Login lub e-mail Hasło   

Krawiec czyli bolesne nieporozumienie

Jeśli chcesz wiedzieć, co ma na myśli kobieta, nie słuchaj tego co mówi - patrz jej na usta - Oskar Wilde
Wyświetlenia: 4.236 Zamieszczono 30/08/2014

.Historia krótka ale niestety prawdziwa

 

Kto nie marzy o zaprzyjaźnionym krawcu - Mój miał na imię Celestyn. Kiedy go poznałem był przed 80-tką. Mały z ujmującą fizjonomią, na łysej głowie siwy stojący pęczek włosów. Można powiedzieć człowieczek - skrzat. I zawsze uśmiechnięty.  
W rozmowie wielostronny - obyczajowość, polityka, ekonomia, absurdy administracyjne, miejskie plotki - wszystko to mistrz Celestyn miał w małym palcu.

A to, że był mistrzem swojego fachu nie ulegało najmniejszej wątpliwości. Wszystko wykonane co do milimetra, nawet jeśli miarę brał na oko.

Krótko mówiąc wirtuoz a przy tym człowiek instytucja. Czułem, że łączy nas szczególna nić sympatii.

Po jednym ze spotkań zawyrokował:

-        No, no zrzucił pan panie Janku parę kilo. Sylwetka całkiem poprawna. Teraz uszyję panu garnitur .W środę czekam na pana. Pojedziemy do mojego starego przyjaciela do hurtowni, wybierzemy materiał.

Wybraliśmy najlepszy. Czysta, żywa wełna (tak gwarantował przyjaciel) w tonacji „pieprz z solą” (tak określał tę barwę pan C.)

Nie wiem czy garnitur był mi potrzebny, nie wiem też czy te pareset złotych, które za niego zapłaciłem to dużo czy mało ale wiem, że był i jest doskonały. Klasyczna forma. Wyprofilowane klapy, rękawy długie zakończone trzema guzikami, w środku dwie dodatkowe kieszonki, dyskretne poduszki na ramionach, spodnie długie prasowane na kant, ze świetnie wszytymi podszewkami kolanowymi, gwarantującymi, że nigdy nie stracą fasonu, w pasie gumki regulujące, mankiety wykończone taśmą, dwie kieszenie po bokach, dwie kryte z tyłu …uff!

Stara dobra szkoła…

Choć elegancja to pojęcie względne, nie miałem wątpliwości, że w lustrze widzę eleganckiego osobnika. Gwarantowała to ilość serca, które w to klasyczne arcydzieło gatunku mistrz Celestyn włożył i było absolutnie nie do zakwestionowania.

Od tego razu miałem go na sobie góra ze dwa razy…Jakoś nie było okazji

Po tym bywałem u mistrza z kilkoma drobnymi zleceniami, zawsze częstowany żurawinową herbatką. Cena za usługi drobne poprawki korekty zawsze ta sama - symboliczne 10 złotych. Ostatnio widziałem go przed świętami 2013.  

Zadzwoniłem w zeszły czwartek. Odebrała żona Eulalia. Zgarbiona pewnie ponad 80-letnia staruszka ze śladami dawnej urody.

-              Witam serdecznie pani Eulalio czy mogę wpaść? Chciałem skrócić spodnie.

-              Proszę przyjść panie Janku o 1230 będę czekać.

Wiedziałem, że lubią punktualność. Mieszkają w starej studziennej kamienicy. Wdrapałem się na wysokie piętro. Dzwonek i cisza .Po upływie minuty usłyszałem szczęk zasuwy. Drzwi skrzypnęły. Znalazłem się w ciemnym korytarzu pełnym zapachu starych mebli i wczorajszej kapusty.

Pani Eulalia wpuściła mnie do małej kanciapy -  warsztatu,  w którym pracował mistrz Celestyn. Leżała tam góra starych, pociętych ciuchów, pudełek z nićmi i niegdysiejszych krawieckich magazynów, pewnie z okresu międzywojnia. Krzesło przy starej maszynie do szycia było puste

Nastąpiła kłopotliwa cisza

-        A gdzież to się podziewa pan Celestyn? -zapytałem.

.Pani Eulalia spojrzała na mnie ze smutkiem.

-        Panie Janku -szepnęła cicho i niezbyt zrozumiale - małżonek już nie …yje

-        Nie żyje - powtórzyłem jak echo bez tchu, bo mnie zatkało - od kiedy?

-        Od stycznia, ale proszę zostawić spodnie, ja poradzę - będzie zrobione…

Nie ukrywam, że byłem zaszokowany. 83 lata to zacny wiek i na logikę mogło się zdarzyć. Było mi jednak naprawdę bardzo przykro.

Chciałem być elegancki do końca.

-        Przepraszam, a gdzie szanowny małżonek spoczywa?

-        W pokoju - odpowiedziała cicho, lekko sepleniąc pani Eulalia.

Zrobiło mi się gorąco i zimno na przemian. Jednak szybko uświadomiłem sobie, że często bliscy sobie ludzie wybierają wariant aby urna z prochami stała w domu na pamiątkę do końca dni drugiej strony.

Taki bywa obyczaj i trzeba to uszanować.

(Sam onegdaj byłem na stypie po odejściu małżonki jednego artysty, gdzie wspominkowo raczyliśmy się trunkami. Tak długo i serdecznie, aż jednego z biesiadników zarzuciło. Strącił urnę z prochami nieboszczki, której to zawartość wysypała się na podłogę. Nie było by w tym nic szokującego gdyby nie to, że chcąc ratować sytuację zapytał niezręcznie poszkodowanego małżonka czy ma odkurzacz.)

Idąc w kierunku ostatniego dużego pokoju pomyślałem, że powiedzenie przed urną kilku pożegnalnych słów będzie taktownym gestem tym bardziej, że mowy pogrzebowe mam na ogół opanowane. Wszedłem do dużego ciemnego pokoju z wysokim sufitem. Na ścianach zauważyłem w półmroku nieczytelne obrazy świętych i jeleni na rykowisku, kilka szaf, naprzeciw pod ścianą duży dwuosobowy tapczan.

Pani Eulalia zapaliła słabą żarówkę.

Na tapczanie coś się poruszyło.

Poczułem, że włos stanął mi dęba. Zacisnąłem zęby żeby nie krzyknąć…

Z tapczanu wygrzebał się w kalesonkach cienki staruszek ze zjeżonym kłaczkiem włosów na łysej głowie i pisnął radośnie – witam panie Janku, pan wybaczy ale trochę podsypiam.

Do zjeżonych moich włosów dołączyły dwie krople potu spływającego po skroniach.

Przede mną stał jak żywy mistrz Celestyn

-        Pan wybaczy - zacząłem niezręcznie - to pan…

-        Jestem od stycznia po wylewie, ale nie jest tak źle .Małżonka teraz już w zasadzie nie umawia i mówi klientom, że już nie szyję. Ale oczywiście dla pana zrobimy wyjątek. Do maszyny usiądę jeszcze ale ręka i noga …żona musi pomóc, rozumie pan.

Poklepał mnie zdrową ręką po ramieniu - zapraszamy do kuchni napijemy się żurawinowej herbatki.

Zimny pot zamienił się w ciepły. Pomyślałem sobie, iż to że mistrz Celestyn nie szyje nie ma już istotnego znaczenia…

Na drugi dzień obudziłem się wcześnie. A raczej obudziło mnie monotonne gruchanie mieszkającego w wywietrzniku dachowym gołębia. Zawsze to sama melodia, ten sam wyraźny dźwięk jakby słowo: bra...zau...skas…bra...zau...skas…bra...zau...skas…

Jakby ponura kontynuacja poprzedniego dnia, ciąg skojarzeniowy kompletnie irracjonalny i niejasny...

obrazki z google

@Janusz D.

Podobne artykuły


13
komentarze: 49 | wyświetlenia: 1292
12
komentarze: 25 | wyświetlenia: 2059
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1425
12
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1621
12
komentarze: 68 | wyświetlenia: 1020
12
komentarze: 93 | wyświetlenia: 793
11
komentarze: 72 | wyświetlenia: 799
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1527
11
komentarze: 31 | wyświetlenia: 2136
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 1030
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 509
11
komentarze: 17 | wyświetlenia: 933
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 454
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  zzosia,  30/08/2014

Ach te nieporozumienia...;)) Fajnie, gdy wyjaśniają się szybko i dobrze się kończą. :))

Hihi... ale się uśmiałam... dziękuję, Januszu za tę dawkę humoru ;)

  rekrut  (www),  02/09/2014

no nieporozumienia są z zasady smieszne :D

  krakle  (www),  02/09/2014

Świetny tekst :)

  trawa,  02/09/2014

Nieporozumienia są matką głupich, którzy nie wiedzą nic o nadziei podgladacza przez dziurkę od klucza ... który się chwilową treścia obrazu onanizuje. Dla kultury i uznania wszystkich, którzy również podglądanie lubią ...

  drazno  (www),  02/09/2014

Wesołe :)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska