Login lub e-mail Hasło   

Taniec z Alzheimerem

Od kilku miesięcy doświadczamy w naszej rodzinie tego, co jeszcze do niedawna było dla nas jedynie nic nie znaczącą medialną notką, choroby Alzheimera.
Wyświetlenia: 2.284 Zamieszczono 20/04/2012
Gdzie ja jestem?
U lekarza:
- Mam dla pani dwie wiadomości. Jedna dobra, druga zła.
- Jaka jest ta zła? – pyta pacjentka.
- Ma pani Alzheimera. – odpowiada lekarz.
- A dobra?
- Zaraz zapomni pani o tym.
 
Ciocię Kazię zabraliśmy z jej mieszkania w Warszawie, bo nie była już w stanie dłużej mieszkać sama. Nie pamiętała już czy danego dnia coś jadła czy nie. Nie pamiętała czy brała tego dnia leki czy też nie. Coraz częściej bała się. Na koniec miesiąca przyszedł rachunek za telefon na 1200 zł, głównie za połączenia z zegarynką.
 
Ciocia zamieszkała w naszym dużym, pięknie położonym domu z widokiem na las i jezioro. Byliśmy przekonani, że będzie z nami szczęśliwa. Nie wiedzieliśmy, że przy tej chorobie szczęścia nie ma.
 
Każdego dnia rano słyszymy to samo pytanie: „Czy ktoś mi w końcu odpowie, gdzie ja jestem?” Każdego dnia cierpliwie odpowiadamy. Czasami się uspokaja, a czasami nie. Często ma do nas pretensje, że zabraliśmy ją z jej mieszkania na Żoliborzu. Gdy nie jest tego świadoma swojego położenia, mówi do nas przez pan, pani i chce rozmawiać z kierownikiem ośrodka.
 
Zauważyliśmy, że najlepiej się czuje, gdy może się troszczyć o innych. Gdy zachorowałem na zapalenie płuc przestała skupiać się na swoich czarnych myślach. Przychodziła co pięć minut i pytała czy czegoś nie potrzebuję. Przyniosła mi herbatę. Byłem jej bardzo wdzięczny. Potem zapytała czy chcę kanapki. Zrobiła mi je. Byłem zachwycony poprawą jej stanu zdrowia, bo niedawno nie była w stanie zrobić ani jednego, ani drugiego. Po 10 minutach przyniosła mi znowu kanapki, a potem jeszcze dwa razy. Za każdym razem była zaskoczona, że wokół mnie było tyle kanapek.
 
Ciocia jest bardzo zdrowa fizycznie. Na nic nie choruje. Jest silna, komunikatywna i pięknie się wypowiada. Nie wie jednak który jest rok, miesiąc, dzień, ani ile ma lat.
 
 
Znowu mnie okradli!
- Wnusiu, jak się nazywa ten Niemiec, co mi wszystko chowa?
- Alzheimer, babciu.
 
Kłopoty z pamięcią nie są największym problemem. Najgorsza jest zmiana nastrojów i agresja, która nagle się pojawia i nagle też odchodzi. Gdy któregoś dnia moja żona zaprosiła do siebie dzieci z sąsiedztwa, aby piec z nimi pierniki na święta, ciocia niespodziewanie wezwało policję krzycząc do słuchawki: „Ratunku! Porwali mnie! Więzią mnie tutaj.” Gdy policjant poprosił o adres przyszła i kulturalnie zapytała mnie: „Macku! Czy mógłbyś podać panu nasz adres?” Podałem. Pieczenie pierniczków było urozmaicone krzykami cioci i wizytą policji. Gdy przyjechali ciocia zaprzeczyła temu, że ich wzywała i powiedziała, że to nasza sprawa, aby ją pogrążyć. 
 
Pewnego dnia ciocia była w dobrym humorze. Zmierzyła sobie ciśnienie po czym zginął jej ciśnieniomierz. Zaczęła go szukać. Potem moja żona go szukała. W międzyczasie ciocia była już roztrzęsiona. W małym pokoju nie można było przez dwie godziny znaleźć urządzenia. Wróciłem zmęczony z pracy i poszedłem prosto do łóżka. O 22.00 ciocia zaczęła krzyczeć ze złości. Poszedłem szukać ciśnieniomierza. Znalazłem go na półce pod telewizorem. Wtedy krzyczała jeszcze bardziej, że to my w naszej podłości tam go schowaliśmy.
 
Kiedy jest jej ciężko ciocia dzwoni do wszystkich ludzi, których zna i opowiada o tym, że nie dajemy jej jeść, chowamy lub zabieramy jej rzeczy. W jednej rozmowie potrafi przeklinać na nasz temat, by na koniec chwalić za to jak wspaniale nią się opiekujemy.
 
Po co to wszystko?
Ciocia Kazia urodziła się w marcu 1926 roku i tym samym zdążyła na przewrót majowy Piłsudskiego. Ojciec męża, Władysław, był adiutantem marszałka w Belwederze. Jest z niego bardzo dumna. Kilka książek o nim wspomina. Ciocia brała udział w Powstaniu Warszawskim. Potem był rok 1956, 1968, 1970, 1976, 1980, 1981 i 1989. Wiele widziała, wiele słyszała, wiele doświadczyła. Uwielbiamy słuchać jej historii. Gdy przeżyła trudne momenty historii, życie przestało być dla niej łaskawie. Zmarł brat, siostra, a potem mąż. Straciła wszystkich bliskich, a dzieci nie miała. Odeszli też najbliżsi przyjaciele. Pozostała całkowicie sama. Gwar licznych osób, które znała zamienił się w kompletną ciszę. Ciocia często powtarza, że nie chce już żyć. Potrafimy wyobrazić sobie jej wielką tęsknotę za światem, którego już nie ma. Chcemy jakoś zrekompensować jej ciepiernia. Staramy się, aby te ostatnie lata życia były dla niej jak najprzyjemniejsze.
 
Gdy na jej twarzy gości uśmiech są to najpiękniejsze chwile dnia. Wtedy jest w miarę szczęśliwa, a tego najbardziej pragniemy. Nie jest lekko, ale jesteśmy świadomi, że ten stan nie będzie trwał wiecznie. Wytrwamy. Wiele nas to doświadczenie uczy. Łatwo jest być ludzkim człowiekiem, gdy jest dobrze i miło. Obecnie uczymy się bycia ludźmi, gdy nie ma ku temu warunków. Wiele jeszcze przed nami. "Przez ile wzgórz musi przejść każdy z nas, by móc człowiekiem się stać" - śpiewał Dylan.
 
Lubię wpatrywać się w jej twarz, którą choroba stara się zniekształcić. Widzę wtedy ciocię taką jaką jest naprawdę, małą, wesołą dziewczynką.
 
Maciej Strzyżewski
 

 

Podobne artykuły


21
komentarze: 11 | wyświetlenia: 33544
38
komentarze: 4 | wyświetlenia: 6166
103
komentarze: 89 | wyświetlenia: 16475
91
komentarze: 133 | wyświetlenia: 69445
40
komentarze: 9 | wyświetlenia: 7592
34
komentarze: 20 | wyświetlenia: 3331
27
komentarze: 18 | wyświetlenia: 2524
29
komentarze: 8 | wyświetlenia: 2569
28
komentarze: 15 | wyświetlenia: 11844
23
komentarze: 12 | wyświetlenia: 2312
49
komentarze: 8 | wyświetlenia: 8631
43
komentarze: 9 | wyświetlenia: 22866
20
komentarze: 12 | wyświetlenia: 2622
17
komentarze: 10 | wyświetlenia: 4475
38
komentarze: 17 | wyświetlenia: 5215
 
Autor
Artykuł



Wiele myśli kłębi mi się w głowie. Ale wszystko co chciałbym Ci powiedzieć byłoby banalne. Takich LUDZI jak Ty i Twoja Żona nam potrzeba. Bardziej niż tlenu, jadła i napitku.
Niech Wam Bóg błogosławi każdego dnia. Przytulam Was najserdeczniej jak potrafię. I zwyczajnie, po ludzku, dziękuję.

Myślę, że takie doświadczenia ma co druga rodzina w Polsce tylko ci ludzie nie opowiadają o tym, bo albo nikt ich nie słucha, albo sie wstydzą, albo nie wiedzą, że to pomogłoby im tak jak mnie, albo nie wiedzą jak o tym mówić.
W każdym razie dzięki za dobre słowo.

Gdy to czytałam, czułam się tak jak przed dwoma laty, kiedy w moim domu zamieszkała 96 letnia chora ciocia. Rozumiem wszystko, co opisujesz, bo sama to kiedyś przeżyłam. Czasem było ciężko, szczególnie wtedy, kiedy człowiek stara się nie tracić cierpliwości, tłumaczyć sobie, że jej złe zachowanie jest wyłącznie winą choroby i starać się to wszystko zrozumieć. Te ciągłe zmiany humorów, przechodzenie ze skrajności w skrajność, mimo wszystko trzeba to zrozumieć...

  Paweł Malec  (www),  20/04/2012

Okrutna choroba. Będzie nam towarzyszyć coraz częściej.

  berni*,  20/04/2012

Trzeba mieć naprawdę serce, by świadomie podjąć się takiego zadania. Chory wymaga opieki przez cały czas, na okrągło. Życzę więc wytrwania, niech Bóg Wam to wynagrodzi. Pozdrawiam

  jbon4,  20/04/2012

Niestety degradacja mózgu będzie się stopniowo pogłębiać aż do całkowitej utraty świadomości. Potem taki człowiek nic już nie wie i nie rozumie. Nie umie mówić, sam jeść, załatwiać potrzeb.

  Bar_ka  (www),  20/04/2012

Też miałam okazję obserwować i słyszeć o osobach stosunkowo mi bliskich, dotkniętych tą chorobą.
Znacznie bardziej jednak niż chorzy cierpią jednak ich opiekunowie. Czasem wstyd, czasem ból, a najczęściej olbrzymi lęk i wielka niewiadoma.
Macieju, sił i wytrwałości Ci życzę.

Bardzo okrutna choroba, człowiek jest tak mocno definiowany przez wspomnienia i pamięć bieżącą, że pozbawienie go tego mechanizmu prawie go unicestwia. Mój wujek pod koniec życia miał bardzo ciężką postać tej choroby. Niestety oprócz zostawiania otwartych drzwi i niewyłączonego gazu zdarzyło mu sie pojść w środku nocy na przechadzkę po okolicy. Życzę wam wytrwałości ; myślę , że powinniście poszuk ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska