Login lub e-mail Hasło   

Czy przyczyną kryzysów ekonomicznych może być niewiedza?

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://sites.google.com/site/samoswiadomosc/
Pytanie jest proste prawda? Odpowiedź oczywista – tak. Ale ta prosta odpowiedź jest powierzchowna, nie zdradza głębi, całości tego, co może kryć się za słowem „niewi...
Wyświetlenia: 1.343 Zamieszczono 06/07/2012

Pytanie jest proste prawda? Odpowiedź oczywista – tak. Ale ta prosta odpowiedź jest powierzchowna, nie zdradza głębi, całości tego, co może kryć się za słowem „niewiedza”. Natomiast daje wrażenie pewnego zaspokojenia tym, iż wiemy, „dlaczego?”. Choć jak doświadczenie przekonuje pojęcie „niewiedzy” może przysłaniać morze wiedzy, o czym dowiadujemy się, gdy już poznamy oglądając wielki zbiór wiedzy i refleksyjnie spostrzeżenie własnej początkowej niegotowości na jego poznanie, nieoczekiwanie w stosunku do jego rozmiaru. Zatem niepoznana jest zawartość słowa „niewiedza”. Jasnym jest przecież, że większość ekonomistów, polityków, inwestorów itp., nie widziało, co niesie ze sobą „składanie” papierów wartościowych, o których mówiło się, że mają najlepszą wartość rynkową takich, jak rozmaite derywaty, obligacje strukturyzowane, futures, swap, opcje, forward’y. Tymczasem pewne z nich, niedawno „zbudowane” zostały na zadłużeniu hipotecznym, które nie mogło być spłacone. Pożyczki dostali ludzie, którzy biorąc je już w tym dniu nie mieli potencjału do ich zwrotu, bo ważniejsze od rozsądku i stabilności rynku było rozpędzenie dynamiki rynku. Jednak ogół „ludzi ekonomii” nie wiedział, że te „papiery” są trefne i bazują na rynkowym felerze, mieli „niewiedzę”. To wyszło na jaw w 2007 roku, kiedy na giełdzie papierów wartościowych, a wcześniej w niektórych bankach i instytucjach finansowych rozpoczęło się załamanie trwające do dziś i dziś zbierające najgrubsze żniwo. Wykreowana sytuacja stała się wyraźna, gdy upadł duży bank inwestycyjny Lehiman Brothers, do dziś rozszerzając się na takie „banki”, narodowe zbiornice pieniędzy, infrastruktury i potencjału jak Grecja, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Islandia, Węgry czy Irlandia, biorąc pod uwagę tylko Europę. Nie wspominając o innych, którzy choć czują się lepiej, względnie stabilnie ze swoim przerastającym możliwości długiem, to z zadyszką i obawą spoglądają w tę przepaść, w jaką wpadli bądź chwieją się na krawędzi wymienieni.

Ale ten właśnie przykład „niewiedzy” jest przykładem zbanalizowania znaczenia tego pojęcia dla ekonomii i zagadnienia krachów i kryzysów. Podobnie jak doprowadzanie, z niewiedzy, do takiego zadłużenia kraju, jakie obecne mamy w Grecji czy we Włoszech, naprawdę w większości krajów świata, jedynie nie uległy one ujawnieniu w takiej jak tam postaci. Czy „niewiedzą” jest nie wiedzieć, co dzieje się, gdy wydaje się pieniądze, których się nie ma i mieć się nie może w istniejącej sytuacji? A czy ten, który pożycza, na ogół wyrachowany, z chciwości staje się naiwny pożyczając nadal? To wszystko należy do niewiedzy, ale okraszonej wiedzą, bo zanim uczyniliśmy obie z wymienionych możliwości w wielu formach niejawnego i naiwnego zadłużenia potencjału ekonomiczno-gospodarczego wiedzieliśmy, że zadłużenie dochodu ponad miarę jest niebezpieczne. W szczególności długotrwałe zadłużanie, które przekracza „barierę potencjału” – wysokości przychodu i jego zdolności poniesienia zadłużenia, czyli zdolności ekonomiczne kraju, banku, firmy, portfela jednostki, osłabiając wzrost samego potencjału. Wybitnym przykładem są tutaj Stany Zjednoczone, które od początku swojego istnienia, zaczynając od pożyczek francuskich, przyzwyczaiły się do życia na kredyt. Dawno temu przekroczyły granicę swobody pożyczania wkroczyły w obszar konieczności pożyczania, „lepsza” jest tylko Unia Europejska, o trochę.  Ale te przykłady to nie jest „niewiedza”, o której chcę pisać, to tylko przykłady zbanalizowania zagadnienia, dające złudzenie tego, że wie się, co jest przyczyną w ogóle. Ponieważ zadłużanie dochodu i potencjału, szczególnie to ukrywane, połowicznie wiadome, zdarza nam się od zawsze, od dawna zbiera się i ciąży nadrabiane usilnym rozwojem po to, aby było nas stać na noszenie wciąż powiększających się długów. Aż te, niespłacane i za duże wywołują wstrząs, najpierw w bankach i instytucjach finansowych, ujawniając się „papierowo” na giełdzie akcyjnej, wtedy jeszcze szerzej nieodczuwalnie, dopiero z rozwojem wydarzeń ulegając realizacji w ekonomiczno-gospodarzczej codzienności.

„Niewiedza” naprawdę dotyczy reguł zachowań ekonomicznych, wzorców, prawa ekonomiczno-gospodarczego w najwyższym sensie, reguł funkcjonowania rynku,odkrywanych okazjonalnie, co jakiś czas. Tego, dlaczego wiedząc, iż przewlekłe zadłużanie się grozi zawałem, cały czas, cyklicznie dotyka nas. A my wytrwale kontynuujemy taki sposób bycia, choć wiemy. Czy liczymy naiwnie, że kiedyś dług, choć duży, nie będzie ciążył? Zawsze występuje podobny schemat, najpierw powolny wzrost, stymulacja przez pożyczki, które na początku mało znaczą, są lekkie. Następnie, gdy koniunktura rozpędza się, wkracza pożyczkowa nieuwaga, na ogół za sprawą banków, które zachęcone obniżką stóp procentowych przez bank centralny łatwo produkują pieniądz kredytowy rozdawany „wszystkim”, bo wszystko rośnie, wszystkich stać na pożyczanie. Wtedy wkracza taka nieuwaga, jedna z form nadużycia, choć czyniona w dobrej wierze przez rządzących. Po tym zaskakuje nas krach giełdowy i kryzys, a po tym ogół mówi „przecież wiedzieliśmy”. Ale wtedy, gdy wiedzieliśmy interesował nas zysk, nie ostrożność i skupienie się na wzrastających symptomach zbliżającego się załamania. Taki schemat daje o sobie znać cyklicznie, choć miewa różne przyczyny. „Niewiedza”, którą mam na myśli polega na wiedzy o zagrożeniu, w które i tak wchodzimy. Posiadamy bowiem „niewiedzę” wyższego rzędu, dotyczącą reguł funkcjonowania rynku, całego współzależnego układu praw poznawanych po załamaniu naocznie, jako względnie kompletną całość, choć nie odczytaną zupełnie, bo wśród tego układu praw zawsze występują takie, których jeszcze nie znamy. Natomiast te inne przyczyny gwałtownych zmian ekonomicznych lokują się w tym, co nam się zdarza w sposób materialny. Wydarzenia, które kreujemy swoją materialną działalnością. Na przykład kryzys naftowy powstały, bo OPEC przykręcił kurek z ropą nie godząc się na poparcie Izraela przez „świat zachodni”. „Bańka internetowa” strzeliła, bo zainwestowano za dużo pieniędzy w Internet i komputeryzację, zadłużając się przy tym ponad miarę zwrotu. Na „horyzoncie zdarzeń” wypatrywany był wzrost – zwrot zaciągniętych pożyczek i zysk, co jednak nie nastało w oczekiwanym rozmiarze. Albo polityczny „kryzys kubański”, który odbił się na ekonomii i gospodarce wielu krajów. To niektóre przykłady załamań materialnych. Ale są wśród wszystkich krachów i kryzysów też takie, które nie ujawniają przyczyn łatwo, nie są ściśle materialne, materialnie przejawiają się, ale wynikają z abstrakcyjnych reguł. Przedmiot jest niełatwo uchwytny, bo dotyczy reguł funkcjonowania samej giełdy, handlu i kształtu papierów wartościowych, praw należących do całościowej „teorii ekonomicznej”. Te „papiery” i ich reguły są wytworem abstrakcyjnym będącym wyższą abstrakcją ponad inną, którą są zwykłe banknoty i monety będące już abstrakcją pierwszego poziomu względem przedmiotu materialnego, który chce się będąc na przykład w sklepie. Choć papiery wartościowe i rozmaite funkcje giełdy są tak wyabstrahowane, to mają nadaną zdolność masowego wpływania na wszystko, co materialne. Mają nadaną funkcję nadrzędną, wyżej abstrakcyjną względem wszystkiego, czego dotyczą. Namacalny pieniądz jest tu przekształcony w formę efemerycznej informacji, obecnie tylko czasem i formalnie wydrukowanej na kartce na życzenie klienta.

Co ważne i oczywiste, ta abstrakcyjna informacja nie jest nam bezpośrednio dana jak substancja, podobnie jak jabłko, kierownica w dłoni, infrastruktura firmy czy pole zboża. Z tego powodu prawa, które rządzą wymianą tej abstrakcji od abstrakcji (abstrakcją od banknotów i monet) nie są dane z taką bezpośredniością jak prawa dotyczące doświadczanego na co dzień przedmiotu materialnego, i nie są tak łatwo odczytywalne jak te namacalne. Trzeba rozwijać zdolność myślenia abstrakcyjnego, aby pojąć zasady funkcjonowania abstrakcyjnych i rozbudowanych praw obejmujących współdziałanie ogromnej liczny elementów. Prawa te dopiero poznajemy od początku jak znamy akcje, gdy po raz pierwszy wymyśliliśmy je. Wtedy reguły były bardzo uproszczone, doraźne, był rok 1602 i Holenderska Kompania Wschodnioindyjska, która potrzebowała pieniędzy na rozwój. Jej właściciele wpadli na pomysł, aby rozdysponować własność firmy pomiędzy różnych ludzi w postaci papierowych kwitów – akcji, w zamian za pieniądze, prostszą abstrakcję, za którą otrzymuje się towary i usługi niezbędne dla rozwoju takiego przedsięwzięcia, jakim w kolejnych latach stała się ta pierwsza spółka akcyjna. W tym przypadku i w wielu innych w kolejnych wiekach działanie to przyniosło rozwój przedsięwzięcia. Ale na tym początku i później wszystko działo się na małą skalę, lokalnie, w prosty sposób, we względnie wąskim, lokalnym głównie gronie akcjonariuszy i działało, bo pilnowano porządku, unikano nadmiaru spekulacji. To miało swoje znaczenie, podobne do tego, jakie ma dziś. Zależnie od rozmiaru stworzonego rynku akcji i zaawansowania poznawczego – znajomości drzemiących w obrocie akcjami możliwości, odpowiednio tyle potrafiono wytworzyć w tej „kuźni” nowych pieniędzy. W wysoce intratny sposób bez większego wysiłku fizycznego, bez własnej mennicy czy banku. Ten przypadek świadczy dobrze o rynku akcji, ale już sto lat później niejaki John Law w okolicach 1720 roku przyczynił się do rozkręcenia dużej bańki spekulacyjnej aż w trzech krajach jednocześnie, w Anglii, Francji i Holandii, choć nie brał bezpośredniego udział w angielskiej Kompani Mórz Południowych, gdzie ten pomysł przeniesiono. Niemniej we wszystkich tych krajach w tym samym okresie powstały takie same bańki spekulacyjne. W Anglii za sprawą spekulacji na akcjach wspomnianej Kompanii. We Francji na bazie Kompani Missisipi, której właścicielem stał się Prywatny Bank Generalny przekształcony niebawem w Bank Królewski pod kuratelą króla Francji. Kompania stając się spółką akcyjną wchłonęła inne zajmujące się obsługą handlu z Indiami i Chinami, uzyskując prawo do obsługi handlowej wszystkich mórz. W Holandii podobnie spekulacja nazywana „handlem powietrzem” powstała na bazie praw do obsługi handlu morskiego. Wszędzie spekulacja polegała na rozpowiadaniu o niebotycznych zyskach, jakie przynieść mają te przedsięwzięcia. Sprawa była tak rozdmuchana, że wzbudzała zainteresowanie także wśród dotąd niezainteresowanych takimi sprawami chłopów, mieszczaństwa i właścicieli ziemskich. Ludzie zapożyczali się, ceny akcji wrastały nawet o 1000%, aby na końcu z podobną dynamiką jaką odznaczał się wzrost runąć, przynosząc powszechne bankructwa, gdy akcjonariusze podjęli próbę wymiany akcji na złoto. Przy tym występowały dodatkowe komplikacje związane z podwójnym zapożyczaniem się, a na końcu John Law po cichu uciekł przed chcącym go rozszarpać tłumem paryskim. 

W stosunku do początku, czyli 1602 roku wyraźne stało się zagadnienie poznania, znajomości tego, co trzeba zrobić, aby na rynku akcji zarobić fortunę i łatwo, aby wysoko podnieść indeksy. Na początku, bowiem niemal zupełnie nie wiedziano jak osiągnąć takie obroty jak dziś albo dwieście lat później, gdy utworzono giełdy. Wtedy obrót akcjami był okazjonalny, pomysł dopiero rozprzestrzeniał się po świecie. Brak dobrych i przejrzystych reguł doprowadził do niejednego nadużycia, defraudacji czy przewartościowania akcji znanych z historii pod nazwą jakiejś „bańki”. Rynku nie było, nie istniał scentralizowani globalnie, krajowo, a nawet regionalnie. Obrót odbywał się w firmach, bankach, odpowiednich instytucjach finansowych albo na ulicy. W Stanach znani byli tak zwani curbstone brokers handlujący na ulicy, którzy później, począwszy od 1792 roku przekształcili się w dzisiejszą New York Stock Exchange zlokalizowaną na Wall Street, największą giełdę papierów wartościowych na świecie. Pierwsze giełdy zaczęły się pojawiać w osiemnastym, a wyraźniej w dziewiętnastym wieku, kiedy powstały te współcześnie najważniejsze w Europie i Ameryce Północnej. Wspomniana NYSE w 1792 roku, Londyn i Belgia 1801, gdzie giełda londyńska powstała za sprawą Johna Castaing’a, który pod koniec XVII wieku pracując w Jonathan’s Coffee House zaczął tworzyć zestawienia cen akcji i produktów przyczyniając się do powstania jednego z pierwszych ciągłych indeksów giełdowych i londyńskiej giełdy. W tym okresie powstała giełda we Francji początkowo przenoszona w różne miejsca, w Genewie 1850, Stuttgart 1860, München 1869, Australia począwszy od 1861, Imperium Otomańskie 1866, Toronto 1861. Najstarsza giełda azjatycka w Bombaju w 1875, choć początków można doszukiwać się już 25 lat wcześniej, Tokio 1878, Johannesburg 1887 i takie, co do początków, których trudno się zorientować, bo powstały na wcześniejszych giełdach walutowych, kruszcowych lub innych, czyli Frankfurt 1585, Berlin 1685, Kopenhaga 1625. Dopiero po około dwustu latach od Holenderskiej Kompani Wschodnioindyjskiej coś wreszcie ważnego odkryto w teorii ekonomii, sokowo zmienił się poziom wiedzy, pojawiły się te centralne punkty dla gry akcjami – giełdy. Pojawiły się wraz z filozoficznymi rozważaniami nad ekonomią autorstwa A. Smitha, D. Ricardo i innymi reprezentującymi główne nurty ekonomicznych rozważań, dziś nazywane subiektywistycznym i historycznym itd. Wszystkie te i inne czynniki przyczyniły się do stopniowego i okresowo skokowego wzrostu wiedzy o ekonomii i gospodarce. Dynamika wzmagała się w dwójnasób rosnąc powoli stopniowo doprowadzała do skokowych jakościowych zmian, takich jak powstanie pomysłu na giełdę, znów po tym rozwijanych stopniowo do wyższego skoku itd. Ta cecha poznania – najogólniej – teorii ekonomii, jest cechą należącą do pojęcia „niewiedzy”.  

Pojawienie się pomysłu na giełdę było dopiero rozpoczęciem wielkiego przedsięwzięcia, które polegało na wprowadzeniu wszystkich rozproszonych akcji w jedno miejsce, prowadzenia wspólnych obliczeń i obrotu, według wspólnych reguł gry dostępnych dla każdego. Giełdy, choć zaczęły na małą skalę, to od razu ukazały pełniejszy sens przedsięwzięcia, jakim jest aktywność na rynku akcji. Teraz zaczęła się gra i sposobność na powstanie zawodowych graczy, wzrastały i w utrwalony sposób wzmacniały się obroty. Nie chciano zrezygnować z takiej możliwości zarabiania i finansowania przedsięwzięć, ale chciano rozwinąć spostrzegany w giełdzie i akcjach potencjał. Jednak reguły dotyczące rynku akcji nie były jeszcze rozwinięte, dopiero odkryto użyteczność centralizacji obrotu akcjami, dopiero po tym jak około 200 lat wcześniej odkryto akcje.

Całe zagadnienie „niewiedzy” posiada drugą stronę tę, która na równi z pragnieniem poprawienia i rozwinięcia istniejącego stanu odpowiada za kształtowanie „wynalazków” w tej dziedzinie. Ta druga strona pojawia się w praktyce samodzielnie, często, jako niechciany wynik ludzkich działań i wraz z prawidłowym użytkowaniem rynku i akcji dotyczy użycia nieprawidłowego – nadużycia. To z wyższej perspektywy należy raczej postrzegać jako niezawinione, bo wynikające z nieznajomości wszystkich reguł gry. Owa forma nadużycia powstaje przez nadmierne zapędy graczy mających je po części ze względu na „niewiedzę”, nieznajomość praw gry tych, które nie zostały jeszcze odkryte i ustanowione jako wspólne dla wszystkich reguły obrotu akcjami, ale które kierują rynkiem akcji bez ludzkiej wiedzy o tym. I z zaślepiającej chciwości i woli wyprzedzenia konkurencji, co sprawia, że te nieodkryte prawa zostają przysłonięte jeszcze bardziej przez zaślepienie. Niepoznane reguły kiedyś i część nie poznana po dziś na równi z poznanymi kształtowały i kształtują abstrakcyjny rynek papierów wartościowych. Nie jest łatwo dziś wskazać na to, jakie nadużycia występowały u progu ustanowienia giełdy, które powodowały bankructwa, przewartościowania akcji itp., które zniechęcały graczy do gry, bo ci nie mając dobrego rozeznania w akcjach wystawionych na sprzedaż kupowali „kota w worku”. Mogli nabyć akcje, których wartość jest nieprawdziwa, na przykład napędzona chwilową spekulacją, ale dzięki tej spekulacji wzbudzały zwiększone zainteresowanie graczy, po czym spadały, kiedy spekulacja przybrała na tyle niewiarygodne rozmiary, że ktoś lub grupa zapragnęła zrewidować doświadczany realizm. Możemy znaleźć w historii wiele przykładów nadużyć, niemniej centralizacja rynku akcji w poszczególnych krajach przyniosła większą kontrolę, ograniczyła zakres możliwych nadużyć, choćby tym, że różne akcje tej samej lub podobnej branży względnie warunkują się wzajemnie, na przykład cenami półproduktów i produktów. To nowe prawo – giełda papierów wartościowych i współtworzące ją regulacje, wprowadziło większą stabilizację, większe zaufanie u inwestorów, zatem zwiększone obroty. Ograniczyła spekulacyjną możliwość wykorzystywania, na przykład „przesunięcia czasowego informacji”, kiedy to zmiany cenowe danego waloru dostarczane w różne miejsca najczęściej konno nie były znane we wszystkich jednocześnie, ale różnych miejsc dotyczyły. Ponadto wprowadzenie giełdy zaczęło zmieniać sposób myślenia o obrocie akcjami. Wcześniej częściej było się wieloletnim posiadaczem akcji, dzięki giełdzie można było grać akcjami, dziś kupić sprzedać jutro. Dzięki giełdzie akcje stały się realniejszym sposobem inwestowania, realniejszym niż wcześniej i względem inwestowania, na przykład w pole kukurydzy czy w manufakturę. Zdecydowanie wzrosła dynamika.

Jeśli, biorąc pod uwagę to, jak dużą zmianą w obrocie akcjami stała się giełda papierów wartościowych przyjmiemy ją, zasadnie, jako jedną z podstawowych reguł całej możliwej wiedzy o ekonomii – teorii ekonomi, to możemy przyjąć, że wraz z powstawaniem giełd zamknęliśmy pewien etap poznawczy tej dziedziny w swojej historii. Zamykając ten etap w momencie poznania „prawa centralizacji obrotu na giełdzie”, otworzyliśmy etap nowy polegający na poznawaniu tego, jak funkcjonuje i jak używa się tej nowej reguły. Otrzymujemy więc pierwszy etap, czy może lepiej, pierwszy cykl poznawczy ekonomii polegający na odkryciu czegoś takiego jak akcja w ogóle. W trakcie tego pierwszego cyklu poznawaliśmy, uczyliśmy się używania akcji z pożytkiem, w tym z nadużyciami. Na końcu tego etapu okazało się, że niescentralizowany sposób obracania papierami wartościowymi odznacza się dużą niewydolnością i szerokim zakresem możliwych nadużyć – małą kontrolą. Dzięki tym i innym spostrzeżeniom ustanowiliśmy giełdę, która okazała się tak dużą, skokową zmianą, że odkryliśmy nowy realizm obrotu akcjami, zupełnie nową i nieznaną przestrzeń. To odkrycie z powodu dużej zmiany jakościowej możemy przyjąć, iż jest zapoczątkowaniem nowego cyklu poznawczego ekonomii. Na tym nowym, drugim, wyższym cyklu rozpoczynamy proces poznawania możliwości drzemiących w giełdzie. Oba cykle są ze sobą ściśle związane, to wciąż jeden i ten sam proces poznawania teorii ekonomi. Oba i dalsze cykle dotyczą poznawania ekonomii i gospodarki w ogóle, które to poznawanie nieoczekiwanie pozwala nam na wyróżnienie w sobie cykli, dzięki jakościowym skokom wiedzy.

Drugi wyższy cykl, wyższy, bo dzięki centralizacji obrotów pozwolił na ich zwiększenie, łatwiejsze i wyższe podnoszenie indeksów, zasadniczo pozwala na to, aby odwrotnie do sytuacji wcześniejszej przebywać tylko w jednym miejscu. Tam gdzie fizycznie umiejscowiona została giełda papierów wartościowych, i obrót (względnie) wszystkimi papierami wartościowymi, które wcześniej rozproszone były po różnych instytucjach rozlokowanych w różnych miejscach danego kraju. Powstało wielkie ułatwienie. Dzięki temu obroty, indeksy i wartość rynku akcyjnego wzrastała. Ale w trakcie tego procesu wzrostu i procesu poznawania reguł, na rynku zaczęło robić się ciasno, bo pewien ogół graczy posiadł podobną wiedzę i skuteczność w grze, zbiór reguł, regulacji prawnych także tworzył ową „ciasność”. Trudniejsza stała się spekulacja jakimiś walorami przez wąską grupę, bo posiadała ona zbyt mało środków na masową spekulację akcjami, posiadaliśmy już także pewne doświadczenie o spekulowaniu umiejąc się, przed chociaż częścią obronić. Pojawiły się uzupełniające powstanie giełdy filozoficzne tezy ekonomi i regulacje prawne, które stopniowo ograniczały spekulację tam gdzie została ona odkryta, ale były one niewielkie. Niewielka była faktyczna kontrola nad rynkiem i spółkami akcyjnymi, pojawiało się wiele przypadków nadużyć przez fałszowanie księgowości i od tej strony fałszowanie wartości akcji, przez na przykład przedstawianie informacji nieprawdziwych, które wyznaczały wyższą wartość danego waloru niż wartość prawdziwa. Albo wystąpiło wiele przypadków zakładania spółek, najczęściej kolejowych w okresie „kolejowej mani” tylko na papierze, wypłacanie dywidendy podnoszącej wartość akcji, po czym ucieczka właścicieli danej spółki-widma z zarobionymi na oszustwie pieniędzmi. Ponadto od zawsze rynkowi akcyjnemu towarzyszą mody pozwalające na naciąganie koniunktury. Na przykład w XIX wieku gazety mogły „głośno” informować społeczeństwo o wciąż rosnącej koniunkturze w przemyśle kolejowym, to była epoka uprzemysłowienia. Takie różne informacje zachęcały inwestorów, z których gro mogło w ogóle posiadać niewielką wiedzę o przemyśle kolejowym, a co dopiero posiadać dokładny wgląd w księgowość spółki i jej działania. Ten czynnik prawdziwej informacji – jak zawsze zresztą – jeden z wymiarów pojęcia „niewiedzy” był kluczowy przy zmianie cyklu poznawczego, ekonomicznego na wyższy. Bowiem wielkie nieścisłości, ogrom spekulacji ówczesnego okresu i nadprodukcja przyczyniły się do wielkiego kryzysu amerykańsko-europejskiego na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Gigantyczny krach i kryzys jaki nastąpił za Atlantykiem i w Europie rozbił rynki akcyjne i podcinał nogi gospodarkom największych krajów. Krew w ekonomiczno-gospodarczym krwioobiegu bardzo się rozwodniła. Wszędzie pojawiło się zjawisko „run on a bank” po swoje oszczędności, usilna wyprzedaż akcji, których nikt nie chciał, rzesze „wczorajszych bogaczy”, którzy „dzisiaj” stają w kolejce na ulicy po państwowy obiad i miliony milionów nie zakupionych akcji, które miały wartość makulatury, niemal. Czynników, które wywołały to wielkie załamanie było wiele wraz z fałszerstwami, brakiem informacji, spekulacją, nadprodukcją i ciągłym trwającym przez cały XIX wiek „majstrowaniem” przy ekonomii przez rządy, banki i spekulantów. W okresie od powstania pierwszej giełdy po Wielki Kryzys w 1929 roku miało miejsce, co najmniej czternaście dużych lub średnich rozmiarów załamań przeważnie dotyczących jednocześnie krajów europejskich i amerykańskich. Panika 1792 roku dotycząca rynku kredytowego w Stanach Zjednoczonych, 1796-7 załamania na rynkach atlantyckich głównie dotyczące Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, 1819 Stany Zjednoczone i rozległa gospodarka atlantycka. 1825 począwszy od Anglii przez Europę po kraje Ameryki Południowej, także fikcyjne jak Republika Poyais, która posiadała obligacje, ale nie posiadała ziemi stając się jednym z faktycznie nieistniejących przedmiotów spekulacji wywołujących owe załamanie. 1837 niemal połowa banków w Stanach Zjednoczonych została zamknięta całkowicie lub częściowo ograniczając działalność. 1847 Anglia, „przesterowanie” przemysłu kolejowego i załamanie rynku finansowego. 1857 ogólnoświatowa recesja zapoczątkowana w Stanach Zjednoczonych na bazie przedsiębiorstw budowlanych, kolejowych i wydobywczych. 1866 Europa zachodnia i wzmożona ekspansja kredytowa w Anglii, Francji, Hiszpanii i nowo utworzonych Włoszech, które „wygrzebując się” z trudów po powstaniu zjednoczonego kraju wpadły w trudności finansowe. 1873 Europa i Stany Zjednoczone, obroną ręką wyszła Francja, która wcześniej niż inni pohamowała nadmierną ekspansję finansową. Ale w 1884 roku poważne załamanie wraz ze Stanami Zjednoczonymi dotknęło także Francję. 1890 główne Stany Zjednoczone, 1893 recesja ogólnoświatowa zapoczątkowana w Stanach, 1896 także Stany Zjednoczone, 1907 Stany Zjednoczone i tak zwana „panika bankowa”. Wszystkie te wydarzenia i inne mniejsze związane były z brakiem dostatecznych regulacji na rynku finansów, z „niewiedzą”, ostatecznie doprowadzając do kumulacji działań-nadużyć w 1929 roku, który zamknął drugi cykl poznawczy ekonomii.

 

cdn…

Podobne artykuły


10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 24501
12
komentarze: 39 | wyświetlenia: 1603
48
komentarze: 20 | wyświetlenia: 25501
10
komentarze: 2 | wyświetlenia: 4787
13
komentarze: 17 | wyświetlenia: 4493
19
komentarze: 12 | wyświetlenia: 21623
10
komentarze: 6 | wyświetlenia: 10037
20
komentarze: 6 | wyświetlenia: 2253
13
komentarze: 2 | wyświetlenia: 48521
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 9705
72
komentarze: 26 | wyświetlenia: 108487
15
komentarze: 11 | wyświetlenia: 13022
22
komentarze: 16 | wyświetlenia: 7721
19
komentarze: 2 | wyświetlenia: 2621
 
Autor
Artykuł



  nse,  06/07/2012

Sporo tego :)
... z tego co myślę to wartość świeżo wydrukowanego banknotu jest nadawana poprzez obietnicę, że banknot wypuszczony na rynek znajdzie pokrycie w ludzkiej pracy lub nieruchomościach i ruchomościach należących do kredytobiorców ..., oczywiście to dzieje się za pośrednictwem banków pośrednich które dodatkowo w swych systemach tworzą wirtualne pieniądze które nie maja pokrycia na ...  wyświetl więcej

Obecnie, pokrycie fizycznych pieniędzy i wielu papierów jest znacznie bardziej „pomieszane”. Pokryciem jest de facto wszystko, co posiada emitent, ale głównie pokryciem są abstrakcyjne własności, na przykład posiadane przez bank centralny, emitenta aktywa, choćby derywaty, które niedawno w 2007/2008 okazały się być mniej warte, niż deklarowano, co przyczyniło się do tego kryzysu.

Ponadto d

...  wyświetl więcej

  nse,  06/07/2012

"Pokryciem jest de facto wszystko, co posiada emitent, ale głównie pokryciem są abstrakcyjne własności, na przykład posiadane przez bank centralny, emitenta aktywa, choćby derywaty, które niedawno w 2007/2008 okazały się być mniej warte, niż deklarowano, co przyczyniło się do tego kryzysu."
Czy mogę to rozumieć jako deklaracje wartości nie zgodnej ze stanem faktycznym ( taka przyjęta obietn ...  wyświetl więcej

„Czy mogę to rozumieć jako deklaracje wartości nie zgodnej ze stanem faktycznym ( taka przyjęta obietnica ) ??”

Tak i nie, ale tu nie chodzi o oszustwo, bo to dany kraj siedzi na gałęzi, którą by sobie podcinał. Gdyby doszło do poważnych rozbieżności, to inwestorzy nie zajrzeliby na taki rynek. Taki „numer” wyszedłby tylko raz, a przez może kilkanaście lat nikt nie chciałby inwestować na t

...  wyświetl więcej

  nse,  06/07/2012

"Tak i nie, ale tu nie chodzi o oszustwo, bo to dany kraj siedzi na gałęzi, którą by sobie podcinał."
... to ta niewiedza o której wspominasz w artykule, a może niedokładności szacunkowe ??

ynek to przede wszystkim ludzie, a ich reakcje są często nie do przewidzenia; bo jak przewidzieć ich poziom świadomości od którego są zależne ludzkie reakcje czy gotowość do przyjęcia niekonwencjonalnych zmian ... ??



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska