Login lub e-mail Hasło   

30. kilometr

Słone morze potu na czole przedziera się przez brwi by spłynąć do oczu. Nogi zamiast krwią wypełniają się płynnym ołowiem...
Wyświetlenia: 852 Zamieszczono 05/06/2012

30. kilometr

Słone morze potu na czole przedziera się przez brwi by spłynąć do oczu. Nogi zamiast krwią wypełniają się płynnym ołowiem, a każde kolejne zetknięcie stopy z ziemią przypomina zderzenie z falą uderzeniową. Tak może sobie wyobrażać bieg maratoński przeciętny obserwator. Walka o puchar, z innymi maratończykami, czy samym sobą?

Rozgrzewka

Kiedy obserwujemy, tych zawodowych, biegaczy możemy pomyśleć, że to żaden kłopot. Wystarczy biec przez kilka godzin (rekord to 2 godziny z minutami – tyle co przejazd pociągiem z Katowic do Krakowa). A kiedy patrzymy na tych, którzy dobiegają do mety wyglądają w zasadzie świeżo o zdrowo. Więc to musi być miłe i przyjemne. Skoro tak, to dlaczego taki brutalny lead?

Bo część, która dobiega stanowi kilka procent z wszystkich startujących. Żeby przebiec całość trzeba się najpierw przyłożyć do treningu i odpowiedniej diety. Sam z doświadczenia wiem, że takie przeprawy to niesamowita bitwa ze swoimi słabościami, głosami wewnętrznymi i lenistwem. Brałem udział w marszu, którego cel był bardzo prosty. Przejść 100km w 24 godzin. Z ponad setki startujących do mety dotarło 17 osób, a jeszcze mniej, w wyznaczonym czasie.

Bez odpowiedniego przygotowania przed takim maratonem nie ma mowy, żeby dobiec do połowy. Bez silnej woli i chęci do przebycia dystansu, nie da się przebiec całości. Bez niesamowitej motywacji do zwycięstwa i pokonaniu konkurencji, nie sposób dobiec w pierwszej dziesiątce. Można te etapy potraktować jako swojego rodzaju kamienie milowe.

 

Start!

Na początku jest łatwo, zwyczajny bieg na kilkanaście metrów. Zupełnie jak codzienny wyścig z czasem i stojącym na przystanku naszym tramwajem. Normalka. Później, kilkaset metrów dalej zauważamy, że organizm wysyła pierwsze sygnały, że wykonujemy jakieś ponadprzeciętne działania. Na tym etapie wysypuje się już jakaś część, bo wystarczy tylko pozwolić się sobie zastanawiać nad powodami, żeby nie biec. Ten mechanizm jest aktywny w już do końca. Im dłużej biegniesz tym znajdujesz więcej powodów, żeby sobie dać spokój.

W zasadzie kiedy przebiegnie się już pierwszą dziesiątkę potem jest z górki. Mięśnie są rozgrzane, systemy chłodzenia działają, tempo oddechu i stawiania kroków ustabilizowane. Wystarczy teraz tylko utrzymać rytm. Tylko?

Pierwszy kryzys...

No właśnie, w końcu ile można? Każdy ma w życiu chwile zwątpienia. Kiedy robi się jedno i to samo, nie widzi się wyraźnych postępów, a końca nie widać to... Wszyscy wiemy co zaczyna się dziać w głowie. „Odpuść sobie!”, „Gdyby trzeba było, to byś dobiegł ale teraz nie ma takiej potrzeby, więc daj sobie spokój”, albo „Przecież to bez sensu”. Tak naprawdę, każdy zacznie tworzyć swoje własne wymówki i namawiać samego siebie do zastopowania, a ja w tym artykule nie oddam nawet w kilku procentach tego, jak skutecznie będziemy się przekonywać.

Co trzeba zrobić? Biec dalej. Bo jak mówi stare chińskie przysłowie – kiedy podróżujesz niekończącymi się północnoamerykańskimi autostradami z jednego miasta do drugiego i jesteś w połowie drogi to... Po lewej stronie widzisz pustynie, po prawej pustynie i kilka kaktusów. A co z celem podróży? Nic. Trzeba mieć w świadomości, że on istnieje i zawsze do niego dążyć, a nie zrezygnować kiedy nie widzi się rzeczywistego postępu. To jest ten pierwszy kamień milowy o którym wspomniałem wcześniej. Masz samochód który potrafi przejechać setki kilometrów? Spoko, a chce Ci się jechać „w miejscu” przez kilka godzin? A teraz dołóż do tego zmęczenie i ból nóg. Nie tak łatwo to wytrzymać. To właśnie tutaj odpada większość. Kiedy pieczenie w nieprzygotowanych do wysiłku mięśniach staje się najgłośniejszym dźwiękiem w okolicy, a regularne wstrząsy od zderzeń stop z ziemią jedynym czasomierzem.



Gdy czas traci znaczenie

Kiedy przetrwa się kryzys można być z siebie dumnym. Fakt, podchodzi to trochę pod psychopatię, ale z drugiej strony wygrało się bitwę z samym sobą. Teraz prawdopodobnie podświadomość nie będzie już w stanie wymyślić żadnych argumentów, które mogłyby nas przekonać do poddania się. Skoro mamy już kondycję, która pozwoli nam przebiec całość. Nasza silna wolna pozwoliła nam dobiec tak daleko i pewnie da radę, żeby przebiec całość pozostaje tylko.... Zabić czas. Bo przebywać tyle minut tylko w swoim towarzystwie też trzeba umieć i dobrze się z tym czuć.



Kiedy sobie z tym poradzimy skupiamy się na konkurencji. Znowu wypowiem się z własnego doświadczenia – łatwiej się biegnie za czołówką, niż przed. Dużo lepiej działa na nas widok innych sportowców niż świadomość, że co chwile nas ktoś wyprzedza. Teraz pora na wyścig. Są dwie metody. Biec szybciej niż inni albo... Biec wydajniej niż inni. Przynajmniej tak mówią sami maratończycy. Nie biegłem, ale jestem w stanie się z tym w jakimś stopniu zgodzić.

Koniec, Fajerwerki i Podsumowanie



Koniec jak zawsze oznacza wielkie święto. Tak jak w każdym wyścigu: mamy podium, mamy nagrody, jest dużo żarcia, hałasu i ludzi którzy krzyczą, że też się cieszą.

Natomiast mało kto wie czym się żywią maratończycy podczas swojego biegu, ile tego zjadają i jaka jest ilość litrów (wody i izotoników) wlana w organizm. Oprócz tego, że ogłasza się kto wygrał, to organizatorzy lubią zapisywać też liczby. Dla przykładu w Toruńskim Maratonie, 800 biegaczy zjadło prawie 2,5tysiąca wysokoenergetycznych batonów i drugie 2,5tysiąca... litrów wody, a napojów izotonicznych tylko kilkaset mniej.



Mając w pamięci wszystkie te liczby i to co naprawdę dzieje się w głowie maratończyka pamiętajmy, że to że dobiegają i są uśmiechnięci oznacza tylko tyle, że są niewielką garstką wszystkich startujących, a trasa jest prawdziwym przeżyciem. Jak to sprawdzić? Najlepiej zapisz się samodzielnie na jakiś bieg. Polecam serdecznie, bo to świetna zabawa i ciekawa przygoda. Informacje kiedy i gdzie, najłatwiej znaleźć w internecie np. tutaj http://www.maratonypolskie.pl i za symboliczną opłatą można zrobić coś wyjątkowego. Do boju!



Podobne artykuły


27
komentarze: 40 | wyświetlenia: 4225
20
komentarze: 22 | wyświetlenia: 1463
15
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1181
10
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1199
9
komentarze: 2 | wyświetlenia: 999
32
komentarze: 10 | wyświetlenia: 6675
26
komentarze: 24 | wyświetlenia: 5710
25
komentarze: 10 | wyświetlenia: 3510
24
komentarze: 45 | wyświetlenia: 3805
23
komentarze: 4 | wyświetlenia: 3451
21
komentarze: 9 | wyświetlenia: 2484
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 21193
13
komentarze: 13 | wyświetlenia: 29325
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 2287
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Jeden z rodziców naszej szkoły biega w maratonach. Ja uczestniczyłam tylko raz, w Kanadzie i był to marszobieg w moim wydaniu, na rzecz walki z rakiem... Dzięki za ten artykuł:)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska