Login lub e-mail Hasło   

Banda półgłówków.

"...Kochajcie wróbelka, dziewczyny! Kochajcie, do jasnej cholery!" - Konstanty Ildefons.
Wyświetlenia: 2.513 Zamieszczono 20/08/2011

 

Banda  półgłówków.

 Ostatnio coraz częściej skłaniam się ku myśli, że to jednak nie jest banda półgłówków. Banda owszem, to pewne. Ale zorganizowana, realizująca jakieś mroczne cele, o których strach nawet myśleć. Choć nauka psychologii wmawia nam, że także psychole potrafią realizować swoje cele, do tego konsekwentnie, logicznie, i całkiem nieźle przewidując skutki. Z wyjątkiem długofalowych. Bo tych długofalowych skutków nikt nie potrafi przewidzieć, jak ten motylek machający skrzydełkami w Brazylii, przez co wywołał tajfun w Chinach.

Ci zaś, którzy jednak przewidzieć potrafią, nazywają się strategami. Fakt, że oni przeważnie sami się tak nazywają. Weryfikację zaś przeprowadza życie, bardzo prostym sposobem. Ale rozwijać tego nie będę, bo jeszcze bym trafił na Powstanie warszawskie. Albo na któregoś z naszych premierów.

Więc pytam, a pytać podobno zawsze wolno – czy ta banda rzeczywiście nie rozumie, że nie tylko obecne rozróby angielskie i norweskie, wszelkie poprzednie też, spowodowane są tymi samymi przyczynami. Czy jest ktoś choć trochę normalny, kto by nie dostrzegł związku i pokrewieństwa z rozróbami we Francji, Niemczech, a nawet w Libii i Syrii? Przecież i tam zaczęło się dokładnie tak samo, a względy polityczne wypłynęły dopiero wówczas, gdy powstała taka potrzeba i okazja. Czyż względy polityczne nie uświęcą każdego draństwa? N`est-ce pas?

Wyjaśniam, że pisząc „banda” nie mam na myśli tych, którzy rozrabiają – mam na myśli tych, którzy do rozrób doprowadzili. 

Powyższe każdy winien wykrzyczeć bardzo dużymi literami.

Uściślając, tym razem nie chodzi ani o socjalistów, ani demokratów. Nie będę się zastanawiał, którzy są w tej bandzie liczniej reprezentowani. Można być kimkolwiek, by do nich należeć. W dzisiejszych czasach przynależność do tej lub innej bandy nie jest już kwestią wyznawanych idei czy tam ideałów, nie jest kwestią takiej czy innej moralności, zasad lub względów. Obecnie tak się nazywają karty, którymi gra się we współczesnego pokera, odpowiednio te karty dobierając. A jak powtarzał słynny John Derringer, najwyższym argumentem w pokerze wcale nie jest kombinacja kart, lecz nadal jeszcze lufa pistoletu. Chrzestny ojciec nazywał to argumentem nie do odrzucenia.

Z tego wynikają aż trzy kwestie: tych, którzy grają takimi kartami – tych, którzy fałszują przy grze – na koniec tych, którzy używają argumentów Derringera. Całkiem osobną kwestią pozostaje dziwna moda na zamawianie uczonych ekspertyz, których głównym zadaniem wcale nie jest analiza problemów, tylko mieszanie we łbach.

Ludzie, jak tu nie pić? Jak nie pić dobrej wódki?

To też służy do myślenia?


Zwróciłem kiedyś uwagę jednemu sklepikarzowi, że bardzo mało ma porządnych towarów, natomiast do diabła i trochę byle czego.

- Panie – odpowiedział sklepikarz – bo ludzie, panie, tak już przywykli do byle czego, że niczym innym nie chcą się zadowolić. A ja po prostu handluję.

Ktoś, kto ma pomieszane we łbie, nie powinien być graczem. On w ogóle grać nie powinien. Tymczasem, wcale nie po to, żeby śmieszniej było, właśnie takich typów najchętniej zaprasza się do gry.

Rozumiecie powód, czy także macie pomieszane?

Największym nieszczęściem jest nuda. Nuda i brak problemów. Bo nawet gdy problemy są, one są za nudne, by je rozwiązywać. Bywa, że kompletny bankrut, wyrzucony już z gry, okazuje się zbyt znudzonym, by dostrzec własne problemy. Kiedy zaś one go przycisną tak, że znudzonym już dłużej być nie może – zaczyna je rozwiązywać w sposób najbardziej prosty i dostępny. Kałachem, berettą, saletrą amonową zamówioną gdzieś w jakiejś Polandii, w końcu nawet armatą. Ci od argumentów Derringera chętnie mu dostarczą choćby atomową bombę. Co prawda, w kwestii bomby istnieją pewne warunki – ale ktoś kiedyś je spełni. Chwilowo jeszcze nie spełnia.

Możliwe też, że ktoś te warunki zlekceważy. Zaryzykuje. Biorąc pod uwagę skutki porządnej atomówki, ryzyko nie musi być aż tak wielkie.

Najgorszą rasą ludzką wcale nie są Żydzi. Murzyni też nie. Ani Azjaci. Nie są tacy najgorsi ani cykliści, ani masoni, ani nawet socjaliści w osobach socjaldemokratów – bez względu na kolor i odcień.

Tak, z nimi wszystkimi można wojować i wdawać się w bójki, można też wojny z nimi wszczynać – słuszne albo niesłuszne, z racją albo bez racji. Można ich przekonać albo nie. Ostatecznie jednak, choć bywa to bardzo trudne, można z nimi żyć. Lepiej albo gorzej, ale można.

Bo istnieje rasa nieporównywalnie gorsza. Gorsza od dżumy i gangreny, powszechna niby katar, nieubłagana jak śmierć – i nigdzie nie można się przed nią ukryć. Nie można z nią walczyć, jak nie walczy się z wiatrem i pogodą. Nie można odmówić jej racji, bo ona zawsze ją ma. Przypisaną.


Ta rasa, to – i-d-e-a-l-i-ś-c-i.

Oczywiście, nazwa jest ogólna i właściwie myląca. I niewiele mówi. Poza tym krzywdzi tych, którzy naprawdę wyznają jakieś idee, jakie by tam nie były. Idealiści, których mam na myśli, żadnej idei nie wyznają, chyba fiksacyjną. Która się żadnej kupy nie trzyma. Jednak nie da rady nazywać ich inaczej, ponieważ oni bez przerwy gadają o jakimś ideale. A cóż to jest ideał?

To jest coś, czego nigdzie na świecie nie ma.

Są to idealiści, zakochani w idei nie do zrealizowania. Usiłujący stworzyć coś, czego stworzyć nie można. Gotowi dążyć dla samego dążenia. Marzyć dla samego marzenia. Śmieszne jest, że oni doskonale to wiedzą. Jeszcze bardziej śmieszne, że wcale im to nie przeszkadza.

Spustoszeń w ludzkich umysłach, jakich zdołali już dokonać, nawet Bóg Ojciec w Raju nie dokonał za pomocą jabłka.

Naczelną ideą tych idealistów jest miłość. Miłość do wszystkiego, co żyje i co nie żyje. Do insektów, zwierząt i ludzi. Do kwiatków, do pejzaży, nawet do kosmosu. Do zielonych ludzików takoż.

Uprawiają tę miłość z tak bezwzględnym zapałem i przekonaniem, że są gotowi w jej imieniu do wszelkich poświęceń. Gotowi są nawet do poświęcenia tego, co z takim zapałem i takim przekonaniem kochają. Ale ta myśl, rozumie się, na myśl im nie przychodzi.

Szczególnym upodobaniem darzą miłość do ludzi. Wszystkich. Bez żadnej różnicy. Kochają ludzi tak bardzo, jak ja, dzieckiem będąc, kochałem kaczuszki, dusząc je na śmierć. Ale któż się sprzeciwi miłości? Zboczeniec? Satanista? Albo psychicznie chory!

Sęk polega na tym, że niewielu z nich decyduje się na rolę Matki Teresy, lub choćby pielęgniarza w hospicjum. Pomimo tak oszałamiającej miłości do ludzi.

Zresztą, może nie pomimo, lecz właśnie dlatego, że miłość jest aż tak oszałamiająca – nie zadowala się kilkunastoma lub kilkudziesięcioma obiektami. Ona tych obiektów musi mieć tysiące, a nawet miliony.

Podstawową bowiem dziedziną miłosnej działalności tych idealistów są deklaracje. Coraz piękniejsze, coraz dźwięczniejsze. Coraz bardziej dokładne, coraz bardziej szczegółowe. Takie, którym w żaden sposób sprzeciwić się nie można. Można tylko pokornie zgadzać się z nimi.

Bo one są słuszne. Są najsłuszniejsze. One są tak bardzo słuszne, że aż obrzydzenie bierze.

Co prawda, można nie zwracać uwagi na te deklaracje, hasła i wezwania. One tylko prostaczkom odbierają rozum. Człek normalny postępuje normalnie, to znaczy kłamie, oszukuje, cieszy się z cudzego nieszczęścia i biedy, strzela do innych ludzi z czego się da, męczy ich i torturuje, głodzi całe plemiona i narody, truje na tysiące sposobów – no, zwyczajnie, jak zawsze. Tyle, że częściej robi to teraz w imię wielkiej miłości, bez której prawie nic już zrobić nie można. Zaś powołując się na nią – wszystko.

Bo prostaczki zawsze wierzą we wszystko dobre i piękne, czyli w to, co im się najbardziej podoba. A człek normalny w nic nie wierzy. Człek normalny wie, że w cokolwiek uwierzy, uzależni się od tego. Ponieważ zaś prostaczków zdecydowanie jest więcej – człek normalny robi, cokolwiek możliwe, aby tych prostaczków zachęcić do wiary. Bo cokolwiek by myśleć o prostaczkach, to przede wszystkim właśnie oni głosują.  

Czyż trzeba objaśniać, że idealiści wywodzą się jedynie z prostaczków? Co prawda, nie z takich tam zwykłych prostaczków, dla których kij to tylko kij. Dla bardziej rozwiniętych kij – to okazja do bicia. Aż prosi się, by kogoś palnąć. Więc bardziej rozwinięci nie poprzestają na szukaniu psa. Nie poprzestają też na ochronie własnych pleców oraz tyłka. Oni doskonale znają dydaktyczne właściwości kija, chociaż idealizm nakazuje im w tej mierze iść w zaparte.


A teraz pora przejść do spraw poważnych.

Pustogłowie zawsze było pacykowane pustosłowiem. To jest wiadome od początku świata, zresztą nawet wcześniej. Zakładając, że świat faktycznie ma tylko 4040 lat i zaczął się w poniedziałek. Teoria dobra, jak każda inna, przy której nikt nie był. A jeśli nawet był, to przecież mógł cyganić.

Pustogłowie z pustosłowiem, samo w sobie, zupełnie jest niegroźne. Owe deklaracje i wezwania można zbywać wzruszeniem ramion. Prawdziwe nieszczęście nastąpiło wówczas, gdy nuda i brak problemów doprowadziły do tego, że idealiści poczęli nadawać ton coraz liczniejszym aspektom naszego zwykłego życia. Pisząc kolokwialnie (jak określają politycy) – obudziliśmy się z ręką bardzo głęboko zanurzoną w nocniku.

Po prawdzie, ta ręka jest w nocniku nie tyle zanurzona, ile zabetonowana. Co znaczy, że już na wszystko za późno.

Ostatecznie, można by rękę odciąć. Ale czy na pewno odrośnie?

Dopuściliśmy do tego, że idealiści poczęli nadawać i formułować prawa, których żadnym sposobem nie da się stosować. Te prawa dotyczą życia, którego w ogóle nie ma. Życia – ideału. Takiego życia nie ma i nigdy nie będzie. Ale prawa – jak najbardziej są. Zdarza się, że bywają egzekwowane. Stanowi to sensację, za każdym razem wrzaskliwie opisywaną.

Jest prawo, że ludzi należy kochać, bo są najważniejsi (osobliwie ci, co to jeszcze nie całkiem są ludźmi) i wszystko należy robić dla ich dobra. To robienie też jest najważniejsze.

Tutaj mam drobną wątpliwość. Jeśli ktoś nie zgadza się z tym, z lenistwa albo zasady, to także jest najważniejszy? Może jego ważność w jakiś sposób się zmniejsza?

Jest prawo, że ludzie mają być bezpieczni. Nic im nie może zagrażać. Jeden minister to nawet wojska nie wysłał tam, gdzie coś zagrażało. Rzecz jasna, że jeśli Wielki Brat by sobie tego życzył, żadne zagrożenie wcale rozważane by nie było. W tym wypadku Wielki Brat nie wyraził zainteresowania. Ropy tam nie ma, jedynie kupa piasku. Wprawdzie są tam jacyś niekonkretni ludzie, ale istniały wątpliwości, czy ich zaliczyć do takowych. Rozstrzygnięto, że nie ma konieczności. Bezpieczeństwo naszych kochanych wojaków przeważyło.

Jest prawo, że nie wolno bić. Ani małego, ani dużego. Nie wolno i już. Bo to jest nieludzkie, takie bicie. Patologia po prostu. Znaczy, skrzywione morale. Co do tych małych, szczególnie.

A sprawa patologii jest taka, że normalni ludzie niczego nie rozumieją. Oni tych małych prali od początku świata. No, prali klapsami. Czasem, kiedy ten mały za dużo narozrabiał, to pas był w robocie. I wszystko było okej. Póki złośliwy Bóg nie wymyślił idealistów.

Idealiści zaś wymyślili, że nie wolno bić. W ogóle. Nawet zamachnąć się nie wolno. Bo to nieludzkie i patologia. Tyle, że tej patologii było jakby troszkę przymało. Owszem, zdarzało się pranie bez umiaru, czyli patologiczne. Niechaj się zwie jak bądź. Idealiści zaczęli o tym krzyczeć, rozgłos robić wokół tego. Na koniec stworzyli takie prawo, że wcale nie wolno bić. Pod żadnym pozorem. Że nawet klaps to patologia. I nagle zaroiło się od tych patologii. Trzy czwarte tatusiów i połowa mamuś okazała się patologami. Idealiści odetchnęli – no, teraz jest już z kim i czym walczyć.

A człowiek normalny dalej niczego nie rozumie. Ale to żaden problem, bo nigdzie nie napisano, że człowiek normalny, tak samo jak nienormalny, musi coś rozumieć. Jest prawo, że ludzie mają być prawu posłuszni. To wszystko. Dla nieposłusznych – egzekucja. Chwilowo egzekucja prawa.

Właściwie, jak to jest z tą egzekucją prawa? Z egzekucją jest rozmaicie.  Zrobiła się taka sytuacja, że sądy – sobie, życie – sobie. Bo my żyjemy w konkretnym świecie, wcale nie idealnym. Stale i bez przerwy, na każdym kroku przegrywamy z prawami idealistów. I ponuro patrzymy na tę zabetonowaną łapę w wirtualnym nocniku.

Uciąć ją, czy nie uciąć? Oto jest pytanie!


 

Podobne artykuły


17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 2026
17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1762
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1167
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1082
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1021
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 999
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 337
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 932
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 746
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 1071
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 599
11
komentarze: 34 | wyświetlenia: 919
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  gnostyk,  20/08/2011

Świetny artykuł,a jeśli nastąpi gradobicie minusów to potwierdzi tylko jego generalne
przesłanie,pozdrawiam autora:)

  Areva,  20/08/2011

Mi akurat artykuł się podobał;-)

No, to prawda. Dzięki tym Idealistom nawet takie bzdury można bezkarnie pisać. Dowiedź się Autorze czegoś więcej na temat Idealizmu, bo wyliczyłbym w tym tekście kilka sposobów rozumienia tego terminu pomieszanych ze sobą. Nawet Ciebie autorze można nazwać Idealistą, bo myślisz, że tym artykułem coś zmienisz. Biedny człek kiedy zgubi się w relatywizmie, uszczypliwy się staje, opluwa i nie wie dlaczego mu niedobrze. Każdy kto myśli o lepszym jutro jest Idealistą, a taki jest każdy człowiek.

  ,  20/08/2011

Rzeczywiście, z tymi "idealistami" Zbysław chybił, niemniej jakby w ich miejsce wstawił bardziej odpowiednie słowo (którego w tym momencie mi brak) to artykuł byłby w porządku.
Idee nie są złe, tylko są nieumiejętnie wprowadzane w różnych kulturach (zbyt szybko, bezmyślnie). Najczęściej pomijając proces ewaluacji.
Mentalnie tkwimy jeszcze w poprzednim ustroju, a ściągamy idee z zacho ...  wyświetl więcej

Wydaje mi się, że słowo, którego Ci brakuje jeszcze nie powstało. Myślę, że masz na myśli ludzi, którzy ślepo patrzą w idealizm i zapominają o realizmie. Wymyślają rzeczy zbyt oderwane od faktycznego stanu, idee niegotowe do wprowadzenia w życie, które wprowadzone wywołują zamieszanie zamiast wyższego porządku. Owszem w takiej sytuacji zgadzam się. Ale powyższe przedstawienie sprawy jest niepoważn ...  wyświetl więcej

wydaje mi się, że ktoś kiedyś nazwał to utopią

Panowie byli uprzejmi przegapić wyrażenie "idealiści, których mam na myśli"? Objaśnienie dalsze także wam umknęło?
Radziłbym nie dać się tak ponosić urokowi własnych skojarzeń, raczej skupić się wpierw na tekście.
Wiem, że jesteście odpowiednio kształceni, zapewne też wysoko - ale cóż z tego, ja nie o tym....

Nawet w świetle powyższego komentarza podtrzymuję swoje słowa. Cytuję zatem:
„Idealiści, których mam na myśli, żadnej idei nie wyznają, chyba fiksacyjną. Która się żadnej kupy nie trzyma. Jednak nie da rady nazywać ich inaczej, ponieważ oni bez przerwy gadają o jakimś ideale. A cóż to jest ideał?
To jest coś, czego nigdzie na świecie nie ma.”
Definicja własna: Idealista, to w ...  wyświetl więcej

Wystarczy. Dziękuję za tak sugestywne zaprzeczenie poprzednim głupstwom.

Pozwolę sobie pominąć, że właściwie i tak jest to dla mnie za mądre. Jak pisałem wcześniej, moje IQ tylko w porywach osiąga 40.

  gnostyk,  21/08/2011

A no tak,Panie Zbysławie,moja zdawkowa wypowiedź na początku na szczęście nie
potwierdziła się do końca,nie tyle Pana przeoczeniem co grzecznością było stwierdzenie
że te ręce są zabetonowane po nadgarstki a nie głębiej,nie uważa Pan..?Dobrze że nie
u wszystkich.A nie rozumiejącym dedykuję fraszkę którą kiedyś napisałem:

Umiejętność mówienia
jest sztuką milczeni

...  wyświetl więcej

@Zbysław Śmigielski
Próby ośmieszenia mnie przez ośmieszanie siebie w istocie nie mnie ośmieszają.

@gnostyk
Piszesz o sztuce milczenia jak znawca, ale jak nie znający jej stosujesz ją.

  gnostyk,  21/08/2011

Mylisz się Macinie,żeby przedyskutować dogłębnie artykuł Zbysława musiałbym napisać
drugi a po co?Jeden w tym temacie wystarczy,zresztą Zbysław w moim odczuciu Cię nie
ośmiesza,akcentuje tylko brak zrozumienia dla ukrytej w nim pointy,każdy wrażliwy człowiek
kocha a przynajmniej powinien,przyrodę i ludzi,przecież on to mówi wyraźnie,masz prawo
do własnego punktu widzeni ...  wyświetl więcej

Autor nie wie, co to jest idealizm, a ten „w moim rozumieniu” pozostaje niezdefiniowany. W dodatku próbuje odeprzeć krytykę zdawkowymi odpowiedziami, a fałszywą skromnością stara się podważyć opinie adwersarzy.

Spróbujmy inaczej Marcinie,lwią część swojego życia poświęciłem poezji,leż pięknych i wzniosłych
metafor umieściłem w wierszach i poematach,jestem naprawdę dobrym obserwatorem
przyrody.Jak to poeta,aż tu kiedyś koleżanka po piórze napisała taki wierszyk:

"Cała ta poezja zebrana do kupy,
to najnormalniejsze zawracanie dupy,
a że tę czasami też zawracać trzeba,

...  wyświetl więcej

To nie na temat, ale to poetycka krytyka poezji, czyli samozaprzeczenie.

Fakt, ciemny jestem. Nawet nie spostrzegłem, że mam adwersarzy, w dodatku z opiniami. No, no!

Zresztą, miejcie litość, adwersarze. Nie męczcie mnie już opiniami.

  ,  21/08/2011


Myślę, ze zarówno mi jak i Marcinowi chodziło o bardziej rzeczową dyskusję, a nie uciekanie od niej i koncentrowanie się wyłącznie na własnych odczuciach i przyjmowania postawy ofiary, ciemiężonej przez dyskutantów po to by zbudzić u odbiorcy litość.
"idealiści, których mam na myśli..." - na tym właśnie polega relatywizm pojęciowy (przypisywanie pojęciom innych, nieznanych dotąd zna ...  wyświetl więcej

Można "to" nazwać inaczej, oczywiście. Ale kwestia doboru odpowiedniej nazwy wcale nie jest prosta, z powodu opisanego w tekście - że tak zwane "wartości" dobiera się podobnie jak karty w pokerze. Nastąpiło więc solidne pomieszanie pojęć, także tych encyklopedycznych, które coraz mniej odnoszą się do realiów.

Zbliżonym byłby taki opis

...  wyświetl więcej

Czyli niemrawo przyznaje się Pan do błędu (pomieszanie pojęć i „określenie "idealiści" może być krzywdzące„). Zadowolę się tym, bo aby przebić się przez dalszą oporność trzebaby tu jeszcze kilkunastu do kilkudziesięciu komentarzy.

Szczególnie jednego komentarza brakuje: że tekstu artykułu to chyba szanowny pan w ogóle nie czytał.

Idź-że pan więc do diaska i nie czepiaj się niby pijany płotu.

I co chce pan teraz płakać tutaj jak jakiś idealista o miękkim serduszku? Gdzie cynizm i sarkazm? Mówiłem wcześniej, aby dyskusję potraktować należycie. Ale pan wciąż zdawkowo, zabawa w relatywizm, uszczypliwości, a teraz jest gorzko. Mogło być normalnie, rzeczowa dyskusja, wyjaśnienie, odejście od błędów z podniesioną głową, ale pan nie chciał. Pretensje proszę mieć do siebie. Choć proszę mi wier ...  wyświetl więcej

  ulmed,  21/08/2011

"Ludzie, jak tu nie pić?" Twoje zdrowie Zbysławie.

Nie zakrztuśmy się aby. Bo nie bardzo wiem, jak sobie radzić ze smarkaczami (faktycznymi lub mentalnymi) - w sytuacji, gdy klapsy zabronione. Ja tam jestem człowiek normalny, żaden idealista. Skol!

  ulmed,  22/08/2011

Zdrowie trzeba wypić, bo czas ucieka... zważ, że należymy do schodzących. Może to i dobrze?

  Areva,  21/08/2011

W filozofii (albo wg mojego wykładowcy filozofii;)) idealizm to już choroba czy matrix umysłu z którego ciężko z niego wyjść:(. ;-)

Gamko.
Jak widzę, stalowa gwardia nie zawodzi. Cholera, że też nie zawsze mogę się odpłacić...

  Gamka  (www),  21/08/2011

Stalowa gwardia powiadasz Zbysławie !..widocznie ja jak ten ...”motylek machający skrzydełkami na Eiobie , przez co wywołuje tajfun w zamysłach .... jak ci idealiści ...ale zaś oni wymyślili, że nie wolno bić. W ogóle. Nawet zamachnąć się nie wolno. Bo to nieludzkie i patologia...więc nie karć mnie ....bo naczelną ideą ... idealistów jest miłość. Miłość do wszystkiego, co żyje i co nie żyje. Do in ...  wyświetl więcej

Biedroneczki? Rozczulające!

Zbysławie, ja wypiję to zdrowie twoje...
"Idealista to człowiek, który stwierdziwszy, że róża piękniej pachnie niż kapusta, uważa, że będzie z niej lepsza zupa."
(Henry Louis Mencken)

Panie Zbysławie ośmiesza pan swoją „dojrzałość” z każdym komentarzem coraz bardziej. Proszę mnie nie prowokować, to nie będę odpowiadał na złośliwości.

Rzekłem: idź do diabła, smarkaczu.

Wolę Boga, „panie” infantylny.

  ulmed,  22/08/2011

O Boże, Zbysławie! Ty, stary wyjadacz, po nocy wdajesz się w dyskusje?! Oj, przykarcę takie praktyki! :))) Za pozwoleniem, oczywiście.

  Gamka  (www),  22/08/2011

Oj tam Ulmed...jak trzeba to trzeba ! nawet Zbysławowi się to należy ...;]
Zbysławie uśmiechnij się ;))

A co! Pisałem już, że gdy nie można czegoś zniszczyć, należy to polubić. Ja kocham smarkaczy.

PS. Kaczuszki też kochałem.

Widzę tu nietzscheańskie „jak mnie coś nie zabije, to wzmocni”, idealizm. Przekraczanie akceptacją i lubieniem stanu mniej atrakcyjnego ku lepszemu. Jeszcze słowo „smarkacz” pozostało świadczy o tym, że żal za swoje wypowiedzi ma „pan” do mnie. Zatem „kocham smarkaczy” także nie brzmi prawdziwie.
Jeśli będzie miał „pan” chęć odpowiedzieć, proszę chwilę dłużej pomyśleć. Po, co mamy znowu brutalizować wypowiedzi.

Ludzie, jak tu nie bić? Jak nie bić półgłówków?

Wie pan dlaczego ciągnę to cały czas? Ażeby zobaczyć autodetronizację pseudoautorytetu. Chcę, aby nastąpiło to samodzielnie i następuje przez słowa „półgłówek”, „smarkacz”, przez cynizm, sarkazm, szydzenie, niewiedzę, złośliwość, hipokryzję i można dalej wymieniać. Przez to jak ze zwrotu „pan” kierowanego do mnie na początku stopniowo poniża pan siebie dochodząc właśnie do „półgłówek.” Proszę spoj ...  wyświetl więcej

Więcej niestety nie będzie. Na półgłówkach zacząłem i na półgłówku kończę.

Po wstrząsie anafilaktycznym, jaki serwuje zalecana w profilu strona "autorska", łącznie z wypoconymi tu mądrościami - nawet autodiagnoza powinna być jednoznaczna. Lecz się z paranoi, chłopie.

Więcej nie będzie, bo ostatnim komentarzem wywołałem trzeźwość, nie dziwi mnie to, po tym chyba każdy by otrzeźwiał. Jednak to za mało, aby łatwo pojąc to, co jest tam napisane. Do tego trzeba czytać i poznawać, nie tyko oglądać. Ale „pan” jest zbyt zadufany w sobie, a to jest zgubne, co tutaj widać. Wciąż „pan” siebie nie szanuje próbując szukać u mnie braków zamiast spojrzeć na te u siebie, a to ...  wyświetl więcej

Zbysławie! Kocham Cię...

Bo kwaknę...

  nse,  22/08/2011

Artykuł dość prowokatywny , lecz prawdą jest fakt że wszyscy jesteśmy " półgłówkami " tylko nie wszyscy są tego świadomi ...

  Elba,  23/08/2011

Myślę, że chodzi tu o odwieczny stosunek człowieka doświadczonego do wiedzy. Człowiekowi, który wiele przeżył i wiele w swoim życiu widział, wydaje się, że wie wszystko. W rzeczywistości nie wie nic. Co najwyżej osiągnął stan doskonałej ignorancji. Co niniejszym u Zbysława obserwuję.
W zasadzie każdy z nas ma swój poziom ignorancji, a nasze wywody, to tylko spory, czyja ignorancja jest dosk ...  wyświetl więcej

Pisząc to do mnie świadczysz o tym, że nie rozpoznajesz należycie sytuacji, która się tutaj rozegrała, także mnie. Nie jestem już młody, ja młodo o sobie myślę, to dwie różne rzeczy. Moja odpowiedz na „wiem, że nic nie wiem” jest taka, że „nie wiem ile wiem”, zachowuję otwartość poznawczą i pewność siebie. Zauważ, że Sokrates niewiele zmienił swoim idealizmem skoro tak wygląda świat, ja tutaj zmieniam w skali jaką mam.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska