Login lub e-mail Hasło   

Nurt życia

Pragnienie - to nieprzyjaciel wiedzy i światła. Mądrości to wróg - mądrość w pył zamienia. Tym jest płomień bolesny w postaci pragnienia
Wyświetlenia: 1.276 Zamieszczono 01/05/2013

Nurt Życia

Opracowane na podstawie wykładów Алексей’a Трехлебов’a.

Jest taki termin sanskrycki „bidżja” – nasiona. Z czego składa się takie „nasienie”?

Najstraszniejsze w tym świecie jest to, że wszystkie nasze pragnienia spełniają się – to najbardziej przerażające, pomyślcie o tym.

Ile sami mieliście pragnień? One były dobre i złe, jak dużo pragnień zaprzątało wam głowę? A teraz wyobraźcie sobie, że wy zaprogramowaliście to, że te pragnienia nieuchronnie powinny się spełnić. Zaczniecie rwać sobie włosy na głowie: „A ja tego nie chciałem” - ale takie pragnienie było, to ta „informacja”, która powinna być zrealizowana. Ja pytałem: - „Jak zniszczyć to „bidży” nasienie?” Odpowiedziano mi: „Jest to niemożliwe” to jak makowe ziarno, upadnie w pąk – spróbujcie je odnaleźć, spróbujcie dostać się do niego i je zniszczyć. Pytam więc: „Co robić?” – Jedyna możliwość, kiedy ty podlewasz kiełek swojego ewolucyjnego rozwoju, to zaczynają się pojawiać również te „chwasty” przez to, że dałeś im „shakti(energii)” podlane energią pojawiły się i ty powinieneś dostrzec: „Acha, to kiełek mojej ewolucji - jego należy chronić, a to chwast – aaa, przejawił się w jakiejś życiowej sytuacji a to oznacza, że ja tego chciałem, lecz obecnie tego już nie chcę – więc trzeba go wyrwać: A ja już tego nie potrzebuję, tak - może kiedyś chciałem, lecz teraz już nie”.

- Poprzez świadomość tego dokonać?

Tak, kiedy ty tego chciałeś lecz już nie chcesz – wtedy chwast zostanie zniszczony. Należy poczekać aż on się wzniesie, przejawi się w sytuacji w tym życiu, lecz jeśli ja powiem: „Ooo, ja tego kiedyś chciałem a teraz to zacznę pielęgnować” to wtedy chwast wyrasta coraz większy i on może zrzucić nowe nasiona - nowe pragnienia i wtedy te chwasty mogą zagłuszyć mój ewolucyjny rozwój. Kiełki ewolucyjnego rozwoju zostaną przygłuszone, a nasiona chwastów w pełni się rozwiną.

Większość ludzi dziś zbiera taką „karmę”, oni nie rozumieją tej zasady i nie potrafią prawidłowo pielęgnować, kultywować tego co im jest rzeczywiście niezbędne. Mówią oni: „A ja tego chciałem i to dostałem” – prawda? I wszyscy się cieszą i mówią: „Ja chcę aby moje wszystkie pragnienia się spełniały” lecz ludzie którzy są w temacie rozumieją, że to najstraszniejsze… Rozumiecie jaka to wielka odpowiedzialność pragnąć czegoś? To właśnie tworzenie „bidży” – nasienia. Wedy tak o tym mówią:

"Pragnień tak wiele w przestrzeni wszechświata: Pragnienie - to nieprzyjaciel wiedzy i światła. Mądrości to wróg - mądrość w pył zamienia. Tym jest płomień bolesny w postaci pragnienia".

Większość ludzi dziś tego nie rozumie i chcą, aby ich pragnienia się spełniały – toż to głupota. (Od tłumacza: są kwestie które należy wyjaśnić w kwestiach karmicznych. Karma to prawo: przyczyny i skutku, to konkretna nauka z którą warto się zaznajomić – Bhagavad Gita wyjaśnia to prawo).

Według karmy powinieneś odpowiednio do danej sytuacji aktywnie działać, lecz nie powinieneś przywiązywać się do rezultatów. Po prostu mówisz: A ja nic z tego nie chcę otrzymać. Dajmy na to: Jest jakaś sytuacja, tak jak tutaj zebraliśmy się razem i ja mogę do tej sytuacji odnieść się na tysiąc wariantów. Ja na przykład mogę podłechtać swoje ego, próżność, ambicje swoje i mogę zechcieć uzyskać z tego jakąś korzyść materialną – tj. dowolna… Wedy tak mówią:

Działanie dla wzajemności(wynagrodzenia) jest zniewoleniem.

Jeśli ja chcę otrzymać jakąś korzyść, dowolną korzyść – choćby duchową, jakąkolwiek, materialną, moralną, emocjonalną - dowolne "wynagrodzenie" – na przykład myślisz: Acha, ja wam teraz pomagam, a to oznacza, że wy później będziecie mi pomagać – takie są przecież prawa karmy, prawda? Ja wam przyniosłem korzyść, to bądźcie dobrzy i mi korzyść przynieście – nie ma znaczenia na jakim poziomie, ważne że korzyść. I jeśli ja przywiążę się do tego rezultatu to tak naprawdę „figę otrzymam” – rozumiecie, jeszcze gorzej dla mnie. Tak, wy będziecie mi korzyści przynosić lecz to będzie dla mnie „kajdan” – to oznacza, że ja pogrążę się w tych przyczynowo-skutkowych relacjach wzajemnych jeszcze bardziej, to taka „sieć karmy”. Ja będę musiał w kolejnym wcieleniu z każdym z was się spotkać, żebyście mi oddali moje dobro, które teraz wam przynoszę. O jakim ewolucyjnym rozwoju można tutaj mówić, o jakiej woli - prawda? To koszmar z każdym z was rozwiązywać te węzełki – rozumiecie? Czym więcej ja wam dobra przyniosę, tym więcej wy mi będziecie musieli zwrócić i jeśli ja się do tego przywiążę to wyobrażacie sobie w jaką sieć ja się zaplączę? Z każdym z was będę musiał rozwiązać te węzełki, ile to czasu zajmie, ile sił stracę żeby się z wami spotkać tylko po to żebyście oddali mi to co ja wam dałem. Dla mnie to nie jest wygodne, korzystne - prawda? Jeśli ja przywiążę się do tej sytuacji i będę oczekiwał od was dowolnej korzyści to zawiążę karmiczny węzełek – prawda? Ja będę albo karmiczny, albo vikarmiczny węzełek zawiązywał, czyli albo dobry(karmiczny) albo zły, grzeszny(vikarmiczny) lub też prawidłowy(karmiczny) bądź nieprawidłowy(vikarmiczny) – ale wszystkie one są złe, to nie ważne czy „z lewa na prawo” zawiążę węzełek czy też „z prawa na lewo” – jaka to dla mnie różnica jak i tak popadnę pod wpływ więzi przyczynowo-skutkowych? Dla mnie to nie jest korzystne.

Jedyną korzyścią dla mnie jest – Ja rozumiem, że jedyną przyczyną czemu tutaj się znalazłem, że teraz tu z wami rozmawiam jest to, że mi sumienie nie pozwala inaczej: Nie czyń drugiemu, czego sam sobie nie życzysz. Ja doskonale rozumiem, że inni to JA i jakby ja chcę, aby w odnoszeniu do mnie postąpiono tak, jak ja postępuję wobec was. To powinna być jedyna przyczyna dla której ja tutaj z wami się spotkałem. Wtedy więź karmiczna się nie tworzy ponieważ ja się nie przywiązuję, ponieważ tutaj nie ma nikogo oprócz mnie, kto mi dług będzie oddawał? Jeśli „wy” to „ja” i jeśli ja w rzeczy samej – nie „mózgowo”, lecz prawdziwie to czuję i tak do was się odnoszę, to tylko wtedy ja otrzymam korzyść, tak jak ręka powinna służyć całemu organizmowi - większej całości. Wy jesteście większą całością a ja jestem jej częścią i ja po prostu służę ponieważ inaczej nie mogę.

Na początku należy to zrozumieć na poziomie logiki, intelektu, zrozumienia korzyści z tego płynących a potem zaczynasz to czuć. Odnosi się to do tego, że ten kto osiągnął już poziom oświecenia i kogoś tam uderzy, to u niego pojawi się siniak na ciele. To odnosi się nie tylko do ludzi ale do całej przyrody: uderzył zwierzę a u niego na ciele pojawiają się rany, ponieważ on rozumie, że to JA – ale to już na poziomie spraktykowania. Im wyżej podnosimy swoje kwalifikacje tym większa korzyść.

Ja rozumiem, że jedyną korzyść jaką mogę z tej sytuacji otrzymać, że tutaj teraz rozmawiamy to nie przywiązywać się – służę większej całości i jeśli nie czynię tego dla korzyści, czyli nie chcę czegoś za to otrzymać, bo po prostu inaczej nie mogę, sumienie mi nie pozwala to tylko wtedy nie zawiążę z wami węzełka karmicznego. Przy wszystkich innych wariantach zawiążę czy to karmiczny, czy vikarmiczny węzełek, ale to i tak „węzeł”. To będzie nasza więź, która ni wam ni mnie nie da odzyskać woli i będziemy powiązani całą siecią karmiczną, nie będziemy mogli się „ruszyć” – ni w lewo, ni w prawo, ni do góry, ni na dół, nigdzie – ewolucja zatrzymuje się. Te „bidże” – te nasiona, one podrosły i zakryły kiełek ewolucyjnego rozwoju, a dla mnie to jest niekorzystne. I ja dlatego doskonale rozumiem – nie chcę przywiązywać się tymi czy innymi węzełkami.

W dawnych wedyjskich czasach, kiedy ludzie byli mądrzy, rozumni to doskonale wiedzieli, że korzystniej jest dawać – służyć bezinteresownie większej całości. To jest tak, że im więcej ja daję innym, tym więcej otrzymuję dla siebie, ale pod warunkiem, że bezinteresownie działam. A teraz wyobraźcie sobie ludzi, którzy żyli w „Satya Yuge”(Dniu Swaroga). Nikt nie chciał brać, wszyscy chcieli dawać. Wszyscy myśleli tylko: A komu by tu jakąś korzyść przynieść, coś pożytecznego - dać coś komuś bezinteresownie, tylko żeby on to przyjął, ale nikt nie chciał przyjmować. Wszyscy myśleli: Nie, yyy…ja przecież przegram.

- (Pytanie)…

Należy jeszcze mądrze odmówić, na odmowę może wpływać: ambicja, próżność, osobisty interes – prawda? Powodów odmowy może być tysiące, że nie chcemy czegoś przyjąć – prawda? Dlatego w danej sytuacji mędrcy uczyli prawidłowo przyjmować, ponieważ my powinniśmy się wymieniać. Oni byli niestosowni przyjmować, doskonale rozumieli korzyści wypływające z dawania, a nie z przyjmowania.

- Wychodzi na to, że brać również należy nauczyć się bezinteresownie?

Oczywiście, prawidłowo należy do tego wszystkiego się odnosić. Tak jak w tej anegdocie, pamiętacie jak Abram i Sara leżą w łóżku i Abram nie może zasnąć – męczy się, wierci a Sara: Czemu ty nie śpisz? - Wiesz muszę oddać Moisze 100 rubli. Jak żyję, biorę cudze pieniądze a oddaję zawsze swoje, tak mi z tym źle, tak szkoda. Ona na to w ścianę i: Moisze, Moisze słyszysz? Co takiego? Abram tobie 100 rubli nie oddał i do Abrama: Śpij spokojnie, niech się teraz Moisze męczy.

Ważne jest nasze odnoszenie do tych sytuacji, nie ważne są sytuacje lecz nasze odnoszenie, nasz stosunek. Teraz, później - będziesz się z tym męczył, czy nie będziesz – ważne nasze odnoszenie. Odnoszenie powinno być tylko jedno: Ja powinienem wypełniać swój dług, podążać za swoimi lekcjami, powinienem aktywnie działać, nie pasywnie. Powinienem służyć większej całości (rodzinie, rodowi, narodowi, światu), tylko wtedy mogę sobie przynieść dobro, nie przywiązując się do jakichkolwiek rezultatów, które powstają od naszego umysłu, rozumu i intelektu, w tym wypadku oni są naszymi wrogami: Ja chcę tego, ja chcę tamtego – a czy rzeczywiście mi to jest potrzebne - prawda? A większość ludzi: Nie ja chcę tego, a za pięć minut: Nie, ja już tego nie chcę, daj mi tamtego - i „bidża”, te nasiona zbierają i rozrzucają. Mądry człowiek rozumie, że to „kajdany” – to nie jest korzystne „rozsiewać chwasty”. Prędzej czy później człowiek sobie uświadamia, że nasz mózg to wróg - on ma tyle pragnień. JA wiem, że tak naprawdę ludzki umysł jest tyłkiem, a nasza prawdziwa głowa jest tam, wysoko(Prarodzic: Bogowie i Przodkowie) i dla naszego prawdziwego JA korzystniej jest posługiwać się „tamtą” głową, czyli: Niech będzie Twoja wola a nie moja - i to jest rzeczywiście korzystniejsze. I to co do mnie przychodzi to ja to pożytkuję, a to co odchodzi to nie zatrzymuję i w jaki sposób takiego człowiek „zaczepić”, jeśli on tak pojmuje świat? Aktywnie działać, podążać za swoją lekcją, wypełniać swoje przypisane obowiązki lecz nie przywiązywać się do rezultatów, to jest kiedy ty konkretnie wiesz, że oprócz ciebie nie ma tutaj nikogo. Osiągnąć takie pojmowanie nawet dla rozumnych ludzi jest bardzo ciężko, jeszcze ciężej to wszystko rzeczywiście poczuć na swojej skórze – na subtelnym poziomie. Dlatego żyjemy. Na początku mądrość przychodzi, wyciągasz wnioski, że to rzeczywiście korzystne a potem ty po prostu inaczej żyć nie możesz. Po prostu wchodzisz w ten potok…

- No a „bidż”?

Nie, to nie „bidże” ponieważ nie ma pragnienia.

- A co?

Podążanie za swoimi lekcjami: Niech się głowa(Prarodzic: Bogowie i Przodkowie) martwi. Oni wiedzą lepiej co mam robić, a czego mam nie robić a ja po prostu przyjmuję sytuacje. Ja doskonale rozumiem, że ja nie posiadam kwalifikacji i nie wiem co mi przyniesie korzyść. Ja nie wiem co mam robić przez choćby sekundę, co będę mówił, ja tego nie wiem, nie mam kwalifikacji, a tym bardziej nie mam kwalifikacji czym jutro się będę zajmował – prawda?

Chcesz rozśmieszyć Boga, to opowiedz mu o swoich planach na jutro”ja żadnych planów nie robię.

- Czyli mówiąc prosto: Działasz w określonych sytuacjach, sytuacja przychodzi, działasz, prawidłowo się do niej odnosisz, nie przywiązujesz się do rezultatów, ona się kończy a ty idziesz dalej…

I gdzie tutaj pragnienie? Nie ma pragnień. To nie jakiś ”(?)”, tylko jasne zrozumienie tego, że to moje „konstytucyjne położenie”. To tak jak ręka doskonale wie, że nie powinna działać dowolnie, ona powinna podporządkować się głowie, wtedy ona dopiero przyniesie sobie korzyść. Tak samo i mnie jest korzystniej podporządkować się tamtej głowie(Bogom) a nie tej(mózgowi) – to dla mnie korzystniejsze i ja tak po prostu działam. To nie pragnienie to po prostu moje położenie w przyrodzie, a w takiej sytuacji nie ma pragnień i wtedy otrzymuję wszystko czego mi potrzeba – tak jak ręka służy większej całości, organizmowi i otrzymuje to co trzeba (od tłumacza: ręka nie powinna próbować sama „gryźć” jabłka – nic jej to nie da, ona powinna chwycić jabłko i dostarczyć je zębom, a potem to już wiadomo gdzie to wszystko idzie…) tak i ja otrzymuję wszystko czego mi potrzeba – w rzeczy samej, nie to co wynika z tego „tyłka”, mózgowia.

Ja i Ojciec mój to jedno” – w rzeczy samej. Tutaj nie ma pytań: służyć czy nie służyć, działać, nie działać – to jest naturalne, tak jak oddychanie jest naturalne tak i działanie jest naturalne. Ja nie mam pragnienia oddychać – prawda? Toby było „bidże”: Ja chcę oddychać. To nie „bidże”, ja po prostu oddycham i tak samo ja działam, po prostu działam. Nie dlatego, że tego pragnę ale dlatego, że taka moja przyroda.

Jeżeli człowiek z pomocą zdrowomyślenia uświadomił sobie co dla niego jest korzystne: - „O rzeczywiście, to dla mnie jest korzystne” to jeśli on jest zdrowomyślącym człowiekiem to przeniesie to w sferę swoich wartości – on tak będzie żył, postępował.

- Na początku trzeba zastosować zdrowomyślenie?

Oczywiście. Inaczej nie wyciągnę prawidłowych wniosków i nie będę mógł zmienić swojego obrazu życia, czyli przenieść w sferę wartości nie mam czego. Jeśli dokopałem się do prawdy, na przykład do długowieczności: Co do tego jest niezbędne? Z pomocą zdrowomyślenia ja mogę dokopać się do tego i nie pomylić się i kiedy ja uświadomiłem sobie: Tak to jest dla mnie korzystne - to wtedy „przeciągam” to w sferę swoich wartości, to już będzie zrealizowane. Jeśli ja nie „przeciągnę” tego w sferę swoich wartości, czyli z pomocą zdrowomyślenia dotrę do tego co mi jest potrzebne do osiągnięcia długiego życia, ale: Noo dobrze, ale mnie interesuje coś innego… – rozumiesz? Tj. jeśli my nie przeniesiemy tego w sferę swoich wartości to oczywiście w tym zdrowomyślenia nie będzie, niewątpliwie. Ty z pomocą zdrowomyślenia dokopałeś się do prawdy: Tak, pijaństwo szkodzi – ale chcesz się „poweselić”, prawda? I idziesz pić – i co z tego, że przejawiłeś zdrowomyślenie? Wiesz, że to szkodzi a przykładowo: Kto dziś nie wie, że palenie szkodzi? Wszyscy wiedzą – palą, konkretnie zabijają siebie – prawda? Jeśli człowiek miałby zdrowe płuca, to mógłby dalej żyć, lecz z „przepalonymi” płucami o żadnej długowieczności nie ma mowy.

- Ludzie naśmiewają się: Ty nie palisz i nie pijesz, ty chcesz zdrowym umierać.

Prawidłowo i dlatego ja chcę umrzeć zdrowy. Ja nie chcę dajmy na to 30 lat przed śmiercią się męczyć – prawda? A ludzie nawet nie rozumieją i tego powiedzenia. Ja chcę umrzeć będąc zdrowym, a on co - chce chory, chce się męczyć przed śmiercią: „Nie, nie chcę” – to dlaczego nie podążasz za tą mądrością? On nie rozumie, oni mówią to powiedzenie i hi, hi ale nie rozumieją tego wszystkiego.

- Ja tak dla siebie pojąłem, że w dzisiejszych czasach najważniejsze jest żyć zdrowo, szczęśliwie i prawidłowo.

No tak, nie byłoby źle.

- Odnośnie tego powiedzenia: Nie palisz, nie pijesz… Niektórzy ludzie piją i czują się szczęśliwi, a nie piją i są nieszczęśliwi…

No w zasadzie to prawidłowo – oni powinni te doświadczenia przejść, to po prostu poziom ewolucji taki. Oni powinni przez ten stopień przejść tj. „nażreć” się tego wszystkiego aby potem z tego zrezygnować. Jeśli człowiek nie przeszedłby tego doświadczenia to on byłby później „niedorobionym Bogiem” – prawda? Każdy powinien przejść tylko, że jednemu potrzeba parę razy na grabie nastąpić jednego dnia, żeby uznać: Ja już nie chcę na grabie następować; a drugi każdego dnia i po sto razy na grabie będzie nachodził: „To nie moje grabie, kto je tu zostawił?” i na innych będzie zemścił: „To wina innych, nie moja”. Dlatego każdy ma swoją drogę.

Wedy mówią, że są również „skuteczni jogowie” – jest nawet taki termin. Znacie taki termin: „Bezprzyczynowa miłość Boga”? Słyszeliście o tym, tak? Tj. dlaczego bez przyczyny nie dać ci sukcesu? Ty nie zasłużyłeś, ale możesz otrzymać. Tj. że on pomyślnie przejdzie lekcje, tak się wszystko złoży, że on szybko to doświadczenie przejdzie – prawda? Tj. on szedł a tu ktoś obok niego na „grabie nachodzi” i bu, bu, bu… łup – ooo, ja na grabie nie będę nachodził i kiedy wcześniej by przeszedł to tego zdarzenia by nie dostrzegł, tj. on dostrzegł sytuację, prawidłowo przeanalizował i wyciągnął prawidłowe wnioski i pomyślnie to doświadczenie przeszedł, guzów nie otrzymał. I są „skuteczni jogowie” którzy… istnieje takie pojęcie jak „santia” - znacie? „Santie” tłumaczy się jako słoneczny, letni dzień – jasny dzień i ten termin wykorzystuje się aby określić ile człowiek zebrał duchowej energii, tj. jeśli człowiek ma wiele „santi”, na przykład urodził się w dogodnym czasie i od dziecka ma poziom „santi” wysoki. Był kiedyś taki film „O szęśliwiec(?)”, stary film – główny bohater w jakie by sytuacje nie popadał to on „wychodził suchy z wody”, nie ważne w jakiej sytuacji się znalazł to zawsze wychodził z niej bez szwanku – pamiętacie? U takiego człowieka jest wysoka „santi”, a później stworzono film „Pechowiec(?)” – a u tego bohatera znów „santi” była niska. Tj. kiedy „santi” jest wysokie, to człowiek przez wszystkie życiowe sytuacje przepływa tak jak by się znajdował na grzbiecie fali – nic nie stoi mu na drodze. Jeśli „santi” jest niskie, czyli człowiek znajduje się jakby na dnie tej fali, to wystarczy dowolny kamyczek i on się od razu potyka, tak jak w tym filmie „Pechowiec”. Jest sposobność potknąć się, to i się potknie. Zwykle wszyscy ci u których poziom „santi” jest niski to cierpią czyli jeśli pojawia się dowolna możliwość nabicia sobie guza, to i oni sobie nabijają. Na pewno spotkaliście się z takimi ludźmi – pechowcami takimi. Czego by się nie dotknęli to im się nie udaje, ponieważ mają niski poziom „santi”. Istnieją jogowie, którzy od urodzenia mają wysoki poziom „santi” – to może być również związane z poprzednimi wcieleniami.

- W ciągu życia również można podnosić poziom „santi”, tak?

Powiększać „santi” można; gromadzić „shakti(energię)” – pranę i wtedy „santi” się powiększa. Tj. jeśli my z pomocą zdrowomyślenia idziemy prosto, trzymamy się prostego kursu bez zbędnych odchyleń, czyli błędów(grzechów, błądzenia) – trzymamy się prostego kursu, czyli: „Niech będzie wola Twoja, a nie moja” to otrzymujemy „santi” na 100% i wtedy płyniemy na „grzbiecie fali”, czyli wszystkie te przeszkody, które znajdują się pod nami nie mają na nas wpływu, to nie nasze „lekcje”. Nasza „lekcja” podążać będzie z „grzbietem fali”. Wedy wyjaśniają to tak: My powinniśmy przejść drogę – życiową drogę z punktu A do punktu B, to nie jest żelazna droga, nie w prawo nie w lewo. Wedy porównują tę drogę do koryta rzeki – tj. w rzecze są uskoki, przewężenia jakieś, mielizny, wiry itd. – czego tam w rzece niema. Jest takie pojęcie jak „strieżeń(rdzeń)” – wiecie co to takiego? Rdzeń to część koryta rzeki, gdzie woda płynie najszybciej, ona może i tak i tak – zygzakowato płynąć, dajmy na to: koryto może iść prosto a rdzeń przebiegać może inaczej – zygzakowato, to najszybszy nurt. Ten kto pływał łódkami, ten rozumie o co chodzi. Tu może płynąć woda tak, tam inaczej, tam może wyhamować a jest maleńki rdzeń i jeśli łódkę utrzymać w rdzeniu to bardzo szybko można tę marszrutę pokonać – kto pływał ten rozumie, że tak na rzece jest. Jog może na przykład popaść na mieliznę, wpaść w wir, a ten kto rozumie ten będzie trzymał się rdzenia i to jest „shakti(siła)”. Jeśli masz wysoką „santi” to ty trzymasz się rdzenia rzeki. Sam według swojej woli lub też według karmy, ale ty znajdujesz się w „rdzeniu rzeki” – wszyscy pozostali będą albo wolniej płynąć, albo wpadną w wir lub też wpadną na mieliznę a jeśli ty będziesz trzymał się rdzenia to ty wszystkie te „pułapki” ominiesz. Rdzeń wszystko to omija, a rdzeń to jest właśnie: „Pomyślność od Boga”. Jeśli ty z pomocą zdrowomyślenia tego rdzenia się trzymasz – nie dopuszczasz grzechów, błędów, nie błądzisz , nie odchylasz się w lewo bądź w prawo tylko trzymasz się w pionie – to wtedy i jesteś „skutecznym jogiem” – znajdujesz się na „grzbiecie fali”, nie pośrodku, nie na samym dole lecz na grzbiecie fali i wtedy mówisz: „Niech będzie wola Twoja a nie moja” i wtedy to już jest wyższy pilotaż.

- To pokora?

Pokora to(z ros. „smirenie” – „s-mirem”, „mir” – „świat”, ze światem) – „ze światem”. To nie takie uniżenie ale podporządkowanie(podczinienie) - można powiedzieć „pod-czi”, że ja podporządkowuję się świadomie, ponieważ jest to dla mnie korzystne i wtedy tamto „czi” staje się moim – można powiedzieć podporządkowanie lecz to nie jest poniżenie, uniżenie jakieś ale uświadomienie sobie, że swoje „czi” otrzymam jeśli będę trzymał się rdzenia rzeki, czyli „czi” rdzenia – podporządkowanie się rdzeniowi rzeki – będzie moim „czi” i moja ewolucja szybko przejdzie, tj. marszrutę szybko pokonam – analogia taka. To jest właśnie „skuteczny jog” – ten kto trzyma się tego wartkiego nurtu - tj. rdzenia rzeki. Tak samo i w życiu – pełna analogia. Można z pomocą zarozumiałości na prawo, na lewo odchylać się od prawidłowego kursu i wpadać na mielizny, popadać w wiry a można z pomocą zdrowomyślenia trzymać się prawidłowego kursu.

- Czyli na początku należy skorzystać ze skutecznego, pomyślnego doświadczenia tych którzy już to przeszli, tę drogę…

Oczywiście – trzy kryteria poznania prawdy: Zdanie kompetentnego człowieka, takiego który marszrutę przeszedł; zdanie przodków, którzy dokładnie powiedzieli, że rdzeń to najszybszy nurt rzeki; i osobiste doświadczenie, kiedy ty patrzysz i widzisz ten rdzeń, ten kto ma doświadczenie ten z razu to widzi. Ja uczęszczałem od dzieciństwa w spływach i mam to „we krwi”, ja wyraźnie widzę gdzie on jest i mogę wyśledzić gdzie będzie za zakrętem, tzn. jeszcze go nie widzę ale wiem, że „strieżeń(rdzeń)” będzie o tam i doświadczenie potwierdza, wtedy staram się, żeby łódkę nakierować na „rdzeń”, żeby go nie ominąć – staram się trzymać rdzenia i wtedy szybko pokonuje wyznaczoną trasę. To wszystko jest proste, kiedy to przeanalizujesz.

Coś interesującego…

Każde słowo na sanskrycie ma do 50 znaczeń. Dzisiejszymi czasy wielcy mędrcy jeśli mogą 10 znaczeń jednego słowa pojąć to... – oznacza to, że taki człowiek jest bardzo wielkim mędrcem, czyli jeśli bierzesz słowo sanskryckie i umiesz 10 znaczeń tego słowa, to ty jesteś mądry człowiek. A dawnymi czasy do 50-ciu znaczeń wszyscy rozumieli.

Ja gromadziłem w swojej bibliotece wszystkie przekłady Wed. Wszystkie przekłady Wed, wedyjskich pism starałem się gromadzić. Dowolne Wedy, dowolne wedyjskie pisma są dobre, ponieważ wyobraźcie sobie: Jest 50 tłumaczy i każdy tłumaczy jeden tekst – i mamy 50 znaczeń, a teraz czytajcie jednego, drugiego, dziesiątego i połączcie to i wtedy ukaże wam się pełen obraz. Nie ma sensu mówić, że ten dobrze przetłumaczył a tamten źle – jeden tłumacz po prostu wziął takie znaczenie, drugi inne. Dla mnie na przykład nie ma różnicy, dla mnie cenny jest każdy przekład Wed, ponieważ on mi pomaga poszerzyć granice pojmowania tego tekstu.

Jeśli chcecie więcej to istnieje jakby reguła obcowania, łączności ze świętymi pismami. U źródła sanskryt to „wiazadeva” lub „wjasa” – jak jeszcze go nazywają, a prawidłowo to „wiazadeva” od słowa „wiązać” a to dlatego, że litery sanskrytu to takie „węzełkowe pismo”, to tak jakby węzełki podwiązane do linii – prawda? Tak to wygląda na płaszczyźnie, a dawniej było to pismo objętościowe. Jeśli chcecie, aby ten tekst rozkrył się głębiej to istnieje: „Kultura obcowania ze świętymi pismami”. Dajmy na to, że ta kartka to Wedy – doświadczenie przodków, ja powinienem z pełnym szacunkiem i podporządkowaniem odnosić się - (od tłumacza: „podczinieniem” – podporządkowaniem; nie w sensie uniżenia, lecz w sensie „pobrania czi(energii)” – tak jak to omawiane było wcześniej). Nie tak, że: A, zwykła książka, co tam… - nie, tak nie powinniśmy się odnosić, ona wtedy nie będzie „działać”. Ja powinienem… wiecie, nieszczęście naszej obecnej sytuacji zawiera się w tym, że utraciliśmy znaczenie pojęcia „świętość”. Co dla ruskiego człowieka jest święte? Rodzina jest święta, mama, tata i jeśli zaczniemy rozumieć… - „świętość” to jest coś „nietykalnego”, to coś czego nie wolno skazić, to jest to co należy bronić, ochraniać i przekazać potomkom, to dla nas świętość. Wedy dla nas są święte, chrześcijanie na przykład mówią: Dla nas Biblia jest święta – mówią tak, prawda? A my teraz do Wed odnosimy się jak do makulatury – one w takiej sytuacji nie będą działać. Jeśli będziemy się do Wed odnosić jak do „świętości” tj. stworzymy dla Wed specjalną podstawkę, niech ona tam cały czas sobie leży – w innym wypadku skazi się energetyka, to tak samo jakby telefon wrzucić do wiadra z wodą – prawda? On nie będzie działał i tak samo z Wedami, jeśli one będą „stykały” się z kiepską energetyką to i taka energetyka „je poniesie”. Dlatego ci którzy rozumieją czym są Wedy, to oni nawiązują z nimi łączność. Ważne jest wasze odnoszenie do Wed i właśnie wasz stosunek pozwoli nawiązać kontakt: Będzie ta siła, ta energia czy jej nie będzie – to tak jak „telefoniczna słuchawka”, jak łączność. Ważne jest wasze odnoszenie i dlatego nie ma znaczenia jaki przekład, ważny jest stosunek do tego. Jeśli wy go w honorowym miejscu, na specjalnej podstawce ustawicie i zwracacie się mianowicie do tego kto napisał to wszystko… Wiecie, że najlepszy sposób poznania świata to zdanie kompetentnego człowieka, a w danej sytuacji kto jest kompetentny? Autor, ten kto napisał ten tekst, co on rozumiał – to „wiazadeva”, wygłaszajcie mantrę: Om szri mahara wiazadeva na maha (?). Tj. zwróćcie się do Wszechmogącego, który przejawił się w formie „wiaza” – „wiazadeva”, „deva” to bóg, bóstwo, czyli bóg świata Sławi. Wy zwracacie się do niego i wtedy on staje się odpowiedzialny za to, żebyście wy prawidłowo przyswoili poprzez ten tekst mądrość Bogów i Przodków. On przecież niesie za to odpowiedzialność – on napisał, prawda? Dlatego najlepiej zwrócić się do niego i wtedy chcecie, czy nie to on w potrzebie będzie wam pomagał, a to dlatego, że wy „przestrzegacie reguły gry” – nawiązujecie łączność, on będzie wam pomagał zrozumieć ten tekst, ponieważ ważny jest wasz stosunek do tego. Wedy tak mówią: „Jeśli wy zrobiliście krok na spotkanie z Bogiem, to On robi na spotkanie dwa. Jeśli wy idziecie do Niego, to On do was biegnie. Jeśli wy biegniecie do Niego, to On do was leci” i dlatego ważne jest jak my do tego tekstu się odniesiemy – do Wed, wtedy one zaczną się rozkrywać. Tj. nie macie kwalifikacji do rozkrycia, ale wy je otrzymacie, ponieważ kwalifikacje będą wam przekazane poprzez ten przedmiot – poprzez Wedy.

Opracował Łukasz na podstawie wykładów Алексей’a Трехлебов’a.

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1305
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1049
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 968
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 735
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 756
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1015
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 552
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 418
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 850
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 397
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1359
12
komentarze: 23 | wyświetlenia: 960
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 616
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 536
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 440
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Elba,  02/05/2013

Ci, którzy rozumieją, czym są Wedy, nawiązują z nimi łączność. Ważny jest nasz stosunek do Wed i zamiar nawiązania kontaktu - odbioru energii, dlatego nie ma większego znaczenia z jakiego przekładu będziemy korzystali... Nie ważne są słowa, tylko nasze podążanie za nimi...
Wyobraźmy sobie 50 tłumaczy, którzy tłumaczą ten sam tekst – powstanie ni mniej, ni wiecej tylko 50 różnych wersji tego ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska