Login lub e-mail Hasło   

Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie

galeria: Ryszard Miłek Improwizacje różnotematyczne Najważniejszym pytaniem w tragedii Sofoklesa Król Edyp jest pytanie o relacje pomiędzy prawdą a fatum. Sprawa...
Wyświetlenia: 1.167 Zamieszczono 10/12/2013

Ryszard Miłekgaleria: Ryszard Miłek Improwizacje różnotematyczne

Najważniejszym pytaniem w tragedii Sofoklesa Król Edyp jest pytanie o relacje pomiędzy prawdą a fatum. Sprawa z pozoru wydaje się prosta. Wyrocznia objawia prawdę najpierw Lajosowi, a następnie samemu Edypowi. Między obu pojęciami możemy postawić znak  równości. Mówiąc inaczej, fatum ze swojej natury nie może być niczym innym niż prawdą. Fatum rozumiane jako anonimowa, bezwzględnie działająca siła, determinująca życie człowieka, było czymś wyjątkowym w słonecznej i racjonalnej Helladzie. Wprowadzało w egzystencję ludzką element mroczny i irracjonalny.

Edyp, przebywając na dworze korynckim i chcąc rozwiać wątpliwości na temat swego pochodzenia, podąża do wyroczni delfickiej i dowiaduje się dokładnie tego samego, czego dowiedział się onegdaj jego prawdziwy ojciec. „Zamordujesz rodziciela i ożenisz się z własną matką” – brzmi okrutny wyrok. Edyp, przekonany, że jego rodzice to król i królowa Koryntu, opuszcza miasto.

Katarzyna Guczalska w artykule "Tragizm i nadzieja. Paradoks Hegla" bardzo trafnie ujmuje omawiany problem:

Edyp to Grek par excellence; typ podmiotowości, określonej przez Hegla jako indywidualność piękna, heroiczna i idealna. Człowiek heroiczny i piękny nie wyodrębnia siebie z otaczającego go świata i z całości etycznej, z którą się w pełni utożsamia. Jego działania zdeterminowane są tradycyjnymi ideałami, które są przyjmowane i akceptowane bez zastrzeżeń. Samostanowienie o sobie, wolność jednostkowa, sumienie wraz z moralnością są podporządkowane obyczajom i wyższej konieczności (fatum). Edyp nie kształtuje świadomie swojego losu i nie odpowiada za świadomie popełnione czyny, lecz za czyny popełnione nieświadomie. Z moralnego punktu widzenia jego intencje są czyste – wina nie obarcza jego sumienia, gdyż czynów swoich nie dokonał on ani świadomie, ani celowo. Dowiedziawszy się jednak całej prawdy o swoim życiu, uznaje się winnym zbrodni ojcobójstwa i kazirodztwa. Jak długo Edyp tkwił w stanie nieświadomości w stosunku do samego siebie, popełnione zbrodnie nie czyniły go nieszczęśliwym. Dopiero świadoma konfrontacja z prawdą i rozwiązanie zagadki swojego życia spowodowały (podobnie jak w przypadku Adama i Ewy), że Edyp utracił swe szczęście. Samowiedza wciągnęła go w konflikt, któremu nie potrafił sprostać. 

Okazuje się, że prócz jednostkowej, subiektywnej prawdy, istnieje jeszcze prawda obiektywna, która niszczy człowieka wtedy, gdy idzie przez życie wbrew niej. Wszystkie działania, jakie podejmujemy, obracają się przeciwko nam. Dzieje się tak dlatego, ponieważ wibracje egzystencjalne i wibracje świata nie są ze sobą zgodne. Fale istnienia mają różne częstotliwości. W życiu zdarzają się momenty, że wszystko przychodzi bez wysiłku, czegokolwiek dotkniemy zamienia się w sukces. Jest nawet taka metafora – mówimy, że „świat wychodzi nam naprzeciw”. Albo mit o Midasie, który wszystko, czego dotknął, zamieniał w złoto. Sprzyja nam los, okoliczności zewnętrzne, pomagają inni, bo zarażamy ich naszym entuzjazmem. Płyną fale wzmacniające egzystencjalne wibracje. Czujemy się wtedy (o)środkiem rzeczywistości, nadajemy jej kształt zgodny z naszą wolą, modelujemy zgodnie z naszymi wyobrażeniami. Ale rzeczywistość plastyczna jest tylko wówczas, kiedy modelujący projekt wibruje zgodnie z rytmem świata zewnętrznego.

I odwrotnie. Bywa i tak, że wkładamy nieproporcjonalnie duży wysiłek w stosunku do osiąganych rezultatów. Nic się nie udaje; to tak jakby świat sprzysiągł się przeciwko nam. Jakiś AntyMidas wszystko, czego dotyka, zamienia w błoto. Obiektywna rzeczywistość stawia niewidzialny mur i mówi „nie”. Stopuje każdy projekt i każdy poryw woli. Pozostaje wyłącznie wysiłek, bo skutków nie ma żadnych. To Syzyf pchający kamień pod górę; to Syzyf mający świadomość, że kamień i tak spadnie i trzeba go będzie taszczyć ponownie. I tak raz za razem. Syzyf i Midas personifikują oba te przeciwstawne rytmy, przeciwstawne relacje jednostki do świata.

Marcin Kołpanowicz         galeria:  Marcin Kołpanowicz Sny młodego marzyciela    Przypadek Edypa jest szczególny. W życiu nieszczęśnika nic nie pozostawało w gestii jego woli. Stał się on w ścisłym tego słowa znaczeniu ofiarą losu. Dla zachowania zgodności rytmu ze światem musiałby podjąć świadomą decyzję zamordowania własnego ojca i poślubienia matki. Fatum narzuciło mu bycie kaleką, ojcobójcą oraz kazirodcą. Nie ma sensu przypominać po raz kolejny, w jaki sposób Grecy rozumieli tę siłę. Spróbujmy spojrzeć na tę kwestię oczyma człowieka żyjącego w XXI wieku. Kto wiedział więcej – my czy oni? Ja mam na ten temat własną teorię, która idzie pod prąd powszechnym wyobrażeniom. Grecy i inne ludy starożytne posiadły taki rodzaj wiedzy, który współczesnym jest  niedostępny. Dla nas fatum jest losem, przeznaczeniem, anonimową siłą wpływającą na całokształt ludzkiego istnienia. Dla starożytnych Greków fatum było najprawdopodobniej jakimś demonicznym bóstwem, którego głos obwieszczały wyrocznie. Słowo „prawda” oznaczało „wiedzę na temat własnej przyszłości”. Była to wiedza, która odbiera wolność; była to prawda, która odbiera wolność. Mówiąc językiem Ewangelii, prawda Edypa wyzwoliła, ale jednocześnie unieszczęśliwiła. Wyzwoliła jednak dopiero wówczas, gdy przeznaczenie się wypełniło. Co się stać musiało, musiało się stać. Co się stać musi, musi się stać, nawet wtedy, gdy człowiek będzie od tego uciekał; gdy będzie losowi rzucał rękawice w twarz, gdy będzie prowokował i złowieszczył. Tetmajer pisał w wierszu Koniec wieku XIX, że nawet największe szyderstwo rzucone przez człowieka światu nie może równać się ironii „biegu najzwyklejszych rzeczy.” Jaką w tej sytuacji przyjąć strategię działania? Czy uzgodnienie rytmu własnej egzystencji z rytmem pulsowania rzeczywistości nie jest zwyczajnym konformizmem? Często słyszy się takie obiegowe prawdy typu: „Cóż, świat taki jest i my go nie zmienimy” albo prawda zmodyfikowana: „Cóż, świat jest taki i musimy się do niego dostosować”. Owe obiegowe prawdy wyznaczają swoisty modus operandi, który polega na racjonalizowaniu własnych świństw. Czy zatem strategia odwrotna, tzn. niezgoda na istniejący stan rzeczy, jest uzasadniona pragmatyką życiową? Na pewno nie! Modus pragmatyczności posiada ta pierwsza strategia, natomiast druga posiada modus etyczności.

Krzysztof Musiał    galeria: Krzysztof Musiał W drodze przez miasto

Jeśli istniałaby jakaś gwarancja twórczej samorealizacji, to byłaby nią synteza pragmatyki życiowej i etycznego postępowania. Dla osiągnięcia sukcesu wystarczy zapewne działanie w obszarze modus operandi wyznaczone przez pragmatykę. Moralność nie tylko nie pomaga w osiągnięciu sukcesu, zrobieniu kariery itp., ale wręcz przeszkadza. Konkurent do stanowiska musi zostać pokonany za wszelką cenę, a więc wszystkie działania osłabiające jego pozycję są dopuszczalne, również te nieetyczne. Oczywiście, na krótką metę przynosi to zamierzone rezultaty. Na długi dystans jednak strategia ta doprowadza do klęski. Bo wszystko to, co się czyni drugiemu, wraca do nas. Czasami ze zwielokrotnioną siłą. I cóż z tego, że osiągamy pożądany cel, i cóż z tego, że przez okres jakiś spełnienie daje nam poczucie władzy i przyjemności? Potem, niestety, jest coraz gorzej. Jeżeli nawet nie doskwierają nam wyrzuty sumienia, to istnieje jeszcze coś, co nazywam zasadą bilansowania jednostkowej egzystencji. Oba modusy, o których powyżej była mowa, bardzo trafnie zostały ujęte przez Kanta we frazie: „Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie”. Niebo gwiaździste jest emblematem natury wszechświata; rzeczywistości obiektywnej, która rządzi się własnymi prawami, niezależnymi od człowieka. Mówiąc metaforycznie, gwiazdy mogą człowieka zmiażdżyć, ale mogą go też wynieść na najwyższe szczyty. Gwiazdy nie liczą się z ludzkimi intencjami, z ludzką wolą; obojętnie odnoszą się do naszych projektów i planów na przyszłość. Nie mają względu także na to, czy jesteśmy dobrzy czy źli, czy postępujemy słusznie czy wręcz odwrotnie. Gwiazdy symbolizujące los kierują się własną logiką, której mechanizmy, pomimo naszej poznawczej pychy, są ludziom całkowicie niedostępne.

Jest jednak również „prawo moralne we mnie”. I ten porządek rzeczywistości zależy już wyłącznie od człowieka. Zasada bilansowania dotyczy właśnie tego wymiaru. Najprościej rzecz ujmując, polega ona na tym, że jaką płaciłeś monetą, taką i tobie zapłacą. Chciej tego, co mogłoby być prawem powszechnym. Współcześnie wyszydzany i postponowany imperatyw kategoryczny Kanta winien jak najszybciej zostać zrehabilitowany. Prawo moralne jest tak samo ważne, a dzisiaj może nawet ważniejsze, jak prawa fizyki, które rządzą rzeczywistością zewnętrzną, ponieważ obecnie jest tak, że technologicznie jesteśmy w kosmosie, ale moralnie jeszcze nie zeszliśmy z drzew. Ta bolesna dysproporcja pomiędzy „gwiaździstym niebem” a „moralnym prawem” może szybko doprowadzić do globalnej katastrofy. Wymyśliliśmy coś, co nas prawdopodobnie pozabija, bo pod względem etycznym nie jesteśmy przygotowani na właściwe wykorzystanie technologii.

I tak jak Edyp rozminął się z własnym przeznaczeniem, tak my rozmijamy się z własnymi wytworami, które wszak miały służyć rozwojowi ludzkiego gatunku.

Podobne artykuły


15
komentarze: 6 | wyświetlenia: 2900
12
komentarze: 11 | wyświetlenia: 970
29
komentarze: 23 | wyświetlenia: 9897
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 32254
31
komentarze: 29 | wyświetlenia: 3793
13
komentarze: 0 | wyświetlenia: 6853
14
komentarze: 5 | wyświetlenia: 522
19
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1261
17
komentarze: 10 | wyświetlenia: 2982
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 3229
26
komentarze: 19 | wyświetlenia: 3515
5
komentarze: 3 | wyświetlenia: 2461
17
komentarze: 9 | wyświetlenia: 815
90
komentarze: 43 | wyświetlenia: 11400
18
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1080
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Skalny Kwiat  (www),  10/12/2013

Prawo moralne zawarte w imperatywie kantowskim jest najważniejsze dla rodzaju ludzkiego - bez jego powrotu do łask stoczymy się na cywilizacyjne dno, a już jesteśmy na równi pochyłej, pędząc na oślep ku zagładzie.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2014 grupa EIOBA. Wrocław, Polska