Login lub e-mail Hasło   

Ofiara nowych czasów

Historia pewnej ulotnej miłości...
Wyświetlenia: 748 Zamieszczono 08/09/2011

Było mniej więcej tak. Ktoś miał pomysł. Inny umiejętności. Władza miała kasę i potrzebę. Miała też mieć korzyści. Zebrali się razem. Trochę zerżnęli od imperialistów, trochę pozmieniali, coś rzucili od siebie i jakoś im wyszedł. Pierwszy polski sygnał telewizyjny. Wszystko ku chwale ojczyzny. Socjalistycznej, rzecz jasna. Ten od pomysłu dostał wczasy w Juracie, ten od umiejętności małego fiata, a władza nadzieję, że pomysł wypali. I wypalił. Miał zajmować i zajmował. Wolny czas.

 Najpierw był mały, drewniany z jednym pokrętłem. Potem większy – już z dwoma. Dalej kolorowy i na pilota. Sygnał tam wpadał i już zostawał. U nas też został. Tata pozwolił. Układało się różnie. Raz się kochaliśmy, raz kłóciliśmy. Bywał chimeryczny i złośliwy. Zwłaszcza, gdy czuł, że go zdradzam z bliskim krewnym. Takim na dyskietki. Zawsze w kącie. Zawsze niedoceniany. Zawsze sam. Z jednym marnym kwiatkiem przy boku. I muszlą. Bez muszli ani rusz! Sąsiadki w sklepie mówiły, że ściąga szkodliwe fale. Uczył i rozśmieszał. To on pokazał jak Jordan zdobywa mistrzostwo, jak Kelly zdradza Brandona, jak trenuje Rocky, jak Tsubasa strzela gole i jak wyglądają kobiece piersi. Najwięcej go było w weekend. W sobotę miał głos Czubówny, w niedzielę Strasburgera, a w inne dni tego siwego od lotka. I Rysia. Od Lubiczów. Co to rączki kazał myć. Był wszędzie. Na mundialu, na wojnie i w domu Wielkiego Brata. Znał prezydentów i premierów. Z papieżem jadł kremówki, z Bondem chronił Królową, a razem z Rossem kochał Rachel. Był jednym z dziesięciu i zawsze wiedział jaka to melodia. Nawet tańczył z gwiazdami. I nigdy nie odpadł.

 Przegrał jednak z czasem. Bo przegrać musiał. Przynajmniej u mnie. Znudziły mi się śmieci, które pokazywał i ludzie, z którymi przebywał. Ciągle ci sami. Znający się na wszystkim, czyli na niczym. Potrafiący gotować, śpiewać i stepować. W tym samym czasie. Stawiani wszystkim za wzór. Znani z tego, że są znani. Tak jaskrawi, że aż oczy bolą. Ci, których podziwiałem i szanowałem albo umarli, albo woleli umrzeć, niż uczestniczyć w tym wielkim przekręcie zwanym telewizją. Wtedy wrócił ten od dyskietek. Przelotny romans przerodził się w płomienną miłość. Pokazał mi swoje łącza i wpadłem. Nawet nie wiem kiedy. Nagle mogłem wybrać, którym bohaterem będę, na który mundial pojadę i na której wojnie będę walczył. Kogo spotkam i od kogo będę się uczył. Dostałem to samo tylko w innym pudełku. Lepiej zapakowane, ale na szczęście tak samo zajmujące. Ciekawe tylko, czy na niego ta muszla też działa…

 

http://zibenowskie.blogspot.com/


Podobne artykuły


17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 2059
17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1769
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1177
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1087
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1029
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 1006
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 371
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 937
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 752
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 1080
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 607
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Cóż, w miłości najważniejsze, by nie narzucać swojego zdania. Ten od dyskietek daje wybór:)

Mowa o dwóch złodziejach czasu Warto się zastanowić - czy faktycznie wnoszą coś dobrego w nasze życie?



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska