Login lub e-mail Hasło   

O martwej naturze – czyli śmierć w przestrzeni publicznej

Martwa natura w swojej istocie jest estetyką, którą tworzą artyści skrzętnie komponując przedmioty w kadrze. Niezależnie od tego czy są to gliniane naczynia, czy kompozyc...
Wyświetlenia: 699 Zamieszczono 29/04/2013

Martwa natura w swojej istocie jest estetyką, którą tworzą artyści skrzętnie komponując przedmioty w kadrze. Niezależnie od tego czy są to gliniane naczynia, czy kompozycje roślinne - ich naczelną funkcją jest zachwycać grą świateł i cieni. Odbicie rzeczywistości w sztuce zawsze stanowi odzwierciedlenie ducha artysty. Martwe natury przedstawiają zwykle naczynia wypełnione winem i owocami. Tworząc tego typu obrazy artyści mogli dowolnie dobierać przedmioty, malować i komponować je na stole według własnej fantazji i zmysłu.

 Muzeum naturalne, przynajmniej pozornie pozbawione pierwiastka cywilizacji, zdaje się być idealnym przypadkiem przywłaszczania sobie przez człowieka nie swoich tworów, jako własne "dzieła sztuki". Człowiek uzurpując sobie prawo do zasobów ziemskich postanowił okiełznać kolejny element, który tym razem okazał się zbyt trudny by oddać go w stanie nienaruszonym. Mowa tutaj o królestwie zwierząt, które żywe i ruchome musiało zostać zamrożone i zamknięte w dioramach tak, aby człowiek wreszcie poczuł się jej właścicielem i istotą nadrzędną. Elementy osadzone w przyrodzie, współistniejące w ramach ekosystemu są adaptowane na potrzeby wystawiennictwa. Martwa natura wychodzi ze swoich klasycznych ram, nie jest już kompozycją malarską, czy rysunkową, nie jest rzeźbą stworzoną zdolną ręką artysty od początku do końca według swojego zamysłu. Mamy bowiem do czynienia z elementami fauny i flory, które posiadały wszelkie cechy natury ożywionej - tj. poruszały się, odżywiały, rozmnażały itd. Nie mogły więc zostać w takiej formie przeniesione do muzeum, ponieważ jego zadaniem nie jest prezentowanie ożywionych form - jest to raczej domena ogrodów zoologicznych, ogrodów botanicznych, palmiarni i im podobnych. Muzeum stanowi - jakkolwiek dramatycznie i przesadnie by to nie brzmiało - mogiłę dla wszystkiego, co się w niej znajduje.

Wystawy w muzeach naturalnych przeważnie posiadają znamiona edukacyjności, znacznie przewyższające wartości artystyczne czy nawet estetyczne muzeum. Nie bez powodu głównymi odbiorcami takich wystaw są szkolne wycieczki, gdzie nauczyciele chcą w sposób praktyczny przystosować uczniów do obcowania z przyrodą. Oglądając eksponaty znajdujące się na wystawie możemy je odbierać na dwa sposoby - odbierać eksponaty jak obiekty uśmiercone, przeobrażone przez człowieka i wystawione - albo jako od początku swej egzystencji istniejące tylko jako dzieło sztuki. W zdecydowanej większości świadomość obiera drugą ścieżkę spoglądania na wystawę, przez co śmierć zostaje oddalona na drugi plan - nie zasmucamy się nad losem zabitych zwierząt, ale zachwycamy się fakturą ich futra, wielkością i tak dalej. Takie zabiegi odpychają na dalszy plan świadomość śmierci. Muzeum naturalne mające stanowić podstawy edukacji, rozrywki, przeżycia estetycznego nie jest najlepszym miejscem do refleksji na tematy związane z życiem i jego końcem. Stąd być może osadzanie eksponatów w przestrzeniach zbliżonych do naturalnych i codziennych przestrzeni życia zwierząt i roślin. Eksponaty ogląda się bardziej jak program dokumentalny lub obrazy, niż żywe i przekształcone organizmy. Taka "martwa natura" jest bezpieczna w odbiorze, ponieważ jest niedostrzegalna. Słowo martwa jest szczelnie zawoalowane przez jej dopełnienie - naturę. Sytuacja ulega zmianie po podejściu bliżej dioramy, przysunięciu twarzy do szyby, schyleniu się. Znajdując się bliżej eksponatu, jesteśmy bliżej zwierzęcia. Dokładniej oglądamy jego puste i martwe, często sztuczne oczy, fakturę, niewzruszoną nieruchomość łap i nozdrzy. Działa to zwłaszcza na emocje, ponieważ nigdzie nie mamy możliwości tak bliskiego kontaktu ze śmiercią. Z uśmierconą i zamrożoną w czasie oraz przestrzeni naturą. Nasz naturalny zmysł podpowiada nam, że owe eksponaty powinny ruszyć się - drgnąć za moment. To wypełniłoby nasze poczucie obcowania z żywymi organizmami, te jednak stoją niewzruszone. Dopiero oglądając wystawę w ten sposób możemy dostrzec faktyczną śmierć bijącą do nas z dioramy. Nieruchomą, nieugiętą w swej stanowczości definicję śmierci w muzeum. Słowo martwa nabiera sakralnego wręcz wymiaru, ponieważ dopiero obcując z bliska ze spreparowanymi zwierzętami dostrzegamy owe tchnienie śmierci.

Zwierzę zostało zabite i bynajmniej nie zastygło w swojej pozie. Konieczna była preparacja pozyskanych okazów. Po usunięciu organów, krwi i oczu, zastępuje się je substancjami konserwującymi, a oczy sztucznymi. Tak przygotowane okazy zostały zamknięte w dioramach, razem z elementami swojego naturalnego środowiska. Duch śmiertelności został skrzętnie ukryty pod mimetyczną warstwą teatralnego odgrywania ekspresji. Kuratorzy, niczym mistrzowie malowania martwej natury skomponowali śmiertelny obraz zatrzymanego życia. Zamienili przyrodę w dzieło sztuki, wyłuskane ze swej przeszłości i zabarwienia naturalnego.

W jakim procencie eksponaty prezentowane w przestrzeni muzeum naturalnego są żyjącym odbiciem natury, a w jakim istnieją, jako niezauważona martwa natura? Pozostawiając daleko w tyle etyczne i filozoficzne rozważania na temat wyższości człowieka nad resztą natury, objawiającą się w jego uzurpacji przyrody, jako swojego wytworu i możliwości prezentacji wymiaru natury w ramach muzeum - wynalazku człowieka cywilizowanego, rozważam jedynie fakt istnienia i zauważania pierwiastka śmiertelności w przestrzeni muzealnej. Osoby zajmujące się pilnowaniem wystawy w muzeum naturalnym zostały wytrącone z dotychczasowej równowagi i pojmowania stanu rzeczy, kiedy zostały postawione przed tezą, że ujęte w dioramach prace stały się w moich oczach "martwą naturą".  Misterna kompozycja owoców i glinianych naczyń starych mistrzów została zastąpiona przez uśmiercone, wyrwane ze środowiska ciała zwierząt i fragmenty ich otoczenia. W taki sam sposób jak układane na materiale owoce, kuratorzy wystawy precyzyjnie kreowali kompozycję z unieruchomionych w czasie i przestrzeni istot. Być może dopiero muzeum sztuki naturalnej stworzyło sensu stricte dzieło określane mianem "martwej natury". Natury uśmierconej, uwizualnionej i wystawionej.

Podobne artykuły


11
komentarze: 32 | wyświetlenia: 458
11
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1702
11
komentarze: 40 | wyświetlenia: 449
10
komentarze: 8 | wyświetlenia: 727
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 487
10
komentarze: 5 | wyświetlenia: 948
9
komentarze: 5 | wyświetlenia: 611
9
komentarze: 36 | wyświetlenia: 301
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 576
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 610
9
komentarze: 10 | wyświetlenia: 625
9
komentarze: 20 | wyświetlenia: 436
9
komentarze: 18 | wyświetlenia: 396
9
komentarze: 1 | wyświetlenia: 327
9
komentarze: 0 | wyświetlenia: 305
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska