Login lub e-mail Hasło   

Namacalna duchowość.

Podobno autentyczne doznania duchowe można mieć wszędzie, nawet w kościele. Ja swoje miałam w szpitalu.
Wyświetlenia: 2.140 Zamieszczono 13/03/2015

Dawno, dawno temu.

Aż trudno mi samej uwierzyć, że od tamtego wydarzenia minęło 25 lat. Gdy o tym myślę, wszystko jest tak wyraziste, jakby cała akcja odbyła się rok temu.

Całkiem zwyczajny początek.

Wszystko zaczęło się całkiem zwyczajnie. Pewnego wrześniowego popołudnia mój młodszy brat wybrał się na łąki zbierać pieczarki. Zdaję sobie sprawę, że większość z obecnej młodzieży widziała pieczarki jedynie w sklepie, ale zapewniam, że pieczarki można zbierać, jak każde inne grzyby. Łup był pokaźny – pół reklamówki zdrowych i dorodnych grzybów. Było wspólne obieranie i obgotowywanie, gdyż następnego dnia miał być zrobiony przepyszny sos. Ja, jako niecierpliwe dziecię, nie byłam w stanie wytrzymać do następnego dnia, więc podjadłam sobie niewielką porcję od razu.

Następny dzień też był zwyczajny: powrót ze szkoły i pyszny sosik na obiad – rzadko kiedy było aż tak gęsto od grzybów.

Jazda zaczęła się już od rana.

To, że „coś jest nie tak” zauważyła nasza babcia, opiekująca się moją młodszą dwuletnią siostrą. Dziecko zaczęło wymiotować, a babcia niemal zmusiła mamę, żeby pojechała z nią do szpitala. Do tej pory nie wiem, jak to się stało, że zdołała ją namówić do wizyty w szpitalu ze „zwykłymi wymiotami”. Nie wiem, co działo się w szpitalu, ale zapewne na hasło „grzyby” zrobili błyskawiczną akcję, bo ledwie mama wróciła do domu – wtedy jeszcze matki nie mogły zostawać z dzieciakami w szpitalu, przyjechała do nas policja z hasłem, że wszyscy musimy się natychmiast zbierać, bo zabierają nas do szpitala z powodu wykrycia zarodników muchomora sromotnikowego. Czasu dali nam tak mało, że nawet nie miałam czasu zmienić domowej koszuli i spodni od dresu na nic bardziej „stosownego”. Nie mówiąc o tym, że nie zabraliśmy ze sobą nic, nawet szczoteczek do zębów.

Jechaliśmy tym samochodem policyjnym i zastanawialiśmy się „co dalej?”. Okazało się, że „dalej” spotkaliśmy się z karetką, która wiozła moją siostrę. Musieliśmy się pozamieniać – dorośli mieli jechać z policją do miejscowego szpitala, a dzieci karetką do Warszawy. Czy muszę pisać, że nikt z nas nie był świadomy niebezpieczeństwa? Denerwowaliśmy się tylko, że dali nam tylko tyle czasu, żebyśmy mogli wymienić po jednym buziaku na pożegnanie. I dalej w drogę. Trasę, która normalnie zajmuje około 2 godziny, przejechaliśmy w 50 minut. Nigdy w życiu, ani wcześniej, ani później nie jechałam tak szybko samochodem.

Karuzela się rozkręca.

Po przyjeździe wpadliśmy w szpitalną karuzelę: płukanie żołądka – obrzydlistwo, szukanie wolnego miejsca na sali – musieli pobudzić dzieciaki, żeby poprzestawiać łóżka. Następnie wyciąganie treści z dwunastnicy – jeszcze większe obrzydlistwo, pobieranie krwi do badań i nerwacja pielęgniarek, że nie mogą pobrać od małego dzieciaka, bo najpierw nie mogą się wpić, a potem krew krzepnie w probówce, a na koniec uroczego dnia zapowiedź, że od rana czeka nas płukanie osocza, co oczywiście totalnie nic mi nie mówiło.

Koszmarna noc.

Noc była koszmarem. Moja młodsza siostra cały czas płakała w sali obok, a „ciocie” nie pozwalały mi do niej pójść, bo po pierwsze jestem pod kroplówką, a po drugie „dzieci przecież muszą sobie czasami popłakać”. Miałam ochotę je udusić na miejscu. Na szczęście udało mi się jakoś „zagadać” dzieciaka i w końcu usnęła.

Czyszczenia ciąg dalszy.

Następnego dnia było czyszczenie osocza. Aby mogli to zrobić, musieli wbić się przez naczynia podobojczykowe i włożyć wenflony do przedsionków serca – anestezjolog, który to robił był przystojny i niezwykle uroczy, co było jedynym pozytywnym akcentem tamtego poranka. Potem było kilka godzin leżenia plackiem, wtedy to przekonałam się jak twarde mogą być szpitalne łóżka.

Śmierć przeszła obok.

Ledwie przywieźli mnie z płukania osocza. Ledwie udało mi się porozmawiać z moim bratem i utulić siostrzyczkę, a w sali obok rozległ się alarm. Okazało się, że ośmioletnia dziewczynka, która tam leżała dostała zapaści. Akcja reanimacyjna trwała ledwie chwilę, potem wszystko ucichło, a do mnie dotarło, że ta dziewczynka, która też była po zatruciu grzybami, właśnie zmarła.

Panika.

I wtedy do mnie dotarło, że z nami też tak może być. W każdej chwili, bez ostrzeżenia, możemy wpaść w śpiączkę, z której już nie wyjdziemy, albo jak ktoś woli, wyjdziemy po drugiej stronie.

Opanowała mnie galopada myśli. Co teraz będzie? A jak umrę? Co ciekawe, nie bałam się samego aktu umierania. Nie wiem, czy to naturalna dojrzałość, czy brak świadomości, ale bardziej bałam się o to, co będzie z tymi, którzy zostaną. Przecież nasza ukochana mamcia nigdy nie daruje mojemu bratu tych grzybów. On sam też może przez cały życie mieć wyrzuty sumienia. A co z naszą babcią, która w swoim życiu straciła już trójkę własnych dzieci i męża, czy da radę przeżyć jeszcze jedno nieszczęście?

Co robić?

Co można robić w takiej sytuacji? Modlić się? Obiecywać Bogu poprawę, której i tak człowiek nie jest w stanie utrzymać? Przeklinać? Złościć się? Biadolić i zastanawiać „dlaczego ja”? W końcu, dlaczego nie? Przecież na świecie jest tyle chorób, śmierci, nieszczęścia, bólu itp., więc dlaczego mnie ma się upiec, a innym nie?

Mój umysł ogarnęła taka karuzela myśli i uczuć, że nie jestem w stanie tego opisać.

I w pewnym momencie...

I w pewnym momencie zamknęłam oczy i poczułam, że wyskoczyłam z tej karuzeli i doświadczam namacalnej obecności Boga. Tych, którzy spodziewają się jakiś fajerwerków typu: chóry anielskie, Jezus w tęczowej otoczce, czy przemawiająca kojącym głosem Maryja, muszę rozczarować. Nic takiego nie było. Po prostu, nie było nic. Ani jednej myśli. Ani cienia emocji. Tylko stan, który mogłabym określić jako: absolutny spokój i absolutne przekonanie, że COKOLWIEK będzie, będzie dobrze. Poczułam się tak, jakby zasłona rzeczywistości pękła, a ja przez chwilę mogła spojrzeć w oczy Bogu. Niesamowite doświadczenie.

I co potem?

Potem okazało się, że wszystko będzie w porządku. Wyniki badań doszły do normy, a lekarze zaczęli nieśmiało wspominać, że prawdopodobnie wszyscy z tego wyjdziemy, i tak też było.

A potem powrót do rzeczywistości: szkoła, nauka i przeżywanie dnia za dniem. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że po tym doświadczeniu diametralnie zmieniłam swoje życie, czy że stałam się lepszym człowiekiem. Jedyne, co mogę powiedzieć z czystym sumieniem, to to, że umiałam patrzeć na siebie i świat z większym dystansem, co mi często pomagało w trudnych chwilach.

Dlaczego teraz to do mnie wróciło?

Ostatnio z jednym z moich znajomym rozmawialiśmy o duchowych przeżyciach. Zastanawialiśmy się jak praktyki duchowe mogą pomagać w prowadzeniu biznesu. I wtedy opowiedziałam mu o tym wydarzeniu. Potem zobligowałam się, że to opiszę i głęboko zastanowię, co mogę zrobić, żeby wspomnienie tego doświadczenia jeszcze lepiej pomagało mi w życiu. Pierwszą część zobowiązania wykonałam. Reszta musi sprawdzić się w życiu.

Podobne artykuły


25
komentarze: 84 | wyświetlenia: 1841
17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 989
16
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1632
15
komentarze: 134 | wyświetlenia: 2034
15
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1330
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 710
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 521
14
komentarze: 119 | wyświetlenia: 932
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 862
14
komentarze: 11 | wyświetlenia: 1120
13
komentarze: 21 | wyświetlenia: 819
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 507
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1110
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 514
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 828
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Ciekawe, dlaczego akuratnie " doświadczam namacalnej obecności Boga"? Nie przeciążony karuzelom myśli umysł wyłączył się, chroniąc przed przegrzaniem, pogodził się z sytuacją, jak tysiące razy w życiu - "co będzie, to będzie", ale właśnie " doświadczam namacalnej obecności Boga". Czy gdyby ktoś umarł albo miał poważniejsze powikłania nasz umysł pogodzony z rzeczywistością by zaprotestował? Zapewne nie, zawsze potrafi zracjonalizować sytuację.

Myślę, że odpowiedź na pytanie "skąd wiem?" wymagałaby oddzielnego artykułu. Odpowiadałeś sobie kiedyś na pytanie np. skąd wiem, że interesuje mnie właśnie to? skąd wiem, że podoba mi się akurat ten osobnik płci przeciwnej? skąd wiesz, że czegoś nie rozumiem, lub odwrotnie, że właśnie coś zrozumiałem? Podobnie jest z doświadczeniami duchowymi. Gdybym nie eksperymentowała z transem i hipnozą, świad ...  wyświetl więcej

@Aneta Zdrojewska: Więc " wiem, że był to pewien rodzaj duchowego wglądu" czy " doświadczam namacalnej obecności Boga" jest pewna subtelna różnica, chyba że to wszystko jedno wg ciebie?

@roszpunek: Wtedy, dla piętnastoletniej dziewczyny wychowanej w duchu katolicyzmu, bo przecież religii się nie wybiera, było to doświadczenie namacalnej obecności Boga, gdy teraz mam podobne doświadczenia, nazywam je wglądem. Natura doświadczenia pozostaje jednak ta sama. Czy jest jakaś różnica w samym przeżyciu, jeśli pewne swoje doświadczenie nazwiesz orgazmem, uniesieniem, szczytowaniem, czy ta ...  wyświetl więcej

@Aneta Zdrojewska: Czyli kluczem do tej "namacalnej duchowości" było to że miałaś 15 lat i byłaś wychowana w duch katolicyzmu? Najgorzej gdy ludzie trzymają się sztywno wymyślonej kiedyś wersji i zamykają się na racjonalne wytłumaczenie zdarzenia, choć rzeczywiście ciekawe dlaczego właśnie taka forma obrony była najwłaściwsza wtedy dla ciebie. Jak mi się wydaje Ty nie należysz do tych osób i jesteś otwarta na racjonalne wytłumaczenie zdarzeń. Pozdrawiam ;-)

@roszpunek: To było kluczem do interpretacji tego doświadczenia w ten sposób. "Prawda" mogła wyglądać następująco: na poziomie neuronów mój mózg mógł zostać zalany odpowiednim neuroprzekaźnikiem. Na poziomie funkcjonowania mózgu mogła się w nim pojawić potężna fala fal Theta. Na poziomie ego mogło dojść do pewnego rodzaju wyłączenia. Na poziomie duchowym pojawiło się doświadczenie wglądu. Wszystko ...  wyświetl więcej

  ryh,  14/03/2015

Oczywiście zjedzenie trujących grzybów było spowodowane przez diabła. Co za głupek z tego Szatana. Przez swoje zagrywki spowodował że jakby zasłona rzeczywistości pękła, a Ty przez chwilę mogłaś spojrzeć w oczy Bogu. Ja na jego miejscu podsuwałbym Twojemu bratu tylko dobre grzyby.

@ryh: Mogła to też być czyjaś klątwa ;)

  ryh,  14/03/2015

@Aneta Zdrojewska: Czy bóg nie jest w stanie spojrzeć nam w oczy z własnej inicjatywy? Czy musi czekać na takie gówniane preteksty?

@ryh: Jeśli już, to raczej my mamy zazwyczaj spuszczony wzrok.

  ryh,  14/03/2015

@Aneta Zdrojewska: Ale przecież podobno on jest wszędzie, nieważne gdzie patrzymy.

@ryh: Czy zawsze dostrzegasz to, na co patrzysz?

  liwa,  14/03/2015

@Aneta Zdrojewska: zdarzyła mi się taka "stop klatka" życiowa.. niczego nie czulam a ta pozorna pustka nie przerażała, a nawet paradoksalnie wypełniła moją świadomość poczuciem bezpieczeństwa i błogiego spokoju.. od tamtej chwili wydaje mi się ze już nic nie jest takie samo.. :)

  ryh,  15/03/2015

@Aneta Zdrojewska: Jeśli długo patrzę i nie dostrzegam to zaczynam zadawać sobie pytanie czy jest sens dalej szukać i czy to coś, czego szukam, jest mi niezbędne do działania.Jeśli mój świat identycznie funkcjonuje bez poszukiwanego obiektu, jak i z nim, to dochodzę do wniosku że obiekt ten jest dla mnie zbędny.Nie przekonuje mnie obietnica lub zastraszanie, że jeśli nie znajdę jakiegoś obiektu to zrujnuję swoje życie po śmierci, a jeśli go znajdę to będę szczęśliwy na stałe.

  nse,  15/03/2015

@ryh: Całkiem nie dawno miałem taki przypadek: naprawiałem mysz bezprzewodową i podczas montażu wystrzeliła mi sprężynka o wymiarach ok L = 4mm Fi = 1mm szansa jej znalezienia na warsztacie bliska zeru, oczywiście podjedliśmy z kolegą próbę jej odnalezienia takim magnesem na magnesie znalazło się sporo maleńkich zagubionych śrubek sprężynek itp jednak tej szukanej nie było ..., nastąpiła rezygnacj ...  wyświetl więcej

@Mariusz Kajstura: Kiedyś obrabiałem wałek na tokarce i wiór odpryskowy wpadł mi w powiekę tak, że przetopił się do gałki ocznej ale nie straciłem wzroku, a dzisiaj nie mam nawet śladu. Innym przykładem jest gdy pewnego dnia z własnej głupoty stanąłem nad kilku metrową przepaścią( wykopaną w górze dla pozyskania piasku) i załamał się mi grunt pod nogami i poczułem wtedy silne odepchnięcie w tył i nic mi się złego nie stało.
:-)

  ryh,  15/03/2015

@Mariusz Kajstura: Ponieważ odnalazłeś sprężynkę L=4 i fi=1 (mm) "przypadkiem", jak sam piszesz, to niema tu nic do tłumaczenia. Tłumaczenie byłoby potrzebne gdyby przy znalezieniu pomagał Ci duch święty, Jezus, Jahwe lub św. Antoni.Widzisz, życie ateistów jest prostsze.

  nse,  15/03/2015

@ryh: Niby tak, tylko w razie hecy to trudno się modlić do "św przypadku" by pozbierać zmysły :)

@ryh: Ale przecież podobno on jest wszędzie, nieważne gdzie patrzymy
------------
A kiedy zamkniemy oczy to nawet pod powiekami !

@ryh: Jasne. Tak naprawdę problem pojawia się wtedy, gdy niedostrzeganie czegoś może się negatywnie odbić na twoim życiu: niedostrzeganie problemów swojego dziecka, niedostrzeganie, że człowiek pakuje się w bagienko itp.

  ryh,  16/03/2015

@Mariusz Kajstura: Mariuszu, "hece" w życiu człowieka można podzielić na dwie kategorie.Takie z których się wychodzi obronną ręką i takie z których się wychodzi nogami do przodu. Ten podział obowiązuje zarówno ludzi którzy modlą się i wierzą w pomoc boską, jak i tych, którzy tego nie robią. Szpitale, więzienia i cmentarze na całym świecie, w statystyce 98%, zapełniają ludzie modlący się i wierzący.Daje do myślenia co nie?

  ryh,  16/03/2015

@zakrawarski: Czują go nawet wierzący niewidomi. Co dowodzi że istnieje w umysłach osób wierzących.

  ryh,  16/03/2015

@Aneta Zdrojewska: Aneto, czy to bóg nie dostrzegł grzybów trujących pomiędzy jadalnymi, czy Ty? Czy to bóg zastosował Ci płukanie żołądka, osocza i inne zabiegi? Nie, zrobili to ludzie. Jeżeli za bardzo skoncentrujesz się na bogu i sprawach duchowych to przestaniesz zwracać uwagę na ludzi i ich problemy. A cuda nie zdarzają się zbyt często......... a wredni ateiści zawsze znajdą ich racjonalne wytłumaczenie.

@ryh: Zatrucie było pewnym zdarzeniem. Nie mam potrzeby obwiniania za nie kogokolwiek: Boga, szatana, mojego brata (że przyniósł), mojego ojca (że nie zauważył), mnie samej, (że byłam łakoma i zjadłam je wcześniej) itd. Duchowy wgląd był również pewnym wydarzeniem, o które nie prosiłam, ani go nie oczekiwałam. Z drugiej strony, co w tym niestosownego, że odwoływanie się do niego pomagało mi późnie ...  wyświetl więcej

  ryh,  16/03/2015

@Aneta Zdrojewska: Duchowy wgląd jest Twoim prywatnym, pięknym przeżyciem, które dało Ci wytchnienie w tragicznych okolicznościach. Nazywanie tego momentu "bogiem" deprecjonuje ten wspaniały epizod w Twoim życiu. Ponieważ "bogiem" zapełniali i zapełniają sobie gęby najwięksi zwyrodnialcy. Twórcy stosów na których płonęli przeciwnicy różnych religii, samobójczy dewianci opasani dynamitem, a ostatni ...  wyświetl więcej

@ryh: To nie nazwa jest obleśna, tylko sposób, w jaki podli ludzie ją wykorzystują. To takie proste, powiedzieć, że działa się w imię Boga i robić świństwa. Bycie fanatykiem jest łatwe. Powstrzymanie karzącej dłoni na widok przestrachu i łez w oczach dziecka, już nie. Już kiedyś o tym pisałam. To nie Bóg potrzebuje obrońców, tylko obrońcy potrzebują Boga, żeby móc się poawanturować. Tak naprawdę to zgadzamy się w większości poruszanych tu kwestii :)

  ryh,  16/03/2015

@Aneta Zdrojewska: Nazwy wywołują skojarzenia. Właściwie po to są. Jeśli ktoś użyje nazwy własnej, np Adolf Hitler, to z czym Ci się to skojarzy? Z małym berbeciem Adolfkiem, który radośnie baraszkuje na trawie pod opieką mamusi? No raczej nie. Ja negatywnie kojarzę słowo "bóg". Natomiast "duchowy wgląd" brzmi nieco enigmatycznie, ale w kontekście Twojej życiowej przygody bardzo pozytywnie.
Pomijając słowo "bóg" na pewno mamy wiele podobnych przemyśleń...przecież jesteśmy ludźmi. ]:-)

  nse,  16/03/2015

@ryh: Jaka różnica w sensie zdania kiedy w miejsce "bóg" wpiszesz "przypadek" ... ??

  ryh,  17/03/2015

@Mariusz Kajstura: Dobre pytanie, bo zmusiło mnie do myślenia.
Jeżeli bowiem w zdaniu użyjemy formy opisującej działanie osoby inteligentnej posiadającej atrybuty zbliżone do ludzkich np. "bóg tak chciał" to to zamiana na "przypadek tak chciał" jest bezsensowna. I podobnie w "bóg powiedział".
Jeżeli jednak forma zdania jest bardziej ogólna, ograniczająca się jedynie do opisania efekt ...  wyświetl więcej

  nse,  17/03/2015

@ryh: Można wierzyć w "przypadek" i można wierzyć w "boga = talizman, amulet, przypadek, los, itp ... " , przykładowo w kasynie ;)
Przykładowo takie zdanie: Przypadek powiedział że moja teoria runęła w gruzach. Ma sens czy nie ??
Ps. celowo użyłem słowa bóg z małej litery, tak rozumie wytwór ludzkiej wyobraźni ... Zaś słowo Bóg odnoszę do ponadczasowej siły sprawczej porządkującej zg ...  wyświetl więcej

  ryh,  17/03/2015

@Mariusz Kajstura: Mariuszu, "przypadek" nie mógł powiedzieć ponieważ mowa jest cechą tylko i wyłącznie ludzi. Psy szczekają, koty miauczą, a mówią tylko i wyłącznie ludzie. Oczywiście możemy używać wyrazów jako metafor i np zwrot "mówią wieki" jest stosowany i zrozumiały.
W konkretnym zdaniu bardziej poprawna będzie forma:" Przypadek (zbieg okoliczności) spowodował że moja teoria runęła w gruzach.

  nse,  17/03/2015

@ryh:Przypadek uświadomił mi, że moja teoria runęła w gruzach. ... lepiej ??

  ryh,  18/03/2015

@Mariusz Kajstura: Oczywiście.

  Remter,  14/03/2015

W tym filmie poczujesz jak wygląda duchowość Lucyferiańska ... https://www.youtube.com/watch?(...)scHmc1o

  liwa,  14/03/2015

@Remter: film nie jest udostępniony, taki napis mi się pokazuje

  Remter,  14/03/2015

@liwa: Ja jestem w Polsce i mnie się otwiera... widocznie zagranica blokuje... wpisz w wyszukiwarkę Doktryna szoku - może się otworzy.

  Remter,  14/03/2015

lub wpisz na YouTube Jan Nemo i tam znajdziesz na jego stronie..

  nse,  15/03/2015

I to jest zdrowe podejście do Duchowości nie żadne rozdęte propagandą ideologie :) Jak pokazałaś to można rozmawiać i doznawać Duchowości jednocześnie twardo stąpając po ziemi ;)
Pozdrawiam :)

  nse,  15/03/2015

@Aneta Zdrojewska: " Jeśli już, to raczej my mamy zazwyczaj spuszczony wzrok. " Ostatnio gdy rozmawialiśmy z przyjaciółmi o braku pozytywnych przykładów "autorytetów" do naśladowania, taka sama myśl przyszła mi do głowy ... wszystko czego potrzebujemy mamy, tylko tego zauważyć nie możemy ;)
Ileż to razy będąc opętani w "karuzeli myśli", nie jesteśmy w stanie dostrzec oczywistych rozwiązań ?

bardzo mądre

Trafia to do mnie - masz dobre pióro! I piękną duszyczkę... :)
Najlepszego!

  dominikz  (www),  19/03/2015

bardzo ciekawe:) pozdrawiam

Zawsze z dystansem podchodzę do tego typu opowieści. Ludzki umysł potrafi wytworzyć każdy obraz, a mózg przetworzy to go tak, że rozum będzie w stanie tylko potwierdzić, że "kontakt" miał miejsce. Nie oznacza to jednak, że podważam to o czym pisze Autorka artykułu. Być może jej podświadomość zareagowała właśnie w ten sposób na stres oraz strach. Może i być tak, że Autorka faktycznie poczuła czyjąś obecność

Ciekawy art, z tym że po ataku paniki, w końcu przychodzi spokój, ja nie widzę związku z "Bogiem", poza tym była pani zależna od ludzi, w końcu przychodzi poddanie, jeśli człowiek jest zależny od czegoś.
Z jakiegoś powodu, część ludzi którzy byli blisko śmierci, doszukuje się w tym że przeżyli mistyki, nieznajoma dziewczynka zmarła. Nie istnieje powód dla którego "Bóg" w którego oczy pani "patrzyła", miał ratować akurat panią, a nie tą dziewczynkę.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska