Login lub e-mail Hasło   

Hełm pilota Pirxa

Mam dziesięć lat i dziesięciu ojców. Adoptowało mnie dwóch, ośmiu doszło.
Wyświetlenia: 2.141 Zamieszczono 07/02/2013

Hełm pilota Pirxa

 
Mam dziesięć lat i dziesięciu ojców.
Adoptowało mnie dwóch, ale z czasem dochodzili kolejni. Za każdym razem, gdy zamieszkał z nami nowy ojciec, prędko pojawiali się poważni panowie ze smutnymi głosami i grozili, że mnie zabiorą.
Wtedy ojciec Wacław, jeden z dwóch pierwszych, groził z kolei im – sądem przeciw hańbie dyskryminacji. Dobrze to pamiętam, bo mówił to już kilka razy.
Osiem też razy moi rodzice-ojcowie wygrali w sądzie, bo – jak mi to powtarza ojciec Andrzej – w Polsce zwalcza się dyskryminację kołkami z osiny. Nie bardzo rozumiem, czemu kołkami, ale grunt, że moim tatowie są zadowoleni i nie szczędzą sobie długotrwałych objęć i całusów.
Mnie też ich nie szczędzą, ale mam już dziesięć lat i szybkie nogi. Dziewczyny są może całuśne, lecz moi koledzy nie i ja także nie bardzo. Jak każdy dziesięciolatek, lubię umiar w przytulaniu, a trudno o ten umiar, gdy ojców jest dziesięciu. Więc często wymykam się ich obławie i korzystam z kryjówek.
Ojciec Wacław i jego pierwszy mąż Gotfryd zabrali mnie z domu dziecka, więc ich kocham. Pozostałych chyba trochę mniej, (chociaż są fajni i to tylko trochę mniejsze kochanie, ale jednak) bo zajmują kąty, które z kolei ja adoptowałem wcześniej jako place zabaw. I w ogóle jest trochę ambarasu po tym, jak już odbył się dziesięcioślub.
Było w tej sprawie kilku panów, ale znów usłyszeli o dyskryminacji i odeszli z kwitkiem, rzuciwszy na mnie smutnym spojrzeniem. Sąd poparł moich rodziców, bo skoro dwóch mężczyzn ma prawo się poślubić nawzajem, to czemu nie dziesięciu? Czy dziesięć osób – grzmiał adwokat mojej rodziny – to zbiór mniejszych praw i wartości, niż zbiór osób dwóch?!
Rząd w prezencie przeprosinowym wręczył ojcom ,,prawo dwudziestoramiennej adopcji i wychowania’’. Trudne to i nie łapię, ale grunt, że w domu dobry nastrój i sporo nowych zabawek.
Ambaras jednak jest. Na przykład miesiąc temu miałem grypę. Przeszedłem ją ciężko, ale głównie przez tatów. Bo na przykład ojciec Andrzej, który pierwszy odkrył, że mam gorączkę – zemdlał. To mnie trochę przestraszyło.
Ojciec Wacław chwycił mnie na ręce – ale wypuścił, bo ,,kiedy tak urosłem?”. Na szczęście mam i tatę zapaśnika – ojciec Jurand podniósł mnie lekko i zaniósł do łóżka.
A raczej zanieść chciał, bo drogę zastąpił mu ojciec Marek.
- No co ty – zaprotestował. – Chcesz wychować mięczaka? Mój ojciec hartował mnie na deszczu po każdym kichnięciu i wyrosłem na twardziela. Teraz sam jestem ojcem i chcę, żeby Rupert był tak samo zahartowany.
- Przecież on ma grypę – zbaraniał ojciec Jurand.
- Ma grypę, bo nikt go nie wynosił na deszcz, kiedy kichał. Akurat pada, więc może ja…
- Nie wariuj, kiciuń! – zawołał ojciec Dariusz z kuchni, gdzie obierał ziemniaki. – Jestem farmaceutą i wiem, że głupoty opowiadasz. Mały potrzebuje polopiryny i aspiryny. I antybiotyku przeciw zapaleniu płuc, prewencyjnie.
- A w życiu! – wtrącił się tata Leszek, który zbiegł schodami. – Żadnej chemii dla mojego dziecka! Dostanie zioła i żywą wodę do picia, i martwą na skronie. I syrop homeopatyczny przeciw polio.
- Zostawcie mojego syna! – wkurzył się ojciec Wacław, co mnie pierwszy adoptował.
- O co drzemy koty? – zaciekawił się ojciec Gotfryd, wchodząc do domu objuczony siatkami, z których wymykały się ziemniaki. I mleko. – Kupiłem jajka i ziemniaki. I galaretki.
Krzyki trwały jeszcze długo, ale ja już ich nie słyszałem – obserwowałem tylko poruszające się usta ośmiu spierających się ojców przez szparę w drzwiach spiżarni. Ośmiu, bo dwóch nie było w domu. Tato Eryk jest znanym matematykiem i pojechał na sympozjum do Bonn. Bardzo go lubię, bo mało mówi, mało przytula, za to przywozi kupę prezentów, no i ma brodę jak korsarz.
I pozwala mi się torturować w imieniu królowej Anglii.
Ojca Denisa też nie było, kiedy chorowałem. Jest celebrytą i ciągle widać go w telewizji. Nie wszyscy moi tatowie kochają go tak samo. Na przykład tata Jurand powiedział mi na ucho, że ojciec Denis powinien nazywać się nie celebrytą, lecz telepytą.
- To znaczy? – nie zrozumiałem.
- Nieważne, synku – zmieszał się ojciec Jurand. – Zrozumiesz, jak dorośniesz i zaczniesz oglądać programy o modzie. Hmm… masz tu dwudziestkę, ale zapomnij o tym, co ci powiedziałem, okej?
Nie dało się zapomnieć i właściwie odliczam dni do chwili, kiedy będę dorosły i zobaczę, na czym polega praca telepyty. Nie mniej za dwadzieścia złotych łatwo się udaje, że coś się zapomniało, więc jest git.
Skrytka w spiżarni nie chroni od hałasu, lecz robi tak coś, co mi dał tata Denis. Dlatego bardzo go kocham, mimo że tato Jurand raczej słabiej. Jako ten celebryta ojciec Denis jest rzadko w domu, natomiast na dziewiąte urodziny dał mi coś extra. Prawdziwy kosmonaucki hełm.
- To hełm, który pilot Pirx nosił w przestrzeni kosmicznej – wyjawił z uśmiechem.
Hełm jest piękny, ale najlepsze jest w nim to, że zatyka mi uszy. Wtedy nie słyszę ambarasu.
Niektórych tatów denerwuje, że go noszę.
- Niech go chociaż ściąga przy stole! – macha rękami ojciec Andrzej.
- Nie dręcz dziecka – upomina go ojciec Bidon. I wyciąga z regału książkę o bezstresowym wychowaniu dziecka ,,w domu wieloojcowym’’. – Słuchaj, poczytam ci…
Kocham tatę Andrzeja, ale tatę Bidona trochę mocniej.
Ostatecznie chorowałem trzy tygodnie. Trochę długo i znów przyszli ci smutni panowie. Ale kiedy wyszli, ojciec Wacław, mój najlepszy, bardzo go kocham, wyciągnął z kieszeni dyktafon i powiedział:
- Niedługo będziemy mieć dużo pieniążków, Rupercie.
Myślę, że chorowałem tak długo, bo moi rodzice się nie dogadali. Na przykład o północy do mojej sypialni wszedł ojciec Leszek i napoił mnie dzbankiem ziół. Potem wyciągnął słoik, w którym poruszało się coś czarnego.
- To stara metoda, ale ciągle rekomendowana – powiedział.
Po tym, jak pogryzły mnie pijawki, miałem kłopot z zaśnięciem. Kiedy mi się w końcu to udało, obudził mnie tato Dariusz, który zakradł się z latarką. Cmoknął mnie, dał bolesny zastrzyk i siedem dużych tabletek, znowu mnie cmoknął i powiedział:
- Jutro rano będziesz zdrowy, Rupercie.
I może byłbym faktycznie – gdybym nie obudził się o świcie na materacu zmoczonym deszczem, pod gankiem. Ojciec Jurand znacząco masował bicepsy, a ojciec Marek, pod parasolem, tańczył nade mną, wesoło śpiewając:
 
Mój synku, mój ty syneczku,
Jedyny mój Spartaneczku!...
 
Ambaras jest. Mam jednak kryjówki, no i hełm mam.
Tydzień temu przyniosłem jedynkę ze szkoły. Pierwszą z matematyki. Był to cios dla większości tatów, ale największy dla taty Eryka, który jest profesorem.
- Taki wstyd… Taki wstyd… - powtarzał, kręcąc głową.
- Jak to się mogło stać? – Ojciec Dariusz stał bezradnie z opuszczonymi rękami, a z żółtych rękawic do mycia naczyń ściekała piana.
- Kto nawalił? – grzmiał surowo mój najlepszy tata Wacław, który nigdy na mnie nie krzyczy.
- No właśnie – podchwycił tata Jurand, znacząco prężąc bicepsy. – Kto ma lekcje Ruperta w grafiku na ten tydzień?
- No i jasne! – Ojciec Andrzej wbił nos w grafik uwieszony na lodówce. – Celebryta Denis!
- No ba! – rozłożył ręce tato Jurand. – Bo przecież musi wyprężyć to i owo, żeby… - zamilkł, bo trzech ojców zgromiło go wzrokiem. – No, miał dużo pracy – zwrócił się do mnie z jakimś zabawnym, mrówkojadowym ryjkiem.
- Trzeba to szybko naprawić – stwierdził ojciec Gotfryd. – To hańba dla nas, rodziców. Pewnie przyjdą z opieki.
- I bardzo dobrze! – ożywił się ojciec Wacław. – Potrzebujemy pieniędzy; czy ktoś z was widział rachunek za wodę?
- Ale hańba jest – wymruczał tata Eryk, mierzwiąc profesorską brodę. – Przynieś no tu podręcznik do algebry, synku.
Uczyniłem krok w stronę drzwi, lecz powstrzymał mnie ostrzegawczy ton taty Bidona, bardzo kochanego:
- Mowy nie ma. Niech mój syn podąża intuicyjnym szlakiem wyborów. Skoro nie chce uczyć się matematyki, to znaczy, że jego podświadomość komunikuje mu: ,,Nie będziesz jej potrzebować w przyszłości’’. Nie dręczmy go.
- Ale matematyka to podstawa – wykrztusił tata profesor.
- Chwileczkę – uniósł dłoń ojciec Bidon i wyszedł z kuchni.
Kiedy wrócił z podręcznikiem o bezstresowym wychowaniu, ja już miałem hełm na głowie.
Dlaczego tatusiowie różniący się tak bardzo stosunkiem do matematyki (i innych rzeczy) w ogóle się ze sobą ożenili? Zapytałem o to ojca Wacława.
- Matematyka jest silna, lecz chemia silniejsza – odrzekł zagadkowo.
A hełm to najlepszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałem.
Wczoraj też mi się przydał.
Akurat siedziałem przy zupie przypalonej przez ojca Leszka (miał gotowanie w grafiku), trzymając hełm na kolanach, kiedy do kuchni wszedł ojciec Jurand, bardzo zdenerwowany. A że zwołał wszystkich pozostałych ojców, brakowało tylko taty Gotfryda, który pojechał nie wiadomo, gdzie.
Tata Jurand podchodził kolejno do każdego taty po kolei i mówił im coś na ucho. Coś niemiłego, to od razu było widać.
Tata Wacław bez słowa podszedł do mnie i bez słowa przytulił.
Tata Andrzej zemdlał, ale ponieważ zrobił to drugi raz – już się nie wystraszyłem.
Tata Jurand nerwowo prężył bicepsy.
Tata Marek włożył głowę pod kran i polewał się zimną wodą. Może kichnął wcześniej?
Tata Dariusz bardzo drżącymi rękami włożył sobie do ust dziesięć wielkich tabletek.
Tata Eryk szarpał się za brodę i cicho powtarzał:
- Taka hańba, co ja powiem kolegom na sympozjum…
Tata Denis złożył ręce jak do modlitwy, tata Leszek zaszlochał, a tata Bidon nerwowo szukał ratunku w podręczniku psychologii dziecięcej.
W końcu ojciec Jurand spytał chrapliwie:
- Kto mu powie?
Wszystkie twarze, smutne lub zagniewane, zwróciły się na mnie.
- Ja – chrząknął tata Wacław. – Byłem mu pierwszy ojcem, znaczy pierwszy z Gotfrydem… - Popatrzył mi w oczy. – Synku. Twój tatuś zrobił coś strasznego.
- Znaczy ty?
- No nie, nie ja-tatuś.
- Nie ten tatuś – pospieszył z pomocą ojciec Leszek, ocierając łzy.
- Synku – powtórzył z powagą ojciec Wacław, silnie trzymając mnie za ramiona. – Tatuś Gotfryd cię porzucił. Porzucił nas wszystkich.
Zapadła ponura cisza.
- I co? – zapytałem.
- Noo… Jesteś teraz troszkę sierotą.
- Ale zajmiemy się tobą! – zawołał tata Denis.
- Rozmawiaj z nami o tym – zawtórował tata Bidon.
Zerknąłem na hełm.
- Ale co się stało? – chciałem jeszcze wiedzieć.
- Tatuś Gotfryd znalazł sobie kogoś – ponuro wyjawił ojciec Jurand. – Zdradził nas wszystkich.
- Nowego tatusia? – próbowałem zrozumieć. – Znaczy nowego dla mnie? Jedenastego?
- Nie. Tylko dla siebie. I nie tatusia.
- …?
- KOBIETĘ.
Żal mi było tatusiów, jeszcze ich nie widziałem tak przejętych. Ale jeszcze bardziej chciało mi się przed tym przejmowaniem uciec do spiżarni.
- Co ja powiem kolegom? – kiwał się tato Eryk.
- Hańba!! – krzyczeli tatowie Jurand i Dariusz.
- A ja go dotykałem – mamrotał wstrząśnięty ojciec Marek.
- Niech to cholera – złapał się za głowę ojciec Wacław. – Utną nam zasiłek dla dziesięciorodzica!...
- O Jezu, Jezu, Jezu – biadolił tata Leszek. Nagle spojrzał na tatę Dariusza. – Daj tabletkę.
Pewnie już mu się skończyły zioła i pijawki.
- Utną zasiłek – powtórzył grobowym tonem ojciec Wacław.
- Niekoniecznie – rozległ się nieśmiały głos.
Wszyscy spojrzeliśmy na tatę Denisa. Zawsze podobały mi się jego stroje. Teraz też. Jedna nogawka wąska, błyszcząca, złota – druga… Drugiej wcale nie było. Widać było kawałek kąpielówek w żabki.
- Co masz na myśli? – zmarszczył brwi tato Jurand.
- No… Mam dziesiątego.
- Masz… Ale skąd??
- No… Tak… W rezerwie go miałem. – Tatuś Denis chrząknął i wbił zmieszany wzrok w czubki swoich zakrzywionych po arabsku trzewików. – W odwodzie.
 
Mam dziesięć lat i dziesięciu ojców.
I mam też hełm pilota Pirxa.

Podobne artykuły


31
komentarze: 31 | wyświetlenia: 5294
32
komentarze: 14 | wyświetlenia: 2786
69
komentarze: 83 | wyświetlenia: 13889
62
komentarze: 22 | wyświetlenia: 17589
44
komentarze: 27 | wyświetlenia: 3120
27
komentarze: 84 | wyświetlenia: 1909
26
komentarze: 10 | wyświetlenia: 2934
25
komentarze: 30 | wyświetlenia: 4698
24
komentarze: 19 | wyświetlenia: 2534
24
komentarze: 42 | wyświetlenia: 1940
22
komentarze: 12 | wyświetlenia: 11252
25
komentarze: 39 | wyświetlenia: 3456
21
komentarze: 23 | wyświetlenia: 26893
20
komentarze: 43 | wyświetlenia: 1573
20
komentarze: 3 | wyświetlenia: 18924
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  greenway,  07/02/2013

Prawdziwy horror.

  hussair  (www),  07/02/2013

@greenway: No ba. Skończę Skype z synem i zaraz ponadrabiam eiobowe zaległości. ;)
PS: Kiedyś miałem hełm Wehrmachtu. Ale opyliłem, bo nie był potrzebny aż tak bardzo.

  jotko49,  07/02/2013

No to brateńku dałeś po pis, a chyba coś czułem wcześniej po kościach w niedawnym komentarzu do Ciebie. Tego się obawiałem a mimo tego teraz zarekomendowałem. A teraz znów czuję po gnatach nadchodzące zimowe gromy. Ale co tam, będę Ci dotrzymywał towarzystwa na reedukacji i przystosowaniu do społeczeństwa. A nawet gdybyś miał zostać wykastrowany chemicznie z tej niepoprawności i odchyleń od normy. pójdę z Tobą i nawet nie dla towarzystwa "cygańskiego". Bo jak tu żyć? Sie narobiło...

  hussair  (www),  07/02/2013

@jotko49: Twoje towarzystwo jest mi kawalerią. Jakoś czuję, wyznam, spokój wobec dalszej przyszłości. Serio. Owszem, jeszcze przez kilka lat ludzkość pobrnie w absurdy i patologie, co w rezultacie odsłoni tych kierunków nonsens. A potem zaczną się prostować sprawy. Zobaczymy, czy warto mi płacić za proroctwa. ;)

  jotko49,  07/02/2013

@hussair: Tak myślisz(prorokujesz). A jak wejdzie dyrektywa wzorująca się na sprawnym od milionów lat przykładzie mrowiska?. Jedna mama i reszta robotnice i wojownicy reagujące na feromonowe rozkazy... "rzeczywistość przegoniła Orwellowską fikcję, w której nad społeczeństwem sprawowano kontrolę myśli, a która teraz jest możliwa za pośrednictwem mediów".

  hussair  (www),  07/02/2013

@jotko49: Póki co, Orwell się realizuje, nie da się zaprzeczyć.

  Elba,  07/02/2013

No tak, bez takiego hełmu pewnie nie dałoby się w ogóle nawigować między tyloma tatusiami. Nie ma jak to nowy wspólnotowy model rodziny. Skądś to pamiętam: wszystkie dzieci są nasze, żony i tatusiowie też ... nie ten ojcem, który spłodził, tylko ten, co wychował... Słuchało się tego kiedyś jak absurdalnych bajek... A dziś proszę bardzo... coraz bardziej staje się to realnym. Ciekawe czasy idą :)

Rany Boskie! Jak wpadnie tu Świstak, Mugol i Mojra, to ja daję dyla... :)

  Amicus,  07/02/2013

<ja się nawet boję odezwać>

  Amicus,  07/02/2013

<w ogóle mnie tu nie ma>

  jotko49,  07/02/2013

@Robert Molnar: Eee ogląda z Mojrą "ojca Mateusza", Mugol kołysankę zanuci więc do rana spokój... ;)

  hussair  (www),  07/02/2013

@Robert Molnar: Nie rozbrajajcie mnie do reszty, bo tracę równowagę, a trzymam laptop na taborecie ustawionym na parapecie. Serio.
Amicus, a limuzyną to chciałeś ze mną jechać... ;)

  barkarz  (www),  07/02/2013

Aż strach pomyśleć jakby to było z dziesięcioma matkami:)

  hussair  (www),  08/02/2013

@barkarz: Przerosło to moją wyobraźnię. :)

  seta1212,  07/02/2013

Tomku po zapoznaniu się z częścią twych opiekunów i częścią twego burzliwego życiorysu pracuje na poematem pisanym t.z metrum łupanym, które pozwól,ze Ci jutro zadedykuję bo dzisiaj już jestem lekko senny...))

  hussair  (www),  08/02/2013

@seta1212: Hm! Będę wypatrywać. :-)

  golesz,  08/02/2013

Tą razą Ty Strzelcze byłeś szybszy. Ale niech tam - rzecz bardzo jak zwykle udatna, celna, zgrabnie podana. Przerysowane signum tempori, jakby powiedział najbardziej wyedukowany z tatów. Lecz czy naprawdę przerysowane? Dziś wydaje się, że trochę tak, ale jutro? Włada nami (wieloma) absurdalna tolerancja z piekła rodem, która rokuje bardzo źle. Chyba, że znów masz rację, wieszcząc przesilenie. Tylk ...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  08/02/2013

@golesz: Fiksum dyrdum!

Dzięki za nietuzinkowy komentarz, jak zwykle.

Niniejszym wnoszę projekt o:
Pierwsze czytanie Hełmu na Eiobie – tak dla śmiechu.
Drugie czytanie w Komisji Unijnej d/s Wychowania Dziecka – tak dla ostrzeżenia.

"Matematyka jest silna, lecz chemia silniejsza"
BECENNE! :-)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska