Login lub e-mail Hasło   

Futbolowe Eldorado

Ten,komu zdarzyło się odkopnąć piłkę chłopcom grającym na podwórku jest większym sportowcem od fana futbolu,który obejrzy wszystkie mecze piłkarskich mistrzostw Europy.
Wyświetlenia: 1.383 Zamieszczono 02/06/2012

 

 

 

 

 

Współczesny sport jest jedną z głównych gałęzi globalnego biznesu podobnie jak przemysł, handel, energetyka czy inne kluczowe segmenty światowej gospodarki. Szlachetne idee barona de Coubertina już dawno zostały porzucone przez animatorów ruchu sportowego na rzecz wszechobecnego hołdu mamonie. Wysoki wyczyn nie jest już zwieńczeniem sportu masowego. Wyparła go z roli wychowania i kreowania wybitnych sportowców kosztowna hodowla gladiatorów traktowana, jako inwestycja mająca w przyszłości przynieść znaczące profity. W imię kultu pieniądza wpaja się od dzieciństwa przyszłym sportowym herosom, że trud i wyrzeczenia, jakie ponoszą zaprocentują satysfakcjonującym stanem bankowego konta.

 

Dźwignią zwiększającą nieustannie pęd do zdobywania sportowych umiejętności jest miraż niesłychanie wysokich apanaży, wypłacanych idolom tłumów oglądających wielkie widowiska z ich udziałem, oraz bajońskie sumy z tytułu kontraktów reklamowych. Niestety dotyczy to tylko niezbyt licznej procentowo elity. Natomiast cała reszta kilkudziesięciomilionowej kadry zawodniczej to wyrobnicy, dość marnie opłacani w stosunku do włożonej pracy i ryzyka utraty zdrowia. Przypomina to ręcznie napędzaną karuzelę, na której nieliczni beneficjenci wożą się kosztem wysiłku utrzymujących cały interes w ruchu. 

 

Motorem napędowym biznesu sportowego jest kapitał, potrzebujący jak kania deszczu skutecznego marketingu, najważniejszego narzędzia do osiągnięcia sukcesu na rynku reklam towarów i usług. Adresaci tych reklam tysiącami wypełniają sportowe areny, ale tak naprawdę liczą się setki milionów widzów, słuchaczy i czytelników otrzymujących przekaz z tych imprez, nafaszerowany gęściej reklamami niż przysłowiowe ciasto rodzynkami. Na potrzeby sportu pracuje potężny segment gospodarki produkujący odzież, obuwie, sprzęt i niezliczoną ilość potrzebnych i zbędnych gadżetów, tak chętnie kupowanych przez fanów.

 

Sport, a szczególnie piłka nożna w większym stopniu niż inne dziedziny życia jest podatny na wszelkie formy przekupstwa i stanowi wdzięczne pole działania dla zorganizowanej przestępczości. Struktury związków sportowych są tak zainfekowane wirusem korupcji, że nie sposób jej ukrócić bez fundamentalnych zmian ustrojowych w państwie. Inaczej nadal będzie odrastać szybciej niż głowy Hydry. Wymownym na to przykładem są dość mierne osiągnięcia wymiaru sprawiedliwości w tak zwanej aferze „Fryzjera”, która obnażyła cuchnące szambo ukryte pod szyldem Polskiego Związku Piłki Nożnej.

 

Wokół sportu, który jak się wydaje jest dziś integralną częścią popkultury porażonej przez narkomanię, wyrosły potężne gangi zajmujące się produkcją, przemytem i rozpowszechnianiem narkotyków, tej największej obok terroryzmu plagi XXI wieku. Sportowe areny wypełniają tłumy kiboli podochoconych alkoholem i najaranych substancjami psychoaktywnymi. Oglądanie meczy piłkarskich na haju jest dziś kultową rozrywką poszukującej mocnych wrażeń młodzieży. Ujęta w cywilizacyjne ramy walka na boisku z reguły nie rozładowuje nagromadzonej w nich agresji. Sami, więc przystępują do działania, bijąc się z policją, niszcząc i dewastując stadiony oraz miejską infrastrukturę.

 

Narkotykowe gangi żyją w symbiozie z rosnącymi w siłę formalnymi i spontanicznymi zrzeszeniami pseudokibiców. Moc ich społecznego oddziaływania próbują cynicznie wykorzystywać politycy do podniesienia sobie słupków sondażowych. W obronie kiboli wystąpiła prawicowa partia opozycyjna, starając się wykreować ich na miłujących Polskę patriotów. Przywódcę łobuzów z Łazienkowskiej odwiedził nawet w więzieniu były senator Zbigniew Romaszewski, a energicznie broniła posłanka Beata Kępa. Kilkanaście dni przed rozpoczęciem Euro policja przeprowadziła widowiskową akcję prewencyjną aresztując 40 osób zamieszanych w handel narkotykami, w tym osławionego „Starucha”.

 

Na fali entuzjazmu wywołanego przez zbliżające się Euro bogacą się właściciele i gwiazdy mediów. Z dnia na dzień dziennikarze starają się podnieść stopień podniecenia futbolowej publiczności eksponując w programach publicystycznych znanych z futbolowych annałów, a dziś skandalizujących gwiazdorów. Magnesem przyciągającym widzów, a z nimi reklamodawców uczyniono ostatnio Jana Tomaszewskiego, tego samego, który „zatrzymał Anglię” na Wembley w 1974 roku. Ten świetny ongiś bramkarz, dzisiaj poseł PiS-u jest obecnie tylko skandalistą znanym z niewyparzonej gęby i bzdur, które wygłasza.

 

Wydaje się, że największym beneficjentem polsko-ukraińskiego Euro pozostaje jednak europejska unia piłkarska – UEFA. Szefostwo tej ekskluzywnej organizacji podyktowało państwom-organizatorom turnieju mistrzowskiego drakońskie warunki. Cały zysk pada łupem futbolowej centrali. Całość kosztów ponoszą Polska i Ukraina. Do dyspozycji tak zwanej rodziny UEFA przyciśnięci do ściany organizatorzy musieli zadysponować najlepsze hotele, w których futbolowi dygnitarze będą rezydować, hulać i tańczyć przez cały miesiąc. Spolegliwe wobec niej władze zgodziły nawet na rezygnacje z należnych państwu podatków

 

Cóż takiego jest w tej grze, że przyciąga uwagę i budzi emocje milionów konsumentów? U zarania, której można doszukać się makabrycznej zabawy Brytów kopiących po pobojowisku odcięte głowy rzymskich żołnierzy. Wydaje się, że głównym magnesem jest tu element zorganizowanej, grupowej rywalizacji, w której widzowie, zarówno ci skupieni wokół boiska, a także przed ekranami telewizorów mają złudzenie czynnego uczestnictwa. To w ślad za nimi jak pszczoły do miodu ciągną współcześni kramarze skutecznie wciskający im produkty dzisiejszego, konsumpcyjnego świata i tłuste trutnie zawłaszczające owoce cudzej pracy.

 

U podłoża niespotykanej w dziejach sportu ekspansji i świetności futbolu widać wyraźnie chciwość i agresję, jako główne siły napędowe. Potwierdza to mierne zainteresowanie meczami towarzyskimi, gdzie ci sami zawodnicy prezentują taką sama grę, ale brakuje stawki wywołującej emocje. Może to smutne, ale paliwem pobudzającym ducha współczesnego sportu są wszelkiego rodzaju izmy z nacjonalizmem, szowinizmem, ksenofobią i antysemityzmem na czele. Pozbawiony tych pożywek wyczynowy futbol kurczy się i zanika. A piękno sportu? No cóż, pozbawione biletu wstępu błąka się wokół sportowych aren.

Podobne artykuły


17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1581
17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1198
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1006
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 837
14
komentarze: 32 | wyświetlenia: 946
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 878
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 924
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 540
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 869
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 756
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 759
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  awers,  02/06/2012

Zdarzyło się kopnąć.

Mnie też.

Ja nawet stałem czasami na bramce :)

  greenway,  02/06/2012

Mnie też. :)

  hussair  (www),  02/06/2012

Niewielu mi tak rzeczy brakuje jak gry w piłkę w kumplami z osiedla. Naprawdę piszę to ze smutnym, sarnim spojrzeniem. :/

Piłka nożna to wspaniała gra. Niestety za bardzo została skomercjalizowana. Oglądanie meczów jest tylko namiastką przeżyć jakich może dostarczyć nam osobisty udział.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska