Login lub e-mail Hasło   

Nietzsche, Dostojewski...... (chrześcijaństwo - siła czy słabość?). Część II

Pierwszą część eseju zakończyłem cytatem z dzieła Eckharta Tolle'a "Potęga teraźniejszości", który mówi o tym, jak ogromna moc płynie z poddania się. Długo nie daw...
Wyświetlenia: 2.497 Zamieszczono 10/09/2012

               Pierwszą część eseju zakończyłem cytatem z dzieła Eckharta Tolle'a "Potęga teraźniejszości", który mówi o tym, jak ogromna moc płynie z poddania się. Długo nie dawało mi to spokoju, ponieważ wiedziałem, że w moich literackich podróżach zetknąłem się z bohaterem będącym wyrazistą egzemplifikacją tej tezy. Sprawa nie jest przecież zwykła, musiał to być zatem geniusz pióra i wybitny znawca ludzkich dusz. Obszar poszukiwań został znacząco zawężony, a wtedy było już łatwo....Dostojewski.

              Jedną z najciekawszych postaci, wykreowanych przez rosyjskiego pisarza, jest Mikołaj Stawrogin z powieści pt. "Biesy". Człowiek obdarzony tajemniczą charyzmą, działającą na ludzi jak magnes; odważny do szaleństwa - mógłby pójść (jak pisze autor) z samym tylko nożem na niedźwiedzia, stanąć bez mrugnięcia okiem przed plutonem egzekucyjnym, ale zdolny byłby też bez wahania zabić drugiego człowieka, gdyby zostały narażone jego duma, godność i honor. I oto tenże Mikołaj Stawrogin otrzymuje policzek od studenta Szatowa, brata kalekiej i pomylonej idiotki, z którą - nie wiedzieć czemu - ożenił się młody, przystojny i emanujący potężną wewnętrzną energią Mikołaj. Szaleniec Szatow nawet nie daje sobie sprawy z tego, na jak wielki gniew się wystawia. Wszyscy świadkowie tego wydarzenia zamarli, oczekując najgorszego. Tymczasem...Posłuchajmy:

Ledwo Stawrogin zdołał wyprostować się po otrzymanym ciosie, który zmusił go do przegięcia się wpół, i zdawało się, że słychać jeszcze w pokoju plugawy, jakiś miękki odgłos uderzenia pięści w twarz, gdy natychmiast chwycił Szatowa za ramiona. Niezwłocznie jednak, w tej samej chwili, cofnął ręce i skrzyżował je za plecami. Milcząc wpił się wzrokiem w Szatowa i - zbladł jak płótno. Lecz wzrok jego gasł. Po paru chwilach patrzył już zimno i nawet, wiedziałem to dobrze, spokojnie. Blady był niesłychanie. Nie wiem, co się tam w nim działo, widziałem tylko, jak wyglądał. Zdaje mi się, że gdyby jakiś człowiek, chcąc wypróbować swoją wytrzymałość, chwycił i ścisnął mocno rozpaloną sztabę żelaza, a potem w ciągu dziesięciu sekund zmagałby się z potwornym bólem i wreszcie przezwyciężył go, człowiek taki przeżyłby prawdopodobnie to samo, co przeżył w ciągu tych dziesięciu sekund Mikołaj Wsiewołodowicz.

         
         Poddanie się rozumiane jest najczęściej jako przejaw słabości. Poddać się to znaczy zrezygnować z walki o coś, o siebie. Człowiek słaby podlega działaniu mechanizmu resentymentu. Fryderyk Nietzsche w dziele Z genealogii moralności szczegółowo analizuje ów mechanizm. Człowiek silny jest źródłem i panem wartości. Ludzie słabi natomiast, obawiając się potężnych, starają się ich poskromić jako absolutne głosząc wartości stada. Bunt niewolników na polu moralności - pisze niemiecki filozof - zaczyna się tym, że "ressentiment" samo twórczym się staje i płodzi wartości. Jest rzeczą oczywistą, iż resentyment nie może być uznany przez stado jawnie i działa jedynie w sposób pośredni.

           W owym konflikcie pomiędzy dwiema postawami moralnymi i dwoma moralnymi poglądami stado nie zadowala się wyłącznie utrzymaniem własnych wartości, ale stara się narzucić je innym. By tak się stało, rzecze autor dzieła, musi istnieć ideowo-religijne zaplecze, które pozwoli wartości stada uznać za absolutne i uniwersalne. W Europie Zachodniej takim zapleczem okazało się chrześcijaństwo i jego podstawowe wartości - miłość, pokora i nieodpowiadanie złem na zło. W moralności panów nie istnieje poddanie się zewnętrznym okolicznościom, sytuacji życiowej. Istotą tejże moralności jest wola mocy. Mechanizm resentymentu można opisać bardzo krótko: jeżeli nie dostaje ci woli mocy, uczyń z tego cnotę. W ten sposób słabość staje się wartością. Ktoś bije cię w prawy policzek, nadstawiasz mu lewy. Nie oddajesz, poddajesz się sytuacji, ponieważ brakuje ci woli mocy - tak pojmuje moralność chrześcijańską Nietzsche.

         Mikołaj Stawrogin jest jednak wręcz kryształowym ucieleśnieniem Nietzscheańskiego nadczłowieka. Jest on uosobioną wolą mocy. Dlaczego zatem nie zabija Szatowa, dlaczego ktoś, kto reprezentuje moralność panów, ktoś, kto sam dla siebie (i dla innych) stanowi źródło wartości, nadstawia drugi policzek? Dlaczego poddanie się sytuacji nie jest oznaką słabości, ale ogromnej siły duchowej? Odpowiedź, w kontekście naszych rozważań, wydaje się prosta. Nietzsche trafnie postawił problem, lecz błędnie go zdiagnozował. Rację zatem ma nie on, ale autor "Potęgi teraźniejszości".

Następna część eseju o istocie obecności.

autor - Jan Stasica

Podobne artykuły


11
komentarze: 40 | wyświetlenia: 764
11
komentarze: 32 | wyświetlenia: 723
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 564
10
komentarze: 8 | wyświetlenia: 938
10
komentarze: 7 | wyświetlenia: 786
10
komentarze: 5 | wyświetlenia: 845
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 737
9
komentarze: 10 | wyświetlenia: 836
9
komentarze: 4 | wyświetlenia: 725
9
komentarze: 0 | wyświetlenia: 492
9
komentarze: 34 | wyświetlenia: 539
9
komentarze: 20 | wyświetlenia: 651
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 744
9
komentarze: 124 | wyświetlenia: 548
9
komentarze: 2 | wyświetlenia: 452
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Janie,
w swych wycieczkach na etymologię słów i znaczeń, porwałeś się dziś na arcyciekawy wątek - przynajmniej z punktu widzenia osoby wierzącej w Boga (tego z Biblii).
I choć generalnie podzielam Twoją opinię oraz ogląd sprawy, to sęk jednak w tym, iż należałoby najpierw uściślić samo pojęcie "Chrześcijaństwa". Cóż to takiego?
Czy to "religia" i czy rzeczywiście miejsce w nie ...  wyświetl więcej

Jacku! Bardzo Ci jestem wdzięczny za ten obszerny i jakże ciekawy komentarz. Są, jak zapewne wiesz, dwa nurty chrześcijaństwa. Jeden prawdziwy, zaprojektowany przez samego Chrystusa - dzisiaj zapoznany, i drugi stworzony przez św. Pawła, który zupełnie wypaczył istotę pierwotnego źródła. Ewangelistom wymsknęło się, mimo wszystko, i zapisali to, że Chrystus nie przyniósł pokoju, ale miecz.
C ...  wyświetl więcej

W porządku. :-)
Postać Stawrogina tak właśnie odebrałem - jako przykład pozornego Chrześcijaństwa.
Natomiast nie jestem pewien czy dobrze zrozumiałem akapit o Pawle (Szawle z Tarsu). Czy Paweł rzeczywiście "wypaczył Ewangelię Chrystusa"?
Gdyby tak było, tzn. gdyby on był tym, co ją wypaczył, jakżeby mógł napisać hymn do miłości, ten najczęściej cytowany fragment z Biblii, nawe ...  wyświetl więcej

Jacku! Przeczytałem kilka razy, to co napisałeś, bo tekst jest bardzo gęsty. Myślę, że to, iż Paweł jest autorem Hymnu o miłości nie wikła mojego rozumowania w żadne sprzeczności. Wręcz przeciwnie! Bo to on przecież uczynił chrześcijaństwo religią resentymentu, czyli wypaczył jej pierwotny charakter. Nie oceniam, nie wartościuję, stwierdzam jedynie fakt, że na charakter Pawłowego chrześcijaństwa w ...  wyświetl więcej

Janie - Ty dziękujesz, ale i ja wzajemnie. :-)
Zastanawiam się tylko nad sensem pojęcia "resentyment". Przyznam, że nigdy tak tego wyrazu nie rozumiałem w kontekście, w którym jest on tu przez Ciebie używany.
Dlatego pozwól, iż odejdę od niego i skupię się na Pawle i jego rzekomym "wypaczeniu", a samą redefinicję resentymentu pozostawię Tobie oraz Czytelnikom, ok? :-)
CYT: "na ...  wyświetl więcej

Nie przeczę temu, że za naukami Pawła stała autentyczna Prawda samego Mistrza. Chrystus był wielki, między innymi oczywiście, że codziennym życiem i zachowaniem zaprzeczył wpisanemu w geny Żydów paradygmatowi działania polegającemu na przemocy, często przybierającej rytualny charakter. Trzeba dysponować niezwykłą siłą, żeby odpłacać dobrem za zło. Sam próbuję tak w swoim życiu postępować i wiem, j ...  wyświetl więcej

Nie możemy się oderwać od tej dyskusji, Janie! :-)
Lecz chyba teraz dotarliśmy już do jej sedna: nie my pierwsi rozsądzamy naturę Jezusa. Wszak o to właśnie pokłócili się (czytaj: pozabijali) pierwsi hierarchowie (gdy już istniała hierarchia kościelna).
Piszesz o "energii miłości". Świetny wątek, absolutnie kluczowy!
Jezus dla wielu to postać dobra. Głaskał dzieci, bronił kami ...  wyświetl więcej

Stawrogin na pewno nie kierował się chrześcijańska miłością powstrzymując się od zabicia szwagra. Trudno tu rozszyfrować intencje Dostojewskiego. Ja uważam, że poddanie zawsze wynika z jakiejś słabości lub z wyrachowania, że może przynieść większą korzyść niż bezwzględny odwet.

"wyrachowania" - najprawdopodobniej. Druga rzecz to jak sam Dostojewski rozumiał sprawę i ziarno czego chciał w czytelniku zasiać.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska