Login lub e-mail Hasło   

Chodząc dotykamy Ziemi.

Prawdziwym cudem jest chodzenie po Ziemi. Chodzenie, wędrowanie, jest aktem afirmacji własnej cielesności.
Wyświetlenia: 3.059 Zamieszczono 24/06/2013

Swego czasu spotkałam się z taką oto mądrością życiową: „zawsze lepiej gdzieś dojechać niż dojść”. Wydaje się, że chyba wszyscy wzięliśmy to sobie głęboko do serca. Chodzenie zdecydowanie wychodzi z mody, staje się synonimem zacofania, niskiego statusu społecznego lub jakiegoś bezsensownego oszołomstwa. Bo też chodzenie jest zupełnie niepraktyczne. Wprawdzie mówi się, że świat się skurczył, ale jednocześnie dystans, jaki mamy do pokonania codziennie znacznie się wydłużył. Odległość od pracy czy szkoły, wakacje, które spędzamy w odległych zakątkach i wreszcie wszechobecny pośpiech, to wszystko nie sprzyja chodzeniu, za to sprzyja jeżdżeniu. Najlepiej oczywiście samochodem, dającym szczególne poczucie wolności i niezależności.

 

No więc siedzimy albo, co gorsza siedzimy jeżdżąc i w ten oto sposób chodzenie stopniowo staje się wymierającą sztuką, którą praktykujemy coraz rzadziej. A szkoda. Bo chodzenie zawiera wyłącznie składniki naturalne. Jest wolne od samochodów, płaskich jak stół dróg, nie produkuje hałasu oraz innych zanieczyszczeń. Żeby chodzić, nie trzeba żadnych pozwoleń i licencji; chodzenie jest jedną z tych umiejętności, których uczymy się bardzo wcześnie i mamy ją niemal we krwi. Chodzenie jest tanie, nie wymaga zakupu biletów, tankowania lub posiadania wyrafinowanego sprzętu (no może tylko butów, ale i one w pewnych sytuacjach mogą być zbędne). Nasze nogi razem z funkcją chodzenia świetnie radzą sobie w zróżnicowanym terenie: potrafimy się wspinać, podskakiwać, przekraczać. Chodzenie jest dostępne dla wszystkich: i biednych i bogatych, i grubych i chudych, i dzieci i dorosłych.

 Problemy zaczęły się, gdy wymyślono koło, które na pierwszy rzut oka jest zupełnie niepraktyczne.  Ale człowiek jest istotą twórczą i wymyślając koło skazał się jednocześnie na konieczność przystosowania środowiska do swojego wynalazku. Stąd sieć dróg, a dalej autostrad, po których można poruszać się kołowo. Tak oto utraciliśmy niewinność chodzenia i staliśmy się mobilni do bólu. Ale też można powiedzieć, że tracąc chodzenie, jako coś praktycznego, tracimy jednocześnie świat naturalny.

 

 

Dzika przyroda bowiem z chodzeniem współistnieje. Chodząc dotykamy Ziemi. Chodzenie jest więc rodzajem komunii z planetą, na której wszyscy żyjemy. Nasze stopy łączą się z podłożem, mają z nim bezpośredni kontakt. Chodzenie wymaga stania na własnych nogach, a to wymaga istnienia podłoża. Chodząc ugruntowujemy siebie, stajemy się planetarni, ziemscy w swym podstawowym wymiarze. Czuć Ziemię pod stopami (najlepiej bosymi), to jedno z najpierwotniejszych i najbardziej podstawowych, ale też i najprzyjemniejszych doświadczeń. Tylko wtedy, gdy chodzimy możemy bezpośrednio doświadczyć tego, co jest pod naszymi stopami i wokół nas. Nasze nogi, nasze ciało „pamięta” teren, przemierzana odległość zapisuje się w naszych mięśniach zmęczeniem – w tym sensie droga staje się pełnym doświadczeniem cielesnym, którego jest brak podczas wożenia się. Idąc poruszamy się wolno i w miarę cicho, więc widzimy, słyszymy i odbieramy w sposób pełny innymi zmysłami to, co jest. Chodzenie jest Pełne – niczego w nim nie brakuje.

 

Prawdziwym cudem jest chodzenie po Ziemi, jest codziennym i najprostszym praktykowaniem swojej intymnej relacji z Matką Ziemią, jest w istocie rytuałem, który jeśli stosowany jest świadomie i uważnie pozwala na dostrojenie się do właściwej perspektywy swojego ciała, a następnie ziemi. Wreszcie chodzenie, wędrowanie, jest aktem afirmacji własnej cielesności, która jest źródłem radości (nawet wtedy, gdy wiąże się ze zmęczeniem, czy pęcherzami na stopach) i jest też afirmacją Ziemi w jej naturalnym, dzikim wymiarze. Stopy zawsze dostosowują się do podłoża. Każdy krok niesie dzikość; każde koło niesie, toczy zniszczenie. Chodzenie pozwala powrócić do małej skali, w której możemy na powrót odkryć Pełnię naszego życia.

 

Doświadczanie  polnych, leśnych dróg towarzyszyło mi przez całe dzieciństwo i pewnie dlatego mam nieustanną potrzebę wędrowania. Zapamiętane obrazy z dzieciństwa: wokół widać  pola rozciągnięte, na horyzoncie majaczy linia lasu. Piaszczysta droga wije się wśród falujących łanów dojrzałego zboża, gdzieniegdzie już zebranego w snopy. Słońce powoli zaczyna chylić się ku zachodowi. Z okolicznych rowów i kęp wysokich traw dobiega jednostajna muzyka świerszczy, czasem z chaszczy dobiega cichy szelest i trzepot skrzydeł polnego ptaka. Nadal nie wyrosłam z tego dziecięcego zauroczenia i fascynacji drogą, pewnie, dlatego od lat towarzyszy mi potrzeba wędrowania, ale to wędrowanie nie męczy, nie zabiera energii, nie postarza, daje moc i poczucie piękna, przywołuje wspomnienia szczęśliwego dzieciństwa.

 

https://www.youtube.com/watch?v=ao4QwPE7l7c&list=PL-ZvgA0PhpcMoMadnR20CPgOUZNXWs0fz

 

W artykule wykorzystano materiały z książki Rysia Kulika „Odkrywanie Natury”.

Zdjęcia z zasobów google oraz własne.

 

Podobne artykuły


40
komentarze: 15 | wyświetlenia: 4327
30
komentarze: 67 | wyświetlenia: 2451
30
komentarze: 17 | wyświetlenia: 2680
23
komentarze: 15 | wyświetlenia: 2399
23
komentarze: 61 | wyświetlenia: 1582
22
komentarze: 4 | wyświetlenia: 2001
22
komentarze: 24 | wyświetlenia: 2169
21
komentarze: 10 | wyświetlenia: 2995
20
komentarze: 29 | wyświetlenia: 1780
20
komentarze: 46 | wyświetlenia: 3601
20
komentarze: 22 | wyświetlenia: 1520
19
komentarze: 9 | wyświetlenia: 16090
18
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1307
 
Autor
Artykuł
Dodatkowe informacje
Grupy



  greenway,  24/06/2013

Tak bardzo lubię polne drogi, one są zupełnie innym światem od twardych asfaltowych, które też nazywa się drogami. Kiedy idę polną drogę czuję się związana z tym światem, jestem jego integralną częścią. Kiedy podróżuję samochodem czuję się anonimowym uczestnikiem ruchu, zagubionym stłamszonym kimś-tam. Pięknie napisałaś Noemi. Ukłony posyłam. :)

  Noemi*,  24/06/2013

@greenway: Przyroda tętni własnym, nieskończonym życiem, płynie własnym prądem i oddycha własnymi płucami, widzi innymi oczami, czuje i smakuje inaczej. Ma swoje serce, w które musimy umieć się wsłuchać. Bicie tego serca to każdy dźwięk, każdy odgłos, jaki słyszymy. Odkrywając naturę w sobie i siebie w naturze jednocześnie zrównujemy bicie własnego serca z biciem serca Natury. Pozdrawiam Zielona Dróżko:-)

  greenway,  24/06/2013

@Noemi*: to prawda, wczoraj właśnie szłam dróżką wzdłuż rzeki, dróżka wąska, komarów pełno, ale uśmiechałam się na widok bocianów na skoszonej łące obojętnie przyglądającym się spacerowiczom. Oddech, radość, świeżość. Życie. :) Pozdrawiam cudowna Noemi. I pisz kochana, pisz. Twoimi tekstami można oddychać. :)

  Darwolf  (www),  25/06/2013

@Noemi*: Czytasz w moich myślach??? :D
Nie lubię nawet zbytnio roweru, bo na wertepach staje się "zawalidrogą"... a pieszo dotrzesz wszędzie, byle mieć porządne buty!! Właśnie niedługo wybieram się na pobliskie mokradła?...

Coś mi się zdaje, że książka Rysia Kulika powinna trafić i do moich zbiorów :) Dzięki, Noemi...

  hussair  (www),  25/06/2013

,,Bo chodzenie zawiera wyłącznie składniki naturalne''. ,,Chodzenie jest więc rodzajem komunii z planetą''. ,,Chodzenie [...] jest aktem afirmacji własnej cielesności [...] i jest też afirmacją Ziemi w jej naturalnym, dzikim wymiarze''. Do pioruna! Nie mogę nie rekomendować.

  Noemi*,  25/06/2013

@hussair: No więc chodźmy, bo o to właśnie chodzi:-):)

  hussair  (www),  25/06/2013

@Noemi*: Wierzę, że Ziemia (i inne planety) jest żywa i że można nawiązać kontakt z jej duchem i energią. Co robię mentalnie przy medytacji, a i fizycznie - biegając boso po trawie. :)

  Noemi*,  25/06/2013

@hussair: Chodzenie boso po trawie, szczególnie wcześnie rano, gdy jest jeszcze poranna rosa, jest wyjątkowo ożywcze i daje energetycznego kopa na cały dzień:-)

  Elba,  25/06/2013

Człowiek jest istotą energetyczną. W całym jego ciele zachodzi tysiące reakcji chemicznych i zjawisk fizycznych. Podczas tych procesów człowiek wytwarza całą masę energii. Mózg człowieka działa na zasadzie ładunków elektrycznych. Człowiek to energo-informacyjna istota.
W dzisiejszych czasach buty są podstawą codziennego ubioru. Okazuje się jednak, że nowoczesne obuwie, w większości produkow ...  wyświetl więcej

  Noemi*,  25/06/2013

@Elba: To prawda, chodzenie boso wzmacnia mięśnie i więzadła. Wpływa także relaksująco na stopy, koryguje płaskostopie, odpręża i zapobiega bólom pleców a bieganie boso łagodzi przeciążenia, na jakie narażone są stopy.:-)

A ja tak mam z lataniem. Dużo bardziej lubię jeżdzić autem, niż latać, bo po drodze poznaję kraj. To zupełnie inne uczucie, niz jeśli zaczynasz z lotniska. Wiele więcej zostaje w pamięci- zapachy, zmieniajace się krajobrazy...Jest zupełnie inaczej....

  Noemi*,  25/06/2013

@Ewa Łokuciejewska: Jako środek lokomocji też wolę samochód, zwłaszcza wtedy kiedy jestem pasażerką, jako kierowca nie czuję się już tak pewnie.:-)

@Noemi*: No, to zupełnie tak, jak ja. Ja uwielbiam jak facet mnie wiezie. Ja jestem od chłonięcia otoczenia.

  koobe  (www),  25/06/2013

Świetny tekst! Wszyscy dziś mają obsadę na samochody, miasta i wsie są nimi zatkane, wszędzie te spaliny i hałas. Cały czas skuleni, pochyleni: czy to nad biurkiem, czy nad kierownicą, zapominamy, że nasza naturalna postawa jest wyprostowana i otwarta. Chodźmy, chodźmy!

  Noemi*,  25/06/2013

@koobe: Dziękuję Kobee:-)Nasze kręgosłupy rzeczywiście źle znoszą ciągłe siedzenie, nasze serca nie tolerują pośpiechu i braku odpoczynku, nasze nogi chcą chodzić a nie wozić się, nasze żołądki chcą jeść proste jedzenie, a nasze mięśnie chcą być aktywne. W tym sensie najbliższy nam kawałek dzikiej przyrody, jakim jest nasze ciało pokazuje w jak nienaturalnym jednak środowisku żyjemy.

  koobe  (www),  26/06/2013

@Noemi*: Dokładnie! Dlatego tak ważne jest, by przypomnieć sobie, czego potrzebujemy. A nasze ciało daje nam wiele sygnałów, które uporczywie ignorujemy: bóle, zmęczenie, skurcze, osłabienie... Ruch, kontakt z naturą, proste posiłki, trochę spokoju. Wystarczy!

  dalbert,  26/06/2013

To dodam coś z mojej parafii: zauważyliście ile w języku polskim jest wyrazów pochodządzych od "chodzenia", a wyrażających zupełnie inne treści znaczeniowe? Do wyboru, do koloru - od "pochodzenia" po namiętne "kochanie, dochodzę!" w trakcie burzliwej, a upojnej nocy; od "wchodzę w to" po "schodzenie" (w sensie hmmm... ostatecznym).
Zachodzę w głowę, skąd tyle chodliwych wyrażeń pochodnych o ...  wyświetl więcej

@dalbert: Witaj, dochodzący;)

  Amicus,  26/06/2013

@dalbert: "kochanie, dochodzę!"
SMS do żony wysłany przez emeryta stojącego pól dnia w kolejce do lekarza?
;)

Znakomite przypomnienie tego co najwazniejsze w życiu i w zdrowiu. Tao i ruch... samo zycie. I rzecz jasna kazdą wedrówkę trzeba zacząć od pierwszego kroku....Buziaczki

  seta1212,  30/06/2013

Wzruszyłem się -pięknie to ujęłaś...

W końcu poczytałem coś na eiobie, co ma sens. Spacer, nawet po mieście, godzinny sprawia, że wszystkie myśli, które kołaczą się po głowie, podczas spaceru wywołują największy dramat. Jednak po tej godzinie chce się żyć, bo wszystko w jakiś przedziwny sposób się ułożyło.
Zapraszam po kilka wskazówek do mojego artykułu o tym, jak pisać p.t. "Blask Błękitnych Kryształów".
Ten artykuł je ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska