Login lub e-mail Hasło   

Andżelika i Emiliar. Święty Mikołaj.

:-)
Wyświetlenia: 4.557 Zamieszczono 13/12/2011
div>
 
 
 
Andżelika i Emiliar byli umówieni na wigilijną kolację ze swoimi znajomymi, Tadeuszem i Agnieszką. Zbierali się do właśnie do wyjścia.
- Nie wiem, po co kupiłaś prezenty dla dzieci, przecież Mikołaj dla nich przyniesie - powiedział Emiliar patrząc na zapakowane w wesoły papier cztery pudełka.
- Tak, przyniesie im, te od ich rodziców. Agnieszka zaprosiła nas na Wigilię, wiec wypadało kupić prezenty.
- Mikołaj przynosi prezenty, Andżeliko! - denerwował się Emiliar.
- Mam wrażenie, że ominęła cię podstawówka i uświadamianie przez podłe dzieci, że Święty Mikołaj nie istnieje - zaszydziła, pakując pudełka do bagażnika samochodu.
- Cicho!!! Przecież on słyszy, on wszystko słyszy i będzie mu przykro, że tak mówisz. Elfom też.
- No proszę Cię - pokiwała głową i wsiadła do samochodu.
Jechali w ciszy. Ulice były prawie puste, kompozycja nastroju, śniegu i świątecznych światełek rozwieszonych po całym mieście, wprawiły Andżelikę we wspaniały nastrój.
Na krótką chwilę.
- Jak możesz twierdzić, że Święty Mikołaj nie istnieje? - zapytał Emiliar.
Andżelika ze zdziwienia nie była w stanie przez dłuższą chwilę powiedzieć ani słowa. Głos Emiliara był bardzo poważny. Znała go już na tyle dobrze, że wiedziała, że to nie są jego głupie żarty.
- Istnieje dla dzieci, a gdy dorastają przestają w niego wierzyć - powiedziała jedyne zdanie, jakie przyszło jej do głowy.
- No właśnie, ludzie przestają w niego wierzyć i wtedy on traci swoją moc. Z każdym dzieckiem, które przestaje w niego wierzyć albo wątpi, ginie kawałek jego świata. Świata prezentów, Andżeliko!
Popatrzyła na niego wielkimi oczami.
- Słuchaj, może jednak spędzimy Wigilię w domu, nie czujesz się chyba najlepiej.
- Nie, czuję się bardzo dobrze, tylko nie chcę żebyś mówiła takie rzeczy o świętym Mikołaju - powiedział.
- No dobrze, nie będę, przepraszam - uśmiechnęła się.
Uśmiechnęła się, ale w głębi serca czuła niepokój. Pierwszy raz Emiliar zachował się w taki sposób, mówiąc o czymś tak niedorzecznym, jak istnienie Mikołaja. Postanowiła jednak puścić to w niepamięć i zmienić temat, żeby i on dłużej o tym nie myślał.
- Nie mogę się doczekać śledzia w śmietanie - wyśpiewała radośnie.
- A ja prezentów. Napisałem w liście do Mikołaja, że nie chcę zbyt wielu, ale mam specjalne życzenie w tym roku. Chcę się z nim spotkać, chcę aby wręczył mi prezent osobiście, bo jeszcze nigdy tego nie zrobił, a powinien przynajmniej raz w życiu odwiedzić każde dziecko.
- Emiliarze, wróćmy, proszę, do domu - ja chyba nie czuję się najlepiej - powiedziała spanikowana.
- Nie możemy, napisałem w liście, że będziemy u Tadeusza i Agnieszki na Wigilii i żeby tam mnie odwiedził.
- Napisałeś list do Mikołaja? I na jaki adres go wysłałeś? - szydziła.
- No na biegun, a niby gdzie!
Andżelika postanowiła zakończyć rozmowę i włączyła radio. Do końca drogi jechali słuchając świątecznej listy życzeń.

***

Zasiedli do stołu. Według zasady świątecznej Agnieszki i Tadeusza, najpierw wigilijna kolacja, potem przychodzi Mikołaj i daje prezenty, a na koniec kawa i deser.
Dzieci nie jadły zbyt wiele, by jak najszybciej zakończyć ucztę i przejść do kolejnego punktu programu. Emiliar jadł, jednak nerwowo stukał palcami w stół, jakby niecierpliwił się razem z dziećmi.
- Chyba słyszę mój alarm samochodowy, pójdę i wyłączę go - powiedział Tadeusz, ukradkiem puszczając oczko do reszty dorosłych.
- Ja nic nie słyszę - dodał Emiliar.
- Cicho siedź! - kopnęła go pod stołem Andżelika.
Tadeusz wyszedł.
Po krótkiej chwili dzieci usłyszały cichutkie pukanie do drzwi.
- Mamo, ktoś puka! - krzyczały podekscytowane.
- Lećcie otworzyć, to może być Mikołaj - zawołała Agnieszka.
- To pewnie Tadeusz, zapomniał kluczy i puka - odrzekł Emiliar, przeżuwając kawałek śledzia w śmietanie.
Dzieci nie usłyszały tego, bo były już przy drzwiach i z radością krzyczały do mamy, że to Mikołaj. Skakały, zagadywały i szarpały go
radośnie.
- Czy w tym domu są jakieś grzeczne dzieci? - Spytał Mikołaj.
Gdy w holu dwójka najszczęśliwszych pod słońcem dzieci, krzyczała, że były grzeczne, w jadalni Emiliar stanął na równe nogi.
- To on, przyszedł do mnie - powiedział z niedowierzaniem.
- Siadaj, Mikołaj jest dla dzieci - próbowała przywrócić go do równowagi Andżelika.
Mikołaj wszedł do salonu, obok postawił wielki, zielony worek, z którego aż wysypywały się prezenty. Dzieci obsiadły go z dwóch stron, co chwilę pokazując mu swoje rysunki, choinkę i prezenty z zeszłego roku. Absolutnie nie zorientowały się, że brakuje jednego z domowników.
- Więc zobaczmy, co Elfy tu dla was przygotowały w tym roku - powiedział Mikoła
- Dla mnie auto na pilota - wykrzyczał Krzyś.
- Dla mnie lalkę Barbie Camping - powiedziała nieśmiało maleńka Zuzia
- A dla mnie Lego Ninjago! - Emiliar wykrzyczał najgłośniej. - Prosiłem
cie, Mikołaju, o to w liście.
Mikołaj troszkę się zmieszał. Nie był przygotowany na taki przebieg wydarzeń, ale próbował wybrnąć z sytuacji, mówiąc:
- Dla Ciebie też coś tu mam, Emiliarze.
- On zna moje imię! Angela, słyszysz, on do mnie po imieniu! - szturchnął ją i pobiegł usiąść na dywanie przed samym Mikołajem.
- Krzysiu, to dla ciebie - powiedział, wyciągając z worka wielkie pudło, pięknie opakowane w niebieski papier z czerwonymi gwiazdkami.
- Dziękuję.
- A to dla ciebie, Zuziu, byłaś bardzo grzeczna, więc twoja prośba o lalkę również została spełniona - uśmiechnął się Mikołaj, podając małej dziewczynce, równie wielkie pudełko, jak pierwszemu dziecku.
- Dziękuję, Mikołaju.
Dziewczynka wspięła się na palce, najwyżej jak tylko potrafiła, by dać całusa Mikołajowi.
- Reszta prezentów to niespodzianki dla ws wszystkich, za to, że cały rok byliście wszyscy bardzo grzeczni - wyśpiewał wesoło Mikołaj.
- A moje Lego? - spytał Emiliar.
- Ciii! - z drugiej części pomieszczenia Andżelika próbowała uciszyć Emiliara.
- Może za rok Elfy ci wyprodukują, Emiliarze - powiedział Mikołaj, już bardzo mocno zakłopotany dziecinnym zachowaniem Emiliara. Nie wiedział, czy to są jego żarty, ale wyraz twarzy wskazywał coś zupełnie przeciwnego.
- Zaraz, zaraz - rzekł Emiliar, wpatrując się w twarz Mikołaja - jakiś znajomy ten głos i ta twarz.
Emiliar nie spuszczając oka z twarzy brodatego mężczyzny, wstał i przysuwał się coraz bliżej. Tadeusz-Mikołaj czuł, że robi się bardzo czerwony, a sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. Przerzucił wzrok na Andżelikę, szukając w niej ratunku. Ona i Agnieszka stały jak posągi, nie wiedząc, jak się zachować. Dzieci parzyły na Emiliara, zaciekawione jego słowami.
- To oszust! To nie jest Mikołaj! To wasz tata się przebrał! - wykrzyczał, ciągnąc za brodę Tadeusza.
 Przyklejona do twarzy wata została w rękach Emiliara.
- Oto jest dowód, spójrzcie, to wasz tata! Przecież go tu nie ma z nami!
Zuzia przestraszona pobiegła do mamy. Mały Krzyś zaczął płakać, że rodzice go oszukali i że Mikołaj nie istnieje. Andżelika próbowała wyciągnąć z salonu Emiliara, jednak ten co chwilę się jej wyszarpywał.
Panował straszny chaos, a płacz dzieci ściskał serca rodziców.
- Mikołaj istnieje, Krzysiu - mówił dalej Emiliar - tylko pewnie byliście niegrzeczni cały rok i dlatego tu nie przyszedł! Dlatego wasz
ojciec-kłamca musiał się przebierać!
Płacz stał się jeszcze bardziej rzewny. Andżelice udało się wyciągnąć Emiliara i zamknąć się z nim w łazience.
- Czyś ty na głowę upadł! Zniszczyłaś im święta! - wrzeszczała.
Emiliar nie reagował na to, co mówiła do niego żona. Cały czas powtarzał że Mikołaj nie przyszedł, a on  cały rok był grzeczny i tak
bardzo mu zależało. Padł na kolana i zaczął szlochać w nogawkę od spodni Andżeliki mówiąc:
- Wszystko zepsuły...
- Kto? - spytała Andżelika
- Te diabelskie dzieci, pewnie były niegrzeczne cały rok i teraz ja przez to cierpię.
Andżelika nie odpowiedziała nic. Wyjęła telefon, wyszukała numer i przyłożyła słuchawkę do ucha. Po trzech sygnałach odezwał się głos:
- Słucham?
- Witaj, Marku, tu Andżelika, wiem, że jest Wigilia i wiem, że to mało odpowiedni moment ale potrzebuję twojej pomocy...


***

Emiliar leżał na łóżku i nucił sobie "Jingle Bells" wymyślając swoje własne słowa do tego:
- Mikołaj, Mikołaj, moje klocki ma, może jeszcze, jeszcze dzisiaj mi je da. Hoł hoł hoł, klocki ma, chyba mi je da.
Absolutnie nie zwracał uwagi na to, że nie jest u siebie w domu, a na oddziale psychiatrycznym miejskiego szpitala. Dostał środki uspokajające i miał przywiązane ręce i nogi. Śpiewał sobie świąteczną melodię i patrzył, jak jego stopy wesoło podrygują w jej takt.
Dopiero po jakiejś godzinie zorientował się, że nie jest jedynym pacjentem w tym pomieszczeniu.
Obok na łóżku leżał mężczyzna. Patrzył się z uśmiechem na Emiliara, ale nie wyglądał na chorego psychicznie pacjenta. Przypominał raczej zrelaksowanego kuracjusza sanatorium.
Emilar odwzajemnił uśmiech.
- Wesołych świąt - powiedział starszy mężczyzna.
- Wzajemnie, proszę pana.
- A więc, Emiliarze, pisałeś w liście, że chcesz mnie spotkać... Zatem jestem.

Podobne artykuły


16
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1228
14
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1055
14
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1223
14
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1086
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 910
12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1019
12
komentarze: 6 | wyświetlenia: 830
12
komentarze: 24 | wyświetlenia: 1151
11
komentarze: 2 | wyświetlenia: 792
11
komentarze: 8 | wyświetlenia: 726
10
komentarze: 40 | wyświetlenia: 725
10
komentarze: 21 | wyświetlenia: 595
10
komentarze: 2 | wyświetlenia: 806
10
komentarze: 14 | wyświetlenia: 865
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 777
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Najpierw nawtykam Autorce.... CO TAK DŁUGO KAŻESZ CZEKAĆ NA ANDŻELIKĘ!!!???? A teraz grzecznie najpierw skończę kawę, zanim zacznę czytać, bo nie uśmiecha mi się po raz kolejny czyścić monitora:)

  Strzyga  (www),  13/12/2011

Ja też kończę kawę:-)))

  Amicus,  13/12/2011

A ja zaczynam :)

  Strzyga  (www),  13/12/2011

Ja chyba tez zacznę jeszcze jedną:-) Jakoś mi dziś smakuje strasznie:-) Pijemy razem!

  Amicus,  13/12/2011

Pijemy! :)

No ja jestem w połowie kubka... więc tak jeszcze z pół litra mam:P Ech oczywiście kawa musiała poczekać:))

  hussair  (www),  13/12/2011

Dobra, pijmy!
A Santa już ładuje do sań...

Eee. ja w tym roku zbyt grzeczna nie byłam...:)

  hussair  (www),  13/12/2011

No, ja wiem.

;)

A skąd?:P

  Amicus,  13/12/2011

Cholerny gaduła z tego Mikołaja prawdopodobnie jest, a informacje o nas ma od samego Szefa. Zaczynam się bać... ;) :)

Hahaha:) Masz jakieś tajemnice, Amikusie? :)

  Amicus,  13/12/2011

Amicus tajemnic nie ma żadnych ;)
Za to ja mam sporo... :)

yyyy... Kim jesteś i co zrobiłeś z naszym Amikusem?!!! Gadaj natychmiast, bo jak nie....;)

  Amicus,  13/12/2011

Ładujesz spluwę, TM? ;)

  hussair  (www),  13/12/2011

Taa, każdy ma cały worek lub całą piwnicę tajemnic... które mogłyby sprawić, że Santa by posiwiał. ;)
The Meaning, Ty już nie fikaj, jeśli chcesz dostać to Lego Ninjago. :)

  Strzyga  (www),  13/12/2011

Może właśnie dlatego jest cały siwy...:-)

  hussair  (www),  13/12/2011

Ty, racja... ;))
I grubcio trochę. Ze zmartwień wsuwa co nieco z linii cukierniczej elfów. Zresztą częstuje się go mlekiem i herbatnikami tu i ówdzie. No nie ma łatwo, ten nasz dobrodziej.

Lego Ninjago już mam:P Tak jak i większość specjałów, które wypuściło Lego... od przeszło 30 lat:P

  Amicus,  13/12/2011

A nos ma często czerwony, w skrajnych przypadkach nawet siny.
Ponoć od mrozu, ale ja nie bardzo w to wierzę... :))

  Amicus,  13/12/2011

Szybki dopisek: ten nos... mowa o Mikołaju oczywiście! :)

  hussair  (www),  13/12/2011

Amicusie, może niektórzy zamiast mleka zostawiają mu kubek bimbru...
The Meaning: to jest nas dwoje lego-fanów. :)

  Amicus,  13/12/2011

Może masz rację, ale bardziej do mnie przemawia wariant piersiówki za pazuchą ;)
Np. z "Finlandią"... :)

  hussair  (www),  13/12/2011

Z czerwoną. :))

  Amicus,  13/12/2011

To oczywiste :)

Hussair: Co jak co, ale nie ma nic lepszego do budowania zamków... Co prawda Młoda trochę marudzi bo brakuje jej księżniczki, ale od czego ma wyobraźnię:P

  hussair  (www),  13/12/2011

W moc jej wyobraźni nie wątpię!
Amucusie, to co, po szklaneczce czerwonego eliksiru, hm, młodości? ;)

  Mirka_ B,  13/12/2011

Jesteś niesamowita Strzygo ;-)
Uwielbiam te Twoje opowiadania o Andżelice.
Ja już swoja kawę wypiłam, ale idę zrobić drugą ...i wypiję za zdrowie Emiliara -]
Trzymaj się chłopie!

  hussair  (www),  13/12/2011

Biedny chłopiec...

  Strzyga  (www),  13/12/2011

Dziękuję Mirko:* To ja też wypiję moją kawę za jego zdrowie!

No i jak... przyniósł mu te klocki???

  Strzyga  (www),  13/12/2011

Chyba jednak nie:-)))

No coś ty? To niedobrze... Mikołaj czyta listy od wszystkich i jak się pojawił to... oj niedobrze, dorób te klocki:)))

  Strzyga  (www),  13/12/2011

Poleży sobie taki zapięty jeszcze trochę, więc na co mu te klocki:-)))

  Gamka  (www),  13/12/2011

Daj Emilarowi te klocki ...daj .... tak mi go szkoda ;( biedaczek ...

Zróbmy zrzutkę na klocki .... co ?
_____
Bosko, że wróciłaś Strzygo :*** a pisałam juz , że tęskniłam za Tobą :D

  Amicus,  13/12/2011

Wrzucam złotówkę do kapelusza i spadam stąd! :)

  hussair  (www),  13/12/2011

E, gdzie tak pędzisz? Już chcesz zająć ławkę na pasterkę, przyznaj się.

  Strzyga  (www),  13/12/2011

Gameczko, Ty kochany Aniołku...zawsze pomagasz biednemu Emiliarowi:-)))

  Gamka  (www),  13/12/2011

No ;D...ktoś musi on taki rozkoszny jest :D

  belfegor,  13/12/2011

Ufff...Kamień spadł mi z serca.
To jednak byłem grzeczny, a wszystko przez niegrzeczne bachory :P

  hussair  (www),  13/12/2011

Będzie lego. ;)

Jakieś klocki na pewno:P

  belfegor,  13/12/2011

@hussair: wolałbym aniołka :P

Tia... Aniołka Charlie'go:P

  belfegor,  13/12/2011

Jasnowidząca? :)))

Nie będę się sprzeczać o terminologię:P

  hussair  (www),  13/12/2011

Na aniołka Charliego jest szansa (jestem w jednym już wieloletnio zakochany, ale ze starej serii - to były kobiety!!!), na tego z niebios raczej nie. Pan Bożyc nie wystawiłby swoich złotek na takie, hę, poturbowanie... ;))

  Noemi*,  13/12/2011

Wierzę, że jednak Mikołaj stanie na wysokości zadania i Emiliar te klocki dostanie...Przecież rolą Mikołaja jest spełniać marzenia wszystkich dzieci, nawet tych lekko przerośniętych:-))

  belfegor,  13/12/2011

@The Meaning: sugerujesz, że muszę poćwiczyć zanim powiem "Jestem dobry w TE klocki"

Żeby cokolwiek sugerować musiałabym najpierw mieć jakiś punkt odniesienia, nie sądzisz?:P

  belfegor,  13/12/2011

To tylko reminiscencja starego dowcipu:
Wchodzi Piotr Adamczyk do sklepu ogrodniczego i mówi"
- Proszę 2 worki ziemi. TEJ ziemi.

  hussair  (www),  13/12/2011

:)))

  Amicus,  13/12/2011

:)))

Reminiscencja powiadasz... SKS cię dopadł?:)
A na klocki (LEGO zaznaczam) też z panem "znikniętym" się umawiałam:)

  Areva,  13/12/2011

Zakończenie jest dobre. Jeden drugiego swego spotkało;)

Droga Strzygo,
Milo mi Ciebie poznac na EIOBIE.
A tak do rzeczy to podoba mi sie twoj styl.
Skoro jestesmy przy tzw. swietych Mikolajach....
Moja mlodsza corka zapytala mnie czy Santa ma zainstalowane w saniach pasy bezpieczenstwa...
Niedlugo zapyta mnie zapewne czy Jezus przed ukrzyzowaniem mial zalozona polise ubezpieczeniowa na zycie...
Mnie w mlodosci nigdy nie przyszlyby do glowy takie pytania...

  Strzyga  (www),  11/08/2012

Dzieci potrafią zaskoczyć pytaniami, czasem nawet zwalić z nóg swoją jasnością umysłu :-) Dziękuję za czytanie moich wypocin :-)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska