Login lub e-mail Hasło   

Góry szczyt

I tak jakoś dziwnie i mnie, i jemu lekko spociły się oczy...
Wyświetlenia: 1.443 Zamieszczono 19/11/2011


“A gdy zdobędziesz górę już
Zachłyśnij się radością swą
Nim zaczniesz zazdrościć
Temu co
Zaczyna marsz i przed sobą
Niezdobyty ma szczyt”

Piotr Wysocki

Nasza chatynka nocą wyglądała tak:

No co? Czyż przecudnej nie jest urody? “Cakiem cakowicie drzewniana”. Taa... Takiej mi na starość trzeba.

Położona na uboczu, na dzikiej dziczy skraju. Wokół drzewa i szemrzący strumień pełen pstrągów. Takich “prawdziwnych” a nie hodowlanych. I... I, rzecz zachwycająca! Komórki nie mają tu zasięgu! A to wielkie jest błogosławieństwo:-) Jak bym był młodszy, rzekłbym, że: “Tu mi jest dobrze. Tu się rozmnożę.” Ale teraz poprzestanę na tym pierwszym wyznaniu...

Przyjechaliśmy do chatynki w piątek wieczorem. Po rozlicznych “ochach” i “achach”, koleżanka-małżonka zajęła miejsce jej przeznaczone, czyli kuchnię. (Gdyby to przeczytała dostałbym ścierą po łbie.) A my, chłopy, orły, sokoły tj. Szur, Kuba i ja zasiedliśmy do map studiowania, coby białogłowy naszej, jedynej jutro we mgle nie zgubić...

No ale, jak to w życiu bywa, co się polepszy to się popieprzy...

Mój kręgosłup wyraźnie szlag nagły trafił. Usiadłem sobie a i owszem. Ale wstać już nie mogłem. To znaczy wstałem i... I lewa noga moja osobista nagle i niespodziewanie mi się “ugła”. Coś wbiło mi mizerykordię w krzyż i zobaczyłem blask wszystkich galaktyk. Gdym oprzytomniał zdałem sobie sprawę, że nie jest dobrze. Przede mną rozkosze swe objawiła nieprzespana noc. No skąd ja to znam?


O piątej rano, w sobotę, zmięty i sterany, obudziłem towarzystwo, uczyniłem kawunię przepyszną i już wiedziałem, że muszę się przyćpać. Jak ja tego ścierwa nienawidzę! Ale przecież nie mogłem powiedzieć, że nie idę. No nie mogłem...

Na parkingu byliśmy o siódmej. Startujemy!

Było bardzo zimno i wiał wiatr. To, że było zimno to dobrze. To, że wiał wiatr to albo źle albo też dobrze. Trochę inaczej niż w Tatrach. Tam jak wieje zimny wiatr to zawsze jest dobrze a jak ciepły, to zawsze jest niedobrze. Ale tu, w szkockich górach, te zasady nie obowiązują. Pokręcona kraina...

Szło mi się cholernie ciężko. Nie mogłem “wejść w rytm”. Właściwie to nie szedłem tylko człapałem. Wiedziałem, że wszyscy wiedzą, że... 


Nikt niczego nie powiedział. Nie musiał...

Powiedziałem chłopakom  by szli sobie własnym rytmem. I niech poczekają na mnie dopiero na przełęczy, powyżej jeziorka. Ruszyli z kopyta a ja przypomniałem sobie siebie sprzed... Ilu to już lat?

Ech...

Im wyżej tym wietrzniej. Tak, że przed przełęczą trudno było utrzymać się na nogach. To już nie był wiatr tylko regularna wichura. Ale...

Ale w górach nie zawsze jest tak, że im wyżej tym wietrzniej. Bywa, że wieje w dolinach. Wiatr przemyka przez przełęcze lecz im bliżej szczytu, tym spokojniej. Tak bywa. Co nie znaczy, że tak będzie...

Było nadal bardzo zimno i dmuchało iście arktycznym powietrzem. To dobrze.

Chmury przewalające się nad naszymi głowami były jasnoszare i bardzo często świeciło słońce. Niebo nie było nimi spowite. To znaczy bywało. Ale zdecydowanie rzadziej niż częściej.


W pewnym momencie, przy jakiejś  operacji plecakowej, wichura poniosła ze sobą naszą czołówkę. Zwyczajnie wydmuchnęła ją z niedomkniętej kieszonki. I, przy okazji, prasnęła żoneczkę o glebę. Kamienistą... Ale ona twarda jest. Znaczy się żona...

Zakosy jakimi prowadzi szlak ponad przełęczą stały się dla mnie, by tak rzec, doznaniem ambiwalentnym. Z jednej strony było coraz jaśniej, błękitniej i piękniej. Ach! Ale, z drugiej, ból stawał się nie do wytrzymania. I, o ile zmysł wzroku mojego doznawał rozkoszy, o tyle inne, udręki. Zaczęła się prawdziwa walka...

Gdy wokół było już tylko morze kamieni co oznaczało, że już niedaleko, że jeszcze “tylko” kilkanaście minut, może godzina... Musiałem usiąść. Problem polegał na tym, czy uda mi sie wstać...


Przy pierwszej próbie poległem. Dosłownie... Takoż przy drugiej i trzeciej. Tak przy okazji obijając solidnie dupsko...

Nie było rady. Znów siegnąłem po prochy. Mają one taką francowatą właściwość, że wprawdzie boli tylko tak, że można wytrzymać ale poważnie kręci się po nich we łbie... I świat zaczyna wirować. Nienawidzę tego serdecznie!

Do góry. Powolutku, nieśpiesznie i... I, nie do końca świadomie.

Wypłaszczenie! To był “widomy znak”, że jesteśmy prawie u celu. W międzyczasie bowiem weszliśmy w chmurę i widoczność stała się mocno ograniczona. Z naciskiem na mocno. Dziwne. Ale nie pamiętam kiedy weszlismy w tuman. Nie kojarzę też chwili, od której wiatr stał się zdecydowanie słabszy...


Podszedł do mnie syn. Powiedział: “Tato. Nie musimy wchodzić na sam szczyt, do ruin obserwatorim. Praktycznie już zdobyliśmy Bena”.

Spiorunowałem go dzikim wzrokiem i w sposób bardzo nieodpowiedzialny i całkowicie niepedagogiczny pokazałem mu znany gest. No ten z użyciem jednego palca...

Stojący obok nas Szczur zdębiał... A po chwili wszyscy ryknęlismy śmiechem. Takim najszczerszym. Wariackim...

Dziwne. Nie miałem siły by mówić a miałem by ryczeć ze śmiechu... Niepojęte. Się posmarkałem... I... I zacząłem racjonalnie myśleć. Nie-po-ję-te!


Dotarło do mnie, że tak naprawdę niewiele widać. A tak bym chciał by Ben okazał się łaskawy. I... I chyba jednak pojawiła się między nami nić sympatii...

Zrobiło się jaśniej. Wiatr był znośny a w sercu zagościła radość...

A, po chwili, ujrzałem błękit nieba i widok, który był dla mnie niezasłużoną nagrodą. Tak. Dla takich chwil warto żyć!

                                                    (Pamiętacie? To na tym zboczu, miesiąc temu, poległem...)


Wyłączyłem się. Byłem tylko ja i Ben. Tak długo marzyłem by być kiedyś tu gdzie teraz byłem. Czytałem, “obczajałem” mapy. Śniłem.


Ponad półtora roku temu znalazłem się w sytuacji, w której zdałem sobie sprawę, że sny pozostaną snami a marzenia marzeniami. I wszystkie dochtory mi mówiły, że no tego, wie pan, czeka pana wózek a i no, tego może pan nie czuć kiedy pan siusia i nie tylko... Wie pan w pana przypadku to jedynie operacja. Z tym, że wie pan, po niej może pan już nie chodzić... Nigdy...

Być może...

Ale póki co chodzę i czuję. No, po prawdzie, czasem  ze zdecydowanym naciskiem na, czuję...

A dopóki chodzę i nie używam pampersów to, żadne pieprzone kalectwo mnie nie powstrzyma. I nie będzie mi mówiło jak żyć.

Bo nie!

Zejście było koszmarem. Kuba ze Szczurem czekali na mnie na dole dwie i pół godziny...  Schodziłem pięć, zamiast dwóch i pół, do trzech. Nieważne. Nieważne, że każdy krok to... Nieważne.

A w chatynce lampka czerwonego wina i słowa Kuby, których nie zapomnę:

- Jestem z ciebie bardzo dumny tato. Nie wierzyłem, że wejdziesz...

I tak jakoś dziwnie i mnie, i jemu lekko spociły się oczy...

A później spokojny, głęboki sen.

Tyle, że ja znowu śniłem...

Tak to widocznie u wariatów bywa:-)

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1436
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1099
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 801
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1054
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 368
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 476
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1120
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 856
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 647
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 660
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1002
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 448
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1471
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 711
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Dorwałeś go! Pełny szacun Grzegorzu:)
Hmm... i teraz... pamiętałeś?:P

Jako żywo...
:-)

:)))

Taką siłę ducha i wolę walki można tylko podziwiać :)

Nigdy nie wiem co mam, na takie dictum, odpowiadać?
Najzwyczajniej dziękuję.

  greenway,  19/11/2011

Grzesiu Złotko, jestem z Ciebie dumna. :-) Za Bena i za Szczura! I za wiele innych spraw. I niech te Szkoty w Twojej osobie podziwiają Polaków! I niech tylko spróbują nie podziwiać. I w ogóle fajny z Ciebie chłopak! Grabula i Trzymaj się!! ;-)))

Się trzymam. A niezadługo przeczytasz Raport Szczura...

  Noemi*,  19/11/2011

Grzegorzu, byłam pewna, że dasz radę, należysz przecież do Ludzi Gór, a to są ludzie twardzi i zaprawieni w pokonywaniu własnych słabości i ograniczeń. Na pytanie o sens chodzenia w góry piękną odpowiedź dał kiedyś słynny włoski alpinista Walter Bonatti: „Góry są środkiem, celem jest człowiek. Nie chodzi o to, aby wejść na szczyt, robi się to, aby stać się lepszym”. Piękne zdjęcia, chociażby dla tych widoków warto było.;-)

No i muszę "pojechać" Zbysławem... Dziwne, że sam tego nie napisałem.
:-)

  hussair  (www),  20/11/2011

A więc ostatecznie
ZWYCIĘSTWO!!
Czekałem, brachu, na ten raport cierpliwie a bez ponagleń, wiedząc, że któryś dzień go przyniesie. Palec palcem, ale wystawiłeś pięknie pohybel nie tylko przekorze natury i aury, zsynchronizowanej chyba z przekorą Szkotów, ale i - co szczególne ważne - własnym słabościom! Słabościom, które niczym zdradliwa forpoczta, ściągają hufce zwątpienia, zniechęc ...  wyświetl więcej

Bo o to tu idzie by życiu nadać jakiś sens. O czym Ty wiesz wszak doskonale. Najgorsze, że już wiem co zrobię w styczniu.... Ano spróbuję wejść na Bena w zimie. Sam.
Widać tego mi trzeba.
A czy ja kiedykolwiek mówiłem, że jestem normalny?
:-)

  hussair  (www),  20/11/2011

Nie, bo nie chciałeś ludzi okłamywać. ;-p

Grzesiu!
Dziś będzie pełnia niezadowolenia…

CYT.: „Takiej mi na starość trzeba.” Pesymizm, smutek, zdołowanie brak myślenia o przyszłości…

CYT.: „Położona na uboczu, na dzikiej dziczy skraju.” Straszne miejsce, niecywilizowane…

CYT.: „(…) szemrzący strumień pełen pstrągów. Takich “prawdziwnych” a nie hodowlanych.” A skąd ta pewność że UNIA nie nawpuszczała hodowlanyc

...  wyświetl więcej

No taa...
A jeślibyś Januszu jeszcze tego "fucka" pokazanego, jak by nie było, małoletniemu tu dołożył, to obraz patologii byłby prawie pełny...
Co do bloga. No nie wiem... Musiałoby mi się chciało chcieć. Poza tym mój stan psychiczny aktualnie doskonale oddaje frywolny kuplecik;
"Mala lala
w kącie stala
I się (...)"
No. Sam sobie znajdź rym...

A c

...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  20/11/2011

Tak - blog jest wręcz... OBOWIĄZKIEM.
Obowiązkiem, do cholery, Greg!!

...i książka.

Do: Grzegorz Mniejszy.
To już całkowita PA-TO-LO-GIA... :)). Ale przyjemna :). Wchodzę w to!

Do: hussair.
I książka!

  hussair  (www),  20/11/2011

:))

"Nie poganiaj mnie bo tracę oddech
Nie poganiaj mnie bo gubię rytm..."

Ok. Się zrobi...

Podobno kiedy uczeń jest gotowy nauczyciel sam się znajdzie...
No i "pojechałem" chińszczyzną...
:-)

Grzegorzu, kłaniam się pięknie:))) Uwielbiam wariatów:)))

  Gamka  (www),  22/11/2011

Grzegorzu !... powtórzę za Twoim synem ....JESTEM z Ciebie DUMNA ! ....Jesteś dla mnie Wielkim Wojownikiem i Zdobywcą :*
Za ten spontan mocnego buziaka posyłam >>>>

  barkarz  (www),  23/11/2011

Pokonać własną niemoc. To jest jak zdobycie szczytu, niezależnie od tego jak wyglądają efekty. Czasami takim szczytem może być samodzielne wejście do tramwaju.

Bardzo dobry tekst do fotek. pozdrawiam serdecznie autora.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska