Login lub e-mail Hasło   

Gwiazdy nade mną

Gwiazdy wydały nade mną sąd. Czy stałem się przez to ich wybrańcem?
Wyświetlenia: 1.000 Zamieszczono 07/06/2013

 

W powszechnym osądzie los to coś, co się przydarza człowiekowi przypadkowo zależnie od wyższej Mocy, a człowiek nie ma wpływu ani na pojawienie się zdarzenia, ani na jego przebieg, ani na jego uniknięcie, ani na jego skutki. Mieści się w nim ludowe przekonanie o nieuchronności, wyrażane porzekadłem „co komu sądzone”.

Los pokolenia

Moje pokolenie, a w nim ja, doświadczyło losu złowrogiego. Każdy z nas przeżył okrutne wydarzenia bez własnego udziału w ich powstawaniu. Każdy- chcąc nie chcąc- brał udział w ich rozwoju bez wpływu na rozstrzygnięcia. Na masową skalę rozegrała się tragedia antyczna, w której ludzie uczestniczący byli tylko igraszką losu. Ale wtedy w greckiej tragedii, los złowrogi, wyznaczany przez bogów, dotykał tylko jednostki. Męstwo, i duma, ból i cierpienie, choć miały wymiar wszechludzki, dotykały tylko pojedynczych bohaterów- postacie nieautentyczne. Dramat ludzkości mego pokolenia mimo iż był udziałem każdego żyjącego, konkretnego człowieka dotykał całą zbiorowość. Był losem niewyimaginowanym. Był losem konkretnym. Każdemu przynosił zdarzenia, wobec których było się bezradnym i bezbronnym. Każdy był tylko peryferyjnym bezwolnym fragmentem wielkich nieznanych wydarzeń. Do dziś i wszem wiadomo, że w skali całych zbiorowości są one nieprzewidywalne.

Nie jestem z pokolenia Kolumbów. Ich już nie ma  na tym najlepszym ze światów. Należę do pokolenia o dziesięć lat młodszego. Ale uczyłem się w tajnym gimnazjum na tzw. kompletach, kiedy całą naukę szkolną trzeba było opanować na pamięć, bo podręczników na ulicę wynieść nie było wolno. Ale służyłem do mszy w kościele, gdzie organistą był światowej sławy pianista, jakiś nieznany ksiądz pojawiał się i znikał. Byłem ostatnim ministrantem przed zburzeniem kościoła na Długiej. Tam, zresztą, zostałem ranny ze skutkiem odczuwanym do dziś.

Należę do pokolenia o dziesięć lat młodszego od pokolenia Kolumbów, więc do pokolenia innego. Nie walczyłem w roku 1939, nie brałem udziału w akcjach partyzanckich, nie byłem uczestnikiem akcji Żegota. Nie mogłem być. Należałem do harcerstwa, nawet nie zdając sobie sprawy, że zabawa w lesie pod Falenicą to harcerstwo, przyrzeczenie, złożone na ręce hm. Hawrota to harcerstwo zagrożone natychmiastową śmiercią, gdyby w okolicy pojawił się jakiś niemiecki żołnierz. Przypadkiem a cóż dopiero w wyniku zorganizowanej akcji. Pierwszy mundurek harcerski włożyłem w 1945 roku. Jaki byłem przejęty.

Całe moje życie, jak moich rówieśników, od późnego powojennego dzieciństwa, przez szkolną naukę i studia, dorosłą pracę, aż do emerytalnej starości, upłynęło w pogardzanej dziś komunie. Z goryczą przywołuję słowa Adama Asnyka z roku 1901 „… nie depczcie przeszłości ołtarzy, choćbyście mieli doskonalsze wznieść”. Już wtedy były takie same porachunki pokoleń. Bo depcząc te przeszłości ołtarze, depczecie nas i wszystko, co dla was przygotowaliśmy. Żadnych naszych zasług dla was, wtedy pokoleń przyszłych? Czyżby?

Los u Greków

W wymiarze jednostkowym nieprzewidywalność nie obejmuje tylko dwu życiowych wydarzeń. Los każdego człowieka rozgrywa się tylko między nimi- tylko tymi dwoma wiadomymi- narodzinami i śmiercią. Reszta jest niewiadomą. Reszta jest- właśnie losem. Dwa i pół tysiąca lat minęło od czasu, gdy wielki Sofokles myśl o nieuchronności śmierci zapisał w Antygonie:

Lecz choćby śmiało patrzył w wiek daleki,

Choć ma na bóle i cierpienia leki,

Śmierci nie ujdzie on grotów.

(tłum. K. Morawski)

Antyczna grecka tragedia właśnie losem człowieka się zajmowała. Był okrutny. Niósł zagładę, ale okrucieństwa nie odczuwano, bo człowiek żył w zupełnej nieświadomości i nieprzewidywalności każdej najbliższej chwili życia- nie tylko jutra. Tylko bogowie decydowali o życiu człowieka. Człowiek stanowił tylko element boskiej rozgrywki istnienia. Wiedział, że trwanie zależy tylko od wytrwałości czy kaprysu tej boskiej prządki, która właśnie przędła nić jego życia. Gdy z jakiegoś powodu, zupełnie niewytłumaczalnego, prządka przerywała swoją czynność, człowiek przestawał istnieć.

Według starożytnych Greków ludzkim życiem rządzi przeznaczenie. Człowiek nie może uciec od swego losu. Fatum ciążące nad ludzkim bytem zawsze przynosi zgubę. Czy wynika z tego, że człowiek nie powinien odpowiadać za swoje poczynania? Przecież skoro dany czyn był mu przeznaczony, nie można winić go za jego popełnienie. Tragedie Sofoklesa przeczą temu stwierdzeniu. Ich bohaterowie zostają ukarani za swe postępki.

Fascynacja gwiazdami

Jak dobrze nam głęboką nocą

Wędrować jasna wstęgą szos,

Patrzeć jak gwiazdy niebo złocą

I czekać, co przyniesie Los

To słowa harcerskiej piosenki. zapamiętanej z lat wczesnej młodości, kiedy wracaliśmy z tzw. podchodów, zadowoleni, że udało się nam zaskoczyć druhny z sąsiedniego obozu i wedrzeć się nocą na sam środek placu apelowego i wykraść proporzec.

Z okna kamienicy przy miejskiej arterii.  stary już harcerz, niewiele mogłem zobaczyć tego nieba gwiazdami ozłoconego. Gdy Los obdarzył mnie mieszkaniem na dalekim przedmieściu, krótko cieszyłem się widokiem gwiaździstego nieba, bo sąsiedzi wkrótce osiedle zapełnili latarniami, a w blasku ich świateł mogę z balkonu dojrzeć dwie, trzy gwiazdy.

Człowieka mogą determinować bezduszne siły tego świata. Starożytni Grecy sądzili, że człowieka otaczają tak potężne moce, iż niedorzecznością jest mniemać, jakoby mógł on sam stanowić o swoim losie. Człowiek jest raczej łupiną na falach oceanu, nie mającą żadnego wpływu na to, co się z nią dzieje, zmuszoną podporządkować się siłom, wobec których sam jest bezsilny. Klasycznym wyrazem wiary było przekonanie, leżące u podstaw astrologii, że wszystko, co się dzieje na ziemi, jest zdeterminowane przez procesy dokonujące się w świecie gwiazd, bez porównania potężniejszym od ziemskiego. Ponad dwa tysiące lat później, już za naszych czasów polski poeta, Tadeusz Myciński, tak zawołał zuchwale, przeciwstawiając się temu odwiecznemu wyrokowi gwiazd, jednak przekonany, że żaden bunt, żadna zuchwałość Losu wyznaczonego gwiazdami nie odmieni.

Gwiazdy wydały nade mną sąd:-

wieczną ciemność, wiecznym jest błąd.-

Ty, budowniku nadgwiezdnych wież,-

będziesz się tułał jak dziki zwierz,-

zapadnie każdy pod tobą ląd –

- wśród ognia zmarzniesz - stlisz się jak lont.

Ku gwiazdom

Czyżby wtedy zaczęła się moja ascynacja gwiazdami, trwająca do późnego czasu starości. Czyżby ta fascynacja była tak silna, że każe gwiazdom rozświetlać smugę cienia? Przecież nie ja pierwszy i nie ostatni zachwycam się gwiazdami, nie mając o nich zbyt wiele wiedzy. Nie dlatego królewskiej, że ponad wszystkie inne, tylko dlatego, ze dostępna wybranym. Tak było od wieków, tak będzie na wieki. Dla wybranych. Mogę przypuszczać, że człowiek pierwotny z fascynacją taką samą jak ja, gwiazdy oglądał z podziwem, tak samo jak dzisiaj ja, chciał wiedzieć, czym są te światełka widoczne hen, w górze. Niezliczone tysiące lat minęły, a ja tak samo jak on, niewiele wiem o gwiazdach.

 Czyżby dlatego stanowią przedmiot fascynacji? Z górą dwieście lat temu mój znakomity kolega po filozoficznym fachu był tak zafascynowany gwiazdami, ze na wieczną pamięć zapisał, iż niebo gwiaździste nad nim napawa go  podziwem i szacunkiem. Może, jak ja dzisiaj na balkon, wychodził wieczorem na dach królewieckiej kamienicy, by stwierdzić, że dobrze widoczny Syriusz świeci jak zawsze, a Wielki Wóz toczy się w tę samą stronę. Potem spokojnie układał się do snu, świadom stałego, przedwiecznego porządku, by nazajutrz zapisać  myśl do dziś powtarzaną. Bo świadczy i o naszym podziwie dla świata wciąż nieznanego i wciąż poznawanego i o naszej pokorze wobec niego i o naszych nieustannych porażkach, gdy w niepokorze oświadczamy, że już, już…

Nad Capulettich i Montecchich domem
Spłukane deszczem, poruszone gromem
Łagodne oko błękitu

Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów,
Na rozwalone bramy do ogrodów -
I gwiazdę zrzuca ze szczytu...

Cyprysy mówią, że to dla Juliety,
Że dla Romea łza ta znad planety
Spada i w groby przecieka...

A ludzie mówią, i mówią uczenie,
Że to nie łzy są, ale że kamienie,
I że nikt na nie nie czeka..."

Wielu zna pewnie ten wiersz Cypriana Kamila Norwida, spopularyzowany w latach 70. XX wieku piosenką Wandy Warskiej. Cytuję go wyżej w całości, bo bardzo mi pasuje do romantycznego nastroju opisywanego tematu, czyli fascynacji gwiazdami. Mam z nim osobiste porachunki. Znakomity znawca literatury, profesor Jan Zygmunt Jakubowski często się nim posługiwał na wykładzie, a mnie uczynił „nadwornym” recytatorem.

Współgra z nim zapamiętany niegdyś wiersz Stanisława Ryszarda Dobrowolskiego:

Tyle siada gwiazd na dachu

Wszystkie młode.

Lecą stada gwiazd na zachód

Nad ogrodem.

Jedna gwiazdka siadła

I w kominie mieszka.

Nie upadła żadna.

To bajka? Bajeczka..

 

 

Był tu jawor, ale teraz

Pewnie drzemie

Pod murawą

Rozpościera swe korzenie

Staruch, jawor, staruch,

Gwiazdy zna od dawna.

Mrugają z konarów.

Czy to prawda? Prawda.

 

Fascynacja gwiazdami towarzyszy człowiekowi od czasów najdawniejszych po dzień dzisiejszy.  Mnie ojciec śpiewał przy wtórze gitary starą pieśń:

О gwiazdeczko coś błyszczała

gdym ja ujrzał świat.

Czemuż to tak gwiazdko mała

twój promyczek zbladł.

 

 

Czemu juz mi tak nie płoniesz,

jak w dziecinnych dniach,

gdym na matki igrał łonie

w malowanych snach.

 

Hiszpańskim dzieciom śpiewano pewnie pieśń o podobnej treści:

 

 Estrellita, estrellita

la primera que veo

quiero que seas buena

y me concedas un deseo

Estrellita! Como estás?

Me pregunto! Que serás?

Un diamante debes ser

di si tu me puedes ver.

  Estrellita si te vas

di que no me olvidarás.  

Eres la primera que yo veo

brillando concedes los deseos.

No existe una estrella en El cielo

que tenga tu brillo y tus destellos.

Bez gwiazd nie obywa się współczesna kultura, także masowa.. Oto początek niemieckiego tekstu piosenki Michelle

 

Trag mich heute Nacht zu den Sternen

Flieg' mit mir durch Raum und Zeit.

Zabierz mnie dzisiejszej nocy do gwiazd

Leć ze mną w przestrzeń i czas.

 

W wileńskim getcie powstała pieśń- modlitwa Żyda, zgładzonego albo czekającego na śmierć „unter dajne wajse sztern”

unter dayne vayse shtern

shtrek tsu mir dayn vayse hant.

mayne verter zaynen trern

viln ruen in dayn hant.

 

Pod twoją białą gwiazdą wyciągnij do mnie twą białą dłoń,

 by moje słowa,  jako łzy  w niej spoczęły.

Gwiazdami pisane

Klasycznym wyrazem wiary było przekonanie, leżące u podstaw astrologii i późniejszej astronomii, że wszystko, co się dzieje na ziemi, jest zdeterminowane przez procesy dokonujące się w świecie gwiazd, bez porównania potężniejszym od ziemskiego, a los człowieka jest od gwiazd zależny.

Stąd już tylko krok od prób odpowiedzi na pytanie o to, jakie zycie czeka człowieka. Tej odpowiedzi należy szukać przez ustalenie, jaka gwiazda towarzyszyła jego urodzeniu, i obliczenie, w jakie układy wejdzie ona przez całe trwanie jego życia, a wyniki tych obliczeń miały być znaczące dla życia danego człowieka. Używano ich przede wszystkim do wyznaczania szczęśliwych dni. Nietrudno zauważyć, że te obliczenia dostępne były wyłącznie dla elit, a samą astrologię uznawano za naukę królewską- przez jej obecność na dworach władców.

Dziś astrologia jest sposobem na zarabianie, a jej metody i samą astrologię traktuje się jak szarlatanerię lub oszukańczą działalność merkantylną.

Nie wyklucza to ideowego zaangażowania, nawet tworzenia systemów zaopatrzonych w warsztat badawczy. Jednak  cała astrologia egzystuje albo na terenie tzw. paranauki albo wręcz pseudonauki.

Kilka lat temu spotkałem się z niektórymi reprezentantami tego kierunku myślenia, gdy przygotowywałem Wykład informacyjny dla uniwersytetu trzeciego wieku, którzy podejmowali próby utworzenia ośrodka naukowego astrologów. Podobno dla powstania jego zabrakło jednego profesora i dwu doktorów.

Dotrzeć do gwiazd  Los zapisany w gwiazdach

Zapytano mnie kiedyś, czy wierzę w przeznaczenie. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć, bo w rzeczywistości nie wiedziałem, czy w przeznaczenie wierzę. Nadal odpowiedzi nie znam. Bo coraz więcej wiem o przeznaczeniu. A Moje własne doświadczenie życiowe? Pewnie moja- od dzieciństwa widoczna- skłonność do mądrzenia się sprawiła, że Babcia i ciotki orzekły, że mam być księdzem albo adwokatem. Jeśli to było  moje przeznaczenie, nie sprawdziło się. W liceum przyjaciel z ławki przezwał mnie filozofem. Też się nie sprawdziło. To on został filozofem, dostojnym i wielce zasłużonym, znanym na całym świecie. On mówi w radiu i telewizji na temat ludzkiej egzystencji, osądza ludzkie czyny i wyznacza wartości i sens życia.

Ja mogę się tylko pomądrzyć na blogu. Nie wiem, kto te moje mądrości czyta.

Dziś wiem, że następujące czynniki kształtują nasze życie: Bóg i jego Wszechmoc, Ja i przekonanie, że potrafię życie ułożyć, Reszta w której się obracam  oraz Los i jego nieuchronność i nieprzewidywalność. W tekście tym opisuję zdarzenia, o których  do dziś nie  potrafię powiedzieć, czy były dziełem  Boga, owej Reszty, czy zrządzeniem  nieprzewidywalnego Losu. Z całą pewnością i niezależnie od sprawczej przyczyny, niezależnie od trafności mojej oceny, w zdarzeniach tych nie było mojego czynnego udziału. Nie wiadomo też, dlaczego żyję, choć w koło mnie były trupy. Rozważam, co następuje:

Jaki interes miałby Bóg, mnie zachować przy życiu, a pozbawić życia wielu dokoła mnie? Sam nie mogłem w niczym przyczynić się do mego ocalenia i dokonać jakiegokolwiek czynu, aby  przeżyć to zdarzenie, reszta dotyczyła i mnie i wszystkich dokoła. Mało tego. Choć wtedy byłem żarliwym ministrantem i harcerzem, teraz nie jestem wyznawcą najbardziej gorliwym. Z pewnością to przewidział.

Więc jeśli nie Bóg, jeśli nie ja sam, jeśli nie inni ludzie, to tylko Los. Nieprzewidywalny, nierozumny, niesprawdzalny. Sprowadza wszystko do przypadku. I to, co się wtedy, w sierpniowy powstaniowy dzień na warszawskiej Starówce mnie przydarzyło, też było przypadkiem niesprawdzalnym i nieprzewidywalnym.

Innym razem, kiedy awansowałem, ni z gruszki ni z pietruszki, usłyszałem jako wytłumaczenie, że niezbadane są wyroki uboskie. Dla zrozumienia tego bonmotu podaję, że powiedział to oficer UB, czyli ówczesnych ulubieńców IPN.

Dziś wiem, że w świadomości człowieka trwanie w życiu zależy od sił pozaludzkich, bliżej nieokreślonych, czasem nazwanych, jak owe Mojry, trzy córki Zeusa. Wedle innych przekonań życiu każdego człowieka towarzyszy jego osobista Gwiazda, która tylko jemu jednemu błyszczy. Śpiewał mi ojciec przy wtórze gitary o gwiazdeczce, co błyszczała, gdym ja ujrzał świat.

 

Chce tę gwiazdę poznać, ogarnąć jej otoczenie, by wiedzieć, jak do niej dotrzeć i osiąść na niej, jak znany polski szlachcic. Tyle, że mu się gwiazda z planetą pomyliła.

Być może tak jest z przeznaczeniem.  Bo człowiek idzie spokojnie wyznaczoną drogą, problemy może mieć na skrzyżowaniu, a gdy się drogowskazy pomylą, życie mu się pop…

I ten nieodgadniony, nieobliczalny, najbardziej stanowczy- Los.

Los i sens życia

 

Ja proponuję akceptację losu jako sytuacji, w której jednostka wyznacza sobie cel życiowo ważny, a dążenie do jego osiągnięcia staje się sensem życia. Środki zaś dla osiągnięcia tego celu dobiera wedle aktualnie dostępnych możliwości.  W tej formule mieści się zarówno chrześcijańska pokora wobec wyroków boskich, jak i antyczna zgoda na nieubłagany związek człowieczego życia z wytworami boskich prządek, jak i spokój bramina wobec zjawisk tego świata, jak i ateisty- antropologa. W tym właśnie znaczeniu- jako realizacja sensu życia, gdy akceptuje się warunki istnienia i dobiera metody i środki odpowiednie do danych okoliczności- rozumiem los człowieka. Pewnie poniższy żartobliwy wierszyk te niewiadomą nieźle opisuje.

 

Czy tędy, czy owędy

Przejść życie trzeba będzie,

To mając wciąż na względzie,

Że troski spotkam wszędy.

 

Mijając świat obłędny,

Szukając wygód wszędzie

Przejść życie trzeba będzie.

Czy tędy, czy owędy

Taka postawa pozwala na stworzenie sobie swoistego pancerza ochronnego przed tym wszystkim, co złe w życiu społecznym. Jesteśmy też w stanie wytworzyć postawę gotowości do współpracy, altruizmu i empatii.. Nieważne, że spotkamy się z zarzutem oportunizmu i wyrachowania, że będzie się nam opłacało żyć z innymi- Resztą- dobrze, skoro i tak wśród nich żyjemy..

Punktem centralnym sensu życia staje się Idea. Każdemu człowiekowi wydarzają się bowiem klęski, gdy ten cel życiowo ważny, zatraca się. W kalendarzu zanotowałem przed laty myśl ks. profesora Józefa Tischnera: człowiek idzie przez życie wyznaczoną drogą; gdy mu się drogowskazy pomylą, życie mu się pop…

Odzyskanie równowagi, ustanowienie nowego celu życiowo ważnego, możliwe jest tylko wtedy, gdy człowiek ma ów centralny punkt sensu życia. Los przestaje być straszliwym nieznanym przeznaczeniem, jest curiculum vitae- zwyczajnym biegiem życia.

Smuga cienia

Dążymy do celu, idziemy za marzeniami, realizujemy plany i zamierzenia. One nas napędzają, dają energię. Dają też nadzieje – wciąż nowe, wciąż kuszące perspektywami. I tak toczy się życie, aż nadchodzi moment zadumy. Lata mijają, drogi stają się coraz krótsze i coraz ich mniej, aż wreszcie docieramy do ściany, do kresu.  Tak oto wchodzimy w smugę cienia. Co  znaczy to określenie, którego autorem był Joseph Conrad,  angielski klasyk polskiego pochodzenia?

W jego powieści młody człowiek, podejmujący karierę morską, zaledwie dwudziestolatek dojrzewa, gdy przychodzi mu zmierzyć się z problemami, o których pojęcia nie miał, gdy zaczynał swoje życie na owym okręcie, Smudze Cienia.

Powieść ukazuje bolesny proces przechodzenia od młodości ku dojrzałości, przekraczania symbolicznej granicy, tej smugi cienia, poza którą nic nie jest już tak oczywiste i pewne jak w zawadiackiej młodości.

Symbolikę smugi cienia podejmuje Stanisław Lem w „Ananke”. Tu smuga cienia to czas pochodzenia mężczyzny czterdziestoletniego z wieku męskiego do części życia, kiedy widać już wiek klęski.

Ja proponuję przesunąć smugę cienia na czas, kiedy w życiu już nic ważnego się nie dokona, a samo życie jest  już tylko trwaniem w oczekiwaniu na jego koniec. Smuga cienia to czas, kiedy stajemy przed Wielką Bramą, jeszcze jej nie przekroczywszy, ale już w jej cieniu. Smuga Cienia to ostatni etap losu człowieczego, kiedy coraz częściej zadajemy sobie pytanie co jest za tą bramą?

Pisze Lem: „Smuga cienia to jeszcze nie memento mori, ale miejsce pod niejednym względem gorsze, bo już widać z niego, że nie ma nietkniętych szans….Nic z tego, co się nie spełniło, już na pewno się nie spełni; i trzeba się z tym pogodzić milcząc, bez strachu, a jeśli się da – i bez rozpaczy”

Dodajmy, że nie ma już nadziei, młodzieńczych marzeń, a świadomość zbliżającego się końca każe spoglądać w przeszłość, podsumować przeżyty czas, odszukać jego sens i nadawać wartości temu co się robiło. Najczęściej porównując je z wartościami świata, w którym żyjemy. Teraz, bo zawsze jest „teraz”. To teraz jest inne, niż budowane przez nas dawniej. Ale to teraz zawsze było inne niż przedtem. Tylko nie pojawiała się smuga cienia. Jeszcze nie Był jej czas.

Pisał przed stu laty Adam Asnyk: „Każda epoka ma swe własne cele i zapomina o wczorajszych snach.”. Może smuga cienia, jak Leta u starożytnych Greków, jest tym obszarem, gdzie odbywa się ów proces zapominania? Smugę cienia przekroczywszy znajdziemy się- gdzie? A może smuga cienia jest czasem i obszarem, teraźniejszości, gdzie można żyć wczorajszym- po teraźniejszemu? Jak dawniej, nie myśląc nadal o tym, co za chwilę. Jak w wierszu Al. Puszkina Wóz życia: „Na wóz siadamy rankiem, każąc  na oślep, byle by gdzieś gnać i niewygody lekceważąc wołamy:  jazda!....”

A może istotnie jest tak, że owa smuga cienia to nieustanne powtarzanie pytania co jest za tą bramą?.Pytania, na które nikt jeszcze odpowiedzi nie dał.

Co jest za tą bramą?

Od czasów najdawniejszych w myśli ludzkiej pojawiało się pytanie o miejsce człowieka na ziemi, a potem w postaci bardziej ogólnej o miejsce we wszechświecie. Najbardziej skrajne fantazje o istnieniu cywilizacji podobnych do ziemskich do dziś zapładniają poszukiwania uczonych, a zagadka nadal pozostaje zagadką. Zagadką jest sam człowiek. Należy do królestwa zwierząt, nie różni się niczym we wszystkich funkcjach biologicznych od zwierząt, a zwierzęciem dawno nie jest. Jest częścią przyrody, ale dawno już od przyrody się wyodrębnił. Jest częścią wszechświata, a dawno już stanął ponad nim. Wyzwoliwszy się z przyrody, stanąwszy ponad wszechświatem, tak daleko się w zarozumiałości zapędził, że zapomniał, iż jest tworem najmniej przystosowanym do warunków otoczenia ze wszystkich tworów przyrody. Każdy, nawet najbardziej pierwotny twór jest lepiej przystosowany do życia, aniżeli istota na najwyższym poziomie rozwoju w obszarze zwanym królestwem zwierząt. Zarazem w toku rozwoju gatunkowego stworzył sobie takie warunki, że jest w stanie istnieć i rozwijać się. Nie ma jednak odpowiedzi na pytanie, czy to istnienie może przetrwać i jak długo, bo nie wiadomo nawet, jaką miarą mierzyć czas. Oto inny przykład tej zagadki człowieka. Takie żywe organizmy, jak ludzie, charakteryzują się świadomością, inteligencją, poczuciem piękna, etyką, moralnością itp. Te właściwości ludzkie wymagają również energii, lecz z punktu widzenia organizmu – pseudomaszyny, nie są istotne ani potrzebne.

Pierwszym czynnikiem, który kształtuje reakcję na to co się dzieje w świecie zewnętrznym i wewnętrznym człowieka jest ogląd świata. Od niego zaczyna się nasze postrzeganie i nasze reakcje. Jest na początku bardzo fragmentaryczny i do tego nie własny, narzucony przez rodzinę i społeczeństwo. Potem w miarę dojrzewania dochodzą własne składniki i powiększa się jego szerokość.

Funkcjonowanie naszego aparatu poznawczego jest bowiem ściśle związane z naszym funkcjonowaniem w środowisku jako większej całości, której jesteśmy częścią. Zaś nasze zdolności percepcyjne umożliwiają nam dynamiczne relacje adaptacyjne z tym środowiskiem. Przy czym, zarówno my adaptujemy się do otoczenia, jak również adaptujemy otoczenie do siebie, także wywierając na nie nacisk.

Przyszło nam żyć w etapie ewolucyjnego rozwoju, charakterystycznym w tym, że jest wejściem do społeczeństwa wiedzy. Staje się ona najważniejszym składnikiem każdego produktu społecznego: informatycznego czy też materialnego. Wiedza sama przez się staje się elementem ludzkiej świadomości, dominując nad całym życiem. Mimo postępu technologicznego, bogacenia zasobu intelektualnego nie ma odpowiedzi na pytanie, co sprawia, że człowiek pragnie poznać przestrzeń i czas, zdając sobie sprawę, że jest to nad możliwości. Czy tłumaczenie, że jest tylko kwestia czasu nie jest przyznaniem się do niemocy. Banalne stwierdzenie z dziewiętnastego wieku, że nikt nie ogarnie tego, co jest nieogarnione, nie jest przecież igraszką słowną. Nie ma odpowiedzi na pytanie, czy jest nieogarnione, co ogarnąć chcemy

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1586
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 908
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1174
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1192
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 761
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 736
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 454
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1024
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 576
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 727
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 501
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 717
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 987
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  swistak  (www),  07/06/2013

Ciało to garnitur który zostawiamy na przechowanie w drewnianej jesionce. Dusza jako integralna świadomość
wędruje unoszona Miłością do Boga, albo w dół do władcy świata uciech i zmysłów w szpony sadystów i dręczycieli.
http://www.youtube.com/watch?v(...)wEKMpNw

  ryh,  07/06/2013

@swistak: Wzruszająca opowieść @swistaku.Oglądnij również to co ja wybrałem.Tematyk może nieco różna, ale wartości duchowe podobne.https://www.youtube.com/watch?(...)0VQmWTU

  ryh,  07/06/2013

Piękny, dłuuugi artykuł.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska