Login lub e-mail Hasło   

"Nocne Pływanie" Opowiadanie LGBT, które zmieniło moje życie

Opowieść o dwóch chłopakach, która przez całe moje życie odbiła na mnie największe pięto
Wyświetlenia: 10.751 Zamieszczono 26/11/2014

Miałem prawie 13 lat, gdy przeprowadziliśmy się do nowego domu. To było lato pełne radości i zmian. To było również lato, podczas którego po raz pierwszy się zakochałem.

Pakowanie się i przeprowadzka to nie był mój wymarzony sposób na spędzenie wakacji. Mimo to, niecierpliwiłem się aby zamieszkać w nowym domu i mieć swój własny pokój. Mój dziesięcioletni braciszek dzielił ze mną sypialnię odkąd pamiętam. Często myślałem, jak cudownie by było mieć moją własną przestrzeń. Tak naprawdę nie przeszkadzało mi, że Carley jest moim bratem. Był on właściwie całkiem fajnym kumplem. Ale jednak oczekiwałem z niecierpliwością, żeby mieć nieco więcej prywatności. Carley i ja zawsze spaliśmy w jednym łóżku. Często leżeliśmy obok siebie w nocy i próbowaliśmy się nawzajem rozśmieszyć lub rozmawialiśmy o chłopięcych sprawach. Często spaliśmy przytuleni do siebie. Myślę, że można by powiedzieć, że byliśmy wobec siebie w porządku.

Mama zdecydowała się na przeprowadzkę po rozwodzie. Chciała kupić dom, żebym miał z bratem podwórko do zabawy. Kiedy dzień przeprowadzki wreszcie nadszedł, wszystkie nasze rzeczy były spakowane w pudłach i załadowane do wielkiej ciężarówki. Po przybyciu do nowego domu, wyładowaliśmy wszystko z ciężarówki i rozpoczęliśmy nudną robotę rozpakowywania. Mama i Carley byli na dole, gdy ja byłem zajęty w mojej nowej sypialni. Z jednego z pudeł wyciągnąłem zdjęcie mnie i mojego brata, zrobione w święta. Patrząc na to zdjęcie zdałem sobie sprawę, dlaczego ludzie zawsze mówili, że jesteśmy do siebie bardzo podobni. Obydwaj mieliśmy krótkie, jasne włosy, jasnobrązowe oczy, szczupłą budowę ciała i twarz pełną piegów. Postawiłem zdjęcie na szafce koło okna... i wtedy właśnie zobaczyłem JEGO! To był cudownie wyglądający chłopiec pływający w basenie na tyłach swojego domu. Jak to często bywa, nasze podwórko stykało się z podwórkiem z tyłu innego domu. Z mojego punktu obserwacyjnego na piętrze mogłem patrzeć ponad drewnianym ogrodzeniem oddzielającym nasze posesje. Byłem jak zahipnotyzowany. Chłopiec miał ciemne włosy i opalone ciało pływaka. Wydawał się być mojego wieku, może ciut starszy. Nie mogłem oderwać od niego wzroku. Gapiłem się na niego wydawałoby się godziny. Czar w końcu prysł gdy moja mama zawołała mnie z dołu. Chciała, żebym jej pomógł coś przenieść. Gdy schodziłem po schodach, po głowie kołatały mi się różne myśli. "Dlaczego jestem tak zafascynowany tym chłopcem?", to znaczy, "czy to normalne..?". Wiele rzeczy chodziło mi po głowie, i myślałem o nim przez resztę dnia. Tego wieczoru byłem śmiertelnie zmęczony przeprowadzką, gdy kładłem się spać. Wysuszyłem się po wzięciu prysznica i założyłem czystą parę majtek. Następnie usiadłem przy oknie i spojrzałem w ciemność na dole. Mogłem zobaczyć światła basenu tego chłopca ze swojego okna. Zastanawiałem się kim on był i co w tej chwili robił. Zdecydowałem wtedy, że spróbuję się z nim spotkać i przynajmniej poznać jego imię.

Następnego dnia, Carley i ja graliśmy w piłkę na podwórku. W nocy obmyśliłem plan, żeby "przypadkowo" kopnąć piłkę przez płot do basenu, a potem pójść tam i poprosić o oddanie jej. Perfekcyjny plan. Wszystko, co musiałem zrobić, to poczekać aż nieznajomy chłopiec wyjdzie popływać. Carley, który nie miał pojęcia o moim planie, zdołał kopnąć piłkę przez płot... prosto do basenu! Po chwili obaj zerkaliśmy przez szpary w płocie. Tam pływała nasza piłka... i ani śladu chłopca. Carley chciał wspiąć się na płot i odzyskać piłkę, ale powiedziałem mu, że mam lepszy pomysł. Wyjaśniłem mamie, co się stało i zasugerowałem jej, aby poszła z nami do sąsiadów i poprosiła o piłkę. Poprosiłem ją żeby z nami poszła, ponieważ moja mama jest prawdziwą gadułą. Wiedziałem, że będę mógł tam spędzić o wiele więcej czasu, jeśli z nami pójdzie. Zadzwoniliśmy do drzwi i czekaliśmy. Aż mnie wierciło z niecierpliwości aby poznać tego chłopca, przez którego nie mogłem spać przez pół nocy pogrążony w myślach o jego opalonym ciele. Drzwi otwarły się, a kobieta która je otworzyła spojrzała na nas, jakbyśmy chcieli jej coś sprzedać. Mama przedstawiła nas i wyjaśniła powód naszej wizyty. Nim się spostrzegliśmy, mama już rozmawiała przy kawie z tą kobietą. Jak już mówiłem, mama jest gadułą. Mój brat i ja siedzieliśmy cicho z naszą mokrą piłką, gdy one gadały. Dom był ładny. Mnóstwo kwiatów i fotografii. Jedna z nich obok mnie przedstawiała jego! Wyglądała na niedawno zrobioną fotografię szkolną. Jego ciemne włosy były obcięte "na miskę" i miał przepiękne niebiesko-zielone oczy. Kobieta, jego matka, opowiedziała nam o swoich dzieciach. Miała córkę, Jamie, w wieku 10 lat, oraz 14-letniego syna, Jacoba, mojego pływaka. Obydwoje byli akurat na lekcji gry na pianinie. Byłem rozczarowany, że się z nim nie spotkam. Niewiele jednak wiedziałem... najlepsze miało dopiero nastąpić!

Zostaliśmy zaproszeni na poczęstunek pod gołym niebem tego wieczoru. Nie mogłem się doczekać. Nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego tak desperacko pragnąłem poznać Jacoba. Nie interesowałem się żadnymi chłopcami do tej pory. Ale wiedziałem jedno, że bardzo chciałem zostać jego przyjacielem. I że niedługo będę miał okazję zobaczyć go z bliska i osobiście. Namówiłem mamę, żeby kupiła nam nowe kąpielówki. Moje stare były w opłakanym stanie. Przybyliśmy na przyjęcie ubrani w koszulki, nasze nowe kąpielówki i niosąc sałatkę z ziemniaków. Nagle, zobaczyłem go! Przywitał nas przy drzwiach z szerokim uśmiechem, mając na sobie tylko szorty. Odebrało mi mowę i musiałem wyglądać jak [beeep]. Kiedy wszyscy się przedstawili, pomaszerowaliśmy w kierunku ogrodu, gdzie na grillu smażyły się hamburgery i grała muzyka. Jacob był najmilszym chłopcem, jakiego w życiu spotkałem. Podobał mi się sposób, w jaki wołał do mamy - "Maam", i mówił "pardon" zamiast "co". Z bliska, był tak piękny. Jego twarz była jak wyrzeźbiona, a zęby miał idealne. Ja wciąż musiałem nosić aparacik na zęby. Carley i Jamie szybko się zaprzyjaźnili, dzięki czemu ja i Jacob (zdrobniale Jake) zostaliśmy sami ze sobą. Pływaliśmy w basenie i próbowaliśmy zrobić na sobie wrażenie efektownymi skokami do wody. Przyjęcie trwało do zmierzchu. Gdy wszyscy zaczęli się rozchodzić, Jake i ja usiedliśmy na brzegu basenu z nogami w wodzie i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Rozmawialiśmy o szkole, o przyjaciołach, muzyce itd. Uwielbiałem słuchać jego głosu. Miał lekki europejski akcent. Jego ojciec był wojskowym i mieszkali w Anglii wiele lat temu. Nie zdawałem sobie wtedy z tego sprawy, ale zakochałem się w Jake'u.

Przez następne kilka tygodni Jake i ja spędzaliśmy ze sobą sporo czasu. Myślałem o nim bez przerwy. Kiedy byliśmy osobno strasznie za nim tęskniłem. Kiedy byliśmy razem, nic innego się nie liczyło. Zastanawiałem się, czy on czuje to samo do mnie? Marzyłem o tym, by być z nim - tulić się do niego - pocałować go. Myślałem o tym, czy to normalne mieć takie uczucia wobec swojego przyjaciela? Wszystkie te uczucia były dla mnie nowe. Chciałem z nim o tym porozmawiać, ale nie byłem pewien czy on to zrozumie. Nie byłem pewien, czy ktokolwiek zrozumiałby. W moje trzynaste urodziny Jake zaskoczył mnie małym naszyjnikiem, na którym pisało: "ST END". Była to połowa innego naszyjnika, który on nosił, a na którym pisało "BE FRI". Złączone razem, tworzyły napis: "BEST FRIEND" (ang. najlepszy przyjaciel). Pomyślałem, że to idealny prezent. Objąłem go i uścisnąłem w podziękowaniu, a on odwzajemnił objęcie. To była dla mnie chwila największego szczęścia. To był też pierwszy raz, gdy objąłem Jake'a. Przez całe lato umierałem z pragnienia, żeby to zrobić.

Jake i ja rozpoczęliśmy małą tradycję pływania razem każdego wieczoru przez pójściem do łóżek. Pewnej nocy, na kilka dni przed rozpoczęciem szkoły, usiedliśmy pod rozgwieżdżonym niebem i rozmawialiśmy o nadchodzącym roku szkolnym. Siedzieliśmy tuż obok siebie z nogami w wodzie. Kiedy rozmawialiśmy, jedyną rzeczą, jaka zaprzątała moją uwagę, było jego gołe udo dotykające mojego. W pewnym momencie rozmowa umarła i po prostu siedzieliśmy tam słuchając szumu liści na drzewach. Odwróciłem się aby spojrzeć na jego twarz. W świetle z basenu, jego oczy wyglądały cudownie. Odwrócił się do mnie, spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Zacząłem coś mówić aby przerwać ciszę, gdy on pochylił się i pocałował mnie. Tak!!! I nie był to tylko mały buziak w policzek... To był długi i pełny pocałunek, usta w usta. Kiedy się skończył, nie wiedziałem co powiedzieć. On również, więc ja go pocałowałem (tym razem jeszcze dłużej!) Nie miałem pojęcia, że on ma wobec mnie takie uczucia i nie sądziłem, że wie, co ja do niego czułem. Ale tak to właśnie wyglądało: dwóch nastoletnich chłopców całujących się na brzegu basenu. Spędziłem tę noc w domu Jake'a, jak to bywało już kilka razy tego lata, lecz tym razem spaliśmy w swoich objęciach za zamkniętymi drzwiami. Pomimo, że nie uprawialiśmy seksu tej nocy, czułem się spełniony i bardzo szczęśliwy po raz pierwszy w życiu. Ostatnią rzeczą, jaką powiedzieliśmy sobie przed zaśnięciem, było: "kocham cię", oraz, "i ja ciebie kocham". Wsłu[beeep]ąc się w jego spokojny oddech i czując ciepło jego ciała, wciąż nie wiedziałem, czy to normalne mieć takie uczucia, lecz to już nie miało dla mnie większego znaczenia. Wiedziałem że to uczucie jest właściwe.

To uczucie było... doskonałe.

Spędzenie tej nocy z Jake'iem było jak spełnienie marzeń. Obudziłem się jak tylko pojawiły się pierwsze promienie słońca. W domu było nadal cicho, a ja byłem nadal w ramionach Jake'a. Ostrożnie zmieniłem pozycję, uważając aby go nie obudzić, i położyłem głowę na jego nagiej piersi. Wsłuchałem się w jego spokojne, rytmiczne uderzenia serca i obserwowałem, jak jego pierś unosi się i opuszcza, gdy spokojnie oddychał. Ostrożnie uniosłem głowę, aby móc zobaczyć jego prześliczną twarz. Jake miał najbardziej pełne, prawie wydęte usta i zapragnąłem je pocałować. Jego skóra była całkiem gładka, z wyjątkiem kilku młodzieńczych pryszczyków. Rzeczą, która była dla mnie najbardziej pociągająca w jego twarzy, był jego śliczny, pączkowaty nos, który marszczył się, gdy się śmiał. Wyglądał jak śpiący anioł i zdawał się być dużo młodszy, niż jego 14 lat. Gdy tak na niego patrzyłem, wiedziałem - głęboko w sercu - że go kocham. Trudno mi było uwierzyć, że zakochałem się w moim najlepszym przyjacielu, ponieważ nigdy wcześniej nic podobnego mi się nie przytrafiło. Pierwszy raz w moim 13-letnim życiu wiedziałem, co to jest prawdziwa miłość. Moje uczucia z głębi serca, które miałem wobec Jake'a, owinęły się wokół mojej duszy, jak ciepły koc w mroźny, zimowy poranek. Przyciągały mnie one do niego i czyniły spełnionym. Uświadamianie sobie tego było jak zaczerpnięcie świeżego oddechu po całym życiu spędzonym pod wodą. Leżałem tam i spoglądałem na mojego anioła zdawałoby się przez wieczność. Zostałem sprowadzony z powrotem do realnego świata dopiero przez odgłosy dochodzące z domu. Rodzina Jake'a obudziła się i rozpoczęła poranne krzątanie się po domu. Obudziłem go pocałunkiem. Obaj się uśmiechnęliśmy. Kiedy był już całkiem rozbudzony, przytulił mnie i było to uczucie, jakby nasze dusze połączyły się w jedną. Powoli się ubraliśmy i zaczęliśmy rozmawiać o tym, co zdarzyło się poprzedniego wieczoru. Zaplanowaliśmy wtedy, że spędzimy ze sobą resztę dnia.

Po tym poranku, moje życie odmieniło się... i nigdy już nie było takie same.

Szkoła rozpoczęła się kilka dni później bez żadnych fanfar czy rozgłosu. Rozpoczynałem swój pierwszy rok w nowej szkole, podczas gdy Jake był o rok do przodu. Jako, że byłem nowy w szkole, wszystko było dla mnie obce i nieco dezorientujące. Korytarze były pełne uczniów, a gwar rozmów był nieprzerwany. Musiałem wyglądać jak zagubione szczenię. Ale był tam Jake. On był moją kotwicą. Szliśmy razem przez korytarze, a on upewniał się, że wiem jak trafić do sal, w których miałem lekcje. Przedstawił mnie wielu swoim znajomym i ani razu nie był zmieszany czy zawstydzony, że z nim jestem. Zawsze się uśmiechał, gdy mówił ludziom, jak poznaliśmy się w te wakacje. Muszę rzec, że Jake był w szkole bardzo lubiany. Wydawał się być znany prawie każdemu. Kiedy nadeszła pora rozejścia się do swoich klas, Jake uśmiechnął się do mnie i objął mnie lekko za szyję. Ze swoim cudownym, prawie niezauważalnym akcentem powiedział:

-Wiem, że pokochasz to miejsce tak bardzo, jak ja kocham być tu z tobą.

Uśmiechnąłem się i odpowiedziałem:

- Kocham być tu z tobą. Zobaczymy się po lekcjach.

Po dotarciu do sali, zająłem miejsce w pierwszych rzędach i otworzyłem plecak aby wyjąć zeszyt i długopis. Gdy zajrzałem do środka, zobaczyłem kartkę wrzuconą do środka. Był to liścik od Jake'a, w którym pisał: "Wiem, że niektóre rzeczy są dla ciebie dziwne w tej chwili, lecz nie bój się, przyzwyczaisz się do tego miejsca. Bądź miły i uczciwy dla innych dzieci. Dziękuję za to, że wszedłeś w moje życie. Dlaczego zajęło ci to tyle czasu? Zawsze kochający - BE FRI". Uśmiechnąłem się w duchu i łza zakręciła mi się w oku, gdy po raz kolejny uprzytomniłem sobie, że kochałem Jake'a całym swoim sercem, a on kochał mnie. Chciałbym, aby życie zawsze pozostawało takie proste. Mama zawsze mi mówiła: "Życie jest tym, co przytrafia się nam gdy mamy inne plany". Nigdy do końca nie rozumiałem, co przez to rozumie, lecz już wkrótce miałem się o tym przekonać.

Słyszałem określenia takie, jak "gej" czy "pedał" przez całe swoje życie, lecz nigdy się z nimi nie utożsamiałem. Ale przez ostatnie dwa miesiące, odkąd Jake i ja zostaliśmy kochankami, te słowa nabrały dla mnie zupełnie nowego znaczenia. Nie okazywaliśmy publicznie prawdziwej natury naszego związku, choć kilka razy rozmawialiśmy o tym. Ja chciałem, żeby każdy wiedział że jestem zakochany, i że Jake był moim rycerzem w lśniącej zbroi. Ale obaj wiedzieliśmy, że nasze rodziny i przyjaciele mogą nie zrozumieć naszego uczucia wobec siebie tak jak my je rozumieliśmy. Zwłaszcza Jake uważał, że jego ojciec nie pozwoliłby mu na otwarty związek homoseksualny. Jego ojciec był skrajnie konserwatywny jeśli chodzi o zagadnienia takie, jak aborcja, religia i homoseksualizm. Ja natomiast nie mogłem mniej dbać o zdanie mojego ojca na ten temat. Od czasu rozwodu, ani razu nie zadzwonił ani nie odwiedził mnie i mojego brata, Carley'a. Tak więc bez zbędnych słów widać, że ja i tata nie byliśmy sobie zbyt bliscy. Ale mama to zupełnie inna historia. Dbałem o to, co ona o mnie myślała. Byłem niepewny, jak może zareagować na wiadomość, że jej syn jest gejem. Przy kilku okazjach w minionych miesiącach chciałem jej o tym powiedzieć, lecz coś mnie powstrzymywało.

To wszystko miało się wkrótce zmienić...

Pewnego wieczoru, kiedy kończyłem odrabiać lekcje i przygotowywałem się do snu, mama weszła do mojego pokoju aby ze mną porozmawiać. Nie było w tym nic niezwykłego, bowiem często rozmawialiśmy o różnych rzeczach przed pójściem spać. Jednak, czułem się nieco skrępowany tym, że mama widzi mnie w samych majtkach. Trudno to wyjaśnić, lecz myślę, że to jeden z aspektów dorastania. Mama siadała zwykle na moim łóżku i dyskutowaliśmy na różne tematy. Dawniej często rozmawialiśmy o ojcu i rozwodzie, ale teraz nie był to zbyt częsty temat. W pewnym momencie podczas rozmowy, mama wyjęła list i wręczyła mi go. Poznałem, że to był liścik miłosny, który Jake wręczył mi niedawno. Natychmiast spłonąłem rumieńcem. Spojrzałem na mamę, a ona uśmiechała się do mnie jak mała dziewczynka. - Znalazłam to w twoich dżinsach, gdy robiłam pranie. Dlaczego nie powiedziałeś mi, że jesteś zakochany? - powiedziała. Muszę przyznać, że byłem nieco zakłopotany. Moja mama przeczytała list od mojego chłopaka i była z tego powodu szczęśliwa?

- Myślałem, że nie zrozumiesz - wymamrotałem.

- Nie zrozumiem? Oczywiście że rozumiem! Myślę, że to cudowne, że mój mały chłopczyk dorasta z uczuciem miłości. Jak mogłeś myśleć inaczej?

W tym momencie byłem pod wrażeniem, że wiedziała, że obiekt mego uczucia to dosłownie chłopak z sąsiedztwa. Nie dotarło do mnie, że Jake podpisał list "BE FRI", a ona przypuszczała, że pochodzi on od jakiejś dziewczyny, którą znałem. Powiedziałem:

- Bałem się, że pomyślisz że nie powinniśmy się spotykać.

- Muszę przyznać, że byłam nieco zaniepokojona, że możesz być za młody - powiedziała - ale po przemyśleniu sprawy, myślę że miłość nie zna granic, a ja nie będę stała na twojej drodze do bycia szczęśliwym.

Zacząłem płakać, ponieważ byłem tak szczęśliwy, że moja mama rozumiała moje uczucia wobec Jake'a. Objęliśmy się i ona też zaczęła płakać. Ale wszystko to skończyło się, gdy powiedziałem:

- Jake i ja chcieliśmy powiedzieć o tym tobie i jego rodzicom tego lata.

Mama spojrzała na mnie przez łzy tak, jakby mi wyrosła druga głowa.

- O czym ty mówisz???

- Ja i Jake... - powiedziałem, i wówczas nagle zdałem sobie sprawę, o czym ona musiała myśleć.

-Chcesz mi powiedzieć, że to list od Jake'a??? - spytała z niedowierzaniem. Wszystko, co mogłem wymamrotać, to "tak". Przez całe swoje życie, nigdy nie widziałem, żeby moja mama złościła się lub krzyczała z powodu tego, co do niej powiedziałem. Ta chwila nie była wyjątkiem. Nawet pomimo, że tego nie powiedziała, mógłbym powiedzieć, jakie myśli przelatywały jej przez głowę. Nie rozmawialiśmy już więcej tego wieczoru. Mama powiedziała, że musi to przemyśleć. Zadzwoniłem do Jake'a przed pójściem do łóżka i opowiedziałem mu, co się stało. Był ciekaw, czy moja mama zamierza powiedzieć o tym jego rodzicom. Nie byłem pewien. Trudno było przewidzieć jak mama zachowa się w tej sytuacji. Musieliśmy cierpliwie czekać.

Następnego ranka obudziłem się wcześniej niż zwykle. Carley zazwyczaj budzi się przede mną i przychodzi mnie obudzić. Tego ranka on jeszcze smacznie chrapał, kiedy ja przygotowywałem sobie śniadanie. Mama zeszła na dół chwilę później, zrobiła sobie kawę i dołączyła do mnie w kuchni, gdzie chrupałem płatki kukurydziane.

- Przemyślałam to, co mi powiedziałeś wczoraj wieczorem - zaczęła. - Wiesz, że kocham cię bardzo mocno. - Powiedziałem, że wiem. Kontynuowała, - Ostatnią rzeczą, jaką bym dla ciebie chciała, to żebyś został skrzywdzony lub był nieszczęśliwy. Wczoraj wieczorem powiedziałam, że nie będę stała na twojej drodze do szczęścia. Cóż... To nadal jest prawdą, lecz byłam przekonana, że rozmawiamy o dziewczynie, ale to tylko tak na marginesie. - Spojrzała na mnie bardzo poważnie i spytała: - Czy ty naprawdę kochasz Jake'a???

Byłem mocno zmieszany tym pytaniem, ale chciałem powiedzieć mojej mamie jak się czułem i jak wiele Jake dla mnie znaczył.

- Tak, mamo, naprawdę bardzo go kocham. On jest dla mnie całym światem i myślę o nim bez przerwy. Wiem, że go kocham a on kocha mnie. - wyrzuciłem z siebie jednym tchem.

Mama zburzyła mi ręką włosy, tak jak to zwykła często robić, uśmiechnęła się i powiedziała:

- Wierzę ci. Muszę ci powiedzieć tak przy okazji, że już od pewnego czasu obserwuję, jak on się przy tobie zachowuje, a po przeczytaniu tego listu wiem, że bardzo się o ciebie troszczy. Być może jeszcze nie do końca rozumiem pewne rzeczy, ale nie będę powstrzymywać was dwóch od bycia razem. - Byłem tak szczęśliwy że aż podskoczyłem w górę i uścisnąłem ją. Mama też mnie objęła i spytała: - Macie zamiar powiedzieć o tym rodzicom Jake'a? - powiedziałem, jej, że jeszcze nie wiemy, a ona zgodziła się, że powinniśmy sami zadecydować, komu i w jaki sposób powiemy o naszym związku. Czyż nie jest ona wspaniałą mamą?

Carley i większość naszych przyjaciół przyjęła wiadomość o mnie i o Jake'u całkiem spokojnie. Kilku naszych wspólnych znajomych ze szkoły domyśliło się prawdy widząc, jak się do siebie odnosimy. Straciliśmy kilku przyjaciół i zyskaliśmy nowych z powodu naszej miłości. Nie miałem pojęcia, że tak wiele jest wkoło dzieciaków o orientacji homoseksualnej. Niektórzy usłyszeli pogłoski o mnie i o Jake'u, albo zobaczyli jak trzymamy się za ręce, i sami podchodzili aby się przedstawić, albo mówili rzeczy w stylu: "chciałbym mieć odwagę okazywać uczucia tak jak wy" Mógłbym powiedzieć, że byliśmy zupełnie otwarci i bez wstydu z powodu naszego uczucia wobec siebie, ale nie było to do końca prawdą. Wciąż nie powiedzieliśmy o tym rodzicom Jake'a. Moja mama wydawała się być bardziej pogodzona z tą myślą, odkąd się dowiedziała. Pozwoliła nam nawet spać w jednym łóżku, kiedy Jake zostawał u nas na noc. Ale jego matka i ojciec stanowili trudny orzech do zgryzienia. Parę razy, kiedy byłem u Jake'a na kolacji, wyciągaliśmy temat homoseksualizmu, aby wybadać ich reakcje. Komentarze jego rodziców nigdy nie były pozytywne. Używali słów takich, jak "grzech" czy "nienaturalne" kiedykolwiek rozmawialiśmy o tych rzeczach. Z tego powodu, woleliśmy powiedzieć im prawdę raczej później niż wcześniej.

Niestety, stało się zupełnie inaczej.

Na drzewach zostało tylko kilka liści, a zima szybko nadchodziła. Na dworze zrobiło się zimno. Było prawie za zimno na nasze tradycyjne nocne pływanie w basenie Jake'a. Na szczęście, basen był podgrzewany, więc nadal udawało nam się spędzać w nim nieco czasu każdego wieczora. Tego szczególnego piątkowego wieczoru, Jake i ja byliśmy sami w jego domu. Jego rodzice i siostra wyszli na kolację. Było to bardzo rzadkie wydarzenie, że mogliśmy być sami razem, ze względu na nasze rodziny. Po pływaniu, poszliśmy do jego sypialni aby zdjąć mokre kąpielówki i wysuszyć się. Kiedy tylko kąpielówki były zdjęte, bez słowa zaczęliśmy się całować i kochać. Ciało Jake'a wciąż mnie zdumiewało. Całe to pływanie zmęczyło nasze mięśnie, ale u Jake'a zaczęła się już uwydatniać delikatna muskulatura, której ja nie osiągnę jeszcze co najmniej przez rok. Przytuliliśmy się i zaczęliśmy się całować, kończąc (nadal mokrzy) na jego łóżku. Po uprawianiu miłości, leżeliśmy obok siebie nadzy nie odzywając się. Komunikowaliśmy się ze sobą poprzez nasze dusze. Używając jedynie oczu i uśmiechu, zdawaliśmy się być zdolni opowiadać całe tomy bez jednego słowa. Więź, która nas łączyła, była bardzo silna. Nie mógłbym sobie wyobrazić bycia tak blisko z drugą osobą przez całe moje życie. Przez ostatnie kilka miesięcy czułem się tak, jakbym kochał Jake'a przez całe życie - mojego ukochanego - mojego anioła. Gdybym musiał wtedy umrzeć, nie miałbym nic przeciwko. Bowiem byłem szczęśliwy... i kochałem go, a on kochał mnie. Położyłem głowę na jego piersi (w mojej ulubionej pozycji) i słuchałem uderzeń jego serca. Musieliśmy leżeć tam sporo czasu... bo obaj zasnęliśmy.

Obudziła nas matka Jake'a. Była, nie muszę chyba mówić, bardzo zdenerwowana znalezieniem swojego syna i jego przyjaciela leżących razem nago w łóżku. Natychmiast wyskoczyliśmy z łóżka i pośpiesznie zaczęliśmy się ubierać. Ale zniszczenie było dokonane. Ojciec Jake'a o mało nie wyszedł z siebie, gdy dowiedział się co się stało. Jeszcze nigdy w życiu tak się nie bałem! Myślałem, że wyrzuci nas obu przez okno. Rozkazał mi opuścić jego dom. Zostawienie tam Jake'a było dla mnie jak śmiertelny cios, ale nie miałem wyboru. Jego ojciec był na mnie zły, ale byłem pewien, że jest dziesięć razy bardziej wściekły na mojego ukochanego Jake'a. Modliłem się, aby nic mu się nie stało. Zanim dotarłem do domu, moje oczy pełne były łez. Mama spytała, co się stało i zdołałem opowiedzieć jej ze szlochem całą historię. Natychmiast zaniepokoiła się o Jake'a i zadzwoniła do jego domu, aby się upewnić, że wszystko jest z nim w porządku. Słyszałem, jak jego ojciec krzyczy na moją mamę przez telefon. Następne dwa dni były dla mnie prawdziwym piekłem (i jestem pewien, że również dla Jake'a), jako że nie pozwolono mi się z nim skontaktować w żaden sposób. Był to najdłuższy okres czasu, jaki spędziliśmy osobno, odkąd się poznaliśmy. Tęskniłem za nim tak bardzo, że myślałem, że umrę. Jeżeli nie mógłbym go więcej zobaczyć, wiedziałem, że umarłbym, bo nie mógłbym żyć bez niego. Potrzebowałem jego uśmiechów, jego uścisków i pocałunków, tak jak ryba potrzebuje wody albo niemowlę mleka. On był dla mnie wszystkim, był moim światem. Zobaczyłem go ponownie dopiero w poniedziałek w szkole. Czekał na mnie przy mojej szafce. Gdy tylko go ujrzałem, rzuciłem plecak i pobiegłem w jego ramiona. Tuliliśmy się do siebie w nieskończoność. Inni uczniowie gapili się i gwizdali, lecz dla nas to już nie miało znaczenia, nigdy więcej. Nie mieliśmy już więcej żadnych tajemnic do ukrycia. Jake kochał mnie, a ja kochałem Jake'a.

Chciałem, żeby cały świat o tym wiedział!

Kilka dni przed świętami Jake obchodził swoje piętnaste urodziny. Ponieważ jego rodzice "odkryli" naszą miłość, mogłem się z nim widzieć tylko w szkole. Kilku przyjaciół i ja przygotowaliśmy dla niego małe przyjęcie podczas dużej przerwy. Mieliśmy balony, tort i lody. Jako prezent wręczyłem Jake'owi wiersz, który dla niego napisałem. Przeczytałem go głośno i każdy powiedział, że był przepiękny. Jake'owi naprawdę się spodobał. Łza spłynęła mu po policzku, gdy skończyłem czytać. Dałem mu też książkę o medytacji, ponieważ od jakiegoś czasu skarżył się on na częste bóle głowy. Czasem były one tak silne, że musiał opuszczać lekcje. Powiedziałem mu, żeby spróbował się wyluzować i traktował życie mniej poważnie. Niewiele wtedy wiedziałem, jak bardzo chory był on naprawdę.

Święta przyszły i minęły. Byłem szczęśliwy, że przerwa świąteczna się skończyła, bo nie mogłem jej spędzić z moim chłopakiem. Mama, Carley i ja wyjechaliśmy na święta do dziadków. Miło było znowu ich zobaczyć i oni również cieszyli się ze spotkania z wnukami, ale ja przez cały czas tęskniłem mocno do Jake'a. Rozmawialiśmy co prawda parę razy przez telefon, ale to nie było to samo, co widzieć jego uśmiech albo być blisko niego. Życie jest czasem bardzo dziwne. Jeszcze rok wcześniej, nigdy bym nie powiedział że to możliwe żeby tęsknić za kimś tak mocno, jak ja tęskniłem za Jake'iem. Życie jest doprawdy dziwne.

Zima powoli ustępowała wiośnie, i zanim się obejrzałem nadchodziło już lato. Kiedy tylko pogoda zrobiła się dość ciepła, powróciliśmy z Jake'iem do naszego rytuału nocnych kąpieli w jego basenie. Ponieważ jego rodzice wciąż byli przeciwko naszemu byciu razem, trzymaliśmy nasze nocne harce w tajemnicy. Właściwie dzięki temu było to bardziej zabawne. Ryzyko wykrycia naszych zabaw było bezustanne, co podnosiło nam poziom adrenaliny. Zazwyczaj pływaliśmy w późnych godzinach wieczornych, gdy rodzice Jake'a byli już w łóżkach. Kilka razy nawet pływaliśmy nago. Tacy właśnie byliśmy: para śmiałków! Ponieważ szkoła w lecie była zamknięta, nasz czas bycia razem był ograniczony. Wieczorami spędzaliśmy ze sobą najwięcej czasu. Nie zawsze pływaliśmy; czasem siedzieliśmy pod rozgwieżdżonym niebem i rozmawialiśmy albo tuliliśmy się do siebie. Po prostu uwielbialiśmy BYĆ ze sobą. Uwielbiałem leżeć obok niego na świeżo skoszonej trawie z moją głową spoczywającą na jego piersi. Kochaliśmy siebie nawzajem tak mocno, że życie wydawało się być doskonałe.

Zbyt doskonałe.

Jake wciąż miewał te okresowe bóle głowy. Jego lekarz powiedział mu, że cierpi na migreny. Przepisał mu silny środek od bólu głowy, ale Jake nie chciał go brać, ponieważ wywoływał u niego nudności. Kilka razy, gdy rozma-wialiśmy przez telefon, musiałem robić przerwę, gdy on biegł do ubikacji wymiotować. Moje serce zamierało ilekroć to się zdarzało. Było też kilka nocy, gdy jego ból pojawił się kiedy byliśmy razem. Jake kładł wtedy głowę na moich udach, a ja starałem się przynieść mu ulgę za pomocą masażu. Raz aż zaczął płakać gdy go przytulałem, ponieważ ból był tak silny. Czułem się tak bezradny nie mogąc ulżyć w jego cierpieniu. Jake był moim rycerzem w lśniącej zbroi, a ja nie mogłem zrobić nic, aby mu pomóc. Z chęcią wziąłbym na siebie jego ból. Na szczęście, migreny były rzadkie i krótkotrwałe. Nadal mogliśmy być razem niemal każdego wieczoru. Jake spędził nawet noc u mnie w domu w moje czternaste urodziny. Powiedział swoim rodzicom, że będzie nocował u innego kolegi, a potem przyszedł do nas do domu. Mama przygotowała dla mnie przyjęcie i zaprosiła kilku moich kolegów. Jake dał mi bardzo odpowiedni prezent urodzinowy. Była to płyta CD zespołu R.E.M. "Automatic For The People", na której był nagrany utwór "Nightswimming" (ang. "Nocne pływanie"). Był to rodzaj cichego żartu między nami, ale pomyślałem, że to piękny prezent. Mój najwspanialszy prezent miał zamiar spędzić ze mną całą noc (mama zgodziła się nie mówić o tym jego rodzicom) Trzymanie jego ciała blisko mojego było dla mnie uczuciem, jakbym był w niebie. Każdy z jego uścisków i pocałunków uczynił moje urodziny jeszcze bardziej wyjątkowymi.

To był ostatni raz, kiedy spaliśmy ze sobą.

Kilka dni przed rozpoczęciem szkoły, zadzwoniłem do Jake'a, lecz nikt nie odpowiadał. Próbowałem dzwonić później, ale zgłaszała się jedynie automatyczna sekretarka. Zostawiłem wiadomość, żeby oddzwonił do mnie jak tylko wróci. Minęły godziny i nadal nie było telefonu. Zacząłem się martwić. To nie było w jego stylu żeby zniknąć na cały dzień bez powiadomienia mnie. Gdy nadszedł wieczór, siadłem przy oknie i obserwowałem basen w oczekiwaniu na mojego ukochanego Jake'a. Musiałem tak zasnąć, ponieważ obudziłem się następnego ranka wciąż przy oknie. Nie oddzwonił do mnie przez noc i wiedziałem głęboko w sercu, że stało się coś strasznego. Gdy obudziłem mamę, poprosiłem ją, żeby zadzwoniła do najbliższych szpitali i spróbowała odnaleźć Jake'a. Pierwszy szpital, do którego zadzwoniła, miał pacjenta o jego nazwisku. Mama poprosiła osobę przy telefonie o rozmowę z jego rodzicami. Po paru minutach jego mama była przy telefonie i powiedziała, co się stało. Jake zapadł w śpiączkę poprzedniego dnia i wciąż pozostawał nieprzytomny. Poczułem, jak serce podchodzi mi do gardła, gdy to usłyszałem. Zacząłem błagać mamę, żeby zabrała mnie do niego. Zapytała jego mamę, czy możemy go odwiedzić, a ona odparła, że musi porozmawiać z mężem. Po kilku chwilach, które wydawały się godzinami, powiedziała, że możemy. Pobiegłem na górę, żeby się ubrać i obudzić brata. Ubieraliśmy się jeszcze w samochodzie, gdy pędziliśmy do szpitala! W szpitalu spotkaliśmy rodzinę Jake'a. Było tam kilka ciotek, wujków, kuzynów i dziadków w poczekalni. Mama Jake'a powiedziała nam, że jego mózg zaczął puchnąć, i że lekarze nie mogli zrobić nic poza czekaniem. Spojrzałem na nią z łzami w oczach i spytałem, czy mogę go zobaczyć. Poszliśmy razem korytarzem na oddział intensywnej terapii, gdzie znaleźliśmy Jake'a, jego ojca i siostrę. Jego mama powiedziała coś do nich cicho i wszyscy wyszli, zostawiając mnie samego z moim ukochanym. Wszedłem do małego pokoju i szklane drzwi za mną zamknęły się. Leżał na szpitalnym łóżku otoczony kwiatami i balonami, na których pisało: "wracaj szybko do zdrowia". Spodziewałem się zobaczyć go podłączonego do kroplówek albo z rurą do oddychania w gardle, ale on po prostu tam leżał z głową zwróconą lekko w moim kierunku. Podszedłem do łóżka próbując powstrzymać łzy, ale nie mogłem. Wyglądał jak anioł leżąc tam, tak jak zawsze wygląda, gdy śpi. Pragnąłem wspiąć się do łóżka i położyć obok niego, ale zamiast tego ująłem jego dłoń i prawie oczekiwałem, że otworzy oczy, lecz on nie poruszył nawet jednym mięśniem. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Nie mogłem pojąć, co to wszystko oznaczało i dlaczego to się przytrafiło właśnie jemu: osobie, na której zależało mi najbardziej na całym świecie! Pragnąłem, żeby znów był zdrowy, żeby ze mną rozmawiał, żeby mnie tulił. Zacząłem płakać i modlić się, żeby odzyskał przytomność. Jego mama wróciła i znalazła mnie płaczącego u boku swego syna. Myślę, że wtedy, być może po raz pierwszy, zrozumiała, jak wiele Jake dla mnie znaczył. Położyła rękę na moim ramieniu, aby mnie pocieszyć. Zanim wyszedłem z pokoju, pochyliłem się i pocałowałem go lekko w usta. Nadal leżał tam bez ruchu. Gdy szedłem do poczekalni, nadal się za niego modliłem.

Od tamtej pory nie rozmawiałem z Bogiem.

Jake pozostawał w śpiączce przez trzy dni, zanim jego mózg przestał być zdolny do podtrzymywania życia. Został podłączony do respiratora tego trzeciego dnia, a jego rodzina musiała zadecydować, jak długo chcieli utrzymywać go w tym stanie. Jego szanse na jakąkolwiek poprawę były praktycznie nieistniejące. Podjęli decyzję o odłączeniu go od respiratora piątego dnia. Nienawidziłem ich za to. Jednocześnie, zyskałem dla nich szacunek, ponieważ byli oni prawdopodobnie jedynymi ludźmi na tej planecie poza mną, którzy kochali go równie mocno, i oni chcieli pozwolić mu odejść. Ale nie ja. Ja pragnąłem być z nim tak długo, jak tylko się dało.

W dniu, w którym Jake miał być odłączony od respiratora, pozwolono mi być z nim sam na sam po raz ostatni. Znów byłem w małym pokoiku, obserwując jak mój anioł spokojnie oddycha przez rurę podłączoną do maszyny na kółkach, która stała obok łóżka. Tym razem nie było łez. Mimo to, położyłem się koło niego na łóżku i położyłem moją głowę na jego piersi, tak jak to robiłem wiele razy w przez ostatni rok. Kiedy tak leżałem wsłu[beeep]ąc się w powolne uderzenia jego serca, zdałem sobie sprawę, że właśnie minęła rocznica naszego bycia razem. Objąłem go ramieniem, przytuliłem i powiedziałem, jak bardzo go kocham. Moja dusza płakała z tęsknoty do niego. Po kilku minutach wstałem, pocałowałem go w czoło i zburzyłem mu ręką włosy, tak jak moja mama robiła to mnie przez całe moje życie. Godzinę później, Jake został odłączony od respiratora i umarł.

Pogrzeb Jake'a odbył się w następną sobotę. Mama sugerowała mi, że powinienem tam pójść, ale ja nie mogłem. Było dla mnie jeszcze za wcześnie na żegnanie się z nim.


Mój stan emocjonalny po jego śmierci trudno jest opisać słowami. Nie czułem po prostu... nic. Było to tak, jakbym nie był "rzeczywisty". Spodziewałem się czuć smutek, ale nie czułem nic. Nie płakałem.


Nie okazywałem żadnego zainteresowania żadną rzeczą. Prawie nie jadłem, ani nie zawracałem sobie głowy rzeczami takimi, jak wzięcie prysznica czy posprzątanie w pokoju. Spędzałem całe dnie w łóżku, ale nie spałem. Kiedy już zasnąłem, miałem dziwaczne koszmary. Mama zabrała mnie do lekarza po tym, jak spędziłem całe trzy dni nie wychodząc ze swego pokoju, ale niewiele miałem mu do powiedzenia. Powiedział, że cierpię na depresję po śmierci przyjaciela. Zastanawiałem się, ile lat musiał studiować w koledżu, żeby na to wpaść. Ale miał rację - cierpiałem na depresję. Poważną depresję. Bez Jake'a chciałem umrzeć. Rozważałem nawet sposoby, w jakie mógłbym popełnić samobójstwo. Każdy dzień był dla mnie torturą, a ja nie chciałem żyć w ten sposób. Naprawdę pragnąłem śmierci! Kilka dni później, siedziałem w swoim pokoju (w moim stanie pół-zombie), i chęć wypicia szklanki mleka stała się bardzo silna. Wydawało mi się to nieco dziwne, bowiem nie miałem wcale apetytu odkąd Jake umarł. Zszedłem po schodach w samych skarpetkach, majtkach i koszulce. Wziąłem szklankę z suszarki, otworzyłem lodówkę i nalałem sobie mleka.
Stałem na środku kuchni trzymając szklankę mleka, kiedy to we mnie uderzyło. Właściwie nie myślałem o niczym szczególnym w tym akurat momencie, ale moja ręka zaczęła się trząść i pozwoliłem szklance wypaść na podłogę i stłuc się. Następnie zacząłem płakać. Zacząłem płakać po raz pierwszy odkąd Jake umarł. I nie był to tylko zwykły płacz, zacząłem szlochać spazmatycznie. Moja mama musiała mnie usłyszeć, ponieważ weszła do kuchni, odsunęła mnie od rozbitego szkła, objęła ramionami i usiedliśmy razem na podłodze podczas gdy ja płakałem. Bujała mnie powoli na rękach, tak jak to robiła, gdy byłem mały, i pozwoliła abym wyrzucił z siebie wszystkie emocje. Moja dusza wyła gdy płakałem, aż rozbolało mnie całe ciało.


Tej nocy mój brat, Carley, przytulił się do mnie w moim łóżku i spaliśmy razem, tak jak to zwykliśmy robić. Miałem o wiele głębszy sen, niż w ciągu ostatnich kilku tygodni.

Nareszcie odnalazłem spokój.

Następnego ranka obudziłem się wciąż przytulony do brata. Ostrożnie, żeby go nie obudzić, wstałem z łóżka i usiadłem na jego brzegu. Przez chwilę patrzyłem, jak śpi. Był ślicznym, małym chłopcem i chciałem go chronić. Nie mógłbym zostawić go, tak jak nasz ojciec zrobił to po rozwodzie. Potrzebował mnie, a ja potrzebowałem jego. To właśnie wtedy zdecydowałem, że nie zabiję siebie.

Miesiące mijały, a ja wciąż myślałem o Jake'u każdego dnia. Przychodził mi na myśl gdy byłem w szkole, oglądałem telewizję, gdy ktoś wspomniał jego imię. Odtwarzałem "Nightswimming" na moim odtwarzaczu CD całymi godzinami i płakałem za nim słuchając. Zdarzało się też, że wściekałem się z powodu jego straty. Moje życie odmieniło się na zawsze.

Już nigdy nic nie było takie same.

EPILOG

W dniu, który byłby szesnastymi urodzinami Jake'a, odwiedziłem jego grób po raz pierwszy. Było chłodne, szare popołudnie i drzewa na cmentarzu były już bez liści. Byłem sam i usiadłem po turecku obok nowego nagrobka. Wokół panowała cisza, gdy zacząłem do niego mówić poprzez moją duszę. Choć może się to wydawać dziwne, mogłem "poczuć" jego obecność. Wiedziałem, że gdziekolwiek był, słyszał mnie. Ta myśl wywołała uśmiech na mojej twarzy, jak to często bywało w tych dniach, kiedy wspominałem szczęśliwe chwile, jakie razem dzieliliśmy. Przyniosłem z sobą ten krótki, prosty wierszyk, który napisałem dla niego rok wcześniej na jego ostatnie urodziny, i przeczytałem go na głos:

I love you and you love me
Seven simply words that make us we,

You came into my life quite unexpectedly
Your love for me remains a mystery,

Together we laugh, love, and cry
Our bond is so strong it will never die,

I'm as happy as I'll ever be,
Because I love you - and you love me.

Informacja o Autorze

To opowiadanie jak i kontynuacje, która również będzie na tym portalu napisał młody chłopak - mój znajomy dla niego o zamknięty rozdział, ale dla mnie najpiękniejsze opowiadanie jakie czytałem

Podobne artykuły


13
komentarze: 49 | wyświetlenia: 1476
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1581
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 1202
11
komentarze: 17 | wyświetlenia: 2415
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 2042
11
komentarze: 40 | wyświetlenia: 2845
10
komentarze: 69 | wyświetlenia: 674
10
komentarze: 123 | wyświetlenia: 975
10
komentarze: 156 | wyświetlenia: 796
10
komentarze: 20 | wyświetlenia: 1141
10
komentarze: 65 | wyświetlenia: 3391
10
komentarze: 81 | wyświetlenia: 2320
10
komentarze: 38 | wyświetlenia: 1602
10
komentarze: 3 | wyświetlenia: 529
 
Autor
Dodał do zasobów: TuTurysta
Artykuł

Powiązane tematy





Opowiadanie przedstawia piękną historię. Jeśli mam być szczery muszę powiedzieć, że popłakałem się czytając ją. Według mnie, jest bardzo warta przeczytania, ponieważ wzbogaca ludzkie pojmowanie. Ja sam myślę, że zapamiętam tę historię do końca życia.
Dziękuję z głębi serca za podzielenie się tą historią.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska