Login lub e-mail Hasło   

Sebastian- "lisek"

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://1procent.hospicja.pl/sebastian-qlisekq
Tak Sebastiana nazywają wszyscy – w domu, w szpitalu, a teraz, już blisko od roku, w hospicjum.
Wyświetlenia: 1.150 Zamieszczono 14/02/2013

Tak Sebastiana nazywają wszyscy – w domu, w szpitalu, a teraz,  już blisko od roku, w hospicjum. "Lisek" kojarzy się z jego nazwiskiem, ale chyba przede wszystkim z charakterem małego spryciarza, który dobrze wie, jak ustawić sobie najbliższych. Nasz Lisek – mówią o chłopcu z uśmiechem jego mama, tata, bracia, pielęgniarki i lekarze. Ich Lisek jest bardzo chory.

Urodził się w 27. tygodniu ciąży, od razu z mózgowym porażeniem dziecięcym, padaczką lekooporną, cytomegalią i wodogłowiem wewnętrznym, z powodu którego musiano mu wstawić dootrzewnową zastawkę Pudenza. Pierwsze osiem miesięcy właściwie spędził w szpitalach, by wreszcie trafić do gdańskiego Domu Dziecka przy ul. Abrahama. Jego biologicznym rodzicom zabrakło miłości...

Tam po raz pierwszy zobaczyła go Marzena, odbywająca wówczas praktyki jako opiekunka dziecięca. W dniu, kiedy go przyjęli, była akurat nieobecna, ale koleżanka przysłała jej SMS-a z wiadomością, że pojawił się nowy chłopiec "o pięknych oczach". Kiedy nazajutrz przyszła do pracy, zaczęła od zajrzenia do sali "tego chłopca". Pamięta, że był wygięty w kabłąk i bardzo płakał. A w niej poruszyło sie serce i prawie natychmiast  zaczęło dla niego bić. To był już koniec stażu, lecz poczuła, że w niej dopiero coś się zaczyna, wspaniała przygoda, przed którą nie miała zamiaru się bronić.

Pracownicy Domu Dziecka bardzo szybko zorientowali się, że są świadkami narodzin wielkiego uczucia i błyskawicznie pomogli w załatwieniu wszelkich formalności. Została oficjalną wolontariuszką, oddającą Sebastianowi każdy swój wolny czas. W ciągu najbliższych 8 miesięcy przede wszystkim jeździła do szpitali, gdzie małemu przeprowadzano kolejne operacje. Kupowała mu prezenty, mleko, ubranka. Nie zauważyła, kiedy zaczęła myśleć o nim jak o swoim dziecku. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że jest dla mnie niezwykle ważny i że nie wyobrażam sobie bez niego dalszego życia.

Najbliższa rodzina Marzeny przyjęła małego bardzo serdecznie. Chociaż, zwłaszcza dla dwójki dorastających synów, musiało to być niełatwe zadanie pierwsze spotkanie z Sebastianem odbyło się w szpitalu. Nikt z nich nie miał doświadczenia z tak chorym dzieckiem. Kiedy skończył 20 miesięcy, musiano założyć mu tzw. PEG-a, czyli poprzez ściany jamy brzusznej umieścić w żołądku sondę. Dzisiaj dodatkowo dokarmiany jest pompą.

Po którymś pobycie w szpitalu Sebastian pojechał już do swojego nowego domu. Na początku bardzo płakał. Ale wkrótce z chmurnego chłopca, o spojrzeniu zalęknionym i pełnym nieufności, stał się coraz częściej uśmiechniętym dwulatkiem, by wreszcie, po paru miesiącach, zaśmiewać się już  perliście. Kiedy Sebastian się śmieje, jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Nie jest mi potrzebne nic więcej przyznaje jego mama. Właśnie tak, boPaniMarzena inaczej o sobie nie myśli.

Chłopiec nie mówi, ma uszkodzony wzrok, ale świetnie słyszy (uwielbia zwłaszcza muzykę klasyczną) i rozumie – więc czasami kalkuluje. Bo to nasz mały Lisek – śmieje się pani Marzena – umie o siebie zadbać. Dwa lata temu do ich domu trafiło jeszcze jedno dziecko. U pięciodniowego Kacperka rozpoznano płodowy zespół alkoholowy, padaczkę, neutropenię, problemy z bezdechem i odpornością. Kiedy z jednym dzieckiem trzeba pójść do szpitala, a Sebastian wyjątkowo często zapada na zapalenie płuc, drugie tęskni i cierpi. Podczas ostatniej hospitalizacji Sebastian zdawał się więc być raczej szczęśliwy – wreszcie mamę miał na własność.

Od kwietnia 2012 roku chłopiec został podopiecznym gdańskiego Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza SAC. Przez jakiś czas rodzice bronili się przed taką decyzją, słowo „hospicjum” nie przywoływało dobrych skojarzeń. Tymczasem w ich życiu zaszły wielkie, niezwykle korzystne zmiany. Możliwość całodobowego kontaktu z pielęgniarką, „prywatny” lekarz przyjeżdżający kiedy tylko trzeba i wspaniała, oddana Liskowi rehabilitantka sprawili, że w domu Sebastiana z dużo większym optymizmem spogląda się w przyszłość. Ponadto mały Kacper otoczony został opieką istniejącego przy Fundacji Hospicyjnej Funduszu Dzieci Osieroconych, który wspiera również rodzeństwo dzieci chorych. Trudno oprzeć się wrażeniu, że hospicjum do ich domu wniosło mnóstwo życia.

Bardzo proszę – Pani Marzena chce jeszcze koniecznie coś dorzucić – niech pani napisze, że nie jestem żadną p.o. mamą. Sebastian i Kacper są moi, na zawsze. Więc to piszę.

Podobne artykuły


17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1750
17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1701
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1119
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1043
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 955
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 966
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 1029
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 675
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 876
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 406
11
komentarze: 70 | wyświetlenia: 569
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 567
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 591
 
Autor
Dodał do zasobów: Justyna Ziętek
Artykuł

Powiązane tematy





  mugol  (www),  14/02/2013

Jak jest w niebie, czy się zajmuja zmarli, można sie dowiedzieć od Anny Dambskiej http://www.objawienia.pl/anna/(...)na.html

  eugen,  14/02/2013

@mugol: Paskudna fizjonomia , mogłeś sobie zrobic zdjęcie za życia a nie w prosektorium będąc już w rozkładzie. Nie wywołuj złego albowiem on zawsze będzie nad Tobą i widząc taką fizjonomię z radością Ciebie "zadowoli". Jak wokół nas tak w nas i odwrotnie. Nie igraj z rakiem albowiem to zaraźliwe.

  eugen,  14/02/2013

Justyna Ziętek : To już epidemia, coraz więcej dzieci rodzi się z takimi potwornymi zmianami. Kto i co za tym stoi - najpewniej dystrybucja żywności, podobno zdrowej ale tylko podobno. Nie można winic matki i sposobu odrzywiania w czasie ciąży - zaufała żywności sprzedawanej w marketach , targowisku. Na wsi nadal pokutuje podział żywności, tej do miasta i tej dla siebie-rodziny.
Niech nie zmylą nas reklamy i sklepiki z ekologiczną żywnością tu się zawsze liczy cena a nie zdrowie.

  ewfor  (www),  21/02/2013

Czasami nazywają ich Aniołami. Kiedyś napisałam artykuł pod tym tytułem. Wielki ukłon dla tej kobiety, bo oprócz wyjątkowej odwagi posiada złote serce. Szkoda, że takich ludzi jest tak niewielu.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska