Login lub e-mail Hasło   

Pozytywnie zmieniać rzeczywistość w jak największej skali!

O czym marzysz? Odpowiedziałbym tym tytułem. W młodości myślałem o nauce i technice. Los sprawił, że doszło ciut kultury. Może mi nie wyszło i na tym koniec, ale czy to jest złe?
Wyświetlenia: 1.304 Zamieszczono 03/09/2011


Przeczytałem dzisiaj czyjeś oświadczenie, że chce zarabiać duże pieniądze w sposób pasywny by spełniać swoje marzenia odnośnie podróży, miejsca zamieszkania itd. Skłoniło mnie to do zastanowienia czego ja w życiu chciałem i o czym jeszcze bym marzył. Wystrzegam się grania w LOTTO, bo wtedy wskakuje mi w głowę jakiś diabeł i planuje jak najkorzystniej te pieniądze ulokować czy wydać. Na szczęście nigdy to nie trwa dłużej niż do upewnienia się, że nie wygrałem. I nawet jeśli zajmuje tylko pół godziny to uważam ten czas za stracony. Uważam więc, że pieniądze nie są najkorzystniejszym pośrednikiem dla snucia naszych marzeń, chociaż do ich spełniania są często przydatne.

W przedszkolu nie lubiłem spać na leżakowaniu i dokazywałem. W podstawówce dzień bez przeczytania książki był dla mnie stracony. Kiedyś jak wybuchnąłem w połowie lekcji śmiechem wychowawczyni zabrała mi czytanego pod ławką "Kubusia Puchatka". Od podstawówki pasjonowały mnie: fizyka, matematyka i elektronika. Te zainteresowania oraz stałe wizyty na stoiskach firm komputerowych na Międzynarodowych Targach Poznańskich doprawadziły mnie do studiowania informatyki na politechnice.

Jestem wykładowcą informatyki na politechnice, ale również lubię pisać dla dzieci i dorosłych o tym co mnie pasjonuje. Często wplątuję wątki ze swoich i rodziny przygód. Piszę opowiadania i teksty piosenek, które realizuje znajomy kompozytor. Ciągle jednak jestem informatycznym malkontentem i mam głowę pełną pomysłów co i jak by zmienić w otaczającej rzeczywistości. Często o tym dyskutuję ze studentami, którzy piszą u mnie prace magisterskie.

O czym marzyłem w dzieciństwie to tak nie do końca pamiętam. Na pewno był moment, że marzyły mi się podróże kosmiczne. Dzisiaj żeby to marzenie spełnić musiałbym mieć do wydania kilkanaście milionów dolarów, a jakby mi się zachciało na Księżyc to z dziesięć razy więcej. Jednak nawet nie mam tej ćwierci miliona dolarów potrzebnej by już w przyszłym roku na pół godziny znaleźć się w stanie nieważkości 100km nad Ziemią. Chyba przeboleję, że nie uda mi się odbyć tej podróży.

Zachłannie czytałem książki, ale nie pamiętam, żebym chciał zostać pisarzem. Przekazywać swoim czytelnikom jakieś wizje. Uskrzydlać ich posuwając możliwości, o których wcześniej nie myśleli. O ironio losu, udało mi się napisać i wydać wiele książek i tekstów. Najbardziej mnie cieszą te teksty, które trafiły do elementarza i innych podręczników. Może jakieś dziecko z ubożuchnej wsi dzięki mojemu tekstowi dowiedziało się kto to jest programista i zapragnęło kształcić się w tej dziedzinie przezwyciężając liczne w takim wypadku trudności. Póki co nic o tym nie wiem. Chociaż egzemplarz mojej "Bajecznej informatyki" jeszcze z drukarki dałem synowi znajomych, a dzisiaj ... kończy studia informatyczne. Nie powiedział czy pomogło, ale na studiach konsultowałem jego programy i to ostatnie na pewno pomogło.

W trzeciej klasie podstawówki znalazłem przedwojenny podręcznik fizyki. Chyba nie był ani ojca ani mamy ale wujka, bo tylko on, ze względu na starszy wiek, mógł się uczyć fizyki przed wojną. Po wojnie skończył politechnikę, a ja jego książkę czytałem w czasie gdy kolega z ławki podkradał romanse z biblioteki. Szukałem też wiedzy technicznej w dziecięcych czasopismach i Młodym Techniku. W końcu po nieudanych próbach z modelami samochodów, okrętów i samolotów trafiłem na poletko mojego taty - radiotechnika. W szkole podstawowej to było jeszcze tylko studiowanie czasopism typu: radio, radioamator, Horyzonty Techniki, ale w szkole średniej udawało mi się konstruować radioodbiorniki, zasilacze i wzmacniacze, szczególnie ten stereofoniczny na słuchawki. 

O rozwijaniu zamiłowań matematycznych zdecydowały chyba sukcesy z piątej klasy. To było coś po "stalówkowej pale" z pierwszej klasy kiedy zapamiętałem się w wyskrobywaniu błędu na sprawdzianie i nagłym "zastrzeleniu" pytaniem z tabliczki mnożenia w klasie trzeciej. A kiedy dostałem "wiatru w żagle" to w swoim zapale do czytania sięgnąłem również po książki dla miłośników matematyki. Większość mam w swej biblioteczce po dziś dzień i zaglądam do nich np. by dać zagadkę na forum, albo swoim dzieciom.

W trakcie studiów informatycznych i potem napisałem mnóstwo programów komputerowych, ale informatyków ocenia się przez pryzmat programów, które komuś innemu do czegoś posłużyły. I tak było z programem, który pisałem na zaliczenie na trzecim roku studiów. Właściwie to zaliczenie już miałem, ale zauważyłem, że byłbym w stanie w krótkim czasie zrobić narzędzie, które przydałoby się wszystkim mającym ten przedmiot. Prowadzący podszedł do mojej inicjatywy bardzo pozytywnie i obiecał "celujący", co pewnie mnie podtrzymało w determinacji w jakiejś chwili zwątpienia. Ale najprzyjemniejszy był moment, gdy po kilku latach okazało sie, że z programu intensywnie korzystali nie tylko studenci w trakcie zajęć, ale liczni dyplomanci realizujacy swoje prace dyplomowe i chwalili go za uniwersalność i prostotę.

Wiele lat później gdy syn potrzebował pomocy w nauce liczenia napisałem prosty programik, który miał mu pomagać. Łatwiej było napisać program niż skłonić synka do korzystania z niego. Całą tę zabawną historyjke opisałem w opowiadaniu, które trafiło do elementarza. Na stronie mam je w wersji poszerzonej o program do nauki czytania http://andrzeju.pl/stara.php?s=mojtata Inny program z inspiracji własnego dziecka powstał, gdy miało iść do komunii. http://andrzeju.pl/stara.php?s=reflex Wstyd przyznać, ale przyjemnie było być przez kilka tygodni nękanym przez dziennikarzy prasowych, radiowych i telewizyjnych oraz gdy koledzy i studenci przywozili z zagranicznych wojaży wycinki prasowe. A program podobny do mojego budzi dzisiaj głośne kontrowersje wśród uzytkowników iPada.

Bardzo inspirującym dla mnie wydarzeniem było rozpoczęcie przez moją Politechnikę organizowania Nocy Naukowców.
Pamiętam,że na pierwszej z nich chciałem poczytać dzieciom swoje bajki i wierszyki. Nie wyszło, bo nie dopuszczono mnie do głosu. Więc kilka miesięcy później na "Targach edukacyjnych z przedszkolem techniki" wystawiłem się z unikalną zabawą informatyczną przypominającą grę w klasy http://alanbit.pl/te.php do której przygrywała piosenka powstała z opublikowanego wcześniej w elementarzu wierszyka o komputerze: http://alanbit.muzzo.pl/ (ostatnia piosenka)  A na kolejnej Nocy Naukowców wystawiliśmy całe przedstawienie z dwiema piosenkami i łączącym je dialogiem: http://vimeo.com/2352659 Potem były jeszcze inne przedstawienia http://vimeo.com/8371808 i kilkanaście piosenek. Jednak bardzo trudno mi było to wszystko robić bez ponoszenia kosztów, nie mówiąc o znalezieniu jakiegoś sposobu na zwrot nakładów. Seria książeczek z Alanem Bitem nie dość, że tania to jeszcze słabo się sprzedawała http://alanbit.pl/seria-ksiazek-alan-bit.php Na razie więc musiałem się wstrzymać z tym i przejść do realizacji innych marzeń.

Okazało się, że moje literackie zapędy nie wzdragają się przed pisaniem tekstów o miłości. Popełniłem, więc już kilkanaście takich tekstów i udaje mi się znaleźć na nie zbyt. Nawiązałem również współpracę z pewnym pismem jako redaktor tekstów o technice. Miewam też wykłady e-biznesie poza swoją Politechniką. Nie odpuszczam również pisania programów, zwykle w wersji internetowej. Moi dyplomanci stworzyli już wiele prototypów różnych ciekawych serwisów, a ja często ... ścigam sie z nimi realizując prace, które oni robią zbyt wolno. Niekiedy te moje prace udaje mi się skomercjalizować, a perpektywy w tym zakresie są coraz ciekawsze.


Nie wstydzę się tych swoich marzeń i działań, chociaż są rzeczy, o których nawet nie zdążyłem pomarzyć. Np. zostać gwiazdą pop tworząc i śpiewając swoje piosenki, chociażby po całym kraju. Mnie się udało usłyszeć w postaci piosenki kilkanaście swoich tekstów i szczęście z tego powodu jest u mnie nadzwyczajne. Czasem bym chciał, żeby się trochę spopularyzowały, ale pewnie nie wszystkie na to zasługują. Mnie cieszy zadowolenie kompozytora, wykonawców i tych niewielu słuchaczy.

A pieniądze? Jakieś tam są. Ale daleko mi do takich, które pozwoliłyby chociaż w pełni zrealizować marzenia, które tu przedstawiłem i tak by dalej mechanizm sam się napędzał bez potrzeby inwestowania. (albo jak mówi żona: wyrzucania pieniędzy w błoto;) Tym niemniej to rzecz zdecydowanie wtórna.


 
 
 

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1523
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 865
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1154
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1123
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 410
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 607
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1188
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 718
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 947
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 527
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1539
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 687
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 694
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 955
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





W czasie, który ty poświęciłeś na babranie sie w swoich marzeniach inni informatycy dorobili się spółek giełdowych i milionów na koncie. Może są nimi nawet twoi koledzy ze studiów?



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska