastu minutach doszedł do ładu z tym, jak posługiwać się kluczem i nawet odkręcił kran.
Teraz uszczelka i gotowe – podśpiewywał sobie. – Tylko gdzie ona jest?
Przetrzepał kieszenie od spodni, kuchenne szafki i stół. Nie znalazł.
No przecież tu była. Sama nigdzie nie poszła.
Spojrzał na kota.
- Ukradłaś mi - pokazał na kocicę palcem. – Jesteś w zmowie ze swoją panią. Oddaj uszczelkę.
Zrobił sobie kawę i usiadł, rozglądając się dookoła siebie w poszukiwaniu zaginionego kółeczka.
Minęło kolejne dwadzieścia minut. Kątem oka dojrzał, jak kocica bawi się w holu jakimś maleństwem. Wstał, dobiegł do niej i zabrał uszczelkę zanim na dobre zniknęła z nią pod szafkę.
- Mówiłem, że jesteście w zmowie!
Nałożył uszczelkę i stwierdził, że ta, która zdejmował, ta zniszczona była odrobinę większa.
Zszedł na dół do sklepu i poprosił o jeszcze inną, troszkę większą. A że nie pamiętał, gdzie położył tę starą, musiał kupić na oko.
I tak jeszcze sześć razy. Za szóstym razem, uszczelka pasowała jak ulał. Przykręcił wszystko tak, jak było.
Kran dalej przeciekał.
- Hmmm... może więcej uszczelek trzeba założyć? - mówił sam do siebie.
I ponownie rozkręcał kran. Niefortunnie siłując się z kluczem i zbyt mocno skręconym kranem, oberwał w skroń, kiedy klucz odskoczył.
Ocknął się po jakichś pięciu minutach. Teraz już nie tylko miał pozaklejane plastrami palce, ale i czoło. Rana krwawiła lekko, ale ból był ogromny.
- Nie wygrasz ze mną, kranie, o nie! - groził martwemu przedmiotowi.
Trzy uszczelki to jednak za dużo. Kran nie dał się dokręcić.
- To w takim razie trzeba wyjąć cały zlew – stwierdził po namyśle.
I jak postanowił, tak zaczął robić. Części, które dało się porozkręcać, powrzucał sobie do garnka, żeby nie pogubić. Wykręcił całą baterię i rury pod zlewem.
Zlew ani drgnął. Po chwili badania za pomocą macania, Emiliar zaczął nożem na siłę zeskrobywać sylikon, który trzymał tak mocno zlew przy szafce. Niestety, razem z farbą pokrywającą szafki.
- Andżelika mnie utłucze, jak to zobaczy, ale to dla dobra sprawy.
Żeby wyjąć ten ciężki zlewozmywak, ze sztucznego marmuru, musiał najpierw wysunąć sobie szafkę. Było ciężko, ale dał radę.
Przyjął dziwną pozycję i z okrzykiem jak jeden z 300 Spartan, podniósł do góry zlew.
Podniósł i w tej samej chwili upuścił go. Na siebie.
Leżał na ziemi. Zlew leżał na nim tylko chwilę. Jego krawędzie uderzyły o posadzkę, więc pękł na trzy części. Płytki podłogowe też popękały. Emiliar również.
Nie mógł wstać. Doczołgał się z bezwładnymi nogami po telefon. Wybrał numer i po trzech sygnałach usłyszał głos.
- Halo!
- Musisz wracać. Mamy problem.
- Uszczelka nie pasuje? - spytała ciepło, ale z sarkazmem.
- Nie. Zmiażdżyłem sobie nogi.
- Uszczelką?
- Nie, zlewem. Naprawdę, proszę, wracaj, bardzo mnie boli.
- Pięć minut i jestem – powiedziała przejęta.
I dokładnie pięć minut jej to zajęło. Gdy weszła, zamarła. Na ziemi leżał konający Emiliar, jego jasne spodnie były nasiąknięte krwią, palce poobklejane małymi plastrami. Na głowie jeden wielki opatrunek, a spod niego wyciekała krew.
- Co ty najlepszego narobiłeś?
Spojrzała dalej. Na ziemi leżał popękany zlew i rury, szafki były niemiłosiernie poobdrapywane i do tego stały na środku kuchni, i gdzieś tam, w tym całym bałaganie słychać było, że kapie na ziemię woda.
- Bo uszczelka nie pasowała. Możemy jechać do szpitala?
- Musimy.
* * *
- Teraz mi opowiedz, jak to się stało – mówiła ciepło, gładząc go po czole.
Leżeli w salonie. Emiliar od pasa po kostki w gipsie.
- No ta uszczelka nie pasowała chyba.
- Lewa czy prawa? - zapytała
- To zlew ma aż dwie uszczelki???
* * *
Miesiąc później.
Po wieczornej kolacji Emiliar szykował film na DVD, a Andżelika, jak to Andżelika, musiała pozmywać naczynia. Odwróciła głowę w stronę męża, by sprawdzić, dlaczego tak stuka dłonią w pilota oraz pilotem w dłoń.
- Nie działa pilot. Wymienię może baterie. - powiedział i ruszył w stronę szafki, gdzie trzymali baterie.
- Stop! - krzyknęła, przerywając zmywanie – Poczekaj moment.
Z innej szafki wyjęła torbę, z której na stół wypakowała po kolei żółty kask, okulary i kombinezon ochronne, rękawice i maleńkie pudełeczko z ochraniaczem na zęby.
Emiliar stał oniemiały.
- Wiedziałam, że jeszcze kiedyś będziesz chciał coś naprawić w tym domu -
uśmiechnęła się słodko.
 
 

Podobne artykuły


19
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1625
59
komentarze: 26 | wyświetlenia: 14497
32
komentarze: 12 | wyświetlenia: 2582
23
komentarze: 15 | wyświetlenia: 6498
22
komentarze: 22 | wyświetlenia: 3581
21
komentarze: 13 | wyświetlenia: 1672
21
komentarze: 11 | wyświetlenia: 1991
19
komentarze: 5 | wyświetlenia: 6406
19
komentarze: 29 | wyświetlenia: 5205
16
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1628
11
komentarze: 55 | wyświetlenia: 1000
10
komentarze: 33 | wyświetlenia: 765
8
komentarze: 2 | wyświetlenia: 810
 
Autor
Artykuł



  greenway,  30/06/2011

Andżelika cały czas miażdży Emiliara lub on sam to robi i odradza się jak feniks z popiołów. :-)

  Strzyga  (www),  30/06/2011

Jest niezmożony w próbach udowadniania sobie, a przede wszystkim Andżelice, że nie jest taką fajtłapą za jaką uchodzi :)

  Bar_ka  (www),  30/06/2011

Dobrze, niech się odradza, będą nowe odcinki :)

Uwielbiam Andżelikę:) Czy udziela korepetycji, jak wyjść z kataklizmu obronną ręką?:)

  Strzyga  (www),  30/06/2011

Bardzo chętnie napisze poradnik :) Przecież ma kataklizmy w domu dość często :)

na początek poprosimy rozdział o tornadzie:)

  Strzyga  (www),  30/06/2011

Na razie powiem jedynie, że co by się nie działo, warto zaopatrzyć się w żółte canoe :)

Emitar kranu nie dokręcił i Podkarpacie znowu zaleje??
Uchyl rąbka tajemnicy... no nie bądź taka:P

  Strzyga  (www),  30/06/2011

No nie udało mu się dokręcić...a co do canoe, to było jedno z pierwszych, które powstały. Emiliar bardzo go potrzebował właśnie w obawie przed....http://eiba.pl/z ...nie zdradzę...przeczytaj w wolnej chwili :)

Emiliar jest naprawdę utalentowany:) A co do canoe .. to myślałam że ja mam kupić:P

  Gamka  (www),  30/06/2011

BOSKIE ... po prostu BOSKIE...Strzygo ...jak ja lubie te Twoje opowiadania!!!!
Jesteś niesamowita ...uśmiałam się, aż mnie boki bolą...

Biedny Emiliar !.... jak mi jego szkoda ;( .... Andżelika jaka jest teraz kochana .... dobrze, ze kupiła te przedmioty BHP ..bo kto wie...co Emiliar by chciał jeszcze zreperować :P szkoda aby zrobił sobie większą krzywdę ;-)))

  Strzyga  (www),  30/06/2011

:* dziękuję...Emiliar pewnie też docenia Twoją troskę o niego :P :)

  Elba,  30/06/2011

Wierszyk dla Emiliara w sam raz:

- Pucu! pucu! chlastu! chlastu!
Nie mam rączek jedenastu,
Tylko dwie mam rączki małe,
Do roboty doskonałe.

Umiem w cebrzyk wody nalać,
Umiem wyprać? no? i zwalać.
Z mydła zrobię tyle piany,
Co nasz kucharz ze śmietany.

I wypłuczę, i wykręcę,
Choć mnie bardzo bolą ręce.
Umiem także i krochmalić,
Tylko nie chcę się już chwalić!

  Strzyga  (www),  30/06/2011

Haha...Idealny dla Emiliara, Elbo :)

Oj, z Gamką się zgadzam... obśmiałam się jak norka :):):) Cuuuuuuudne! No a końcówka - bezbłędna:)

  Strzyga  (www),  30/06/2011

Dziękuję :* I kłaniam się nisko :)

  drseth,  30/06/2011

Salut Strzygo!

  Strzyga  (www),  30/06/2011

Dzięki!!! :)

  Tauryd,  30/06/2011

Super Strzygo :) . Pozdrawiam

  Strzyga  (www),  30/06/2011

Dziękuję :*

  hussair  (www),  01/07/2011

A czy ktoś zwrócił uwagę, że Andżelika w gruncie rzeczy przejęła się Emiliarem i troszczy się o niego? :)
A Emiliar - zwróćcie uwagę - nie poddał się do samego krytycznego końca. Zuch! A są mężczyźni, co kapitulują po minucie zmagań ze śrubką. ;)

  barbarag,  01/07/2011

Szacunek wielki dla Emiliara za wytrwałość i dla Andżeliki za wyrozumiałość. Ale na przyszły raz lepiej wezwać Tuwimowskiego hydraulika ze sztamajzą.

  Strzyga  (www),  01/07/2011

Albowiem z powodu kajli na iberlaufie trychter rzeczywiście robiony był na szoner, nie zaś krajcowany, i bez holajzy w żaden sposób nie udałoby się zakrypować lochbajtel w celu udychtowania pufra i danie mu szprajcy przez lochowanie śtendra, by roztrajbować ferszlus, który dlatego źle działa, że droselklapę tandetnie zablindowano i teraz ryksztosuje! :-)

  barbarag,  01/07/2011

I to ryksztosowanie drosselklapy spowodowało rany Emiliara, który za ambitny był, żeby zaakceptować fakt, iż szprajcę przez lochowanie śtendra może dać tylko kompetentny fachowiec w asyście docenta.

  barbarag,  01/07/2011

A ja też niekompetentnie pomyliłam sztamajzę z holajzą. W tej sytuacji bez holajzy ani rusz.

  Strzyga  (www),  01/07/2011

Zadziwiające są zdolności hydraulika do tych łamaczy języka :)

  Ba Jar,  01/07/2011

Uroooocze :)

  Strzyga  (www),  01/07/2011

Dziękuuuuję :)

Podejrzewam, ze Emiliar udaje takiego nieudacznika... Ma w tym dalekowzroczny cel... Kiedyś jego żona da mu spokój. Bedzie mógł czytać gazetkę przy stole i popijać chłodne piwko. Nazwał bym go - ze jest w drodze do Wielkiej Madrości... może nawet zostanie Mistrzem Uników... rzecz jasna jesli przezyje w Twoich cudownych opowiadaniach ...

  Strzyga  (www),  26/09/2011

Cóż za dedukcja, Marcinie :D Godna Sherlocka Holmes :-))))



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska