Login lub e-mail Hasło   

Magia górskich szczytów

Zawsze, gdy jest mi źle to marzę o wyjeździe w góry. Gdy jest mi dobrze to marzę o tym samym.
Wyświetlenia: 2.377 Zamieszczono 15/02/2012

 
Już jako dziecko przeszedłem Bieszczady, Tatry, Pieniny, Beskidy i Karkonosze zbierając pieczątki, punkty i oznaki turystyczne. Wtedy nie zawsze sprawiało mi to przyjemność. Teraz myślę o górach jako nieskończonej enklawie wolności oraz jako miejscu gdzie zawsze trwa młodość i przygoda.
 
Pod Turbaczem
W Sylwestra jak zwykle poszedłem spać o ok. 22. Zabawa mnie nie bawi, a to czego najbardziej nie lubię w życiu to nie móc spać w nocy. Wstałem ok. 7 rano. W ośrodku panowała cisza. Na korytarzu unosił się jeszcze zaduch bigosu przemieszanego z alkoholem i dymem papierosowym. Założyłem buty i poszedłem w góry. Po godzinie marszu spotkałem jakąś starszą panią. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Polubiliśmy się i od tej pory po górach chodziliśmy już razem. W schronisku na szczycie wszędzie suszyły się buty. Gwarno tam było i wesoło. Ci ludzie też musieli wyruszyć wcześnie rano. Poczułem, że są moja rodziną.
 
W Dolinie Pięciu Stawów
W lutym 1989 z dwoma kolegami pojechałem w Tatry. Brodząc po pas w zaspach w końcu doszliśmy do schroniska w Pięciu Stawach. Było tam ciepło i tłoczono, a wszyscy chętnie ze sobą rozmawiali. Zjedliśmy szarlotkę i poszliśmy spać na karimatach w korytarzu. Z łazienki dobiegały przekleństwa osób, które pod prysznicem próbowały zmyć z siebie mydło wodą o temperaturze 5C.
 
Czarek miał śliskie buty. Tytus chodził w bardzo miękkich butach pozjazdowych i nożem wycinał w lodzie schodki. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem raki i czekany. Taki sprzęt powinniśmy wtedy mieć na tej zmrożonej pustyni.
 
Góry były oblane lodem niczym porcelaną. W cieniu było –20C, a my w słońcu chodziliśmy bez podkoszulek, bo było gorąco. Bez silnych okularów przeciwsłonecznych człowiek nie dałby rady.
 
Pewnego dnia wspinaliśmy się pod sześciometrowy lawinowy nawis. Pewnie w takich okolicznościach wiele osób zginęło. Gdy Czarek poślizgnął się i obok mnie zjechał z dużą prędkością zatrzymując się tuż nad przepaścią po skutecznym wbiciu kijka narciarskiego, myślałem jedynie o tym co powiem jego mamie, gdy wrócę sam.
 
Gdy na przełęczy Zawrat moi koledzy uparli, aby zejść na drugą stronę pomimo, że łańcuchy były zatopione w dwudziestocentymetrowym przezroczystym lodzie podjąłem decyzję o natychmiastowym wyjeździe. Nie chciałem już dłużej ryzykować. Ten wyjazd był ekstremalny. Czarek z Tytusem zostali tam jeszcze przez tydzień. Przeżyli. Tytus został potem prezesem dużej firmy w Warszawie, a Czarek analitykiem w Departamencie Skarbu Stanów Zjednoczonych.
 
Pod Giewontem
Z grupą znajomych pojechaliśmy do Zakopanego. Wkrótce odkryłem, że ja jechałem w góry, podczas gdy oni na Krupówki. Basen rano i obiady w barze przy rondzie miały swój klimat, ale po dwóch dniach picia koktajli i jedzenia lodów byłem już zmęczony tym dogadzaniem sobie. Postanowiłem pójść na szczyty, a ze mną jedna z dziewczyn. Słońce przygrzewało niemiłosiernie, a ona przez całą drogę szła uśmiechnięta w białej podkoszulce pod którą swobodnie falowały jej dziewczęce kształty. W drodze powrotnej z Giewontu padliśmy spoceni na trawę, aby odpocząć w cieniu. Koleżanka szczęśliwa z zaliczonego szczytu, w ferworze zwycięstwa zaproponowała, abym sprawdził ręką jak mocno biło jej serce.
 
Pod Czantorią
Pewnego dnia po kłótni z dziewczyną. Wsiadłem na rower i pojechałem na dworzec PKP. Całą noc spędziłem w przedziale z ośmioma innymi osobami i moim TREKiem pomiędzy nami. Było niezwykle ciasno. Na szczęście ta sytuacja bawiła pasażerów, którzy pół nocy śmiali się, a potem zasnęli.
 
Następnego dnia doświadczyłem jeżdżenia rowerem po górach zimą. Przede wszystkim dowiedziałem się że istnieją trzy typy gór:
1. takie, na które można wjechać, ale nie można zjechać.
2. te, na które nie można wjechać, ale można zjechać.
3. takie, na które nie można, ani wjechać, ani zjechać i tych jest najwięcej.
 
Przez większość czasu mój rower nosiłem na plecach. W końcu z powodu silnego mrozu zatrzymałem się w domu kolegi w Wiśle, gdzie przez kilka dni oglądałem filmy. Moje akcje w oczach mojej dziewczyny poszły wtedy mocno w dół. Do dzisiaj unikamy tego tematu.
 
Pod Szrenicą
W wakacje zabrałem grupę moich uczniów, aby odtruli się na górskich szlakach od miejskiego, niezdrowego powietrza. Było ich dziesięcioro. Gdy pierwszego dnia szliśmy na zamek Chojnik jedna z dziewczyn doświadczyła co to znaczy nosić na górskim szlaku sandały i koronkowe majtki w upał. Z powodu bolesnych ran w pachwinach drugą pod rząd noc spędziła w pociągu, tym razem jadąc z powrotem do domu.
 
Podczas marszu młodzież co chwilę umierała ze zmęczenia. Gdy dotarliśmy wieczorem do schroniska ja padłem wyczerpany do łóżka, a oni poszli przez całą noc tańczyć na dyskotece.
 
Moja żona zabrała ze sobą gitarę. Jako że jest liderem uwielbienia w kościele zna przede wszystkim utwory o najsłynniejszym stolarzu. Nasza młodzież, zupełnie niereligijna,  uwielbiała śpiewać i było im wszystko jedno o czym. Gdy na jednym z postojów na całe gardło śpiewali jakiś utwór poświęcony Bogu podeszła do mnie jakaś starsza pani pytając: „Czy nie ma ksiądz przypadkiem chusteczek higienicznych?” Był to jedyny raz w życiu kiedy byłem księdzem. Nie będę jednak pisał o tym książki.
 
Przy Morskim Oku
Zaczęliśmy spokojnie od relaksującej wycieczki do Morskiego Oka. Po drodze mijaliśmy tłumy ludzi. Niektórzy z nich byli w klapkach, sandałach i plażowych ciuchach. Pogoda faktycznie była plażowa. Uzbrojony w górski sprzęt patrzyłem na nich z politowaniem. W drodze powrotnej szedłem już jednak z trudnością. Na moich stopach pojawiły się duże, krwiste odciski. W grubych butach na rozgrzanym asfalcie moje stopy zagotowały się. Kolejne cztery dni spędziłem w łóżku trzymając nogi w zimnej wodzie, aby nie czuć bólu. W końcu dostałem katar i do domu wróciłem chory. Tymczasem osoby w klapkach bez problemów doszły do schroniska, wróciły z niego i pojechały w następne miejsce. Była to cenna lekcja pokory.
 
Maciej Strzyżewski

Podobne artykuły


59
komentarze: 26 | wyświetlenia: 14527
37
komentarze: 25 | wyświetlenia: 4928
17
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1834
23
komentarze: 17 | wyświetlenia: 3266
33
komentarze: 47 | wyświetlenia: 14723
43
komentarze: 9 | wyświetlenia: 22455
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 637
40
komentarze: 55 | wyświetlenia: 4573
28
komentarze: 4 | wyświetlenia: 2962
23
komentarze: 44 | wyświetlenia: 2647
42
komentarze: 17 | wyświetlenia: 6494
32
komentarze: 26 | wyświetlenia: 5168
29
komentarze: 10 | wyświetlenia: 4024
29
komentarze: 7 | wyświetlenia: 6590
26
komentarze: 3 | wyświetlenia: 17928
 
Autor
Artykuł



  Gamka  (www),  15/02/2012

Ten świat, gdyby nie G ó r y
byłby przeraźliwie ponury.
Bo to w nich jest ta tajemnica,
co raz strach wzbudza, a raz zachwyca.

Góry to przestrzeń, wolność i przyroda,
ptaki, drzewa, lodowata woda,
która w strumieniu przeźroczystym-
płynie swym rytmem, rwącym, wieczystym.

To w górach patrząc w dół ze szczytu,
przestajesz żałować swego

...  wyświetl więcej

No tak. Wyszła prawda o Macieju. Jest kusicielem!
Okrutnym...
:-)

I. Bardzo mnie ciekawi, czy tej pani, to serduszko biło, czy nie biło?
Mocno...

Przepraszam, ale nikogo na szlaku nie kusiłem :)
Co do serduszka to nie wiem. Wtedy nie sprawdziłem jak mocno biło.

Kiedyś często jeździłam w góry. Artykuł przeczytałam z rozrzewnieniem. Dziękuję.

  barkarz  (www),  16/02/2012

Owszem góry to .... góry.

http://eiba.pl/3

http://eiba.pl/3

http://eiba.pl/2

  Dedukacje  (www),  16/02/2012

Góry uwielbiam. Nie lubię za to zimy... Śnieg po pas w drodze, jakieś 10 lat temu, na Trzydniowiański, zniechęcił mnie do gór w zimie. Wróciłam zmarznięta, głodna i bez sił:( Dlatego już z niecierpliwością czekam na wiosnę, żeby wyruszyć. No i udało się zarazić miłością do gór moich najbliższych - od kilku lat chodzimy wspólnie na szczyty. Cudownie to przeżywać w takim towarzystwie! Mimo wycieczek ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska