Login lub e-mail Hasło   

Umysł uszyty nad miarę?

Człowiek… najbardziej zaawansowana forma życia na naszej planecie. Jako, że fizycznie praktycznie jesteśmy bezbronni na przestrzeni dziejów selekcja naturalna sprz...
Wyświetlenia: 1.157 Zamieszczono 10/10/2011

   Człowiek… najbardziej zaawansowana forma życia na naszej planecie. Jako, że fizycznie praktycznie jesteśmy bezbronni na przestrzeni dziejów selekcja naturalna sprzyjała tylko tym, którzy wykazywali się największym rozsądkiem i sprytem. W wyniku tego całego zamieszania staliśmy się gatunkiem, który intelektem kompletnie zdominował całą resztę fauny. Żadne inne zwierze nie dorasta nam do pięt. I nieważne czy jesteś osobą o której mówi się, że częściej bywa na Saturnie niż używa głowy, czy wybitnym naukowcem, który jest o krok od opracowania rewolucyjnej metody zmuszenia kota do posłuszeństwa bez użycia Whiskasa. W każdym przypadku fakt jest jeden i niezaprzeczalny: jesteś zajebisty. Posiadasz coś czego wartości nie da się wyrazić żadną walutą. Twój mózg wykonuje tysiące operacji w każdej mijającej chwili. Dysponujesz niewyobrażalną mocą obliczeniową, której nie sprostają jeszcze długo najznakomitsze superkomputery. Jesteś ukoronowaniem ewolucji, najgenialniejszym jej tworem. Zwieńczeniem dzieła.  Tylko czy zawsze ta nasza elitarność wychodzi nam na dobre? I nie chodzi mi tu wcale o przesadny rozwój cywilizacji, niebezpieczne wynalazki czy szalonych geniuszy jak Teodor Kaczyński.
  

   Wcisnę się trochę wspomnieniami w minione lato. Piękne było, prawda? Na szczęście już niedługo kolejne.  W każdym razie trafiło się tak, że zamieszkały z nami szerszenie, gdzieś tam znalazły sobie wygodny, wymarzony własny kąt na strychu(nielegalnie!).  A że to bardzo towarzyskie są stworzonka, więc składały nam częste wizyty(niechciane!). W końcu zawitał do mnie jeden z nich, taki naprawdę przypakowany bydlak, który równie dobrze co dziabnąć to mógłby mnie porwać do swoich i zażądać okupu od moich rodziców. I mimo, że przekomicznie wyrżnął łbem o szafkę to wcale nie było mi do śmiechu. Walczyć czy uciekać? Nie mogłem uciec, przecież nie zostawię mojego komputera na pastwę owada. Jednak zabijać też nie lubię, ale co począć, albo on albo ja. Chwyciłem ręcznik, który trzymam w pokoju na czarną godzinę i zaatakowałem go prawym sierpowym. Usłyszałem tylko jak z wielkim impetem rąbnął w ścianę. Problem był jednak taki, że nie miałem pojęcia gdzie. Mimo, że przeczesałem cały pokój 2 i pół raza to go nie odnalazłem. Trochę się zaniepokoiłem, no bo jak to tak do przeciwnika się odwrócić miałem teraz plecami? Musiałem to jednak jakoś przełknąć i siedziałem nieco nerwowo w pokoju udając, że jestem zajęty, ale tak naprawdę byłem w stanie pełnej gotowości.  Nie mogłem dać się zaskoczyć.
  

   Po jakiś 2 godzinach w końcu go namierzyłem. Tzn. sam dał się zlokalizować. Pełzał po moim łóżku, potykając się o każde włókno tkaniny, ciągnąc za sobą odwłok resztkami sił. Każdy następny jego krok był heroicznym wysiłkiem. Na pół żywy, byle przed siebie. Jeszcze jeden krok. I dalej. Nie znam się na fizjonomii szerszeni, ale jestem pewien, że na jego twarzy malowała się zawziętość. Nie, na pewno  nie ubolewał nad swoim losem. Wiedział co ma robić i po prostu to robił, nie było mowy o jakimkolwiek wahaniu. Patrzyłem na jego mozolną, pełną bólu wędrówkę z wielkim podziwem. Zaimponował mi…  Jego mały, nieskomplikowany móżdżek ,czy co on tam posiada, nie był w stanie przeprowadzić analizy sytuacji. Nie powiedział mu, że sprawa jest przegrana albo żeby sobie odpuścił. Nie miał o tym pojęcia, więc brnął przed siebie, walczył do samego końca. Bo w jego przekonaniu przecież nie można inaczej, nie widział w ogóle innej opcji. Bohater! Naprawdę byłem pod ogromnym wrażeniem jego determinacji. Chciałem do niego mówić wręcz mistrzu. Wiem, że to wszystko zdaje się głupie, ale taki już jestem. Cóż dalej mi pozostawało. Z wielkim bólem serca dobiłem go i wyrzuciłem.
  

   A jak my zachowujemy się w momencie wystąpienia ciężkich okoliczności? Wydaje mi się, że nasz super hiper wyrafinowany, ogromny i pofałdowany mózg nie tylko wywiesza białą flagę w sytuacji kryzysowej, ale wręcz ośmielę się stwierdzić, że on sam przyczynia się do jej wystąpienia swoją zbyt intensywną pracą, podczas której produkuje nadmiar niechcianych, zgoła zbędnych myśli.  I czasami właśnie zazdroszczę takim owadom. Żadnych dylematów, wszystko jest łatwe, klarowne i właściwe.

Podobne artykuły


16
komentarze: 110 | wyświetlenia: 733
14
komentarze: 11 | wyświetlenia: 964
14
komentarze: 8 | wyświetlenia: 397
13
komentarze: 0 | wyświetlenia: 969
12
komentarze: 12 | wyświetlenia: 741
12
komentarze: 1 | wyświetlenia: 528
12
komentarze: 18 | wyświetlenia: 1681
11
komentarze: 298 | wyświetlenia: 456
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 996
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 437
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 928
11
komentarze: 24 | wyświetlenia: 528
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 507
10
komentarze: 3 | wyświetlenia: 829
10
komentarze: 13 | wyświetlenia: 373
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  hussair  (www),  13/10/2011

Zabiłem kiedyś szerszenia, frasuje mnie to do dziś.

  Rotek  (www),  13/10/2011

Ano właśnie, widzę, że nie tylko ja czuję do nich respekt :)

  belfegor,  14/10/2011

Nic nie zrozumiałeś :(
Właściwie dlaczego zabiłeś, a wcześniej okaleczyłeś tego szerszenia? Nie atakował cię (bo i po co?), więc dlaczego? Dla przyjemności zabijania?

  belfegor,  14/10/2011

Jeszcze jedno. Od kilku lat mam na działce gniazdo szerszeni. Adrenalina skacze, gdy taki "messerschmitt" przelatuje koło nosa. Trzeba pamiętać, by np. odstawianą otwartą puszkę piwa zawsze przykrywać (ale bez szerszeni tez to robię, bo nie lubię utopionych w piwie muszek). Nigdy żaden szerszeń nie zaatakował ani mnie, ani nikogo z mojej rodziny. Jedynie zaproszony znajomy miał problem, bo na widok szerszenia (2 metry od siebie) panicznie zerwał się z krzesła i zrzucił nakrycia ze stołu.

  hussair  (www),  14/10/2011

Dobra uwaga. Otóż to. Żaden szerszeń nie atakował...
To ludzki (WPROGRAMOWANY!) strach atakuje.
Bezprawnie.

  Rotek  (www),  14/10/2011

Owszem, zaatakowałem go bo się bałem. Domniemanie, że zabiłem go dla przyjemności jest trochę nie na miejscu...

Spróbuj na raz następny uderzyć słabiej i w kierunku otwartego okna lub drzwi, aby tylko został wyrzucony.

  Rotek  (www),  13/10/2011

W takiej treumatycznej sytuacji o takich rzeczach się nie myśli ;) Ale postaram się następnym razem lepiej to rozstrzygnąć :)

  erin,  14/10/2011

Miałam podobną przygodę. Stadko szerszeni zamieszkało na moim balkonie. Niby nic takiego ale jak świeciłam światło w pokoju to waliły o szybę jak szalone. Ale i to dało się przeżyć- po prostu nie świeciło się światła, tylko świeczkę. Cóż- natura nie bzdura- trzeba ją szanować. Pewnego dnia jednak nadeszło prawdziwe apogeum.Mianowicie, nie jeden, nie dwa ale trzy bydlaki wleciały do pokoju. Spokojn ...  wyświetl więcej

  vismaior,  15/10/2011

Artykuł przypomniał mi o tym jak kilka lat temu podczas wakacji trafiłem jakimś przedmiotem w ose (już nie pamiętam jakim) latała po wynajętym pokoju i nie dawała mi spokoju, dzień był potwornie upalny a ja zmęczony, po tym jak ją trafiłem uderzyła z impetem o ścianę, tak samo jak autor nie wiedziałem gdzie spadła wiec dałem sobie spokój z tą osą, chwilę pózniej położyłem się spać, spałem może pół ...  wyświetl więcej

  Rotek  (www),  15/10/2011

Podobno osy to jedyne tego typu owady, które atakują tylko dlatego, bo sa rozłoszczone. Takie szerszenie czy pszczoły atakują tylko w momencie zagrożenia (albo gdy polują - w przypadku szerzeni). Pewnie stąd się wzięło powiedzenie "być wściekłym jak osa" ;)
Kiedyś też stałem się ofiarą zemsty osy. Mieliśmy rodzinną imprezkę na świeżym powietrzu i właśnie jedna osa latała dookoła naszych pos ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska