Login lub e-mail Hasło   

Pomnik Okulisty

Nie uważam się za powstańca. Ale co roku o tej porze publikuję wspomnienie o moim powstańczym losie. Zabieram głos, bo wydarzenia tamtych dni ciągną się za mną do dzisiaj. Nie...
Wyświetlenia: 711 Zamieszczono 04/08/2014

Nie uważam się za powstańca. Ale co roku o tej porze publikuję wspomnienie o moim powstańczym losie. Zabieram głos, bo wydarzenia tamtych dni ciągną się za mną do dzisiaj.

Nie brałem udziału w powstaniu, matka- nauczycielka też nigdy do powstańczego udziału się nie poczuwała ani przyznawała. W szpitalu polowym na rogu Długiej i Podwala obierała kartofle. Tylko taka umiejętność była tam przydatna.  Ja służyłem do mszy w kościele na Długiej, wtedy zwanym kościołem garnizonowym. T ego nie mogłem uznać i nadal nie uznaję za udział w Powstaniu. Los uczestnika mimowolnego pozostał i  ślad pozostawił na całe życie.  

Pomnik Okulisty

Noszę go w moim prawym oku. Nikt go nigdy n ie widział, ja go nie widziałem też. Ale stale w każdej sekundzie, kiedy oczy mam otwarte, czuję go. Zawsze też płaczę z jego powodu. Jutro po południu będzie sześćdziesiąta druga rocznica od chwili, w której ten pomnik powstał. 15 sierpnia 1944 roku około godziny siedemnastej  pocisk uderzył w absydę kościoła dziś zwanego katedrą polową Wojska Polskiego,  wtedy kościoła garnizonowego.

Z Ogrodowej na Długą

Ja, piętnastoletni chłopak, służyłem do Mszy św. w tym kościele od 6 lub 7 sierpnia, tj od dnia, kiedy po opuszczeniu mieszkania przy ul. Ogrodowej znaleźliśmy się na Starym Mieście. Właśnie pod kościołem w podziemiach koczowaliśmy wraz z setkami innych warszawiaków. Razem z nami, znaczy ze mną, moją matką i bratem ledwo szła przez płonące ulice moja szkolna koleżanka, też harcerka, Henia, której rodzice już polegli w obronie Woli. Szliśmy więc przez Ogrodową, Żelazną, Chłodną i Elektoralną do kościoła na Chłodnej, przez targowisko wokół Hali Mirowskiej, gdzie płonął stragan mojej matki, aż do Długiej, by znaleźć schronienie pod kościołem. Matka od razu zgłosiła się do powstańczego szpitala, który znajdował się w gmachu na rogu Długiej i Podwala. Tego samego popołudnia zgłosiłem się do zakrystii. Kilka razy w ciągu tych siedmiu dni służyłem do Mszy. Były jeszcze w kościelnych szufladach czyste i równo poukładane kapłańskie szaty liturgiczne, kilka chłopięcych komży, liturgiczne naczynia w szafach i na półkach.

 15 sierpnia

O popołudniowej godzinie kapłan zakończył liturgię przeznaczoną na święto przypadające 15 sierpnia, pomogłem w rutynowych czynnościach zdejmowania szat i obaj jako ostatni z kościoła wyszliśmy.

Trzęsacz. Ileż to lat potem, oglądając podczas wycieczki resztki kościoła w Trzęsaczu i słysząc legendę o tym, jak proboszcz tego kościoła zabrał po nabożeństwie szaty i naczynia liturgiczne, a ściana kościoła runęła do morza, pomyślałem, iż dzieją się rzeczy...

Ostrzał artyleryjski trwał, tzw. szafa grała prawie bezustannie. Usiadłem w podziemiu na ławce, jak od dni koło Heni, gdy zobaczyłem przed sobą ogień. Potem gdzieś spada-łem wśród płomieni, aż spadłem. Nie wiem, ile to trwało. Ratow- nicy odkopali gruzowisko, gdy weszło trochę świeżego powietrza, które przewyższyło jakiś swąd, ocaleni odzyskali przytomność. O własnych siłach wyszedłem z tej piwnicy z piekącą twarzą. W jakimś wiadrze znalazłem wodę – to były pomyje – otarłem twarz, ból stał się jeszcze większy. Dalej nic nie pamiętam. Późno już w nocy leżałem na jakiejś ławce w piwnicy. Rano okazało się, że mam spaloną skórę na twarzy i piekące oczy. Przyszedł okulista, tylko powiedział trzymaj się. Chwyciłem się ławki, ale nie o to mu szło. Bez znieczulenia, w blasku świecy wyjął obce ciało. Robił to trzynaście razy w ciągu trzynastu dni. Bo za każdym razem wydawało mi się, że już nie boli. Ostatniego – jak się potem okazało- już nie wyjął. Przechodząc przez ulicę, właśnie do mnie, zginął od zabłąkanej kuli. Po wojnie badał moje oko rosyjski okulista światowej sławy profesor Fiłatow i jego polski znakomity przyjaciel profesor Abramowicz (nie jestem pewien jak brzmiało to nazwisko), za pomocą elektromagnesu wyciągnęli mi ten czternasty kawałek, ale piętnasty, widać niemetaliczny – pozostawili. Tkwi do dziś w gałce ocznej, powoduje łzawienie. Sam uraz wywołał zaćmę. Zabawne bywały epizody. Lewe, to widzące oko, ma zeza od urodzenia. Kiedy rywalizujące ze sobą o moje względy dwie panie o tej wadzie nie wiedziały, miały do mnie pretensje o to, na którą spoglądam. Noszę więc w swoim oku ten mój prywatny pomnik okulisty i będę go nosił do końca życia. A kiedy już zmienię miejsce pobytu ze stałego na wieczny, postaram się wśród aniołów odnaleźć tego Okulistę, by odśpiewawszy Alleluja, złożyć mu hołd. Chyba że nie trafię w tamte rejony. Wtedy swego szefa, Lucyfera, poprozę o jednowiecznościową dyspensę na wyżej wspomnianą peregrynację. Moich Czytelników zaś biorę na świadków tego przyrzeczenia. Świadkiem zaś stał się ks. ppłk. Zbigniew Kępa, rzecznik prasowy Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego, który mój tekst przyjął jako „jedyne wspomnienie, które znam świadka bombardowania Katedry Polowej Wojska Polskiego[...]Pamięć o bombardowaniu szpitala powstańczego na Długiej i śmierci wielu tam przebywających jest ciagle żywa. Upamiętnia to tablica przed Katedrą Polową.”(fragment osobistej korespondencji elektronicznej przedstawiam za zgodą Księdza)

15  sierpnia po zakończeniu nabożeństwa pomogłem księdzu rozebrać się, ułożyliśmy szaty liturgiczne w szufladach i wyszliśmy z pustego kościoła. Ledwie zdążyłem wejść do piwnicy, gdy kościół został zbombardowany. Kiedy oglądam jego ruiny, zastanawiam się, jak wyszedłem stamtąd żywy.

Bóg i Los

Do jednego z dwóch bytów odwołujemy się zazwyczaj, gdy przeżywamy wydarzenie niezwykłe: do Boga albo do Losu. Bóg nas pokarał, Bóg nas  nagrodził. Los mnie spotkał, Los się do mnie uśmiechnął. Niezbyt  dokładnie zdajemy sobie sprawę, kiedy Boga, kiedy Los wymieniamy jako sprawcę wydarzenia.                                          

Ja nie mam  wątpliwości. To był Los.

 

Bo  jaki interes  miałby Bóg, że by mnie zachować przy życiu okaleczywszy a innych nie wiadomo ilu- życia pozbawić. Bezinteresownie mógł sprawić to tylko Los. Ślepy, bezduszny, bezwolny. A może to

 

 

Bóg tak chciał a Los tak zrządził? 

 

Długa 16.

Potem nadszedł czas cierpienia w piwnicy, nazwanej punktem opatrunkowym. Okazało się, że mam w oku obce ciało; było ich szesnaście. Piętnaście razy przychodził okulista, za każdym razem w świetle świecy, coś wyjmując. Szesnastego razu już nie było. Okulista poległ na Długiej przed bramą 16. Obce szesnaste ciało w moim oku pozostało do dziś. Mój prywatny, własny 

Pomnik Okulisty

Noszę go w prawym oku. Nikt go nigdy nie widział. Ja go nie widziałem też. Ale zawsze, w każdej sekundzie, kiedy oczy mam otwarte, czuję go. Zawsze tez płaczę z jego powodu. Za kilka dni minie siedemdziesiąta rocznica od dnia, kiedy ten pomnik powstał. Jeszcze jedna, przeżyta z powstańczym kalectwem.

Podobne artykuły


12
komentarze: 70 | wyświetlenia: 1238
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1106
11
komentarze: 278 | wyświetlenia: 909
10
komentarze: 97 | wyświetlenia: 642
10
komentarze: 37 | wyświetlenia: 823
9
komentarze: 42 | wyświetlenia: 672
9
komentarze: 31 | wyświetlenia: 575
9
komentarze: 5 | wyświetlenia: 971
9
komentarze: 33 | wyświetlenia: 799
9
komentarze: 62 | wyświetlenia: 1122
9
komentarze: 75 | wyświetlenia: 443
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  awers,  08/08/2014

Los na prawe oko. Krótko i treściwie. Poz.)

  nse,  22/03/2015

Pozdrawiam ...



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska