Login lub e-mail Hasło   

Żona zabezpieczona

Żona. To największy cud mężczyzny. Niepowtarzalny i bezcenny. Dlatego będzie zdeterminowany, bo go chronić.
Wyświetlenia: 2.308 Zamieszczono 23/08/2011

Żona zabezpieczona

- No idziesz?! - krzyknęła z piętra moja żona.
Westchnąłem i poszedłem na górę, do naszej sypialni. Tam, gdzie czekała Agata. Mimo upływu dwunastu lat małżeństwa wciąż tak samo byliśmy spragnieni seksu. A ten nazywaliśmy bajecznicą.
Nikt o tym nie wiedział, co pozwalało na bezkarne, a i zabawne planowanie sobie wieczornej przyjemności nawet przy gościach.
- Czekam! - dobiegło z góry.
Znów westchnąłem. Agata uparła się, bym przebrał się do bajecznicy za motyla.
Za motyla! I to witezia. To było skrajnie groteskowe i zresztą niewygodne, skoro jednak miało uczynić z żony opętanego seksem wehrwolfa?...
Szedłem mimo wszystko trochę skonfundowany po schodach, kiedy zaś stanąłem w progu sypialni, zamarłem.
Nad żoną stało dwóch zbójów. Kiedy widzisz maski i czarne płaszcze, nie masz wątpliwości. Nie zakładasz, że to żyrafy przybyły do domu wyjeść liście z roślin doniczkowych.
Zbóje nie są żyrafami. Są zbójami. A rozwijając zwój ponurej tej definicji, są: rabusiami pieniędzy, telewizorów, komputerów i czasem też żon.
A może i roślin doniczkowych.
Ale nie poddałem się. Od dwóch lat przygotowywałem się na atak zbójów. Agata śmiała się ze mnie. Mówiła, że przesadzam, że obok mieszka stójkowy i to nam wystarczy. Ja jednak – na szczęście – montowałem alarmy, jeden po drugim, i myślałem, co zrobić jeszcze, by bezpieczeństwo domu i żony wzrosło.
Ostro trenowałem też boks i miałem pistolet w szafie.
Zbóje stali nad łóżkiem, na które pchnęli żonę i wystarczyło, bym skoczył jak lew i ich powalił.
Ale czym niby? Motylim skrzydłem?
Nawet pięści nie mogłem użyć przez ten cholerny kostium, a o broni to nawet myśleć sensu nie było.
Zrobiłem wszystko, co mogłem zrobić jako motyl. Podskoczyłem osobliwie w górę, rozwinąłem skrzydła, zafurkotałem i pofrunąłem ku wrogom.
Powalili mnie w dwie sekundy. Kocówkę zrobili w trzy. Śmiali się zaś odpowiednio dłużej.
Żona spojrzała na mnie z wyrzutem.
- No i gdzie te alarmy?
Zachowałem twarz z drewna. Długo to ćwiczyłem, a teraz było to bardzo ważne.
Musiałem za wszelką cenę zachować spokój. Tyle tylko, że gdy tylko myślałem, jak komicznie wyglądam w tym przebraniu barwnego, oklapłego motyla, to ledwo napływ śmiechu hamowałem.
Jeden ze zbójów zwrócił do mnie maskę.
- Dobra – rzekł. - Plan jest taki. Teraz schodzimy się najeść, potem rozbijamy kasę, potem zaś wracamy po żonę. A motyl przeżyje, jeśli pozostanie nieruchomy.
Zaśmiali się obaj dziwnie, trochę histerycznie, po czym wyszli z pokoju.
Spiąłem się cały i spłynąłem potem. To był ten moment!...
- No i co z tymi alarmami-cudami – zdobyła się na kolejny wyrzut żona, ale nie słuchałem jej.
Z napięciem wpatrywałem się w drzwi i nasłuchiwałem. To był decydujący moment, a spóźnienie o ułamek sekundy pogrzebałoby wszystko... Ze schodów dobiegło wyraźne skrzypnięcie.
Muszę tu zaznaczyć, że osobiście dopilnowałem, by jeden ze schodków – ściślej: czwarty od góry – skrzypiał głośno i cokolwiek XVIII-wiecznie. Agata domagała się likwidacji skrzypu, lecz ja sprawiłem, że tylko nabrał głośności. XVIII-wieczności.
Cokolwiek upiornej, gdy się tego słucha po północy w domu XXI-wiecznym, przyznaję.
Ale też wszystko ma swój cel, a głośne skrzypienie schodka czwartego od góry też go miało. Na ów dźwięk zrobiłem to, co należało zrobić.
Przygarbiłem się, naprężyłem baranio szyję i zabeczałem, niezbyt cicho. Kątem oka dostrzegłem szeroko otwierające się oczy i usta żony, na co bezzwłocznie odpowiedziałem żałosnym z kolei meczeniem owieczki, co brzmiało, jakby wydano ją właśnie wilkom w ramach układów i reparacji. Następnie zahukałem jak puchacz. Zaraz po tym wcisnąłem głowę w barki, przybrałem pozę zaniepokojonej surykatki i zacząłem dreptać jak surykatka, z tym, że po linii oktagonu. Po zamknięciu oktagonu odwróciłem się do narożnika łóżka, podszedłem doń stópkami gejszy, po czym wtuliłem twarz w słup, do którego zdarzało mi się wcześniej przywiązywać jedną z nóg żony w ramach bajecznicy. Wprost w otwór śrubowy wyrzuciłem z krtani do reszty osobliwy świergot, przy czym trochę oblizałem śrubę.
Od schodów doleciał przytłumiony łoskot i okrzyk, lecz Agata nie zwróciła na nie szczególnej uwagi.
Patrzyła na mnie oszołomiona.
- Chyba spadli ze schodów? – wymamrotała. - Hubercie, co ty robisz? Nie załamuj mi się...
Uśmiechnąłem się do siebie zwycięsko. Agata wyszydzała moją obsesję na punkcie bezpieczeństwa i zakładanie alarmów.
Tymczasem potrzask, o którym nigdy jej nie powiedziałem, właśnie pochłonął bandytów. Sam zaprojektowałem i zamontowałem ten mechanizm. Wraz z czujnikami. Bardzo krytyczny i wrażliwy na potknięcia. Musiałem pilnować nie tylko dokładności kroków w centymetrach, ale i wierności zwierzęcych odgłosów, przy czym ich wykonanie w czasie też było ściśle obliczone.
Zważywszy, że schodów było raptem 20.
Czujniki umieszczone w podłodze, łóżku i suficie otwarły zapadnię, która pochłonęła bandytów. Nie stałoby się tak, gdybym nie przećwiczył mechanizmu otwierania zapadni ponad 200 razy.
Podobnie, jak mechanizmów aktywujących pozostałe siedem pułapek, ukrytych w różnych częściach domu. W sumie jakieś półtora tysiąca razy beczałem, meczałem, pohukiwałem, dreptałem jak surykatka i świergotałem - a nawet gdakałem, śmiałem się jak hiena, a także - doprawdy opanowałem to - na linii fotokomórki przekrzywiałem głowę jak kondor. Albowiem mechanizm aktywizujący był nieco odmienny dla każdej pułapki.
Zakładałem je oczywiście w tajemnicy przed Agatą, która, jak już rzekłem, potrzebę tak gorliwego przygotowania przeciw napaści wyśmiewała i nazywała schizofrenią. Rozumie się, że i osobliwe szyfry dźwiękowo-gimnastyczne przećwiczyłem pod jej nieobecność. Nie zrozumiałaby ich, poza tym z pewnością zakłócałaby mi powagę, a ta była konieczna. Gdybym pomylił kroki jako surykatka czy zameczał w tonacji zbyt czupurnej, wszystko by przepadło. Dlatego ważnym było, aby system aktywacji pozostał dla niej nieznany aż do chwili próby – rzeczywistego zagrożenia – i zamknąwszy jej usta wstrząsem, pozwolił mi dokończyć dzieła.
Ni to indyczy, ni marsjański świergot i oblizanie ostatniego czujnika według programu, który osobiście opracowałem, zabiły włamywaczy. Ale pewnie chcielibyście zapytać, dlaczego posłużyłem się aż tak skomplikowanym szyfrem, i o co chodzi z tym czwartym schodkiem. Otóż i wyjaśniam.
W domu jest osiem pułapek. Musiałem założyć, że możliwa jest sytuacja, iż zmuszony będę aktywować którąś z nich przy napastniku. Tylko skrajnie groteskowe zachowanie mogło uchronić mnie przed interwencją i zakłóceniem aktywacji. Czy którykolwiek z bandytów podejrzewałby mój kontratak, słysząc pobekiwanie owcze lub widząc jak drepczę w pozie zafrapowanej surykatki? Podejrzewaliby jedynie napad strachu i obłędu, to tyle.
A czwarty schodek? Czysta socjologia. Jeśli wstępujesz na schody, to zdarza się, że zawracasz z nich, bo czegoś zapomniałeś, albo po prostu zmieniłeś zamiar. Zawrócisz z pierwszego, drugiego, może i trzeciego... Mało kto jednak zawraca z z czwartego schodka – po prostu leniwa ludzka natura nieskłonna jest hamować ciało wprowadzone w rytm. Naciągane? Jak każde założenie, które ktoś sobie obiera i w które wierzy.
Schody rozwarły się, a bandyci wpadli w głęboki schowek, wprost na naostrzone pale wierzbowe, które z premedytacją zamocowałem na dnie. Pułapka zamykała się naturalnie równie błyskawicznie – kiedy Agata wyszła z sypialni, nic nie zdradzało marnego losu opryszków.
I mego geniuszu.
Przez chwilę tańczyłem w upojeniu, w tym osobliwym stroju motyla witezia, aż wreszcie wyszedłem za żoną. Ta patrzyła w dół ze zmarszczonymi brwiami.
- Cisza – rzekła.
- Ano cisza – przyznałem ze wzruszeniem. Teraz silnie walczyłem z pokusą pochwalenia się jej, że to ja ocaliłem nas oboje, że wykonałem pułapki, i że zwyczajnie miałem rację w kwestii zabezpieczeń, podczas gdy ona...
- Dziwne – wymruczała Agata, wciąż spoglądając w dół schodów. - Chyba się potłukli i poszli do domu. Mam nadzieję, że nic poważnego im się nie stało i jutro chłopaki wpadną...
- Chłopaki? - powtórzyłem skołowany.
- Łukasz i Fabian.
- Łukasz i Fabian? - wybełkotałem.
Przeniosła na mnie wzrok i uśmiechnęła się triumfalnie.
- Ty moja osioło, ty – rzekła trochę ironicznie, a trochę ciepło. - Pamiętasz te nasze spory na temat ochrony i ryzyka napadu? Zawsze wyolbrzymiałeś niebezpieczeństwo, a przy tym upierałeś się, że potrzebujemy zabezpieczenia, i że gdy źli nadejdą, będziemy gotowi, czyż nie?
Milczałem pogubiony. Instynkt kazał mi się chwycić poręczy.
Zawsze dbałem o zabezpieczenia.
- Tak twierdziłeś. Więc postanowiłam utrzeć ci nosa. Razem z Łukaszem i Fabianem, twoimi kolegami z bukaciarni, a moimi byłymi narzeczonymi... Przebrali się za rzezimieszków, a ty ich nie rozpoznałeś, mimo że się śmiali i dziwnie zachowywali. I co? I co? - powtarzała z przekąsem, acz nie bez satysfakcji. - W chwili napadu byłeś zagubionym, nieporadnym witeziem, a gdy usłyszałeś, że chcą dobrać się do sejfu i do mnie, spanikowałeś. Naśladowałeś kozły i małpy, czy co tam... - Pokiwała głową. - Wstyd! Dziś bajecznica odwołana. Przemyśl nauczkę, zastanów się, czy twoja żona jest bezpieczna... A dziś mówię ci, mój obrońco witeziu: dobranoc... - to mówiąc Agata zakołysała biodrami i zniknęła w sypialni.
A ja stałem jeszcze jakieś pół godziny nad schodami sztywny, motyli, groteskowy, lecz w końcu doszedłem do siebie. O mały włos nie wyjawiłbym mordu dokonanego na moich kumplach, szczęśliwie udało się tego uniknąć. Co prawda mój prestiż w oczach żony nie podniósł się za bardzo – na co liczyłem – lecz przecież znajdę sposób, by tę rzecz nadrobić. Może jutro zostanę zmuszony przystąpić do bajecznicy w przebraniu surykatki, niech tam, ale wszystko wróci do normy.
Bo widzę dwa wyraźne plusy, by nie rzec: wiktorie.
Po pierwsze: pozbyłem się dwóch byłych narzeczonych mojej żony. Nie oszukujmy się, nikt z nas nie wybacza konkurentom do ślubu, nawet jeśli są już tylko przeszłością. Wszak czynili bajecznicę z kobietami, które mieszkają w naszym sercu... Męska natura nie przymyka na to oczu tak po prostu.
Wierzbowe pale to dobre pale.
Owszem, będzie kilka wizyt policji, a Agata przez jakiś czas frasować się będzie losem Łukasza i Fabiana. W końcu jednak zdołam ją przekonać, że prysnęli od swych żon-zmór do Wenezueli, gdzie kobiety są miłe i chirurgicznie piękne od łona po czoło.
A najważniejsze. Sami widzicie, jak to wygląda. Nie ma żadnych wątpliwości. Moja żona jest doskonale zabezpieczona.

Podobne artykuły


16
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1225
14
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1054
14
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1221
14
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1085
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 903
12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1015
12
komentarze: 6 | wyświetlenia: 825
12
komentarze: 24 | wyświetlenia: 1146
11
komentarze: 2 | wyświetlenia: 789
11
komentarze: 8 | wyświetlenia: 724
10
komentarze: 40 | wyświetlenia: 721
10
komentarze: 21 | wyświetlenia: 584
10
komentarze: 2 | wyświetlenia: 803
10
komentarze: 14 | wyświetlenia: 862
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 773
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Hussair, ty oszalałeś! Zabezpieczona??? Toż ona w zmowie była z tymi żonami... a mężuś wykonał za nie czarną robotę wprost bajecznie!

  hussair  (www),  23/08/2011

Ciii... nie wszystko musi być ujawnione. ;)
A Ty oczywiście czytanie blitzkriegowe uprawiasz? :)

Tak wyszło, ale nawet jednego słowa nie uroniłam:) Zadziwiające, jak faceci komplikują sprawy... a kobiety to wykorzystują :)

  hussair  (www),  23/08/2011

Może to jeden z warunków utrzymania Równowagi. :)

  jotko49,  23/08/2011

No ...piękne powakacyjne wejście.Tylko dlaczego mnie kręcą takie treści? Spytam się swego psychoanalityka.

Wejście Motyla jak na fana B. Lee przystało :)

  hussair  (www),  23/08/2011

Jotko, dziękuję! :) A co do psychoanalityka - kto wie, co on w szafie trzyma... ;)

Jotko, po co ci psychoanalityk... tak fajnie należeć do tych normalnych inaczej:)

  jotko49,  23/08/2011

Zapewne masz rację,wszak ktoś powiedział że-szaleństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bardziej szalone, tym bardziej logiczne, tym bardziej wyrafinowane, tym bardziej wymowne, tym bardziej olśniewające.

No, widzę, że masz się już lepiej... a myśli o psychoanalityku były chwilowym zachwianiem równowagi wewnętrznej:)

  hussair  (www),  23/08/2011

I może to właśnie szaleńcy mają dostęp do prawd absolutnych!
Acz gorzej z dostępem do miasta i kina, raczej siedzą zakratowani i dzielą się objawioną wiedzą z towarzyszami niedoli. ;)

Za punkcika podziękuj świstakowi Hussairze:) Po jego artykułach zawsze mi jest nie do śmiechu:/
No ale wracając do motyla... Jak mogłeś... Teraz nici z bajecznicy, bo wyobraźnia nie da mi spokoju:)

  hussair  (www),  23/08/2011

Za dużo dowcipu i szopki zdecydowanie zabija impuls do bajecznicy! :)

Twoja wyobraźnia nie zna granic... to niebezpieczne!:)

Ale jakież fascynujące :)

  hussair  (www),  23/08/2011

To jest bardzo niebezpieczne - czy raczej: niebezpiecznie pociągające. ;)
Ja się już sam nie oszukuję, że wszystko pod kontrolą. ;-)

No, ja myślę... oszustwo na niewiele by się zdało w przypadku twoim nieuleczalnym!

Kwiatuszku, nie wiem jak Ty, ale ja się boję facetów ze zbyt bujną wyobraźnią...
Hussair: zdecydowanie niebezpieczne. Czółna rozumiem, są niebezpiecznie pociągające, ale z motylem nie ma mowy i już:P

  hussair  (www),  23/08/2011

Co prawda, to prawda,Skalny Kwiecie! I w ogóle mam małe szanse, bo farmacji nie ufam, a do psychiatrów strzelam z łuku. ;)
Meaning - czółno?

Meaning, nie wiem jak ty, ale ja uważam, ze facet bez wyobraźni jest kulą u nogi, taką armatnią!

  hussair  (www),  23/08/2011

No właśnie, Meaning, nie wiem jak Ty, ale ja też tak uważam. ;p

"Meaning - czółno?"
O skleroza? Przypomnienie na @:P
U mnie jest jest, jeszcze jeden problem... Sinatra namiętnie atakuje stworzenia latające:P

No tak... sierściokłak przejął obowiązki rycerskiej obrony swojej Pani :)

Szkoda, że tylko obrony:)
O boszz co ja piszę to przez wasze bajanie o bajecznicy z motylem! :P
Zbyt bujna wyobraźnia jest tak samo niebezpieczna jak jej brak:)

Rzekłaś!

  hussair  (www),  24/08/2011

The Meaning - już wszystko jasne... :) Hm, w rzeczy samej to jest dobra, całkiem zdrowa opcja...
A co do motylowych strojów - szczerze przyznam, że wszędzie towarzyszy mi wyobraźnia i humor, lecz akurat w kwestii bajecznicy jestem raczej... tatarski. I już nie wnikam, czy to lepiej, czy gorzej. ;)

Tatarski motyl? To musi być dopiero dziw nad dziwy!

No dobra, koniec sporów. Krakowskim targiem czułki mogą zostać:P

  hussair  (www),  24/08/2011

To i tak lepiej niż mongolski czerw pustynny (co pluje i prądem razi turystów). :))
Znikam już - na dziś wystarczy tego łopotu motylich skrzydeł.

Dobrej nocy Rycerzu:)
A z tym prądem... ciekawe jakie natężenie:P

Hehe... wiesz dokąd ciekawość prowadzi? Niegrzeczne dziewczynki tam gdzie chcą...
Dobranoc Tataromotylu:)

  hussair  (www),  24/08/2011

No, chyba potężne. Turysta zostaje sparaliżowany i wciągnięty do jamy. I tyle go widzieli w Ułan-Bator.
Trzeba umykać, bo wiecie, jak się za dużo o bajecznicy gada, to sny niespokojne. ;)

Kwiatuszku, a grzeczne dokąd??:)
Hussair: "No, chyba potężne. Turysta zostaje sparaliżowany i wciągnięty do jamy. I tyle go widzieli w Ułan-Bator."
Do tego akurat czerw nie jest potrzebny... no nie, zaraziłam się bujną wyobraźnią !! :)

Meaning... te grzeczne idą w jasyr! Nad czym ubolewam... bo z niewoli ciężko się wyrwać... potem...

Pewnie, kop leżącego, a co:P

Auć... zabolało... tylko dlaczego mnie???

Nie Ciebie a mnie:)
Dowcip mi się wyostrzył po próbach, niestety nieudanych, wykopywania:/

  belfegor,  24/08/2011

@The Meaning: "a grzeczne dokąd??"
Poniżej kilka różnic :)
1) Grzeczne Dziewczynki rozpinają kilka guziczków, gdy jest gorąco.
Niegrzeczne Dziewczynki rozpinają kilka guziczków, żeby zrobiło się gorąco.
2) Grzeczne Dziewczynki zakładają wysokie obcasy do pracy.
Niegrzeczne Dziewczynki zakładają wysokie obcasy do łóżka.
3) Grzeczne Dziewczynki wierzą, że ni ...  wyświetl więcej

@Belfegor: Potraktowałam jako test:) Jest 4:2 :P

  drseth,  24/08/2011

Niewatpliwie Agata jest zabezpieczona na wieki. Chyba, ze sama przebierze sie za napastnika....Z uklonem ucietej glowy Dr Seth :)

DrSeth miło, że wpadłeś:) Bezgłowo jak na makabrystę przystało...

Skalny Kwiecie, mam duuuuzo do uzupelnienia. Pozdrawiam kostnicowo:)

W takim razie do Potworkowa zapraszam... artykuł ten bowiem wzbudził kontrowersje... niezupełnie wiem czemu...może okiem fachowca wyczaisz problem?

  hussair  (www),  24/08/2011

Czołem, doktorze. :) Ja umykam, bo dziewczyny taki nastrój wprowadziły, że w głowie tylko stroje motyla i podstępne zagrywki czerwia, żeby COŚ capnąć... ;-)) Dobranoc wszystkim!

Zmykaj... bo jeszcze w jakąś ćmę się zamienisz i kolorowych snów ci zbraknie:)

  Gamka  (www),  24/08/2011

Pożyczę skrzydełka ;)))

Dlaczego daję plusa, skoro niczego nie rozumiem?
Pocieszam się, że teorii spiskowych nikt nie rozumie, może zresztą odwrotnie - wszyscy rozumieją, tylko nikt wierzy w nie? Więc mi się posalcesoniło.

  hussair  (www),  24/08/2011

Przyjmijmy, Zbysławie, że plusujesz, bo jesteśmy sobie kamratami. ;)
Humor czarny-absurdalny bywa osobliwy, niekoniecznie zrozumiały, a i skręcający w wyraźną odnogę psychiatryczną...

  Gamka  (www),  24/08/2011

Ale się od rana ponownie uchachałam.... jak ja bym to chciała zobaczyć ;D
Hussair nie planujesz jakiegoś filmu nagrać ! , gatunek : horror-groza - czarna komedia!. ...w jednym.....ja już sie piszę na miejsce w pierwszym rzędzie ....ale ubaw po pachy ;))))
Zobaczcie jak pomiędzy te skrzydełka http://ciekawe.motyle.w.interi(...)0dz.jpg ...wcisnąć Huberta !...hihihihi obrazek niesamowity ;)))) zjawiskowo!....hahahaha

  hussair  (www),  24/08/2011

No, w takie coś się przebiorę właśnie. Na próbę, co można zdziałać. ;)

  swistak  (www),  24/08/2011

hussair z motylimi skrzydłami to jak husaria na kucykach

Hussair,
z radościa daję głos i rekomendację. Świetny tekst. Uwielbiam takie z zaskakujacą pointą. Skojarzyłam ze zbiorem opowiadań F. Forsytha "Czysta robota". Jeżeli lubisz ten gatunek, to polecam.
Widze, że muszę się dokładniej przyjrzeć temu, co literacko wyprawiasz.
Dziękuję i pozdrawiam
Alicja

  hussair  (www),  25/08/2011

Ukłony, Alicjo. :) Absurd, mrok i przewrotność - lubię w tym popływać.

  Strzyga  (www),  24/08/2011

Z całego opowiadania przykuło najbardziej moją uwagę przebieranie męza za motyla...hmmm...parsknęłam śmiechem, gdy sobie to wyobraziłam! :)

  hussair  (www),  25/08/2011

O, Strzyga wróciła. Jak tam wczasy, gdzie byłaś? :)

Hussair,po raz kolejny zepsules mi poczucie wlasnej wartosci,moje przebranie za rumunska prostytutke wydaje sie byc niczym wyjatkowym,motyl to jest to.Dzieki za lekcje z wyobrazni,pozdrawiam twoj jedyny prawdziwy przyjaciel.

  hussair  (www),  30/08/2011

Jeśli jesteś prawdziwym przyjacielem, przyniesiesz mi w darze pół kilo żółtego sera salami.

12 groszy, tylko nie płacz proszę
12 groszy w zębach tu przynoszę

Jeden grosik dla sierot, nie mają ojca, matki
Staruchy i wariatki, pakuj Bolo manatki
Drugi grosik dla chudzinek, nie jedzą kolacji
Zgredzi leżą pijani, ja pakuję w ubikacji,
nie moge dalej pisac bo lzy zalewaja mi oczy,zawiodlem sie na Tobie

  hussair  (www),  03/09/2011

Nic chyba nie będzie z tego sera...

Schody rozwarły się, a bandyci wpadli w głęboki schowek, wprost na naostrzone pale wierzbowe,zarty sie skonczyly.dziekuje za uwage ,milego dnia
Twoj robercik

  hussair  (www),  05/09/2011

Wierzbowe pale to dobre pale, Robercie.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska