Login lub e-mail Hasło   

Polityka i… dzieci

Inicjatywa obywatelska jest cenna, nawet, jeśli się z nią nie zgadzać, to jest jakaś dla obywateli nauka, choćby odwagi i przekonania, że zwykli śmiertelnicy też coś mogą zdziałać.
Wyświetlenia: 1.591 Zamieszczono 26/08/2013

W moim mieście trwa gorący okres zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum. Referendum o, a jakże by inaczej, odwołanie prezydenta miasta – taka teraz moda, że to, czego nie udało się wyrwać w wyborach, próbuje się wyrwać w referendum. Chociaż, w razie sukcesu takiego referendum, wynik będzie zwycięstwem pozornym. W takich sytuacjach, prędzej, czy później inicjatywę przejmują politycy (przejmują, bo inicjatywa jest dziełem podpuszczonej grupy obywateli), a efektem będzie i tak ustanowienie komisarza przez premiera. Nikt więc nic nie ugra, poza tym, że straci przegrany.

Ale cóż, taka moda, nic mi do tego, niech sobie organizują. Inicjatywa obywatelska jest cenna, nawet, jeśli się z nią nie zgadzać, to jest jakaś dla obywateli nauka, choćby odwagi i przekonania, że zwykli śmiertelnicy też coś mogą zdziałać. Bezcenne na przyszłość.

Byłbym nawet gotów podpisać się pod listą poparcia, nie przepadam bowiem za moim prezydentem miasta, gdyby nie jeden, "drobny" szczegół

Oto wczoraj po południu ktoś zapukał do moich drzwi. Przed oczami ukazała mi się lista poparcia a do uszu doszło wyrecytowane pytanie: „Czy jest pan za przeprowadzeniem referendum w sprawie odwołania prezydenta naszego miasta”? Niby wszystko gra, ale listę trzymała i pytanie recytowała 9-, może 10-letnia dziewczynka. Potężnie mną szarpnęło, ale spokojnie, acz stanowczo odmówiłem podpisania listy. Kiedy drzwi się zamknęły, o mało co się nie zagotowałem.

Ludzie!? To już naprawdę nie macie kogo posyłać z listami agitacyjnymi i musicie się posiłkować dziećmi?

Jak mantra kołatało mi w głowie hasło: „Inicjatywa obywatelska”, „Inicjatywa obywatelska”, „Inicjatywa obywatelska”… I natychmiast przypomniały mi się inne inicjatywy obywatelskie. ACTA, „matki pierwszego kwartały”, czy wciąż bardzo gorąca i jak się okazało skuteczna „Ratuj maluchy”. W niektórych kwestiach akcja ta jest poszerzona do brzmienia „Ratujmy maluchy i starsze dzieci też”.

I tak się zastanawiam, ilu rodziców z mojego miasta, popierających akcję zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum, popiera akcję „ratujmy maluchy”. Jestem przekonany, że wielu, bo praktycznie wszystkie dzisiejsze inicjatywy obywatelskie skierowane są, często nie bez racji, przeciwko polityce władz.

A skoro tak, to czy ratowanie maluchów (i starszych dzieci też), którego głównym  leitmotivem jest troska o jak najdalej idącą ochronę beztroskiego, bezstresowego i szczęśliwego dzieciństwa, polega na tym, że podczas wakacyjnych nudów proponuje im się miłe spędzenie czasu poprzez praktykowanie przez nie agitacji politycznej?

Wychodzi tu, jak na dłoni, hipokryzja, instrumentalizm i Interesowność wspieranych przez siebie haseł i postulatów, dobrowolnie, podciąganych lub chowanych „na zaś” w zależności od potrzeby tu i teraz.

Podpisałbym się, do wczoraj, do wczoraj pod taką listą. Ale teraz już się nie podpisze, bez względu na to, jak bardzo organizatorzy „żałowaliby” opisanej przeze mnie sytuacji. Bo zobaczyłem sam, że pęd do tego, by osiągnąć swoje zamierzenie realizowany jest na zasadzie „cel uświęca sodki”, albo „Zróbmy wszystko…, aby prezydent stracił władzę”. I jeśli drugą część ostatniego zdania mógłbym wesprzeć, to z pierwszą częścią nie chcę mieć nic wspólnego, widzę bowiem, że traktowana jest zbyt szeroko – stanowczo za szeroko.

Chrońmy maluchy (i starsze dzieci) przed polityką. Nie używajmy ich w walce politycznej nawet, jeśli jest to walka obywatelska. Trzymajmy dzieci z dala od politycznych kłótni, sporów, ataków i agitacji.

To, co robią ludzie wysyłający dzieci z listami od drzwi do drzwi, jest haniebne, żałosne, szkodliwe i krzywdzące dla dzieci. One na to nie zasłużyły.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego podpisałbym się pod taką listą. To, co dzieje się w lokalnych władzach woła o pomstę do nieba. W moim mieście, ale nie tylko – to jest trend ogólnopolski. Gry, gierki, podchody i podchodziki, roszady i roszadki, przetasowania, przeciągania, nieustanny ruch w koalicjach i koalicyjkach, procesy i taśmy, awanse i degradacje, kłótnie i wojny… Władze centralne i polityka „na górze” wygląda przy tych wszystkich zjawiskach jak kolonie letnie dla grzecznych dzieci, wręcz aniołków, choć trudno w to uwierzyć. Nie wierzycie? Przyjrzyjcie się waszym lokalnym władzom i ich działaniom, a przynajmniej części z nich.

_____

Fot. Natalia Chylińska /ddwloclawek.pl

Podobne artykuły


17
komentarze: 130 | wyświetlenia: 2420
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1179
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 762
13
komentarze: 53 | wyświetlenia: 859
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 545
11
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1545
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 698
11
komentarze: 137 | wyświetlenia: 675
11
komentarze: 70 | wyświetlenia: 760
10
komentarze: 9 | wyświetlenia: 536
10
komentarze: 97 | wyświetlenia: 439
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  swistak  (www),  26/08/2013

Polityka to nie dżuma ani trąd, tylko porywająca obywateli wizja rozwoju cywilizacji. Bez Boga kończy się zawsze tragicznie jak faszyzm, komunizm, neoliberalizm, czy teraz gender ze wszystkimi zboczeniami! Czy Polityka to ma być zajęcie wyłącznie dla moralnych szumowin i kłamców. Czy pozwolimy im zdecydować czy dzieci będą własnością państwa a nie rodziców, w co maja wierzyć i jak żyć!

Co do "ratujmy maluchy" to od początku mam wrażenie, że nie chodzi o nie, a tylko i wyłącznie o prztyczek w nos rządzącym.
Może warto się oderwać od naszego lokalnego bagienka polecam lekturę, która to "przerabia" na gruncie brytyjskim http://eiba.pl/4
Też uważam, że pchanie dzieci w politykę, zwłaszcza taką na "nie" odbywa się ze ...  wyświetl więcej

Świetne spostrzeżenie. Bardzo trafne zestawienie akcji ratowania maluchów z agitacją polityczną. Ja miałem okazję wziąć udział w referendum w sprawie odwołania burmistrza, którego wcale nie popierałem, ale nie zrobiłem tego. To było referendum na zasadzie rosnącej frustracji i agitacji ze strony opozycji, bez żadnej sensownej alternatywy, co miałoby dziać się potem. Po prostu burmistrz nas wkur... ...  wyświetl więcej

  koobe  (www),  26/08/2013

Bardzo paskudna sprawa. Żerowanie na najbardziej wrażliwych uczuciach podczas próby załatwiania doraźnych spraw budzi obrzydzenie. Rozumiem w pełni Twój opór.

  hussair  (www),  27/08/2013

Agitacja agitacją, ale wysyłanie 10-letniej dziewczynki na taki marsz po klatkach to narażanie jej bezpieczeństwa. W końcu w którychś drzwiach pojawi się dewiant. Zdarzały się taki incydenty przy okazji Orkiestry czy ulotkowania.

  golesz,  27/08/2013

@hussair: Jasna sprawa. Czasy niestety takie, że jeśli chcesz doprowadzić bezpiecznie dziecko do pełnoletności, do momentu, gdy zdolne jest samodzielnie zareagować silną, zdową piąchą między wredne oczka, to niestety musisz mieć na nie CIĄGŁE baczenie.

  hussair  (www),  27/08/2013

@golesz: I fart, Goleszu, i fart.

  golesz,  27/08/2013

@hussair: Cóż - rzeczywiście. Bez odrobiny fartu ani rusz.

  hussair  (www),  27/08/2013

@golesz: No bo to 100%-owe baczenie niestety możliwe nie jest. A po drodze trzeba zaufać jeszcze legionowi ludzi: wujom, kuzynom, sąsiadom, wychowawcom, harcmistrzom, kapłanom...

@hussair: Chodzenie po domach to wylęgarnia patologii. Koledzy chodzili jako kolędnicy, mając ok. 15-16 lat. Zdarzało się, że niektórzy częstowali ich alkoholem. Oni oczywiście byli porządnymi chłopakami i nie chcieli pić, ale bali się urazić gospodarza. I tak przez wrodzoną grzeczność wracali do domu zygzakiem.

  hussair  (www),  27/08/2013

@pasjonatpl: Bodaj z zeszłego roku, ze zbierania na Orkiestrę, pamiętam zgwałcenie trzynastolatki w jakimś bloku. No nie są to czasy bezpieczne, zresztą dla samotnych dziewcząt nigdy ich nie było. Jako ojciec nie pozwoliłbym.

  andrzejs,  27/08/2013

@hussair:
Ci ludzie o bezpieczeństwie tych dzieci w ogóle nie myślą. Zresztą, oni zapewne mają baaardzo "kanałowe" myślenie. referendum, referendum, spełnienie zachcianki, A CO POTEM? Nad tym kompletnie nikt się nie zastanawia.
A problem rzeczywiście istnieje. Nie tylko gwałty, ale nawet "choć, pogadamy..." jakiegoś zapijaczonego palanta, który będzie chciał takie dziecko po swojemu uświadamiać. Itp. "możliwości".

Przypomniałem sobie zdjęcie, które widziałem parę lat temu. W czasie muzułmańskiej modlitwy wszyscy leżeli na ziemi, a dziecko stało pomiędzy nimi, nic z tego nie rozumiejąc. Idealne zobrazowanie dziecięcej niewinności i tego, że dorośli je indoktrynują w "jedynej słusznej sprawie". W tym przypadku słuszną sprawą jest Islam, ale co się dzieje w katolicyzmie? Czy dziecko może nie iść do kościoła, b ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska