Login lub e-mail Hasło   

3 lata po.. Zdrada? Wybaczyć? Nie warto...

Wracam "tu" po przeszło 3 latach... W sumie zamieściłam tylko jeden artykuł...nie miałam odwagi zamieścić ich więcej. Znajdowałam się wtedy w najgorszym momencie mojego życia......
Wyświetlenia: 5.621 Zamieszczono 03/07/2014

Wracam "tu" po przeszło 3 latach... W sumie zamieściłam tylko jeden artykuł...nie miałam odwagi zamieścić ich więcej. Znajdowałam się wtedy w najgorszym momencie mojego życia... Po 3 latach bycia z kimś zostałam zdradzona, okłamana...nie słuchając nikogo, łudząc się, że on mnie naprawdę kocha i że to ja sama, własnym zachowaniem zmusiłam go do tego aby przez pół roku kochał się z inną...wybaczyłam. I tak jak z ogromną przekorą przeczyłam każdemu usłyszanemu frazesowi "zdradzi raz, zdradzi drugi", "zdrady się nie wybacza" tak samo teraz mówię, zdrady nie da się wybaczyć. Po mojej szczerej, aczkolwiek ze względu na mój charakter-trudny i pamiętliwy-nieco na wyrost wybaczonej zdradzie moje życie zaczęło zmieniać się w piekło.

Po 3 latach ciągłego poniżania przez niego, przez samą siebie...po przebłyskach dobroci i miłości, które (teraz widzę) sakralizowałam, zdecydowałam się odejść. I nie dlatego, że mnie kolejny raz zdradził...nie, nie zrobił tego. Ale okazało się, że to nie jest największy cios dla związku...obojętność na płacz, gdy leży się w kącie łazienki, poniżanie psychiczne i fizyczne, ograniczanie wolności... to jest znacznie gorsze... 3 lata temu, biedna, niedoświadczona dziewuszka, myślałam, że bycie zdradzonym to najcięższy balast jaki będę musiała nieść...myliłam się tak bardzo...nocami błagałam, żeby mój kolejny siniak ( i o dziwo ! nie chodzi o ból fizyczny) bolał tak samo, jak wtedy gdy zimna woda otulała moje ciało i zabrakło mi odwagi, żeby wykonać ostatnie cięcie... Błagałam, prosiłam Boga, żeby dał mi siłę, żebym przetrwała...nikomu o tym wszystkim nie pisnęłam ani słówka, uważałam, że jeśli godzę się na takie traktowanie to nie mam prawa na to narzekać...

Pół roku temu spotkałam kompletnie obcą sobie osobę, wkurzającą mnie sposobem bycia, ale  podając mu rękę przy pierwszym spotkaniu w pracy czułam, że namiesza w moim życiu...I tak było, namieszał...Czasem tak jest, że ktoś zupełnie obcy potrafi Cię zrozumieć, potrafi dać kopa i pozwala przejrzeć na oczy...Moim kopem było pytanie: "dlaczego się nie szanujesz?". Gdy je usłyszałam od człowieka, którego znałam tydzień osłupiałam...złość mieszała się z bólem..."Jak to, ja? Ja się nie szanuje?" Ja, która wymagam szacunku dla siebie od innych??...Po klasycznym fochu, mając już co nieco poukładane w głowie, stwierdziłam (oczywiście nie na głos), że naprawdę się nie szanuje skoro jestem z osobą, która nie miała skrupułów i mnie zdradziła, biła, poniżała...( oczywiście standardowo na drugi dzień "po" serwowała kwiaty, kolacje, prezenciki...iście filmowy scenariusz.)..Gdy pogodziłam się już z tym, że jednak nie szanuje się, szukałam odpowiedzi na pytanie dlaczego? I tu odpowiedź znacznie przerosła mnie psychicznie...okazało się, że już od dawna, długo, długo przed zdradą nie miałam szacunku do siebie...

Gdy już zjadłam przysłowiową łyżkę dziegciu, postanowiłam zmienić swoje życie i odeszłam od tego który przez 6 lat był moim uzależnieniem, a który (jak się później dowiedziałam) za kilka tygodni planował oświadczyny...gdy to usłyszałam odetchnęłam z ulgą, że nie weszłam w to bagno po samą szyję...Ale nie zrobiłam tego sama...ta osoba, która mnie doprowadzała do furii, którą mijałam na korytarzu w pracy szerokim łukiem, która mnie przedrzeźniała i o zgrozo! słuchała hip-hopu dzień w dzień co powodowało u mnie ataki niewypowiedzianej złości i  miotania błyskawicami przy każdym spojrzeniu, stała się moim ratunkiem, który wyciągnął mnie z dna... Z grzecznej, ułożonej pani magister stałam się na powrót szaloną nastolatką, nie wracającą na noc do domu ( na co naraziłam się rodzicom), spacerującą nocami miastem, tańczącą do utraty tchu na dyskotekach...tak bardzo mi tego było trzeba... tej odskoczni...Okazało się, że wróg nr 1 stał się dla mnie naprawdę ważny...i od wspólnych rozmów, spacerów, wymykania się z domu zaczęła się przygoda, która trwa do dziś. Nie wiedziałam jak wspaniale jest słyszeć, że jest się kochanym i widzieć to...Teraz to wiem...

Nie wybaczajcie zdrady...jest tyle wspaniałych mężczyzn na świecie, że szkoda czasu na tych, którzy niszczą życie, poczucie własnej wartości... 

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1305
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1049
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 968
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 735
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 756
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1015
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 552
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 418
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 850
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 397
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1359
12
komentarze: 23 | wyświetlenia: 960
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 616
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 536
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 440
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Paweł Malec  (www),  03/07/2014

Nie jest się gotowym do życia w związku, jeśli wcześniej nie kocha się siebie.
http://www.youtube.com/watch?v(...)ture=kp

  Maja Kot  (www),  03/07/2014

Wyobrażam sobie jak trudne musiało być dla Ciebie to wszystko i jak łatwo osobom trzecim mówić w takiej sytuacji, że w tym czy innym momencie postąpili by na pewno inaczej. Ważne jest tylko to, że teraz w życiu spotyka Cię radość, choć wiem, że wspomnienia tego, co było będą pewnie wracały. Ale pamiętaj - głowa do góry! A szacunek dla samej siebie to rzeczywiście rzecz której wartości nie sposób przecenić.

Czasem trzeba zrobić rachunek sumienia i dojść do bolesnych konkluzji, by odnaleźć siebie i własną godność. Gratuluję dojścia do tego zrozumienia. Uważaj na siebie by nie wpadać w pułapkę starych wzorców. Pozdrawiam :)

  Mimi1969,  03/07/2014

Nawet nie wiesz jak ja Ciebie dobrze rozumiem...

Emocje na początku odgrywają wielką rolę - dlatego takie "wpadki", a później przecieranie oczu. Nie umiemy oceniać pierwszych spotkań, bo nie ma wzorców, a jeżeli są to je lekceważymy. Moje motto życiowe "Tak miało być, dlatego tak się stało. I dlatego tak się stało, bo tak miało być" - tłumaczy wszystkie dobre i złe zdarzenia.
Zapraszam na moją stronę. Sław

Przeczytałem wszystkie opowiadania ex_nihilo i zastanawiam się czy te wyrazy solidarności nie są przedwczesne. Autorka przedstawia się w nich jako osoba o bardzo skomplikowanej osobowości, nie każdy potrafi z kimś takim wytrzymać. Obawiam się że wykazanie zrozumienia i poparcia jeszcze bardziej skomplikuje tej pani życie. Jej po prostu potrzebny jest dobry specjalista, który poukłada jej wartości ...  wyświetl więcej

  *Karo*  (www),  07/07/2014

cóż zdrady mimo upływu lat były, są i niestety będą, trzeba też wiedzieć, że wile osób daje przyzwolenie na zdradę!

  zzosia,  07/07/2014

@*Karo*: ja myślę, że raczej są okłamywani, żyją w niewiedzy...Poza tym nikt nie chce być zdradzany, ale jak sam zdradza, to przecież,..."nic się nie stało"...

Twoj artykul poruszyl mnie do bolu... ale dobrze, ze go napisalas... Wyglada na to, ze powoli i z powodzeniem otrzasasz sie z upiorow przeszlosci.
Zycze Ci wszystkiego dobrego... jestes osoba wyjatkowo wrazliwa ale i bardzo refleksyjna... i wlasnie ten mariaz serca i umyslu napawa mnie optymizmem co do Twojej przyszlosci.

Droga ex-nihilo, zreasumujmy, co napisałaś: sześć lat żyłaś w nieformalnym związku z mężczyzną, który cię trzy lata temu zdradził, ale mu wybaczyłaś (choć nie tak całkiem) i dalej z nim żyłaś, choć co to było za życie, aż inny mężczyzna uświadomił ci, że żyjąc ze "zdrajcą", się nie szanujesz, więc go opuściłaś (niemal w przeddzień jego oświadczyn) i związałaś się z tym, który ci otworzył oczy - ja ...  wyświetl więcej

  *Karo*  (www),  10/07/2014

@Andrzej Siciński: i jak facet wytłumaczy to wszystko jasne;)

@Andrzej Siciński: Nie wiedziałam, że legalizowanie związku przed urzędnikiem ma aż takie znaczenie.

@Andrzej Siciński: Jeżeli ktoś nie chce żyć na kocią łapę to powstaje paradoks, nie pozna drugiej osoby w wielu sytuacjach i skąd ma wiedzieć czy warto? Dodatkowo jeżeli obie osoby myślą o sformalizowaniu związku to do tej pory będą się starać być lepszymi niż są w ciągu szarego dnia.

Sama przeżyłam, podobną historię i choć mam to już dawno! za sobą, gdy czytam podobne artykuły to łezka mi się w oku kręci. Dziś będąc od kilku lat, w szczęśliwym, pełnym miłości związku podziwiam Cię i głęboko wierzę, że teraz będzie tylko lepiej !!! Głowa do góry!

Są ludzie, których podnieca patrzenie jak żona zdradza męża :/ Są nawet o tym filmiki http://redtube.net.pl/search?s(...)alker=1 nie wiem jak to się może podobać. Facet patrzy jak inny ... jego żonę ;/



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska