Login lub e-mail Hasło   

O wspaniałej grze w bambuko.

W jaki sposób zjeść zawartość konserwy, nie naruszając puszki?
Wyświetlenia: 4.300 Zamieszczono 10/08/2011

O  wspaniałej  grze  w  bambuko.

Nie wiecie przypadkiem, w jaki sposób zjeść zawartość konserwy nie naruszając puszki? Ja wiem!

Ale nie cieszcie się zbytnio: nie zamierzam zdradzić. Co to, to nie! Jeszcze by mnie oskarżono o wyjadanie konserw w marketach. Oczywiście, oskarżono by mnie bez zaglądania do tych puszek. Byłoby to bardzo niebezpieczne oskarżenie, choć biegli fachowcy sporo by zarobili na ekspertyzach. Ale tak czy owak to ja byłbym poszkodowanym. Więc nie zamierzam zdradzić.

W kwestii zarabiania, tak ja sobie myślę pomału, że gość, który wynalazł statystykę, to naprawdę był gość. Zupełnie pokapować nie mogę, dlaczego on nie zgarnął wszystkich Nobli świata. Wszystkich, co do jednego.

Gdyby nie ten gość, żaden uczony człowiek w Ameryce – w przeważnej części świata też – niczego by nie potrafił udowodnić. Ani szkodliwości tytoniu, ani wpływu mleka na kondycję niemowlaków, ani aborcji na babskie rozpasanie, ani demokracji na wspaniałość życia, ani dwutlenku na lodowce, ani lodowców na kryzys. Nie mielibyśmy pojęcia, że cukier krzepi, albo że odwrotnie, do zawałów prowadzi. Nikt by nie umiał wyliczyć, o ile maślanka przedłuża życie. Nikomu by nie przyszło do łba, że im więcej pije, tym bardziej głupieje. Że życie bez stresów prowadzi do stresów bez życia. Zasług ten gość ma tak wiele, że ich nie sposób wyliczyć.

Ale jedno jest pewne: gdyby nie ten gość, większa połowa uczonych ludzi umarłaby z głodu. Bez najmniejszych zarobków.

Jeśli ktoś z was aluzju poniał, to zapytam tak: dlaczego chłopski rozum jest ostatnio spotykany tak rzadko? Tutaj odpowiem niezwłocznie, bez wykrętów: no bo chłopów coraz mniej! Właściwie, to już wcale ich nie ma.



O istnieniu chłopa decydują dwie rzeczy – koń i krowa. W mniejszym stopniu kura i pies. W skrajnej rzadkości owca. No, oczywiście, potrzeba także czegoś takiego jak wieś.

Byliście kiedyś na wsi?

Więc wiecie, że chłop jeździ teraz na codzień traktorem, do kościoła maluchem. Poniektóry mercedesem. W pole w ogóle nie jeździ, najwyżej na piknik do lasu. Krowy na oczy nie widział. Bo po co mu krowa? On doskonale wie, że mleko bierze się ze sklepu. Kurczaki kupuje się z rożna. Pies po to jest, żeby go kopnąć w sieni, albo żeby stara ubierała go w kolorowe majtki i posadziła na kanapie. Co do owiec, to jakieś górale je tam hodują, ale najwięcej ich jest, zdaje się, w Australii, czy gdzieś. Wszystkie trudne sprawy najlepiej wyjaśnia telewizja. I ksiądz proboszcz, rzecz jasna.

Swoją drogą, nie mam zielonego pojęcia, do czego potrzebny chłopu traktor. Jedyny, który widziałem naprawdę, kursował między remizą i sklepem. Nie pytajcie, po co. Przecież można tak samo kursować maluchem i mercedesem. Więc ten traktor to jakieś zwyrodnienie. Nawet klimy nie ma!

A przez wieś, to musi, że przeszedł Kazimierz Wielki i wszystko wymurował. Stodoły też. Stodoły jeszcze bywają. Bo po stajniach, oborach i chlewach to i wspomnienie zarosło.

Więc niby skąd ma się brać ten chłopski rozum?

Poza tym, wcale nie jest tak, że kiedy już znajdziemy chłopa, to on zaraz ma mieć ten rozum. Znaczy, swój rozum on ma na pewno, ale to nie są wielkie mecyje, bo taki rozum każdy przecież ma. Nie wyłączając psa, świni i stonki. Swój rozum nawet baba ma, choć nauka faktycznie do końca tego nie dowiodła. Nawet z pomocą statystyki. Bo na babę nie ma sposobu.

Zresztą, tu chodzi o chłopski rozum, nie babski.



Ten rozum, on się rozwija wyłącznie na tym, co Herakles wyrzucił ze stajni tego, jak mu tam, Augiasza. Różnie na to wyrzucone mówią. Nie chcę być dosłownym, bez dosłowności też wiadomo, co mam na myśli. Sprawa polega na tym, że chłopski rozum zanika proporcjonalnie do zanikania tego rzeźwego zapachu stajni, chlewa i obory.

Po prostu tak już jest, że jeśli zagroda, obejście czy gospodarstwo nie pachnie tak, jak pachniało za króla Ćwieczka… No ale muszę być dosłownym! Więc jeśli zagroda nie pachnie gównem naturalnym, to pachnie gównoprawdą, nie chłopskim rozumem. I to jest naturalna prawda.

Jeśli chodzi o ścisłość, to gównoprawda nie pachnie, ona zwyczajnie śmierdzi. Ten smród jest powalający, dociera po prostu wszędzie. Nie można się przed nim schować żadnym żywym sposobem. Czasami śmierdzi intensywnie, ale za to równo, na przykład smród oficjalny. Inaczej pisząc, rządowy. On daje się wyczuć nawet przez LCD. Przez kadzidło. Przez nowe i stare wynalazki. Przez wszystko.

Tu powiadam sobie, że byłoby dosyć. Zląkłem się, bo jakbym dalej to ciągnął, kto wie, czy bym własnego smrodu nie poczuł. Jak wszyscy, jestem tym smrodem tak już nasiąknięty, że chyba sam go wydzielam. Na szczęście, ponieważ jestem starym zgredem, to jednak wprawdzie słabo, ale jeszcze pamiętam zapach naturalnego gówna. To mnie pociesza i ratuje.

Ci, którzy nie pamiętają, są całkiem przegrani. Biorąc to też ściśle, oni pojęcia nie mają, jak się gra w bambuko. Ani w ogóle, że grają. Grając, przegrywają właśnie przez brak pojęcia. Siadają do stołu od Bugu do Odry i od Bałtyku do Tatr, z bardzo wielką dziurą w środku. Strasznie im się ta gra podoba.

Ona jest taka stara jak cały świat. Co prawda, Kain i Abel jeszcze w nią nie grali. Trochę za mało ich było. Ale postawię łeb naprzeciw cebuli, że potomstwo Abrahama zaczęło w nią grać namiętnie i hazardowo. Sądzę po wynikach.

Bierze się zgraję nagusów i sadowi przy stole. Stół jest konieczny i niezbędny. Do tego z dziurą na samym środku. Zgraja nagusów może być dowolnie liczna. Powiedziałbym, że im bardziej liczna, tym lepiej.

Pod odpowiednim nadzorem do osobistych klejnotów każdego uczestnika wiąże się mocny sznurek węzłem zaciskowym. Sznurek ma być specjalnie mocny i cienki. Te wszystkie sznurki przewleka się przez dziurę w stole i dokładnie miesza. Każdy uczestnik ma w ręce jeden koniec sznurka. Nie może mieć pojęcia, czy koniec, który ma w ręce, nie dotyczy jego własnych klejnotów.

No i, na hasło, wszyscy ciągną. Można ciągnąć, szarpać, robić byle co.

Sprawa jest bardzo prosta: kto nie wytrzyma, traci swojego fanta. Znaczy, traci stawkę. Kto wytrzyma do końca, zgarnia wszystkie stawki. Zasada też jest prosta: im dłużej wytrzymasz, tym boleśniej tracisz. Bardzo możliwe, że nawet główna wygrana nie pokryje ci straty.

Ale ileż radochy jest przy grze w bambuko!


Podobne artykuły


17
komentarze: 93 | wyświetlenia: 2223
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1126
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1072
13
komentarze: 53 | wyświetlenia: 801
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 562
11
komentarze: 137 | wyświetlenia: 625
11
komentarze: 70 | wyświetlenia: 684
11
komentarze: 34 | wyświetlenia: 989
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 649
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 496
10
komentarze: 9 | wyświetlenia: 510
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Gamka  (www),  10/08/2011

Taka prosta skrócona wersja gry w bambuko...
"W Krainie Gier, gdzie despotycznie rządzą Król i Królowa, wszystko podporządkowane jest czarno-białej kolorystyce i regułom gry w szachy, którą dekretem królewskim uznano za najpiękniejszą grę świata. Ubrani w czarne lub białe stroje mieszkańcy poruszają się po odpowiednich polach ruchem figur szachowych, boją się własnymi słowami powiedzieć, co ...  wyświetl więcej

Jeśli chodzi o konserwę... Czy masz na myśli jakiś szczególny rodzaj, czy chodzi jedynie o puszkę? Pytam, bo jeśli masz na myśli pasztet, to też wiem jak go zjeść nie otwierając. Najważniejsze, by był to pasztet z zająca. Wszyscy wiemy, że pasztet z zająca ma domieszkę konia, to znaczy robi się go pół na pół... jeden zając, jeden koń. Więc, jeśli jest to pasztet zajęcy zrobiony w konia, to też wiem jak...:)

>> Ale postawię łeb naprzeciw cebuli, że potomstwo Abrahama zaczęło w nią grać namiętnie i hazardowo. Sądzę po wynikach. <<

Potomstwo Abrahama? To znaczy Żydzi i Arabowie?

Abrahama, nie Sema. :)

Zgadza się. Abraham miał dwóch synów Izmaela z egipską niewolnicą Hagar, i Izaaka z żoną Sarą. Od Izmaela pochodzą Arabowie, a od Izaaka - Jakub , od którego z koleji pochodzi 12 plemion Izraela. :)

Trochę was przetrzymam, nim zdradzę taką straszną tajemnicę.

Fakt, z największą pasją nie grają w bambuko żeglarze.

:) Czyżbyś chciał najpierw zebrać zgraję nagusów?

Zbysławie, chłopski rozum zanika, gówno nie śmierdzi tak jak powinniśmy pamiętać, w bambuko nie pogram ze względu na brak klejnotów, tak na babski rozum biorąc...więc chociaż zdradź ten sekret wyjadania konserwy... no nie daj się prosić :)

  Gamka  (www),  11/08/2011

Kwiatuszku! nie potrzebne mam klejnoty ;) ...wystarczy pokolorować pionki na szachownicy, wprowadzić normalne, proste zasady gry , podjąć dialog ;) ...a może uda nam się przy okazji wymienić koszulki ;D
....e ..chyba nie tak prędko ;( ....świat nie jest taki piękny ... z tego chlewika tak prędko nie wyjdziemy ;).

  Areva,  11/08/2011

A tu ,,to wszystko" ten tematyczny artykuł jak i do niego komentarze to gra w bambuko zainicjowany przez autora ;-D ;-D ;-D B-).

UWAGA!
Jutro (jeśli dożyję) - ogłoszę tę wielką tajemnicę, która wcale nie jest tajemnicą: jak wyjeść zawartość konserwy bez otwierania puszki.

Lepiej wyjaw ją dzisiaj... czasy jakieś takie niepewne;)

"Jutro zawsze będzie jutro
Więc jutro jutra znów nie będzie
Nie dajcie się oszukiwać
Że jutro wam czegoś przybędzie. "
Edyta Geppert :P

  belfegor,  11/08/2011

W oczekiwaniu na rozwiązanie zagadki Zbysława proponuję kontynuację wątku statystyki:
1)
Pytano statystyka, gdzie chce być pochowany: - W Jerozolimie - odpowiedział - bo tam statystycznie rzecz biorąc najłatwiej o zmartwychwstanie.
2)
Ekspert z dziedziny badania opinii publicznej to facet, który jest w stanie wmówić kobiecie, że seks analny to tak naprawdę seks klasyczny, tylko że w granicach błędu statystycznego.

Cytat (po raz drugi):

"Różnica między prawdziwym i statystycznym Polakiem jest taka, że prawdziwy udaje Greka, a statystyczny nie istnieje".

Zbysławie, miało być o puszce, a nie o statystyce. Skoro żyjesz i na dokładkę masz się dobrze, wyjawże ten sekret!

Trochę jestem zawstydzony tym wyjawianiem, gdyż samą metodę wynaleźli już bardzo starzy Polacy. Wprawdzie nie była to metoda na puszki, gdyż oni puszek jeszcze nie znali. Nie szkodzi - znali się na rzeczy.

A więc, to proste. Wystarczy puszkę "obrócić na nice". No, tak jak rękaw marynarki czy bluzki.

Jednak radzę czynić to nad talerzem, nie nad półką w sklepie.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska