Login lub e-mail Hasło   

Ukryta żądza zabijania

Ponad stutysięczna armia wyposażona w nowoczesną broń palną dybie na życie swobodnie żyjących zwierząt na naszych polach i w lasach.
Wyświetlenia: 2.131 Zamieszczono 13/05/2012

 

 

Pozorowane szlachetne intencje i rzekomo szczytne zamiary bardzo często wykorzystywane są przez sprytnych demagogów, jako, swoisty kamuflaż, dość skutecznie kryjący prawdziwe motywy, skłaniające ich do zachowań, których cywilizowany człowiek powinien się wstydzić. Jest to zjawisko w życiu społecznym tak powszechne, że formowanie listy instytucjonalnych, choćby podmiotów praktykujących tę swoistą hipokryzję mijałoby się z celem. Natomiast nie od rzeczy będzie posłużyć się przykładem potężnej społecznej korporacji, która pod zafałszowaną przykrywką altruizmu ukrywa wstydliwie żądzę zabijania.

 

Polski Związek Łowiecki pyszni się w swym statucie, że jest zrzeszeniem osób fizycznych i prawnych czynnie uczestniczących w rozwoju populacji zwierząt łownych oraz działających na rzecz ochrony przyrody. Pięknie brzmi – prawda? Nic dodać i ująć, a jednak ciśnie się człowiekowi na usta zasadnicze pytanie. Czemu to do realizacji tych szlachetnych celów członkowie owego związku potrzebują kilkaset tysięcy dubeltówek, sztucerów i noży? Ten potężny arsenał długiej, śmiercionośnej broni stawia PZŁ w rzędzie największych organizacji paramilitarnych, liczniejszej od wielu państwowych służb mundurowych.

 

Mimo podejmowania wielu działań dla kształtowania pozytywnego wizerunku, mniej się ludziom myśliwi kojarzą ze statutowym altruizmem, a bardziej z groźną, uzbrojoną po zęby formacją urządzającą krwawe happeningi na łonie natury. Dotyczy to szczególnie ludzi mieszkających w okolicach, gdzie koła myśliwskie urządzają słynne polowania z nagonką. Pamiętam taką rzeź sprzed lat. Wieś rzadko zabudowana ciągnęła się przy drodze biegnącej przez kompleks pól uprawnych otoczony niewielkimi lasami. Wynajęci za drobne pieniądze, nieletni chłopcy płoszyli kołatkami i okrzykami zwierzynę, wyganiając z lasu w stronę wsi.

 

Wystrojeni w rytualne uniformy strzelcy zasadzili się wzdłuż biegnącej przez wieś drogi w oczekiwaniu na ofiary. Przerażone zające przemykały między wiejskimi zagrodami, patrząc z nadzieją na majaczące w oddali, postrzępione jęzory wychodzących w pola zagajników. Nie wiedziały, że biegną wprost pod lufy myśliwskich strzelb. Huk wystrzałów targał listopadowym powietrzem. Większość uciekających w popłochu zwierząt od razu padała pokotem na obsiane żytem pola. Inne miotały się jak oszalałe w przedśmiertelnym tańcu, biegając bezładnie po równinie, a tylko nieliczne osiągały zbawczą linię lasu.

 

Z jednej z zagród wydostał się nieduży, kudłaty pies. Nagła kanonada odebrała mu instynkt samozachowawczy. Wystraszony biegł w kierunku stojącego nieopodal strzelca. Padł strzał. Piesek zaskomlał przeraźliwie i zaczął trzepać się gwałtownie, kilka metrów od ogrodzenia posesji. Ten swoisty festiwal zabijania obserwowali z ukrycia mieszkańcy wsi. Po zakończeniu akcji strzelecka brać ucztowała tęgo pod lasem, wznosząc toasty za łowiecki sukces. Z dumą patrzyli na trofea w postaci kilkudziesięciu skrwawionych zajęcy ułożonych w rzędy na leśnej murawie. Zabrzmiał butnie myśliwski róg obwieszczający wielkie zwycięstwo nad bezbronną zwierzyną.

 

Mieszkający w okolicy strażnik łowiecki, uczestnik tego sławetnego polowania czerpał wodę do picia z własnej studni. Tak było do dnia, kiedy zauważył w niej strzępy zwierzęcej sierści. Podczas sondowania wydobyto z głębi pitnego źródła rozkładające się zwłoki psa, tego samego, który stracił życie z ręki myśliwego. Dziś nie te czasy. Zniknęły nie tylko wiejskie studnie. Na próżno by też, szukać hasających w zbożach zajęcy i szarych szybko biegających kuropatw. Przybyło za to myśliwych. Według różnych źródeł jest ich obecnie w kraju od stu do stu pięćdziesięciu tysięcy i stanowią zamkniętą kastę, niedostępną dla zwykłego obywatela.

 

 Cała ta armia wyposażona w nowoczesną broń palną dybie na życie zwierząt żyjących jeszcze swobodnie na polach i w lasach. Za nimi skrada się chytrze o wiele liczniejsza rzesza kłusowników nazywanych też rapcikami. Ci częściej niż strzelbą posługują się sidłami i wnykami. Kłusownicy zadają ból naszym braciom mniejszym z chęci zysku, niekiedy też z życiowej konieczności. Myśliwi zabijają dla przyjemności, z premedytacją planują uśmiercanie, zasadzając się na specjalnie wybudowanych w lasach ambonach. Strzelając z ukrycia nie dają zwierzynie żadnych szans na uratowanie życia.

 

Zastanawiające jest to, że pierwotnemu instynktowi podlegają ludzie z tak zwanej wyższej półki. Krwawa zabawa zaspokaja potrzebę ekscytującej rozrywki leśniczym, przedsiębiorcom, dygnitarzom państwowym, a nawet ludziom kultury i nauki oraz licznej grupie rencistów i emerytów, którzy niepomni na dolegliwości podeszłego wieku wyprawiają się w pola i lasy z nadzieją na zaspokojenie prymitywnych instynktów, mających swe źródło u początków ewolucji rodzaju ludzkiego. Najgorsze w tym wszystkim jest przekonanie uczestników tych krwawych łaźni, że udział w nich jest swoistą formą nobilitacji, przynależności do uprzywilejowanej elity współczesnego społeczeństwa

Podobne artykuły


17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1274
17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1598
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1025
14
komentarze: 32 | wyświetlenia: 962
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 855
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 940
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 892
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 774
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 774
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 558
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 900
11
komentarze: 34 | wyświetlenia: 780
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  awers,  13/05/2012

Stara prawda: "dajcie zającowi lornetkę i sztucer, wtedy zobaczymy kto ma większą szansę."

  Noemi*,  13/05/2012

Nigdy nie zrozumiem tej rozrywki. Zetknęłam się nawet ze stwierdzeniem, że myślistwo to odnoga kultury narodowej. Polowania na zwierzynę mają tyle wspólnego z kulturą, co przydrożne kluby GoGo. Jest to rozrywka w czystej formie, oparta na prymitywnym atawizmie. Nie widzę różnicy między myśliwym celującym do dzika, a grupą bandytów z nożami, którzy dla zabawy napadają na studentów pod akademikami. ...  wyświetl więcej

  awers,  13/05/2012

Ech Noemi, naturalny macho ma instynkt łowcy, a reszta w ten sposób leczy frustracje. Potem wracają do was wyluzowani, spełnieni, rycerscy. Nie fajnie?

  Noemi*,  13/05/2012

Bardzo nie fajnie;( Potrzeba wskoczenia na drzewo i jedzenia na nim owoców, to również atawizm i proponowałbym myśliwym i innym macho, wsłuchanie się w głos tego konkretnego podszeptu, dla dobra ogółu. Dla mnie ludzie promujący filozofię śmierci są złem ,w czystej postaci.

  hussair  (www),  13/05/2012

Chore, zielonkawe dusze, Noemi...

  greenway,  13/05/2012

O nie tylko nie zielonkawe. Protestuję!

  Amicus,  13/05/2012

Zgniłoszarobrudnozielonkawe ;)
Lepiej? :)

  greenway,  13/05/2012

Proszę tam nie mieszać w ogóle koloru zielonego. To szlachetny kolor!

  hussair  (www),  13/05/2012

Lepiej, myślę. :) Wybacz, Green, szukałem łagodnego oddania dla koloru czegoś, co jest spływającym z jestestwa pomieszaniem toksyn, wyziewów, kompleksów i chorób różnych. :) To wina filmów amerykańskich: jak armia coś skrycie po nocy wylewa z beczek do rzek, to zawsze jest zielone i fosforyzuje. :)

  Amicus,  13/05/2012

;)

  greenway,  13/05/2012

Szermierka słowna z takim duetem? To teraz już Amicus + Hussair to zroślaki? ;P

  Noemi*,  13/05/2012

Znacznie dłużej biegaliśmy po lesie nago z dzidą, niż ze strzelbą i może warto by owi entuzjaści do tego sposobu powrócili. Pytanie tylko czy ci posiwiali panowie z nadwagą zdecydują się na taki krok?

  greenway,  13/05/2012

Noemi, lepiej niech się nie rozbierają. :(

  hussair  (www),  13/05/2012

Green: ot, syjamczycy tacy. ;)
Noemi: oni sami jak te odyńce są.

  Noemi*,  13/05/2012

Wręcz przeciwnie, uważam, że byłaby to dla nich cenna lekcja,powinni to zrobić i przebiec się po lesie, wsłuchując się we własne odczucia.

  greenway,  13/05/2012

I żeby ktoś do nich celował choćby z procy. ;)

  awers,  13/05/2012

Oni wolą mieć dzidę, a jak już nie mają, to łapią właśnie za sztucery i dubeltówki.

  Noemi*,  13/05/2012

Jeśli pozwalamy strzelać do zwierząt z dubeltówek, to czemu nie pozwolić wędkarzom łowić ryb przy użyciu wrzucanego do wody granatu?

  hussair  (www),  13/05/2012

Nigdy nie dogadam się z myśliwymi. Dla mnie są zabójcami. Jeśli ktoś spojrzy w oczy sarny, ujrzy tę kwintesencję wrażliwości i piękna, po czym strzeli, to nie jest to człowiek, któremu podam rękę. Chyba, że zaciśniętą w pięść.

  Amicus,  13/05/2012

Człowiek, który zabija zwierzęta, bo musi zabijać - to rzeźnik.
Człowiek, który zabija zwierzęta, bo lubi zabijać - to zbrodniarz.

Fantastyczne,że potrafiłem wywołać dyskusję takich tuzów intelektu, wrażliwości i osobistej kultury.Mam nadzieję, że mój artykuł to jakiś drobny kamyczek na drodze do zrozumienia, że życie jest jedno.

  awers,  13/05/2012

A do tego; jak nas obu dzisiaj ustawiło na stronie!

Wspaniała prawda,dzięki!

Tak, moja znajoma mieszka na skraju wsi co jakiś czas biegają jacyś ludzie ze strzelbami i strzelają naokoło jej domu, zapominają o przepisach, odległościach od zabudowań i tak dalej. To jest rodzaj amoku.

Zwracam uwagę, że czasem jest to społecznie potrzebna rozrywka. Obecnie populacja dzików jest wyższa niż obserwowana za czasów Piasta Kołodzieja. Np. są wsie gdzie nikt nie sadzi ziemniaków. Podobnie pewnie jest z innymi gatunkami - zupełnie szkodliwe mogą okazać się bobry, kormorany etc. Zwracam uwagę że np opryski przeciw stonce, komarom to masowa eksterminacja zwierząt na niespotykaną w histori ...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  14/05/2012

Jasne. Tury już wyregulowano.

Rozrywka przez zabijanie? Idąc tym tokiem rozumowania można powiedzieć, że Breivik miał niezłą frajdę.

Artykuł ciekawy, choć może zbyt krańcowy. Ale podziwiam wypisywane tu głupoty.

No co się czepiacie, mają małe fiuty, to sobie muszę po lasach poużywać na sarnach i innych.

  vismaior,  14/05/2012

Prawdziwych myśliwych już nie ma z wyjątkiem mniejszości jak plemiona w Afryce czy w Ameryce Południowej. Ludzie pierwotni polowali bo musieli coś zjeść, teraz myśliwy idzie na polowanie z pełnym brzuchem napełnionym produktami z tesco albo innego marketu.

  vortaro,  14/05/2012

Mimo wszystko lepsze to niż polowanie na ludzi. Szczególnie to psychologiczne. Gdyby porównać adrenalinę myśliwych z adrenaliną żyjących w ciągłym stresie przed utratą pracy - to ta pierwsza daje odrobinę poczucia zwycięstwa, podczas gdy ta druga oznacza życie w ciągłym strachu.

Dobrze Włodku, że zwierzęta mogą mieć w Tobie swojego adwokata, bo kto inny może im pomóc niż jakiś wymowny człowiek?

Nie mniej niż o zwierzęta chodzi mi o człowieka,o jego stosunek do innych żywych stworzeń,a także do samych siebie.Myślę o tym kiedy sobie przypomnę z jaką łatwością człowiek poluje na człowieka.Najlepszy przykład mieliśmy w Sarajewie.Tam snajperzy wykazywali się żyłką myśliwską polując skutecznie na ludzi, którzy odważyli się wyjść na ulicę.Najważniejsze jest to co tkwi w psychice człowieka i każe mu odbierać inne życie,

  awers,  16/05/2012

Nie chcę ująć wagi tematowi. A kto przed polowaniami obroni ludzi, tych bez karabinów i lornetek? Ilu widzimy bezdomnych, a ilu nie widzimy? Ilu z nich umiera gorzej niż zwierzęta? Dlaczego młodzi ludzie niszczą ZOO, do którego chodzili jako dzieci? Dlaczego proces ludobójcy jest nieciekawy dla ludzi?

W obronie zwierząt występuję pierwszy raz. W obronie ludzi nieustannie.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska